jak zmieniało się to w ostatnich kwartałach WYKRES5.gif i dziesięcioleciach
WYKRES6.gif
Skoro więc mamy rekordowe wydatki konsumentów napędzające wzrosty indeksów,
to praktycznie jedyne pytanie jakie inwestorzy powinni sobie teraz zadawać,
to - czy taka rozrzutność Amerykanów będzie kontynuowana ? No i tu pojawia
się pierwszy ważny wykres, który przysłoniło imponujące PKB. Jeśli bowiem
spojrzymy na miesięczny rozkład wydatków konsumpcyjnych w Stanach, to okaże
się, że choć kwartalnie wypadają one wprost imponująco WYKRES5.gif to jest
to zasługa jedynie lipca i sierpnia, a we wrześniu nastąpiło nie
zmniejszenie wydatków, ale wręcz ich załamanie ! WYKRES7.gif Jeśli porównać
miesięczne wydatki, z zachowaniem indeksu S&P500 to historycznie patrząc
powinno to zostać odzwierciedlone w zachowaniu indeksu. Nawet w czasie hossy
internetowej takie drastyczne ograniczenie wydatków zawsze wiązało się z
większą korektą indeksu. Teraz mieliśmy tylko mały ząbek i indeks jest już
ponad 6% wyżej WYKRES8.gif , zupełnie ignorując wrześniowe ostudzenie
koniunktury, które w kwartalnym (wstępnym) PKB nie jest jeszcze uwzględnione
i już teraz widać, że rewizja danych będzie do dołu.
Należałoby się teraz zastanowić, skąd wzięły się tak rekordowe wydatki w
trzecim kwartale, no i najważniejsze - czy mogą one zostać powtórzone w
kolejnych. Jeśli tak - to wrześniowe ograniczenie wydatków przestaje mieć
jakiekolwiek znaczenie i droga indeksów na północ oi cięciami/zwrotami
podatków wpompowała w gospodarkę miliardy dolarów, a oliwy do ognia dolał
FED, który utrzymując niskie stopy procentowe umożliwiał refinansowanie
kredytów hipotecznych, co jak się szacuje, "dało" dodatkowe kilkadziesiąt
miliardów dolarów. Zobaczmy najlepiej na wykresie, jak drastycznie wzrosły
"dochody" konsumentów WYKRES9.gif Przeszło 124 mld dolarów. Oczywiście
trochę brakuje jeszcze do wartościowego rekordu po 11 września 2001 roku
WYKRES10.gif ale i tak robi to wrażenie. I znowu z danych kwartalnych
przejdźmy na dane miesięczne. I tutaj mała niespodzianka. WYKRES11.gif We
wrześniu zabrakło czeków "od Prezydenta", a rosnąca rentowność w końcu
odstraszyła od kredytów hipotecznych. Najnowsza ankieta (60-ciu największych
banków) sporządzana na zlecenie FED pokazała, że popyt na kredyty hipoteczne
spadł do poziomu najniższego od 3 lat. Potwierdza to tylko spadkowy trend
(od czerwca) indeksów publikowanych przez Mortgage Bankers Association
(Stowarzyszenie banków hipotecznych). Czy spadek dochodów to takie ważne
wydarzenie ? Jeśli popatrzeć na nieco dłuższą historię WYKRES12.gif i spadki
które wyprzedzały lokalne szczyty (czerwiec 75` i 85`) czy giełdowe krachy
(87` - mocny spadek 6 miesięcy przed krachem), lub były po prostu okresem
słabszej giełdowej koniunktury, to nie można obok tego przejść obojętnie.
Załóżmy jednak, że wrzesień był wypadkiem przy pracy, a gospodarka wróci na
przetarte w ostatnich miesiącach szlaki i konsumenci znowu rzucą się do
wydawania, a firmy do produkcji. Skoro tak świetne efekty przynoszą obniżki
podatków, czy niskie stopy procentowe, to dlaczego nie można tego powtórzyć
? Przecież to najlepszy sposób na wpompowanie w gospodarkę kolejnych
miliardów. Zacznijmy od stóp, a że temat był wielokrotnie omawiany, to
powiem tylko, że "dłuższy czas" (FED) niższych stóp procentowych oznacza
najpóźniej! połowę przyszłego roku. Przynajmniej taki najbardziej
optymistyczny scenariusz wyczytać można z kontraktów na amerykańskie stopy
procentowe. A "pieniądze" z reguły nie strzelają w ciemno, ale dokładnie
analizują rynek. Może więc koniunkturę napędzą dalsze obniżki podatków ...
