wzrost we wtorek zatrzymał się w okolicy zniesienia połowy całego spadku od
szczytu internetowej hossy do dołka z jesieni 2001 r. zniesienie.gif To
chyba jednak za mało by odtrąbić koniec rynku byka. Spadek do tej pory, mimo
że tak dynamiczny, zniósł jedynie 23.6% całego wzrostu o marca
zniesienie2.gif Trzeba więc sobie zdawać sprawę, że nawet kolejne 100 pkt
dla niedźwiedzi nie zmieni faktu, że w średnim terminie mamy nadal wzrosty.
Bo nawet taki spadek to jedynie sięgnięcie zniesienia 38.2% wcześniejszego
wzrostu. Taka skala korekty nie jest przecież czymś nadzwyczajnym, choć
punktowo robi oczywiście wrażenie, ale jest to tylko konsekwencją skali
trwającego trendu.
Teraz to pierwsze pytanie. Myślę, że to jeszcze nie koniec korekty
spadkowej. Zakładam jednak, że tydzień zaczniemy od małego wzrostu. Nie
spodziewałbym się jednak po nim cudów. Odreagowanie byków nie będzie raczej
spektakularne. Spójrzmy jeszcze raz na wykres zniesienie2.gif Mamy tu
wyznaczone potencjalne poziomy zniesienia, do jakich mogą dojść ceny w
przypadku odreagowania spadków. Logika nakazywałaby oczekiwać wzrostu w
skali 50%, a nawet 61.8%. W końcu w średnim terminie mamy silny trend
wzrostowy, który powinien wyciągać rynek wyżej. Później ponownie mogłyby
nastąpić spadki w ramach kolejnej fali. Proste prawda? Chyba nawet zaSądzę, że dobrze
będzie jeśli bykom uda się wyjść do poziomu 38.2% (1660), a przyznam, że i w
to wątpię. Sadzę, że ewentualny wzrost ma szansę dojść do okolic 1630-40 pkt
i tu podaż już przeważy. Wtedy do głosu dojdą zwolennicy formacji głowy i
ramion z linią szyi na 1595-1600 pkt. Wysokość tej ewentualnej formacji
robiłaby wrażenie, a niedźwiedziom przysporzyła apetytu na kolejną mocna
falę spadkową. Można przypuszczać, że faktycznie linia szyi zostanie
pokonana i ceny jadą pod 1595-1600 pkt. Nie sądzę jednak, by formacja się
zrealizowała w całości. Myślę, że niedźwiedzie będą mogły uważać za sukces
sytuację jeśli ceny spadną 50% zamierzonego odcinka. Właśnie w tym miejscu,
gdyby podaż będzie czuć się najpewniej, popyt będzie miał najdogodniejszą
okazję do kontrataku. Tu także przypomniana zostanie siła popytu, która
wcześniej podbiła ceny do ponad 1760 pkt. Myślę, że dopiero wtedy korektę
będziemy mogli uważać za zakończoną. Gdzie to będzie? Oczywiście tego
wiedzieć nie mogę. Jeśli faktycznie taki scenariusz się zrealizuje, to
spodziewam się, że podaż pierwsze poważne problemy może napotkać już w
okolicy 1550 pkt. Dlaczego właśnie tam? Spójrzmy jeszcze raz na wykres
zniesienie.gif Właśnie 1550 pkt jest poziomem zniesienia 38.2% całej bessy
od marca 2000 r. do jesieni 2001 r. Rynek czasem lubi wracać na przebite
ważne poziomy. Może się więc okazać, że tak będzie i tym razem. Jest także
inny czynnik. Na 1500 pkt znajduje się poziom zniesienia 38.2% całego
wzrostu od marca do ostatniego wtorku. Można przypuszczać, że jest on przez
wielu graczy uważany za docelowy dla trwających właśnie spadków. Nie będzie
więc błędem, jeśli założymy, że już nieco wyżej popyt będzie znaczny.
Ewentualny wzrost nie będzie brany poważnie, ale jedynie jako ruch powrotny
do linii szyi wspominanej już formacji głowy i ramion. Sytuacja się zmieni,
gdy ceny nie odbiją się od tej linii, ale wyjdą nad nią.
To jest oczywiście scenariusz, który mi w obecnej sytuacji wydaje się
najbardziej prawdopodobny, ale który przecież faktycznie nie musi się
zrealizować. Nadal zakładam, że wzrost w okolice 50% lub 61.8% trzydniowej
fali spadków jest możliwością najmniej prawdopodobną. Gdyby więc cenom udało
się wzrosnąć w te rejony, to bardziej byłbym skłonny to rozważenia
możliwości, że faktycznie cała korekta jest już za nami i trzeba by się
liczyć z kolejną próba pokonania szczytów.
Nie ma zresztą co kombinować. Rynek sam nam pokaże, gdzie faktycznie
zmierza. Na razie jest to spadek. Pierwszym sygnałem, który mógłby
zwiastować wzrost cen, byłoby wyjście ponad poziom konsolidacji z połowy
piątkowej sesji. Jak zapewne wszyscy wiedzą, końcówka sesji z piątku nie
była najszczęśliwsza dla posiadaczy długich pozycji. Dane makro z USA
"ugotowały" byków. Do samych danych zaraz wrócimy. Na razie pozostańmy przy
wykresie Kontrakty.gif Jak widać poziom wspomnianej konsolidacji dziwnym
trafem zbiega się ze szczytem innej konsolidacji, z końca sierpnia. Jeśli
faktycznie wzrost się na tym poziomie zatrzyma, to będzie można mówić o
prawym ramieniu formacji RGR i pewnie będzie się mówić głośno.
