przez Polaków. Nadal dynamika inwestycji nie jest duża, ale się powiększa,
co także miało wpłynąć na dobry wynik produkcji. Realia okazały się mniej
przyjemne. Główny Urząd Statystyczny poinformował w środę, że produkcja
przemysłowa w sierpniu wzrosła o 5,8 proc. rok do roku. Wzrost produkcji
jest wynikiem poprawy w przetwórstwie przemysłowym (+7,1%). Na dynamice
produkcji sprzedanej ciąży sektor górniczy (-8,4%), no ale to chyba jest
pożądany kierunek zmian. Mimo słabszych danych nadal opinie co do
najbliższej przyszłości są umiarkowanie optymistyczne. Trzeba też przyznać,
że publikacja tych danych miała miejsce w dość newralgicznym momencie, ale o
tym za chwilę.
W tym tygodniu opublikowana została także wielkość inflacji w sierpniu. Jej
wartość r/r wyniosła 0,7%, co jest poziomem zbliżonym do oczekiwań,
powstałych na bazie danych o zmianie cen żywności. Obecnie prognozy inflacji
na koniec roku oscylują w przedziale 1,5-2%, choć oczywiście zdarzają się
także tacy, których prognozy wykraczają poza ten obszar. Szybszy wzrost cen
towarów w końcówce roku jest spodziewany m.in. parciem na wzrost cen
żywności, które może wystąpić po mniejszych zbiorach.
Inna sprawa, to wpływ nisko utrzymującej się inflacji na decyzje RPP o
wysokości głównych stóp procentowych. Sama niska inflacja nie byłaby pewnie
czynnikiem wpływających na decyzję rady, ale gdy produkcja sprzedan Takie obawy mogłyby powstać, gdyby gospodarka ruszyła zbyt mocno, co
groziłoby napięciami inflacyjnymi.
Czynnikiem, który może przyhamować członków RPP z podjęciem decyzji o cieciu
mogą być opublikowane w tym tygodniu przez GUS dane o dynamice PKB w II kw
tego roku. Okazało się, co już wcześniej sygnalizował minister Hausner, że
PKB wzrósł znacznie mocniej niż wcześniej sądzono. To automatycznie skłoniło
większość analityków makroekonomicznych do podniesienia prognoz wzrostu PKB
w całym 2003 roku do ponad 3%. Teraz już mówi się, że osiągnięcie
zakładanego przez rząd 3,5% jest realne. Czyli Kołodko miał rację? Można tak
to ująć. Przy czym nadal uważam, że przyjęte przez rząd założenia do
tegorocznego budżetu były ryzykowne. Sam ówczesny MinFin uważał je za
optymistyczne. Można tylko dziękować i odetchnąć z ulgą, że mają szansę na
realizację.
Zdaniem członka RPP D. Rosatiego "Zarówno tegoroczne gorsze zbiory jak i
wzrost dochodów ludności związany z przyspieszeniem gospodarki będzie
powodował wzrost cen żywności. My się tego spodziewamy w średniookresowej
perspektywie. To powinno jednak łagodnie wpływać na stopę inflacji" Sądzi
on, że głównym czynnikiem stopniowo podnoszącym wskaźnik inflacji będzie
zatrzymanie się trendu spadkowego cen żywności i rozpędzająca się
gospodarka. Dla W. Ziółkowskiej istnieją czynniki, które mogła wpłynąć na
poziom cen: Irak oraz jak to, co tam się dzieje, wpłynie na ceny ropy,
wewnętrzna sytuacja polityczna a także program działań fiskalnych, który ma
przedstawić rząd.
Ten ostatni aspekt był w tym tygodniu dość powszechnie dyskutowany głównie
za sprawą tego, że we wtorek miała być przedstawiona średnioterminowa
strategia finansowa, a przedstawiona nie została. Zamiast całości dokumentu
ogółowi przedstawiono cele, jakie przyświecają i do jakich ma dążyć rząd.
Jakimi sposobami to już słodka tajemnica członków rządów, która podobna ma
być nam zdradzona 23 września. Cele o których wspomniano oraz fakt
utrzymywania publiczności w napięciu wzbudziło lekkie zdenerwowanie na rynku
finansowym. Efektem było szybkie osłabienie się złotówki w środę eurpln.gif
Ta słabnąc odchyliła się do 0,9% po "słabej" stronie parytetu. Czwartek i
piątek przyniósł odreagowanie, lecz ceny nie powróciły już na poziom startu
środowego wyskoku. Patrząc na wykres będzie z tym trudno, gdyż technicznie
mamy nowe lokalne maksy i teraz poziom 4,3 złote za euro powinien być dobrym
wsparciem.
Na razie mamy więc ciąg życzeń dotyczących wielkości makroekonomicznych
dotyczących kolejnych lat. Już sam ten ciąg może się nie spodobać, gdyż
stawia finanse Państwa w dość trudnej sytuacji. W przyszłym roku deficyt ma
się zwiększyć 45,5 mld złotych (to już było wiadomo), a w następnych latach
ma się on zmniejszać o 5-7 mld złotych. Wygląda na to, że tegoroczny, wysoki
deficyt zostanie powtórzony jeszcze w 2005 roku. I podobno mamy się w tego
cieszyć, bo jest to spadek w porównaniu z 2004 r. Sytuacja rządu przypomina
poważnie zadłużonego przedsiębiorcę, który stara się walczyć ze swoim
zadłużeniem zaciągając nowe zobowiązania. Nie byłoby w tym nic dziwnego.