albo wojna ? Z punktu widzenia giełdowych indeksów i PKB w kolejnych
kwartałach byłby to majstersztyk. Ale zanim pokaże na wykresach do czego
doprowadziła obecna polityka, to pójdę na łatwiznę i przepisze kawałki
świetnego tekstu z The Economist przedrukowanego także przez GW - "Sytuacja
budżetowa szybko się pogorszyła za kadencji Busha. Nie będzie łatwo jej
zmienić ... Ciął on wydatki w każdym roku swej kadencji i miały taki rozmiar
jak te, które wprowadził Ronald Reagan .... ta strategia będzie kontynuowana
w przyszłym roku, który jest rokiem wyborczym w USA.... Bush szasta
pieniędzmi jak pijany żeglarz". Mimo takiej hojności prezydenta, aż 53%
Amerykanów nie akceptuje polityki fiskalnej Busha, a Narodowe Stowarzyszenie
Ekonomistów "określiło federalny deficyt budżetowy mianem największego
problemu (niemal słowa z ostatniego wystąpienia Alana Greenspana !), jaki
stoi przed amerykańską gospodarką..... Następna dekada może być najbardziej
"nieodpowiedzialną fiskalnie" w historii USA. Skąd to całe niezadowolenie,
skąd krytyczne opinie ? Wystarczy spojrzeć na deficyt budżetowy w Stanach
WYKRES13.gif Ostatni rok fiskalny ustanowił nowy rekord, a kolejny będzie w
przyszłym roku. Nie da się szybko opisać wszystkich konsekwencji takiej
nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej. Ale równie trudno i długo trzeba
niektórym tłumaczyć, że rezerwy rewaluacyjnej wykorzystać się nie da, a
wydatki budżetowe trzeba ograniczać, bo grozi to katastrofą. Oczywiście
nawiązuje do polskiego scenariusza, choć to zupełnie dwa inne światy. Terzy zaczną osiągać znacznie! większe zyski (dalej
zacznie mocno rosnąć rentowność obligacji), albo odwrócą się od tak
nieodpowiedzialnej polityki. Każdy ze scenariuszy jest negatywny dla
indeksów.
Oczywiście należy podkreślić, że nie jest to problem na poniedziałek, a
prezydent w roku przedwyborczym nakręcać może gospodarkę jeszcze parę
miesięcy. Na razie stwierdzam tylko, że wrzesień powinien mocno rozczarować
giełdowych inwestorów, a został zupełnie zignorowany. Wygrała chciwość i
wiara w wieczną hossę.
Beztroska polityków o nadmierne zadłużenie jest jednak niczym w porównaniu z
poszczególnym konsumentem. Zadłużenie sięga już prawie 2 bilionów dolarów
WYKRES14.gif , przy czym takie życie na kredyt stało zaczęło przybierać na
sile w ostatnich 10 latach. WYKRES15.gif Czy ta bańka kiedyś pęknie ? Musi,
pytanie tylko kiedy. Nie oznacza to jednak, że nie niesie to za sobą żadnych
konsekwencji już dla obecnej koniunktury. Gdzieś jest "granica bólu" jeśli
chodzi o obsługę tak gigantycznego zadłużenia. Wykres z zaznaczonym krachem
w 87 r. mówi chyba sam za siebie WYKRES16.gif
W takim otoczeniu ogromnie trudno utrzymać ożywienie, jeśli odstawi się
rynkowi kroplówkę fiskalną i monetarną. A kiedy to się stanie ? No cóż -
doszliśmy teraz do punktu krytycznego jeśli chodzi o deficyty i zadłużenie
gospodarstw domowych, a czy ten punkt zostanie przekroczony zapewniając
przegrzanie gospodarki .... to już wola polityków. Kac będzie wtedy na pewno
zdecydowanie bardziej boleśniejszy.
Skoro jednak zacząłem od wydatków konsumentów, to i na nich skończmy. Zależą
one bowiem nie tylko od podatkowych cięć, ale też od sytuacji na rynku
pracy. To jak wiem jest największa bolączka obecnego ożywienia. W ostatnim
tygodniu rynek dostał "świetne" dane o liczbie nowych miejsc pracy. Piszę
tak dlatego, że było one dobre jedynie w odniesieniu do prognoz analityków,
a jeśli wierzyć FED, to miesięcznie przybywać musi 150k nowych miejsc pracy
w sektorach pozarolniczych, by widoczna była poprawa na rynku pracy. No cóż,
nie bez powodu Greenspan w ostatnim wystąpieniu obok zagrożenia dużym
deficytem budżetowym wymieniał słabą kondycję rynku pracy. Inwestorzy
oczywiście ekscytują się tygodniowymi, czy miesięcznymi danymi (na przyszły
miesiąc ignorując ankiety Challenger.gif a zachwycając się
Initial_Claims.gif ) a nie patrzą na nieco szerszy obraz pokazujący fatalny
stan rynku pracy. Z jednego z portalu zapożyczyłem wykres pokazujący jak
tworzone były miejsca pracy po zakończeniu recesji WYKRES17.gif Jak widać
nawet po dotychczasowej najgorszej pod tym względem recesji na początku lat
90-tych WYKRES1.gif po 12 miesiącach rynek pracy ruszył do góry i w
analogicznym jak teraz okresie po recesji dynamicznie zaczęło przybywać
nowych miejsc pracy. Obecnie inwestorzy mogą jedynie mieć tego zapowiedź.
