rozpoczęcia spadku będą właśnie najbliższe dwa tygodnie, w czasie których
zakończy się okres publikacji najważniejszych firm. O ile rynek nie dostanie
bardzo dobrych wyników i jeszcze lepszych prognoz (nie za bardzo jest już od
kogo), to podsumowanie II kwartału nie wypadnie najlepiej. Cała uwaga
zacznie skupiać się więc na danych makro, by zobaczyć jak spółki radzić będą
sobie w kolejnych kwartałach. I tutaj mogą zacząć się największe schody, z
których indeksy spadną na niższe poziomy.
Najważniejszych z nich okaże się zapewne sytuacja na rynku nieruchomości,
dla której zwiastunem kłopotów jest ostatni mocny wzrost rynkowych stóp
procentowych. Spowodowało to, że w ostatnich trzech tygodniach popyt na
refinansowanie kredytów hipotecznych (źródło zysków dla banków i ogromny
zastrzyk gotówki dla konsumentów) spadł 28%, a oprocentowanie wzrosło do
blisko 6% czyli poziomu najwyższego od 6 miesięcy. Oczywiście wzrost
rynkowych stóp procentowych nie jest dramatem samym w sobie, ale jeśli
refinansowanie kredytów hipotecznych było jednym z ważniejszych źródeł
popytu w gospodarce, bezrobocie jest na bardzo wysokim poziomie, a
konsumenci zadłużeni są najmocniej w historii, to konsekwencje tego mogą być
nie tylko dotkliwe (w sensie powrotu do normalności) dla rynku
nieruchomości, ale głównie dla skali wydatków konsumentów. A to jak wiadomo
podstawa amerykańskiego wzrostu gospodarczego. Co mogłoby dać gnariusza japońskiego". Tym razem
raz jeszcze rzut oka na waluty. Jen wobec dolara od kwietniowego dołka 95
r. do szczytu na Nikkei osłabł 37,4%. Z kolei dolar do euro zapoczątkował
osłabienie na początku 2002 r. i do szczytu osłabł 37,9%. Przy wsparciu
Bank of Japan i po ustanowieniu szczytu przez Nikkei, po krótkiej korekcie
jena rozpoczęła się kolejna fala osłabienia waluty, która miała podobny
zasięg ! Bardzo wiele czynników wskazuje na scenariusz, w którym S&P500
powraca pod 965 pkt. analogicznie do Nikkei, a dolar wobec euro dalej
osłabia się analogicznie jak kiedyś jen do dolara. Warto przy tym odnotować,
że okres trwania pierwszego osłabienia waluty był w obu przypadkach niemal
identyczny (zupełnie jak "pakiety stymulacyjne") i zachowując tą analogię
obejrzelibyśmy w ciągu następnego półtora roku osłabienie dolara do euro do
poziomu 1,45-50. Można się jedynie spierać, czy osłabienie waluty
spowodowane rekordowym deficytem i brakiem trwałego ożywienia gospodarczego
(jak zakładam) wywoła załamanie indeksów poprzez wzrost stóp procentowych
(FED musiałby to uczynić, niezależnie od sytuacji gospodarczej), czy też
może to załamanie indeksów wywoła odpływ kapitału od coraz mniej atrakcyjnej
i wiarygodnej Ameryki, a to z kolei skutkować będzie dalszym osłabieniem
waluty. Wynik jednak w obu przypadkach ten sam i na pewno nie czterocyfrowy
na S&P500.
To oczywiście spojrzenie na amerykański rynek w nieco dłuższym terminie,
więc zapewne przydatne jedynie dla 2% inwestorów patrzących na rynek nie
tylko pod kątem kolejnej sesji ;-) Zobaczmy więc co czeka nas w tym
tygodniu. Wyników spółek oczywiście nie zabraknie, ale to już nie ten
"kaliber", a więc inna moc rażenia. Z najważniejszych mamy American Express
w poniedziałek, DuPont McDonalds Tyco wtorek, Aetna w środę, Procter&Gamble
Exxon Mobile Disney w czwartek. Uwaga powoli przechodzi jednak w stronę
danych makro. Już we wtorek wskaźnik zaufania konsumentów za lipiec, w środę
beżowa księga, w czwartek Chicago PMI i wstępne dane PKB za II kwartał, a w
piątek bomba zegarowa - bo nie można inaczej nazwać tylu publikacji jednego
dnia. Najważniejszy będzie raport o bezrobociu, ale do tego dochodzą wydatki
i dochody ludności, rewizja indeksu nastroju Univ Michigan, wydatki na
inwestycje budowlane i wskaźnik ISM. Wszystko właśnie w piątek ! i
niezależnie od wcześniejszego zachowania rynku, te publikacje powinny
zadecydować w tym tygodniu, czy SP500.gif rozpocznie nową falę wzrostu
przechodząc na trwałe ostatnie szczyty przy 1015 pkt., czy też zgodnie z
moimi oczekiwaniami rozpocznie falę spadkową schodząc poniżej wsparcia
965-75 pkt.
