Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Szaleństwo, panika, amok, odpał, odlot. Takich i wiele innych, również tych mniej cenzuralnych określeń (to było zależne od tego, jaką kto zajmował pozycję w środę wieczorem), można było usłyszeć od znajomych lub przeczytać na grupach dyskusyjnych po dwóch sesjach kończących ten tydzień. Nie ma co ukrywać, że takiego obrotu sprawy niewielu się spodziewało. Teraz oczywiście każdy jest mądry, ale dynamika wzrostu wyraźnie wskazuje, że większość jest zaskoczona. Poziom emocji jest bardzo wysoki. Z

Publikacja: 24.08.2003 21:09

Szaleństwo, panika, amok, odpał, odlot. Takich i wiele innych, również tych

mniej cenzuralnych określeń (to było zależne od tego, jaką kto zajmował

pozycję w środę wieczorem), można było usłyszeć od znajomych lub przeczytać

na grupach dyskusyjnych po dwóch sesjach kończących ten tydzień. Nie ma co

ukrywać, że takiego obrotu sprawy niewielu się spodziewało. Teraz oczywiście

Reklama
Reklama

każdy jest mądry, ale dynamika wzrostu wyraźnie wskazuje, że większość jest

zaskoczona. Poziom emocji jest bardzo wysoki. Znamiennym jest, że w końcu

zmniejszyła się grupa graczy starających się złapać szczyt. Widać to po

liczbie otwartych pozycji, która do tej pory nie ulegała większym zmianom, a

jeśli to był to wzrost. W ciągu ostatnich dwóch dni zanotowano znaczny

spadek LOP, co sugerowałyby, że spora część popytu pochodziła od

Reklama
Reklama

uciekających niedźwiedzi.

Bez dwóch zdań, sesje czwartkowa i piątkowa można uznać za przełomowe. Skala

wzrostu oraz towarzyszący im obrót nie pozostawia co do tego wątpliwości

WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Pozostaje pytanie, czy ten przełom to

przyspieszenie hiperbolicznego wzrostu do poziomu choćby 1800 pkt, jak

prognozują niektórzy, czy też właśnie ten amok jest sygnałem, że większość

Reklama
Reklama

chętnych do kupna zaspokoiła swoją potrzebę i szczęśliwa posiada na rachunku

papiery. Niezależnie, co byśmy nie wymyślili, podejście do swoich pozycji

powinno być takie samo - póki nie ma wyraźnych sygnałów sprzedaży,

otwieranie krótkich pozycji wydaje się bezzasadne, a może okazać się bardzo

bolesne, o czym mogli przekonać się próbujący tej sztuki w czwartek lub

Reklama
Reklama

piątek. Po dwóch tak silnych sesjach sprzedaż tylko dlatego, że na drugiej

świecy pojawił się cień, wydaje się mało roztropne. Oczywiście istnieje

szansa na złapanie szczytu. Tak, piątkowa sesja może być lokalnym

przesileniem, po którym rynek nieco osłabnie. Nie zmienia to jednak faktu,

że takich przesileń w tym trendzie mieliśmy już kilka i żadne nie przełożyło

Reklama
Reklama

się na większą korektę. Naturalnie, za którymś razem w końcu się trafi i

lokalne przesilenie zamieni się na korektę średnioterminową, bądź nawet

szczyt całego wzrostu. Myślę jednak, że spokojne oczekiwanie na sygnały

techniczne, które wskazywałyby na słabość popytu jest strategią znacznie

lepszą. A słabością popytu nie jest zatrzymanie wzrostu na nawet

Reklama
Reklama

najważniejszym - z technicznego punktu widzenia - poziomie, ale zamiana tego

wzrostu na spadek. Czy cień piątkowej sesji jest takim sygnałem? Patrząc w

skali całego wzrostu, wydaje się on zdecydowanie za mały, by miał być

podstawą do zajęcia krótkich pozycji.

Czyli oczekujemy na dalszy wzrost? Kierunek oraz siła trendu nie

pozostawiają wątpliwości - oczekiwanie na kontynuację wydaje się w tej

chwili najlepszą strategią. Czy nie ma przesłanek za spadkami? Zawsze są.

