Od początku bieżącego roku akcje Amiki poruszały się w trendzie spadkowym. Kurs z 35 zł obniżył się do niespełna 18 zł w połowie lutego. Przyczyną takiej wyprzedaży było niezrealizowanie przez spółkę prognozy finansowej za 2002 r. (5 mln zł zysku zamiast planowanych 14 mln zł). Inwestorzy, zwłaszcza finansowi, którzy w październiku 2002 r. kupili 1 mln walorów Amiki po 36 zł, czuli się rozczarowani i oszukani. Także drobni gracze przez długi czas omijali spółkę z Wronek.

W efekcie Amikę praktycznie ominęła ostatnia fala hossy. Podczas gdy średnie spółki z GPW od połowy marca zdrożały po kilkadziesiąt procent, akcjonariusze producenta sprzętu AGD zyskali tylko kilkanaście. Według analityków, wpływ na taką sytuację miała słaba kondycja ekonomiczna spółki. W I kwartale strata netto wyniosła 9,5 mln zł, w drugim firma straciła kolejne 7 mln zł. - Wyniki Amiki są złe. Drugi kwartał była słabszy, niż oczekiwałem. Mocno nadszarpnięta jest także reputacja. Jednak na pewno nie jest to bankrut - mówi Kuba Sierka, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego. Jego zdaniem, zwiększony popyt na akcje wynika z tego, że inwestorzy sięgają po coraz gorsze fundamentalnie spółki, które jednak mają stosunkowo atrakcyjne wskaźniki rynkowe.

Niewykluczone że giełdowi gracze kupują walory, oczekując poprawy wyników Amiki, w której zachodzą duże zmiany. Nowy prezes, którym w maju został Jacek Rutkowski (największy udziałowiec spółki), zapowiada bowiem głęboką restrukturyzację. Cel, jaki przed sobą postawił, to osiągnięcie w 2005 r. rentowności netto na poziomie 3-4%.