Ten pesymistyczny scenariusz w dłuższym terminie nie pozostałby bez wpływu
na nasz rynek. Na razie jednak większość giełd z przymrużeniem oka patrzeć
będzie na amerykańskie indeksy, wstrzymując decyzje przed wspomnianą serią
kluczowych danych w piątek. Szczególnie dotyczy to właśnie naszego parkietu,
gdzie dzięki rozgrywce funduszy przestaliśmy naśladować giełdy zachodnie. Do
ich naśladowania w najbliższym czasie dodatkowo zniechęcać będzie okres
publikacji kwartalnych wyników polskich spółek. Niektórzy powiedzą, że to w
tej chwili dla naszego rynku największe zagrożenie. Inni z kolei, że wręcz
największa szansa. Trudno nie zgodzić się bowiem z coraz głośniej wyrażaną
opinią, że ceny niektórych największych akcji (z największym naciskiem na
banki) nieco za bardzo oderwały się od fundamentów i może to zostać obnażone
kwartalnymi publikacjami. Optymiści powiedzą jednak, że nawet jeśli przy
ewentualnych słabych wynikach (w porównaniu do obecnych poziomów cen akcji)
rynek nie będzie chciał spadać i fundusze będą dalej mocno kupować, okresie co obecnie, to konsolidacja.
Wyniki.gif Z drugiej jednak strony, zwracałem już kilkakrotnie uwagę, że tuż
po wynikach ostatnich największych firm następuje szybki wzrost, będący
prędzej nie wyrazem optymizmu po wynikach, ale ulgą dla funduszy, że
wszystkie "zagrożenia" mocnej przeceny spółek mają już za sobą.
Scenariusz na najbliższy okres wygląda więc tak, że w tym tygodniu większość
spółek rozgrywana będzie już pod kątem wyników. W tym podziale powinny
wyróżniać się słabe banki. Co prawda we wtorek rynek dostanie już wyniki BZ
WBK a w czwartek Orbisu, ale nie na to wszyscy czekają. Prawdziwy "sezon"
wyników zacznie się dopiero od przyszłego poniedziałku, czyli akurat w
momencie gdy dyskontować będziemy zachowanie amerykańskich indeksów w
reakcji na piątkową lawinę danych makro. Tego dnia (04 sierpnia) wyniki
podadzą BPH, Comarch, Computerland, Dębica i KGHM. Po drodze 7 czerwca jest
Agora i od 11 do 14 sierpnia codziennie inna spółka - SFT, PEO, PKN i 14
sierpnia (czwartek) z reguły najważniejsza dla rynku TPS. Tak więc według
ostatnich schematów ten tydzień powinien być jedynie przetasowaniem w
portfelach przed wynikami, kolejne dwa będą konsolidacją lub spadkiem, a
dopiero po wynikach TPS byki mogą śmielej powrócić na parkiet.
Zobaczmy nieco krótszy termin. Ostatnia piątkowa sesja wyraźnie pokazała, że
pod poziomem 1320 pkt. na kontraktach jest jeszcze zbyt dużo "łapaczy
korekt". Minimum 1319 pkt. bardzo szybko uruchomiło mocne kupno. Na kolejną
falę spadków nie należy się szykować przed dojściem kontraktów do 1350 pkt.
Kontrakty_intra.gif co byłoby równoznaczne z ruchem powrotnym indeksu do
linii szyi podwójnego szczytu Indeks_intra.gif Zasięg spadku tej formacji
na indeksie sprowadziłby oba instrumenty w okolice 1305 pkt. Biorąc pod
uwagę wspomnianą historyczną słabość w okresie przedstawiania wyników, taki
scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny. Tym bardziej, że na
przewagę niedźwiedzi wyraźnie wskazuje rozkład obrotów w tym tygodniu.
Pierwsze trzy dni rozpoczynały się od mocnych przecen. W czasie ich trwania
obroty były bardzo duże, a z kolei odrabianie strat w drugiej części sesji
(poniedziałek), czy czwartkowy i piątkowy wzrost, miały wyraźnie jedynie
korekcyjny charakter (niskie obroty). Bardzo dobra ostatnia sesja w Stanach
zachęcać będzie w takim wypadku nie do prognozowania kontynuacji trendu
wzrostowego na naszym rynku, ale do wykorzystania wzrostu do przejścia na
krótką stronę. Przynajmniej do publikacji wyników TPS. O prognozie
pogłębienia ostatniej korekty i realizację zasięgu podwójnego szczytu trzeba
będzie natychmiast wyrzucić z pamięci, gdy zarówno indeks, jak i kontrakty
zrobią w tym tygodniu nowe szczyty.