Rynek to dwie strony, które liczą na odmienne zachowanie się cen. Jeśli po

jednej ze stron zaczyna brakować zwolenników to mamy to, co obserwowaliśmy w

piątek. Chyba każdy z czytelników pamięta moment pokonywania przez ceny

poziomu 1580 pkt. Nad tym poziomem nie było praktycznie podaży. Oferty po

kilkanaście sztuk onieśmielały popyt, który setkami stał po stronie K. Gdzie

się podziały te setki na S, które do tej pory stały na niemal każdej

ofercie? Przez większą cześć wzrostu zawsze mocnym bykom próbowała stawiać

odpór tylko nieco słabsza podaż. Zawsze było wielu chętnych do złapania

szczytu. Na 1580 pkt to się zmieniło. Większość zapragnęła kupić. Jest to

jeden z argumentów, jakie i tym razem można znaleźć dla poparcia tezy o

problemach z utrzymaniem trendu. Jeśli rynek spadnie, to zacznie się o nich

pisać, jako o sygnałach, które "wyraźnie wskazywały na koniec wzrostów". Po

fakcie łć za pomocą wysokości ostatniego poważnego

spadku cen (grudzień 2002-styczeń 2003) oraz zależności wynikających z ciągu

liczb Fibonacciego. Po prostu, wysokość tego spadku pomnożona przez 1,618

lub 2,618 dawały prawdopodobny zakres wzrostu, jaki może zostać wykreślony

zakres.gif Przypomnę, to są potencjalne poziomy. Nie znaczy to, że zaraz po

ich wyznaczeniu należało spokojnie złożyć zlecenia sprzedaży i jechać na

wakacje. Nie są one bezpośrednią podstawą do złożenia zlecenia, ale mogą być

pomocne w określeniu wiarygodności ewentualnych sygnałów, jaki pojawiłyby

się w ich okolicy. Pierwszym takim poziomem (mnożnik 1,618) były okolice

1380 pkt. Pamiętamy, że miała tam miejsce konsolidacja. Padły nawet sygnały

sprzedaży, którymi sam się zasugerowałem. Okazało się, że rynek jest jednak

znacznie silniejszy i wyjście ponad poziom konsolidacji zmusił

"niepokornych" do powrotu do długich pozycji. Teraz jesteśmy na kolejnym

ważnym poziomie (mnożnik 2,618). Fakt jego istnienia nie był dla nikogo

tajemnicą, Stąd pewnie rezerwa z szybkim pokonaniem poziomu 1600 pkt. Już w

tym momencie poziom ten spełnił swoje zadanie - zatrzymał wzrost. Nie

wiadomo jednak, na jak długo. Kierując się analogią można przypuszczać, że

teraz rynek wejdzie w fazę konsolidacji, co przełożyło by się dłuższa płaską

korektę. W teorii fal Elliota jest zasada, że fale korygujące tego samego

impulsu nie są takie same. O ile sama teoria do mnie nie przemawia, to

akurat do tego zdania bym się przychylił. "Nic dwa razy się nie zdarza",

śpiewa Kora, a my możemy dodać "...w ramach jednego trendu". Mając to na

uwadze, nie sądzę, by rynek ponownie wszedł w konsolidację. Można

przypuszczać, że jeśli faktycznie teraz miałaby zostać wykreślona korekta,

to będzie ona jednak spadkowa, a nie płaska. Skłaniają też ku temu wysokie

emocje na rynku, a to rodzi nerwowość w podejmowanych decyzjach. Nerwowość

nie służy stabilności cen.

Dynamicznej korekcie (chodzi o sam jej przebieg, a nie o to, że miałaby się

ona pojawić już teraz) może też służyć inny aspekt dotyczący rynku. W ciągu

ostatnich dni skokowo zwiększyła się zmienność. To powoduje, że stopy dla

otwartych pozycji nie rosną równie dynamicznie jak same ceny. Przy dużej

zmienności stop nie może być ustawiony zbyt blisko, by byle korekta nie

wyrzuciła gracza z rynku. Przy średniej zmienności przekraczającej 30 pkt, a

biorąc pod uwagę ostatnie sesje to i 50 pkt, stopy powinny być znacznie

oddalone. Można spokojnie założyć, że niewielu graczy jest w stanie to

zaakceptować. Zwłaszcza, że pewnie duża ich cześć zajęła pozycje dość późno

(np. po wcześniejszej nieudanej próbie złapania górki w okolicach 1500 pkt.

Mając późno otwarte pozycje bardzo trudno jest ustawić odległego stopa.

Można więc domniemywać, że część z tych spóźnialskich już przy pierwszym

większym spadku cen opuści rynek, co tylko pogłębi korektę. Drugą sprawą

jest to, że nie licząc ostatniego miesiąca zmienność dzienna nie była zbyt

duża, co pozwalało na utrzymywanie wartościowo bliskich stopów. Teraz trudno

jest zmienić przyzwyczajenia. Także jeśli chodzi o wielkość pozycji. Po

prostu za faktem wzrostu zmienności nie idzie proporcjonalny spadek

wielkości otwartych pozycji, czyli rośnie ryzyko średniej zajętej pozycji.