Równie ciekawie wygląda też zestawienie stopy bezrobocia WYKRES18.gif ze
średnim okresem (w tygodniach) pozostawania bez pracy WYKRES19.gif Jeśli
nałożymy na siebie oba wykresy, okazuje się, że im mniejsze jest bezrobocie,
tym wprost proporcjonalnie skraca się okres szukania pracy. Wraz z rosnącą
stopą bezrobocia pracę znaleźć zdecydowanie trudniej. Sam byłem zdziwiony
jak dokładna korelacja występowała na tych dwóch rynkach do 1990 roku.
Dopiero przy wspomnianej recesji oba wykresy zaczęły się "rozjeżdżać".
WYKRES20.gif Jak widać obecnie sytuacja jest jeszcze gorsza, a niemal
rekordowy średni okres bezrobocia budzi dodatkowo podejrzenia, czy ciągłe
zmiany sposobu liczenia stopy bezrobocia przedstawiają prawdziwy obraz rynku
pracy, czy jak twierdzi większość analityków faktyczne bezrobocie jest dużo
wyższe ? prędko
naprawią swój błąd ? To już zostawmy na dzienne komentarze, choć zwiastuny
większej korekty pojawiły się już w ostatnim tygodniu - rynek zupełnie nie
reagował na bardzo dobre informacja, a wzrosty miały miejsce tylko w
końcówkach sesji, głównie dzięki rozczarowaniu krótkich pozycji. Co będzie,
gdy inwestorzy zorientują się, że najlepsze dane już za nimi ?
Na koniec mały banał, który przez ostatnie lata jest zupełnie ignorowany
(jak pokazałem wyżej, co innego napędza indeksy). Chodzi tym razem o wycenę
fundamentalną, którą przez dziesięciolecia najlepiej odzwierciedlała stopa
dywidendy i wskaźnik cena do zysku (ang. P/E). Oczywiście nie zamierzam
zachęcać, do zawierania transakcji na podstawie tych wskaźników, ale dzisiaj
jest tekst o nieco szerszym horyzoncie, niż przyszły tydzień, więc spójrzmy
na oba wskaźniki. Zdecydowanie najbardziej popularny jest P/E i wielokrotnie
sami o nim pisaliśmy. Króciutkie przypomnienie - Historycznie patrząc spadek
P/E pod poziom 10 był świetną okazją do kupna. Przekraczanie poziomu 20
oznaczało zbliżające się załamanie. Gdzie jesteśmy obecnie ? WYKRES21.gif i
choć nikt od marca nie każe grać na krótko, to warto pamiętać, w którym
miejscu jesteśmy i jak bardzo dynamiczny wzrost zysków jest w stanie
uchronić indeksy przed powrotem spadków.
Jeśli zaś chodzi o stopę dywidendy, to (przepisując fragment swojego
piątkowego tekstu z Parkietu..) od kilkudziesięciu lat sprawdzała się
zasada, że gdy giełdowe spółki obniżają wartość płaconych dywidend, źle
świadczy to o ich kondycji i jest zwiastunem przeceny indeksów. Na miesiąc
przed giełdowym krachem w 1929 r. stopa dywidendy dla indeksu S&P500
zanotowała dołek na 2,85%. Każda niższa wartość w kolejnych latach była
zwiastunem dynamicznych spadków. W 1962 r. w 3 miesiące indeks S&P500
stracił 28%. Na początku 1973 r. w niecałe 2 lata stracił połowę swojej
wartości. Analogicznie niska stopa dywidendy w 1987 r. także przyniosła
dramat bykom. Sytuacja zmieniła się dopiero w latach 90-tych, gdy inwestorzy
zaczęli większą uwagę przywiązywać jedynie do wzrostu kursu akcji, a "nowa
ekonomia" pozwalała tłumaczyć często nawet brak jakichkolwiek dywidend
(zysków). WYKRES22.gif
To tyle z nieco szerszego spojrzenia na rynek. Zdaję sobie oczywiście
sprawę, że dla spekulanta liczą się bardziej dzienne/tygodniowe wahania,
oraz panujący w danej chwili trend. Bez dwóch zdań ! Od czasu do czasu nie
mogę sobie jednak odmówić przypomnienia bykom, co czeka ich za rogiem,
szczególnie gdy media piszą tak optymistyczne scenariusze dla amerykańskiej
gospodarki i giełdowych indeksów. Z przyszłości wracam już jednak na ziemię
i w poniedziałkowym komentarzu skoncentruję się już na sprawach bieżących.
Może USA tydzień zakończy wzrostem ?
[email protected]