Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Po długim okresie tęsknego oczekiwania w końcu nadeszła. Posiadacze krótkich pozycji już zaczynali wątpić, czy w najbliższym czasie faktycznie ona nadejdzie i ich pocieszy. Rezygnacja z krótkich pozycji przyspieszyła wzrost i dzięki temu rynek wzniósł się na poziomy, które w marcu były równie fantastyczne, jak podróże w czasie. Zwątpienie niedźwiedzi zatrzymało wzrost. We wtorek udało się jeszcze zaliczyć maksa, ale sesja skończyła się czarną świecą. W tej chwili nic jeszcze nie wskazywało, że

Publikacja: 07.09.2003 21:10

Po długim okresie tęsknego oczekiwania w końcu nadeszła. Posiadacze krótkich

pozycji już zaczynali wątpić, czy w najbliższym czasie faktycznie ona

nadejdzie i ich pocieszy. Rezygnacja z krótkich pozycji przyspieszyła wzrost

i dzięki temu rynek wzniósł się na poziomy, które w marcu były równie

fantastyczne, jak podróże w czasie. Zwątpienie niedźwiedzi zatrzymało

Reklama
Reklama

wzrost. We wtorek udało się jeszcze zaliczyć maksa, ale sesja skończyła się

czarną świecą. W tej chwili nic jeszcze nie wskazywało, że reszta tygodnia

może być tak nieprzyjemna dla byków. Mały wtorkowy spadek można było jeszcze

brać, jako korektę przed kolejnym wyskokiem w górę. W stosunku do wzrostu

skala zniżki nie była duża i przybrała kształt trójkąta. Taki mały trójką po

mocnym wzroście nosi nazwę chorągiewki. Z takim przeświadczeniem zaczęliśmy

Reklama
Reklama

sesję środową. Przez dłuższy czas wahania nadal przebywały w zakresie

trójkąta. Powoli robiło się nieciekawie. Ta korekta stawała się za długa.

Chorągiewki to formacje kontynuacji w silnym trendzie i nie trwają one zbyt

długo, gdyż przeważająca siła rynku po prostu na to nie pozwala. Im dłużej

trwaliśmy w ograniczeniu tego trójkąta, tym gorzej wyglądało to dla byków. W

końcu przyszło wybicie... dołem. Spadek zatrzymał się w okolicy 1700 pkt.

Reklama
Reklama

Czwartek to ok. 50 pkt dla niedźwiedzi. Wynik piątkowy był podobny. Tydzień

zakończyliśmy na poziomie tuż nad 1600 pkt, czyli ponad 160 pkt od szczytu.

Czy tak dynamiczny przebieg korekty może dziwić? Chyba niewielu jest tym

zaskoczonych. Każdy zna zasadę, że im bardziej dynamiczny jest wzrost, tym

bardziej dynamicznej korekty spadkowej może się spodziewać. W hiperbolach

Reklama
Reklama

jest to bardzo częste. Poza tym przymnę, co pisałem dwa tygodnie temu.

Raczej nie zdarza się, by w jednym trendzie miały miejsce dwie następujące

po sobie identyczne korekty. Skoro wcześniejsza przybrała formę korekty

płaskie, to teraz należało się spodziewać korekty głębszej, ale pewnie

krótszej. Na razie to się sprawdziło. Pytanie, co dalej? Czy piątkowy spadek

Reklama
Reklama

cen, już zakończył korektę? Czy faktycznie jest to korekta, a nie początek

trendu spadkowego?

Zacznijmy od drugiego pytania. Tego, czy to był koniec trendu, dowiemy się

dopiero po jakimś czasie. Na razie nie ma podstaw, by sądzić, że trend

wzrosty już się zakończył. Oczywiście można przytoczyć choćby fakt, że

Reklama
Reklama

wzrost we wtorek zatrzymał się w okolicy zniesienia połowy całego spadku od

szczytu internetowej hossy do dołka z jesieni 2001 r. zniesienie.gif To

chyba jednak za mało by odtrąbić koniec rynku byka. Spadek do tej pory, mimo

że tak dynamiczny, zniósł jedynie 23.6% całego wzrostu o marca

zniesienie2.gif Trzeba więc sobie zdawać sprawę, że nawet kolejne 100 pkt

dla niedźwiedzi nie zmieni faktu, że w średnim terminie mamy nadal wzrosty.

Bo nawet taki spadek to jedynie sięgnięcie zniesienia 38.2% wcześniejszego

wzrostu. Taka skala korekty nie jest przecież czymś nadzwyczajnym, choć

punktowo robi oczywiście wrażenie, ale jest to tylko konsekwencją skali

trwającego trendu.