Sygnałem do wzrostów może być także pokonanie przyspieszonej spadkowej linii
trendu. Tego typu sygnał padnie wcześniej niż wspomniane wyżej wyjścia nad
konsolidację, ale trzeba pamiętać, że sygnały w postaci przełamanie stromych
linii trendu mają ograniczoną wiarygodność. Proponowałbym więc z decyzją o
ewentualnym kupnie poczekać na ruch powrotny, który potwierdzi, lub nie,
wcześniejszy sygnał.
Wróćmy teraz na chwilę do poruszonych wyżej publikacji danych makro w tym
tygodniu. Oczywiście najważniejszymi danymi były stopa bezrobociję, jak przed
miesiącem. Mimo spadku zatrudnienia, spada stopa bezrobocia. Także i tym
razem procenty okazały się mniej ważne od faktycznych liczb. Warto także
pamiętać, że zaskoczenie było spore, gdyż rynek spodziewał się wzrostu
liczby miejsc pracy o kilkanaście tysięcy, a tymczasem podano, że spadła ona
aż o 93 tysiące. To był cios w tych, którzy oczekują szybkiej poprawy na
rynku pracy, która ma być potwierdzeniem pierwszych oznak ożywienia. Cios
ten był także bolesny z tego powodu, że największy spadek zatrudnienia
zanotowano w sferze usług, czyli tam gdzie ożywienie miało być
najmocniejsze. Także w sektorze produkcyjnym ponownie zanotowano spadek
liczby miejsc pracy. Można zatem przypuszczać, że podany także w tym
tygodniu wskaźnik wzrostu wydajności pacy w II kw. zostanie w III kw.
pobity. Właśnie wzrost wydajności jest teraz motorem, który pozwala
odnotowywać wzrost sprzedaży przy jednoczesnym utrzymywaniu zatrudnienia na
stabilnym poziomie, a nawet jego redukcji. Nic w tym dziwnego. W tym
tygodniu podano też, że to właśnie Amerykanie są najwydajniejszymi
pracownikami. Widać, że w III kw. będą jeszcze wydajniejsi. Brak poprawy na
rynku pracy wśród części uczestników rynku ożywił nadzieję na kolejna
obniżkę stóp procentowych. Wydaje się jednak, że w tej chwili jest to mało
prawdopodobne.
Za to na naszym rynku na jeszcze jedną obniżkę stóp do końca roku możemy
liczyć. Według Orłowskiego nawet na dwie, ale pewnie będzie to już
trudniejsze. Wiele zależy od propozycji budżetowych. W tym tygodniu miały
miejsce dyskusje na ten temat na poziomie rządowym. Z informacji, jakie
podano można wnioskować, że jest duża szansa na zrównanie podatku od
dochodów wszystkich przedsiębiorców do 19%. Także tych, którzy rozliczają
się wg PIT. Kosztem tego manewru ma być pozostawienie kwoty wolnej od
podatku na obecnym poziomie. Żeby jednak nie było smutno premier Miller
zapowiedział, że jeśli wzrost gospodarczy pozwoli to w latach 2005-06
zostaną obniżone podatki także dla reszty podatników. Ciekaw jestem, kto
jeszcze w takie zapowiedzi wierzy. Premier jest jednak dobrej myśli. Według
jednej z depesz agencyjnych: "Rząd chce, by w latach 2005-2006 wzrost
gospodarczy wyniósł odpowiednio 6 i 7 proc. PKB". Jak mawiają: "Chcieć to
móc".
Budżet to nie tylko problem RPP, ale także punkt skupienia uwagi agencji
ratingowych. Jeśli coś się nie spodoba S&P, lub Fitchowi możemy mieć
kłopoty. Ogólnie znaną zasadą, że najlepiej pożyczać pieniądze podmiotom,
które nie mają kłopotów z gotówką. Jednak jak na złość, zwykle po pożyczki
zgłaszają się ci, którzy takie problemy mają, Trzeba więc zbadać jakie one
są duże i ocenić, czy ryzyko pożyczki nie jest za wielkie, by je podjąć.
Pożyczkobiorca, by "pomóc" w podjęciu decyzji oferuje gotowość wypłaty
pożyczkodawcy wyższych odsetek. Polska jest w trudnej sytuacji i by
przyciągnąć pożyczkodawców oferuje wysokie oprocentowanie. Problem w tym, że
jeśli agencje uznają, że sytuacja się nie poprawia, a wręcz pogarsza, to
będziemy musieli oferować jeszcze wyższe, co jeszcze bardziej pogorszy naszą
sytuację. Trzeba bowiem pamiętać, że obsługa długu jedną z największych
pozycji w budżecie, który przecież i tak pęka w szwach. Zadaniem rządu
powinno być więc takie opracowywanie budżetu, by przypadkiem nie dać podstaw
do nerwowych ruchów zagranicznego kapitału portfelowego.
Kamil Jaros