Jeśli posiada on realny program naprawczy, cięcia kosztów to pewnie znajdzie
się kredytodawca, który pożyczy kolejne pieniądze. Problem w tym, że ten
kredytodawca będzie żądał wyższego oprocentowania za kolejną pożyczkę, bo
jest ona obciążona ryzykiem. Nikt już nie wierzy w bajki o zysku bez ryzyka.
Nasz przedsiębiorca obraża się jednak na kredytodawcę, gdyż chciałby on
uzyskać środki na warunkach obecnych lub nawet lepszych. Jako, że posiada
jeszcze środki z innych pożyczek, nie godzi się na warunki zaproponoła się między rynkiem, a SP, gdy odrzucone zostały
wszystkie oferty zakupu obligacji pięcioletnich oferowanych w ubiegłym
tygodniu. Można domniemywać, że warunki, jakie proponowali potencjalni kupcy
obligacji (kredytodawcy) były mało atrakcyjne dla SP. Znamienne jest jeszcze
coś. Wielkość popytu na tej aukcji prognozowano na ok. 5 mld złotych.
Faktycznie zgłoszono chęć zakupu papierów na kwotę nie przekraczającą 2 mld
złotych. Zdaniem Janusza Jankowiaka wynik nieudanej aukcji w połączeniu z
sytuacją rynkową "może oznaczać katastrofę w relacjach rządu z rynkiem i w
zarządzaniu długiem". Inne komentarze były bardziej wyważone. "To, że
Ministerstwo Finansów nie przyjęło żadnej oferty oraz niski popyt nie były
dla mnie dużym zaskoczeniem, myślę że dla rynku także. Wiadomość, że popyt
był niski to dla rynku negatywny sygnał, natomiast to, że MF odrzuciło
oferty, pozytywny. Efekty te powinny się znosić". To słowa Tomasza Zdyb,
analityka Pekao SA.
Wróćmy jeszcze na chwilę do przedstawionych założeń średniookresowej
strategii finansowej. Według nich resort finansów planuje spadek deficytu
budżetowego w 2006 roku do poziomu 33 mld zł, a w 2007 roku do maksymalnie
28 mld zł. Deficyt budżetowy w 2007 roku wyniesie 2,6 proc. PKB, co jest
zgodne z Przedakcesyjnym Programem Gospodarczym i sprawi, że w 2007 r.
Polska spełni kryteria z Maastricht. Program już uważany jest za "ambitny"
zwłaszcza mając na uwadze fakt, że w 2004 mamy wzrost deficytu. Chciałbym w
tym momencie zwrócić do zapowiedzi członków rządu o ewentualności
wprowadzenia podatku liniowego od dochodów osób fizycznych. Podobno miały
być prowadzone konsultacje, czy wprowadzenie "liniówki" nie byłoby możliwe
od początku 2005 r. Już widać, że rząd samodzielnie zadecydował. Kto o
zdrowych zmysłach będzie wprowadzał narzędzie zmniejszające dochody w
pierwszym roku planowanego spadku deficytu budżetowego. Zwłaszcza, że będzie
to prawdopodobnie rok wyborczy, bo już chyba nikt nie wierzy w
przedterminowe wybory. Przecież wtedy ważna będzie każda złotówka. Ponownie
powołując się na trudną sytuacje budżetu oraz wymagania postawione przez
założenia wejścia do strefy euro temat zostanie w najlepszym razie odłożony
na kolejne lata. Jeśli komuś się będzie jeszcze chciało w tych kolejnych
latach o to walczyć. Przecież wszyscy będziemy rozliczać się na Słowacji.
Na koniec rzućmy okiem na wykresy. Jak już pisałem na wstępie, ten tydzień
nie przyniósł większych zmian WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Wygląda na to, że
nadal przebywamy w krótkoterminowym trendzie spadkowym. Trend ten na razie
należy uznać za korektę poprzednich wzrostów wig20fut.gif "Na razie", bo nie
jest przecież wykluczone, że wzrosty mamy już za sobą. Jednak o tym dowiemy
się, gdy pojawi się ponownie poważniejsza próba wzrostu. Na razie takowa się
nie pojawiła, a była okazja. W tym tygodniu przeprowadzono mały atak popytu.
Niestety wzrost zatrzymał się na poziomie 1590 pkt. Bykom nie udało się
jednak wyjść niżej. Jest to mało pocieszające dla posiadaczy długich
pozycji. Tym wzrostem, szybko zgaszonym przez podaż, nie udało się nawet
osiągnąć poziom 38,2% zniesienia spadku od szczytu zniesienia.gif
Takie zachowanie rynku wskazywałoby na możliwość dalszych spadków. Jest
jednak nadzieja dla byków. Co ważne, pewnie szybko się dowiemy, czy nie
tylko płynna. Chodzi o wspominany w komentarzach kanał wzrostowy, który
widać na indeksie i kontraktach na wykresach intra Indeks.gif Kontrakty.gif
W piątek został ona poważnie naruszony, ale w końcówce sesji bykom udało się
wrócić. Pozostaliśmy z pytaniem bez odpowiedzi, czy powrót w obręb kanału
był oznaką skutecznego kontrataku popytu, cm powinno się wiązać gra na
zniżkę. Fakt, że wcześniejsza próba wybicia nie przyniosła skutku może
osłabić chęć do kupna, a tym samym przechylić szalę zwycięstwa na korzyść
niedźwiedzi. Utrzymanie się cen w granicach kanału pozwoli mieć jeszcze
nadzieję na wzrost i kolejny atak na opór 1590 pkt.
Kamil Jaros