Teraz to pierwsze pytanie. Myślę, że to jeszcze nie koniec korekty

spadkowej. Zakładam jednak, że tydzień zaczniemy od małego wzrostu. Nie

spodziewałbym się jednak po nim cudów. Odreagowanie byków nie będzie raczej

spektakularne. Spójrzmy jeszcze raz na wykres zniesienie2.gif Mamy tu

wyznaczone potencjalne poziomy zniesienia, do jakich mogą dojść ceny w

przypadku odreagowania spadków. Logika nakazywałaby oczekiwać wzrostu w

skali 50%, a nawet 61.8%. W końcu w średnim terminie mamy silny trend

wzrostowy, który powinien wyciągać rynek wyżej. Później ponownie mogłyby

nastąpić spadki w ramach kolejnej fali. Proste prawda? Chyba nawet zaSądzę, że dobrze

będzie jeśli bykom uda się wyjść do poziomu 38.2% (1660), a przyznam, że i w

to wątpię. Sadzę, że ewentualny wzrost ma szansę dojść do okolic 1630-40 pkt

i tu podaż już przeważy. Wtedy do głosu dojdą zwolennicy formacji głowy i

ramion z linią szyi na 1595-1600 pkt. Wysokość tej ewentualnej formacji

robiłaby wrażenie, a niedźwiedziom przysporzyła apetytu na kolejną mocna

falę spadkową. Można przypuszczać, że faktycznie linia szyi zostanie

pokonana i ceny jadą pod 1595-1600 pkt. Nie sądzę jednak, by formacja się

zrealizowała w całości. Myślę, że niedźwiedzie będą mogły uważać za sukces

sytuację jeśli ceny spadną 50% zamierzonego odcinka. Właśnie w tym miejscu,

gdyby podaż będzie czuć się najpewniej, popyt będzie miał najdogodniejszą

okazję do kontrataku. Tu także przypomniana zostanie siła popytu, która

wcześniej podbiła ceny do ponad 1760 pkt. Myślę, że dopiero wtedy korektę

będziemy mogli uważać za zakończoną. Gdzie to będzie? Oczywiście tego

wiedzieć nie mogę. Jeśli faktycznie taki scenariusz się zrealizuje, to

spodziewam się, że podaż pierwsze poważne problemy może napotkać już w

okolicy 1550 pkt. Dlaczego właśnie tam? Spójrzmy jeszcze raz na wykres

zniesienie.gif Właśnie 1550 pkt jest poziomem zniesienia 38.2% całej bessy

od marca 2000 r. do jesieni 2001 r. Rynek czasem lubi wracać na przebite

ważne poziomy. Może się więc okazać, że tak będzie i tym razem. Jest także

inny czynnik. Na 1500 pkt znajduje się poziom zniesienia 38.2% całego

wzrostu od marca do ostatniego wtorku. Można przypuszczać, że jest on przez

wielu graczy uważany za docelowy dla trwających właśnie spadków. Nie będzie

więc błędem, jeśli założymy, że już nieco wyżej popyt będzie znaczny.

Ewentualny wzrost nie będzie brany poważnie, ale jedynie jako ruch powrotny

do linii szyi wspominanej już formacji głowy i ramion. Sytuacja się zmieni,

gdy ceny nie odbiją się od tej linii, ale wyjdą nad nią.

To jest oczywiście scenariusz, który mi w obecnej sytuacji wydaje się

najbardziej prawdopodobny, ale który przecież faktycznie nie musi się

zrealizować. Nadal zakładam, że wzrost w okolice 50% lub 61.8% trzydniowej

fali spadków jest możliwością najmniej prawdopodobną. Gdyby więc cenom udało

się wzrosnąć w te rejony, to bardziej byłbym skłonny to rozważenia

możliwości, że faktycznie cała korekta jest już za nami i trzeba by się

liczyć z kolejną próba pokonania szczytów.

Nie ma zresztą co kombinować. Rynek sam nam pokaże, gdzie faktycznie

zmierza. Na razie jest to spadek. Pierwszym sygnałem, który mógłby

zwiastować wzrost cen, byłoby wyjście ponad poziom konsolidacji z połowy

piątkowej sesji. Jak zapewne wszyscy wiedzą, końcówka sesji z piątku nie

była najszczęśliwsza dla posiadaczy długich pozycji. Dane makro z USA

"ugotowały" byków. Do samych danych zaraz wrócimy. Na razie pozostańmy przy

wykresie Kontrakty.gif Jak widać poziom wspomnianej konsolidacji dziwnym

trafem zbiega się ze szczytem innej konsolidacji, z końca sierpnia. Jeśli

faktycznie wzrost się na tym poziomie zatrzyma, to będzie można mówić o

prawym ramieniu formacji RGR i pewnie będzie się mówić głośno.

