- Potwierdzamy, że pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzimy śledztwo dotyczące wyrządzenia Orlenowi szkód w wielkich rozmiarach podczas zawierania i realizowania umów odsprzedaży ropy w 2001 roku - mówi Zuzanna Mrozowska, rzecznik bydgoskiej delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Maciej Kujawski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie dodaje, że szkody z tytułu handlu ropą mogły wynieść około 16 mln zł. Zarobek z tego tytułu mogły uzyskać 4 firmy. Ich nazw nie chciał zdradzić. ABW i prokuratura kwestionują transakcje odsprzedaży ropy, zawierane przez spółkę od marca do listopada 2001 roku.

- Nic mi nie wiadomo na temat rzekomych nieprawidłowości przy realizacji umów odsprzedaży ropy naftowej przez Orlen - mówi Andrzej Modrzejewski, były prezes płockiego koncernu. Za handel ropą w 2001 r. odpowiedzialny był ówczesny wiceprezes spółki Krzysztof Cetnar. - Kupowanie i sprzedawanie ropy naftowej rządzi się rynkowymi zasadami. Firmy naftowe, takie jak Orlen, kupują większość surowca, zawierając kontrakty długoterminowe, precyzujące dokładnie harmonogram dostaw i zamawiane ilości oraz formułę cenową określającą cenę w czasie trwania całego kontraktu. Resztę dokupuje się na rynku spotowym (transakcje z natychmiastową dostawą - przyp. red.), gdzie obowiązuje chwilowa cena związana z notowaniami giełdowymi. Umowy długoterminowe mają to do siebie, że odstąpienie od nich wymaga zgody partnera lub jest obostrzone karami umownymi - mówi Krzysztof Cetnar, były członek zarządu Orlenu.

Jego zdaniem, do odsprzedaży ropy naftowej po niższej cenie mogło dojść w chwili pogorszenia koniunktury rynkowej i spadku popytu na paliwa oraz limitowanych zdolności magazynowych. W takiej sytuacji jedynym skutecznym sposobem rozładowania sytuacji jest sprzedaż nadwyżek ropy - po cenie spotowej, jaka w danej chwili obowiązuje. - Ważny dla określenia ceny jest jedynie moment jej sprzedaży, a nie historyczna cena, po jakiej ropa była kwotowana w przeszłości - w ten sposób można by doprowadzić sytuację handlu do absurdu - twierdzi były członek zarządu Orlenu.

Właśnie taka sytuacja miała miejsce w 2001 roku. Gwałtownie obniżył się popyt na paliwa. Firma nie radziła sobie ze sprzedażą przerobionych produktów, więc ograniczyła przerób. Jednak zakontraktowana wcześniej ropa płynęła, a magazyny spółki były już pełne. W tej sytuacji można było albo zamknąć przerób (bardzo kosztowny proces), albo pozbyć się nadwyżek. Zdecydowano się na drugi wariant.