Obejrzyjmy trochę wykresów. Ostatnia korekta wyraźnie ochłodziła
krótkoterminowe wskaźniki Ultimate.gif Stochastic.gif Price_ROC.gif akurat
na odbicie na początek tygodnia, a w nieco dłuższym terminie dawałbym
przewagę niedźwiedziom RSI.gif MACD.gif Trix.gif choć akurat mniej z powodu
samego wyglądu wskaźników, bo byki pokazałyby brak negatywnych dywergencji,
a bardziej z powodu rozpoczęcia spadku ADX.gif co przy tych poziomach tego
wskaźnika zwykle rozpoczynało głębszą korektę trendu.
Jeśli o wskaźnikach mowa, to powtórzę część gazetowego komentarza odnośnie
Wigometru. Przez ponad pół roku publikowania tego wskaźnika dorobił się on
bowiem miana antywskaźnika i większość inwestorów i analityków nie chce
słyszeć o spadkach zanim nie obejrzy dodatnich wartości Wigometru. To moim
zdaniem mocno błędne myślenie. Po krótkiej analizie, okazuje się bowiem, że
traktowanie Wigometru jako antywskaźnika nie ma w mojej ocenie związku z
braki wyrażają swoje
zdanie o nieco dłuższej koniunkturze, to należałoby spojrzeć na lepiej
oddającą to 4-tygodniową średnią. Tak "wygładzone" nastroje aż do połowy
czerwca dawały niedźwiedziom przewagę tylko jeden raz - na samym początku
roku i to tylko symbolicznie (-1 pkt.) Wyraźnie widać, że okres
poprzedzający wzrosty to niemal ciągły optymizm, z jego kulminacją w samym
dołku! Dla porównania warto zerknąć na omawiany tutaj wielokrotnie wskaźnik
salda popytu na akcje obliczanego przy okazji publikacji Pengabu. Jego wynik
przedstawiony jest na wykresie wraz z zaznaczonym okresem przeprowadzenia
ankiety. To jest dopiero prawdziwy antywskaźnik!, a jego większa
(anty)skuteczność wynika właśnie z faktu publikowania go raz na miesiąc.
WIGOMETR_PENGAB.gif Choćby tylko z tej krótkiej analizy widać wyraźnie, że
sporym błędem jest opieranie prognozy wzrostów na pesymizmie wynikającym z
Wigometru. Ten w połączeniu z bardzo dużym optymizmem bankowców wręcz
ostrzega przed spadkami, choć nikt nie powie, w której minucie sesji. Na
podstawie zachowania wskaźnika i indeksu w pierwszej połowie roku można
powiedzieć, że im dłużej Wigometr będzie ujemny, tym bardziej rośnie
prawdopodobieństwo spadku. Szczególnie jeśli towarzyszy temu tak wysoki
optymizm bankowców.
Na koniec jeszcze dwa zagubione wykresy. W mojej ocenie kreślący szczyty
Dax.gif oraz możliwość wykreślenia na WIG zarówno scenariusza dalszej hossy
będącej realizacją zasięgu wzrostu wynikającego z 2,5 letniego trójkąta lub
też jedynie tylko kolejnego nieudanego ataku na zapomnianą już linię szyi
formacji głowy z ramionami. WIG.gif Która wersja jest prawidłowa ? W
odpowiedzi muszę posłużyć się parą wskaźników. Relative Momentum Index
zarówno na kontraktach jak i na indeksie notował tak wysokie wartości tylko
w czasie hossy internetowej RMI_indeks.gif RMI.gif Przyniosło to tylko
krótki przystanek w bardzo dynamicznym trendzie wzrostowym. Co z tego, że
hossa internetowa nie miała żadnych podstaw fundamentalnych. Podstawą była
nadzieja inwestorów. Obecnie mamy do czynienia z podobną sytuacją i już nie
chodzi tylko o podobieństwo tego wskaźnika, czy Inertia.gif
Inertia_indeks.gif Teraz dalszą nadzieją na naszym rynku mogą stać się
fundusze emerytalne, które nie tylko już obecnie stają się za duże dla
naszej giełdy, ale jeszcze mają ciągły dopływ gotówki (przy braku nowych
emisji) a pod koniec roku rozpocznie się spłata zaległości z ZUS. To wraz z
boomem w funduszach inwestycyjnych może doprowadzić właśnie do sytuacji
analogicznej do hossy internetowej. Wskaźniki techniczne biją rekordy,
fundamentalne też, a indeks dalej rośnie w oderwaniu od praw ekonomii. Jak
uczy historia, takie hossy są jak najbardziej możliwe. Tylko proszę nie
liczyć, że będę się starał je logicznie uzasadnić, choć przy dalszych
wzrostach postaram się je w pełni wykorzystać.
Na razie jednak bezkarność funduszy ograniczą amerykańskie dane makro i
wyniki polskich spółek. Podsumowując, po wzroście na początku tygodnia warto
przed z reguły słabym sezonem polskich wyników zaryzykować grę na krótko z
poziomu 1350-55 pkt. Pokonanie ostatnich szczytów przekreśli możliwość
szybkiego spadku w okolice 1305 pkt. i zrealizowania zasięgu podwójnego
szczytu.
[email protected]