Sygnałem do wzrostów może być także pokonanie przyspieszonej spadkowej linii

trendu. Tego typu sygnał padnie wcześniej niż wspomniane wyżej wyjścia nad

konsolidację, ale trzeba pamiętać, że sygnały w postaci przełamanie stromych

linii trendu mają ograniczoną wiarygodność. Proponowałbym więc z decyzją o

ewentualnym kupnie poczekać na ruch powrotny, który potwierdzi, lub nie,

wcześniejszy sygnał.

Wróćmy teraz na chwilę do poruszonych wyżej publikacji danych makro w tym

tygodniu. Oczywiście najważniejszymi danymi były stopa bezrobociję, jak przed

miesiącem. Mimo spadku zatrudnienia, spada stopa bezrobocia. Także i tym

razem procenty okazały się mniej ważne od faktycznych liczb. Warto także

pamiętać, że zaskoczenie było spore, gdyż rynek spodziewał się wzrostu

liczby miejsc pracy o kilkanaście tysięcy, a tymczasem podano, że spadła ona

aż o 93 tysiące. To był cios w tych, którzy oczekują szybkiej poprawy na

rynku pracy, która ma być potwierdzeniem pierwszych oznak ożywienia. Cios

ten był także bolesny z tego powodu, że największy spadek zatrudnienia

zanotowano w sferze usług, czyli tam gdzie ożywienie miało być

najmocniejsze. Także w sektorze produkcyjnym ponownie zanotowano spadek

liczby miejsc pracy. Można zatem przypuszczać, że podany także w tym

tygodniu wskaźnik wzrostu wydajności pacy w II kw. zostanie w III kw.

pobity. Właśnie wzrost wydajności jest teraz motorem, który pozwala

odnotowywać wzrost sprzedaży przy jednoczesnym utrzymywaniu zatrudnienia na

stabilnym poziomie, a nawet jego redukcji. Nic w tym dziwnego. W tym

tygodniu podano też, że to właśnie Amerykanie są najwydajniejszymi

pracownikami. Widać, że w III kw. będą jeszcze wydajniejsi. Brak poprawy na

rynku pracy wśród części uczestników rynku ożywił nadzieję na kolejna

obniżkę stóp procentowych. Wydaje się jednak, że w tej chwili jest to mało

prawdopodobne.

Za to na naszym rynku na jeszcze jedną obniżkę stóp do końca roku możemy

liczyć. Według Orłowskiego nawet na dwie, ale pewnie będzie to już

trudniejsze. Wiele zależy od propozycji budżetowych. W tym tygodniu miały

miejsce dyskusje na ten temat na poziomie rządowym. Z informacji, jakie

podano można wnioskować, że jest duża szansa na zrównanie podatku od

dochodów wszystkich przedsiębiorców do 19%. Także tych, którzy rozliczają

się wg PIT. Kosztem tego manewru ma być pozostawienie kwoty wolnej od

podatku na obecnym poziomie. Żeby jednak nie było smutno premier Miller

zapowiedział, że jeśli wzrost gospodarczy pozwoli to w latach 2005-06

zostaną obniżone podatki także dla reszty podatników. Ciekaw jestem, kto

jeszcze w takie zapowiedzi wierzy. Premier jest jednak dobrej myśli. Według

jednej z depesz agencyjnych: "Rząd chce, by w latach 2005-2006 wzrost

gospodarczy wyniósł odpowiednio 6 i 7 proc. PKB". Jak mawiają: "Chcieć to

móc".

Budżet to nie tylko problem RPP, ale także punkt skupienia uwagi agencji

ratingowych. Jeśli coś się nie spodoba S&P, lub Fitchowi możemy mieć

kłopoty. Ogólnie znaną zasadą, że najlepiej pożyczać pieniądze podmiotom,

które nie mają kłopotów z gotówką. Jednak jak na złość, zwykle po pożyczki

zgłaszają się ci, którzy takie problemy mają, Trzeba więc zbadać jakie one

są duże i ocenić, czy ryzyko pożyczki nie jest za wielkie, by je podjąć.

Pożyczkobiorca, by "pomóc" w podjęciu decyzji oferuje gotowość wypłaty

pożyczkodawcy wyższych odsetek. Polska jest w trudnej sytuacji i by

przyciągnąć pożyczkodawców oferuje wysokie oprocentowanie. Problem w tym, że

jeśli agencje uznają, że sytuacja się nie poprawia, a wręcz pogarsza, to

będziemy musieli oferować jeszcze wyższe, co jeszcze bardziej pogorszy naszą

sytuację. Trzeba bowiem pamiętać, że obsługa długu jedną z największych

pozycji w budżecie, który przecież i tak pęka w szwach. Zadaniem rządu

powinno być więc takie opracowywanie budżetu, by przypadkiem nie dać podstaw

do nerwowych ruchów zagranicznego kapitału portfelowego.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama