Radio ZET. Zapytali, czy to prawda, że anulowano przetarg na prywatyzację Rafinerii, a jednocześnie powstanie Grupa Lotos. Czy Łukoil zostanie inwestorem na 35%, a 51% akcji trafi na giełdę? Notowałem te pytania, ale jeszcze ich nie skojarzyłem z podyktowaną notatką. Powiedziałem, że nic na ten temat nie wiem. Szybko zadzwoniłem do kolegi z PAP i pytam, czy jest jakaś depesza na ten temat. Dziennikarz powiedział, że nie ma, ale zdążył zanotować moje pytania i puścił informacje w formie depeszy.
Po tym telefonie zacząłem czytać dokładnie notatkę ze spotkania. Patrzę, a w niej jest to samo, o co pytało Radio ZET. Poleciałem do biura prasowego i zrobiłem potworną awanturę, że nie życzę sobie takiej sytuacji, że mimo embarga na komunikat już mam pytania od dziennikarzy. W biurze prasowym zrobili wielkie oczy. Co dalej się działo?
Na korytarzu spotkałem Gryżewskiego i Krysiaka. Ten ostatni przyznał, że to on zadzwonił do Radia ZET. Wściekłem się i mówię: jak to zadzwoniłeś? Przecież było embargo. Ale Gryżewski rozradowany machnął ręką i powiedział: ok., nie ma sprawy. Właściwie to jeszcze lepiej.
I to był początek afery.
Tak. Słyszę, że na giełdzie akcje spadają. PAP prostuje komunikat, Nafta Polska prostuje. Z tego, co pamiętam, u nas panowała później cisza. W pewnym momencie dowiaduję się z prasy, że Komisja Papierów Wartościowych kieruje sprawę do prokuratury. Byłem chyba jedynym facetem, który chodził do Gryżewskiego i pytał: co tu się dzieje, w co mnie wpakowaliście?
Co odpowiadał T. Gryżewski?
Mówił, żebym się nie przejmował. Idź na urlop zdrowotny albo okolicznościowy - słyszałem. Zacząłem się sprzeciwiać. Pytałem, czy chce ze mnie zrobić kozła ofiarnego. Gryżewski jednak bardzo chciał się mnie pozbyć. Zabronił kontaktować się z dziennikarzami. Powiedział, że jeżeli ktoś do mnie zadzwoni, mam kierować rozmowy do niego. Mam zakaz kontaktów z mediami.
I Pan przez cały czas nie wie, co się dzieje?
No tak. Przecież na spotkaniu 15 maja nie było żadnej mowy o grze na giełdzie ani naciskach na ministra skarbu. Ale widziałem, że Gryżewski zaczął prowadzić jakąś grę, a ze mnie chce zrobić kozła ofiarnego. Powiedziałem, że mu się to nie uda, bo mam autentyczną notatkę ze spotkania. Na niej pytanie: kim jest ten facet po prawej stronie. Ktoś odpowiedział: nowo zatrudniony doradca. Mam też SMS-a.
Jak zareagował?
Powiedział: wyjeżdżasz do Szwajcarii. Kiedy wróciłem zaprosił mnie do Marriotta. Powiedział, że Wróbel chce, żebym zwolnił się z pracy.
Stał się Pan niepotrzebny?
Nie wiem. Gryżewski obiecał, że da mi pracę w Orlen Deutschland. Nie chciałem się na to zgodzić. Poszedłem do Wróbla. Powtórzyłem rozmowę z Gryżewskim. Pytam: dlaczego pozwalasz na to, by Gryżewski mnie szykanował, zwalniał z pracy? Zbyszek wtedy stwierdził, że rozwiązuje zespół doradców. Chodziło o likwidację mojego stanowiska pracy. Wtedy stwierdziłem, że jestem zaskoczony jego zachowaniem, bo uważałem go za przyjaciela. Staram się w Orlenie dobrze wykonywać obowiązki, biegam po redakcjach, załatwiam co trzeba i raptem jestem niepotrzebny? Zbyszek powiedział, że decyzję uzależnia od Gryżewskiego. Oczywiście było to kłamstwo, ponieważ to Gryżewski wykonuje polecenia Wróbla.
Dlaczego Zbigniew Wróbel nie chciał Pana u siebie więcej widzieć?
Nie wiem. Może dlatego, że Gryżewski odpowiadał za aferę z 15 maja, a ja miałem być kozłem ofiarnym.
Wtedy stał się Pan niebezpieczny dla prezesa?
Myślę, że nie. Nie wiem, jaki był jego udział w manipulacji.
Od 22 lat mieszka Pan w Szwajcarii. Już jako osoba z zewnątrz, jakby oceniłby Pan zarządzanie Orlenem, jedną z największych polskich firm?
Poza dziennikarstwem pracowałem w największych koncernach. Poznałem bardzo prominentne osoby ze świata biznesu, ale takiego stylu pracy jak w Orlenie nie spotkałem. Tu, tak przynajmniej to zaobserwowałem, zarząd nie działa razem. Moim zdaniem bardzo kompetentny jest Janusz Wiśniewski, wiceprezes ds. produkcji, podobnie Jacek Strzelecki, wiceprezes odpowiedzialny za finanse i Andrzej Macenowicz, wiceprezes zajmujący się administracją i kadrami. Nie miałem żadnego problemu w kontaktach z tymi osobami. Zawsze do dyspozycji, zawsze gotowi udzielić informacji i wyjaśnić mediom zawiłe sprawy firmy. Ale jako rzecznikowi prasowemu nigdy nie udało mi się ze Zbyszkiem Wróblem odbyć nawet półgodzinnej rozmowy w sprawach koncernu. Byłem rzecznikiem ponad 10 miesięcy i ani razu nie zostałem zaproszony na posiedzenie zarządu. Byłem blokowany, choć z racji funkcji powinienem wiedzieć wszystko i chronić firmę. Tymczasem nie mogłem być skuteczny, bo dziennikarze wiedzieli o mojej firmie więcej niż ja sam.
Czy jest prawdą, że zarząd Orlenu jest podzielony na dwa, skonfliktowane ze sobą obozy, co uNie mogę być źródłem takiej opinii, gdyż nawet nie bywałem na zarządach. Ale często słyszałem, że pięcioosobowy zarząd składa się z dwójki i trójki.
Kariera zawodowa Krzysztofa Rogali
1971-1981 Komitet ds. Radia i Telewizji
1981-1990 współpracownik Radia Wolna Europa, współpracownik polskiej sekcji BBC i Deutschlandfunk
1991-2002 korespondent Telewizji Polskiej i Polskiego Radia
1 VII 2002-1 XI 2003 rzecznik prasowy Orlenu, doradca ds. mediów.