To tylko sprzyja zwiększeniu zmienności, co odczuliśmy już w ciągu ostatnich

dwóch dni.

Kolejną przesłanką, że rynek osiągnął przesilenie, ale już nie czysto

techniczną, jest fakt ogólnego zwiększenia zainteresowania rynkiem wśród

osób, które do tej pory się nim aktywnie nie interesowały. Wczoraj mój

znajomy pytał mnie, jak założyć rachunek w BM, bo ma zamiar "coś kupić"

skoro tak rośnie. Chciałby wykorzystać zety Wyborczej, gdzie jako najważniejszy temat dnia

uznano piątkowy wzrost cen na warszawskim parkiecie. Pisze się o wzmagającym

się ożywieniu, które ma być podstawowym czynnikiem skłaniającym do zakupów

udziałowych papierów wartościowych.

Tłumaczenie jest proste - gospodarka ma się coraz lepiej, a więc rynek

dyskontuje jeszcze lepszą przyszłość. Za koronny argument uznaje się kolejny

miesiąc wzrostu produkcji przemysłowej i to w skali większej od

wcześniejszych prognoz. Kolejni analitycy podnoszą prognozę PKB dla Polski

na 2003 rok oraz 2004 r. Za problem nadal uważa się bezrobocie, którego

poprawy na razie ciężko szukać. Nawet to obserwowane przyspieszenie

gospodarki nie jest w stanie wygenerować wzrostu zatrudnienia. Mamy sytuację

podobną do tej w Stanach, gdzie przyspieszenie gospodarki jest wynikiem

wzrostu wydajności pracy i na razie nie widać chęci zatrudnienia nowych

ludzi. Ten ruch jest zwykle ostatnim, jaki przychodzi przedsiębiorcom do

głowy. Zwłaszcza u nas.

Czy wzrost produkcji przemysłowej o ponad 10% w stosunku do poprzedniego

roku może być podstawą do wzrostu cen akcji o prawie 50%? Poza tym, czy już

zapomnieliśmy od problemach budżetu? Czy jego deficyt nie jest już

niepokojący? Nagle wszyscy stracili cierpliwość do słuchania ostrzeżeń.

Ciągle tylko budżet i budżet, jak gospodarka zaczyna się podnosić.

Przedsiębiorstwa globalnie osiągają lepsze wyniki. Przyglądając się jednak

bliżej można zauważyć, że te pozytywne tendencje są generowane przez wzrost

popytu zewnętrznego. Ten pobudza eksport. Jak to możliwe w sytuacji, gdy

nasz zachodni sąsiad, główny odbiorca naszego eksportu nie ma się najlepiej.

Właśnie fakt kłopotów gospodarczych Niemiec wydaje się dla naszych

eksporterów sprzyjający. Gdy nie ma się środków na zakupy markowych, a więc

droższych produktów, poszukuje się ich tańszych substytutów. Polska może

takie zaproponować. Tańszym cenom w euro sprzyja też wysoki kurs tej waluty

w złotych. To wszystko. Na razie nie ma poważniejszych sygnałów poprawy na

innych płaszczyznach. Cieplej się mówi wydatkach inwestycyjnych, ale to za

wcześnie by mówić o ogólnej tendencji do inwestowania. Pozytywna jest lekka

poprawa w zmianach wielkości produkcji budowlano-montażowej. To także jest

sygnał, który może być przesłanką za delikatnym optymizmem. Rynek akcji jest

jednak daleki od delikatnego optymizmu. Zwłaszcza w ostatnich dwóch dniach

trudno jest mówić o umiarze i zimnej kalkulacji. Teraz już każdy chce się

załapać.

Gdy rynek osiąga taką dynamikę, jak w czwartek i piątek, bardzo trudno jest

określić moment zakończenia lub choćby zatrzymania wzrostu. To właściwie

może się zdarzyć w każdej chwili. Duża zmienność sprawia, że błędna decyzja

może drogo kosztować. Czy opłaca się zatem ryzykować? Jedno jest pewne

wzrost zmienności do tak dużych wartości sugeruje, że obecny impuls

wzrostowy dobiega końca. Czy blisko nam do szczytu? Można rzec, że "bliżej

niż dalej". Są przesłanki mówiące o tym, że takim szczytem może się okazać

poziom 1600 pkt. Jeśli pojawią się sygnały sprzedaży to prawdopodobieństwo

takiego scenariusza znacznie wzrośnie. W tej chwili za bardziej

prawdopodobne należy uznać zaliczenie nowego maksa. Z tak silnym trendem nie

ma sensu walczyć.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama