Reklama

Rosjanie nie chcą Orlenu

Z Nikołajem Iwczikowem, dyrektorem wykonawczym Łukoil Polska, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 20.11.2003 09:16

Jaki jest kierunek ekspansji Łukoila-

Zachodnia i północna Europa. Zdobyliśmy już silną pozycję na południu kontynentu, teraz czas na nowe rynki.

Na południu Europy, czyli...

Jesteśmy właścicielami rafinerii w Bułgarii, Rumunii i na Ukrainie. Sprzedajemy produkty ropopochodne na rynkach tych krajów oraz eksportujemy stamtąd na Węgry, do Serbii, Mołdowy, Macedonii, Turcji, Grecji, Włoch, Francji i Hiszpanii. Oprócz tego dostarczamy je do USA i krajów Indochin. Nasza pozycja w rejonie Morza Czarnego jest bardzo silna, zarówno w zakresie produkcji, jak i dystrybucji.

Co rozumie Pan przez północ Europy, mówiąc o rynku, który chcecie zdobyć- Polskę, Niemcy, Francję"

Reklama
Reklama

Dla nas to przede wszystkim Polska i Obwód Kaliningradzki.

Dlaczego akurat ten region Was interesuje"

Musimy się ubezpieczyć na wypadek, gdyby koniunktura na południu Europy się pogorszyła. Polska tradycyjnie jest naturalnym odbiorcą rosyjskiej ropy. W zeszłym roku Łukoil sprzedał tutaj około 2,5 mln ton. Poza tym Polska i Obwód Kaliningradzki, to dla nas brama do Unii Europejskiej. Tu są ważne dla nas porty, z których moglibyśmy wysyłać ropę do krajów unijnych.

W jakim sensie Polska otwiera Wam drzwi do UE"

Stąd moglibyśmy beż żadnych barier, np. celnych, sprzedawać nasze produkty paliwowe.

Co Łukoil chce osiągnąć na polskim rynku"

Reklama
Reklama

Mamy dwa warianty rozwoju. Pierwszy, tzw. program maksimum, zakłada dynamiczny rozwój w Polsce poprzez udział w prywatyzacji aktywów umożliwiających przerób ropy. Drugi wariant zakłada rozwój od podstaw.

Łukoil startował w przetargu na prywatyzację Rafinerii Gdańskiej. Bezskutecznie. Czy jeszcze ma Pan jakieś nadzieje`

Tak, w dalszym ciągu jesteśmy zainteresowani kupnem polskich zakładów przetwórstwa ropy.

Czy w grę wchodzi OrlenE

Nie. Nam zależy na Grupie Lotos. Orlenu w obecnej sytuacji nie kupimy. Ale chcemy współpracować z tą spółką w zakresie produkcji. Wysłaliśmy już list intencyjny w tej sprawie do zarządu.

O jakiej sytuacji Orlenu Pan mówi-

Reklama
Reklama

W tej chwili żadna rozsądna firma nie zostanie inwestorem strategicznym płockiej spółki. Chociażby ze względu na zapis statutowy, pozwalający wykonywać prawa głosu z nie więcej niż 10% jej kapitału, niezależnie od tego, ile akcji się posiada.

Resort skarbu zapowiada, że może w przyszłym roku sprzedać 28% akcji Orlenu.

Nas taki pakiet nie satysfakcjonuje. My kupujemy firmy po to, żeby mieć nad nimi całkowitą kontrolę.

Moglibyście dokupić resztę akcji na giełdzie.

Ale to byłoby drogie rozwiązanie. Gdybyśmy rzeczywiście skupili, np. 5% akcji Orlenu i wtedy poinformowali polskie władze, że zamierzamy zwiększać nasze zaangażowanie, to reakcja polskich inwestorów byłaby oczywista. Kurs akcji spółki znacznie by wzrósł, a nam nie opłacałoby się ich dalej kupować. Orlen jest obecnie liderem polskiej gospodarki, symbolem jej niezależności. Nie ma potrzeby tego zmieniać.

Reklama
Reklama

Na rynku krążą plotki, że Kulczyk Holding skupuje akcje Orlenu, by sprzedać je z zyskiem któremuś z rosyjskich koncernów paliwowych. Może Łukoilowi-

Żadnych rozmów w tej sprawie nie prowadzimy i nie prowadziliśmy.

A Jukosowi"

Tego nie wiem, ale wydaje mi się to mało logiczne.

Dlaczego"

Reklama
Reklama

Jukos jest współwłaścicielem dwóch rafinerii, położonych niedaleko polskich granic. Są to zakłady w Możejkach na Litwie i Mozyr na Białorusi. Obie firmy mają sporo niewykorzystanych mocy produkcyjnych. Po co Jukosowi Orlen, którego moce wynoszą 17,8 mln ton paliw rocznie, a produkuje ich zaledwie około 12 mln" W tym przypadku Jukos miałby w tym regionie zbędne moce produkcyjne.

Ale Orlen ma sieć detaliczną.

Taniej jest zbudować własną sieć od podstaw, niż przejmować cały zakład.

Dlaczego więc, Pańskim zdaniem, Jukos do tej pory nie zbudował sieci detalicznej w Polsce"

Powód jest prosty - realizował wiele innych projektów w tym czasie. Ale dobrze byłoby zapytać JukosRządy Polski i Węgier mają podpisać list intencyjny w sprawie fuzji Orlenu z MOL-em. Czy, Pańskim zdaniem, ten projekt jest korzystny dla polskiej firmy?

Reklama
Reklama

Z punktu widzenia osoby, która od lat pracuje w sektorze naftowym, jest to wątpliwe. Ale jaką decyzję podejmą właściciele - ich sprawa, bo oni ryzykują.

Dlaczego?

Ponieważ w tym biznesie zarabia się na trzech rzeczach. Na wydobyciu ropy, jej przerabianiu i sprzedaży gotowych produktów, czyli np. benzyn. Jeżeli brakuje któregoś z tych elementów, prowadzenie takiej firmy jest dosyć ryzykowne.

Ale MOL ma udziały w firmie zajmującej się wydobyciem ropy.

To za mało dla obu tych spółek. Moim zdaniem, Orlen powinien postawić na wydobycie (upstream).

Komu może więc zależeć, żeby doszło do fuzji Orlenu z MOL-em?

Widać dokładnie, że ktoś usilnie pracuje nad tym, żeby taki podmiot powstał. Ale kto to jest - nie wiem. Na pewno nie my. Uważam, że jest to typowe działanie funduszowe. Moje prywatne zdanie jest takie, że celem tej transakcji jest jedynie osiągnięcie zysku na fuzji, a potem, po podniesieniu kapitalizacji połączonego podmiotu, jego sprzedaż strategicznemu inwestorowi, dysponującemu zasobami naftowymi.

A może Kulczyk Holding?

Tego nie wiem.

Czy powstanie paliwowego koncernu środkowoeuropejskiego może zagrozić planom ekspansji Łukoila w Europie?

W żaden sposób.

Jeżeli nie uda się Pańskiej firmie przejąć żadnej rafinerii w Polsce lub w tym regionie, jaki będzie dalszy plan gry Łukoila?

W takim wariancie będziemy realizowali nasz plan minimum.

Czyli?

W Polsce będziemy budowali nowe stacje: do 2006 roku powstanie 50 stacji paliwowych, a gazowych 200. Teraz tych drugich już jest 115. Ilość sprzedawanego w kraju gazu płynnego wynosi 12-15 tys. ton miesięcznie, co daje nam już 10-proc. udział w polskim rynku LPG. Będziemy też budowali nowe rozlewnie gazu oraz terminal przeładunkowy na granicy. Oprócz polskiego projektu Łukoil rozpatruje możliwości inwestowania w sektor przeróbki ropy na Białorusi i w Finlandii.

A Obwód Kaliningradzki?

Też. Mamy opracowany projekt budowy rafinerii. Produkty ropopochodne sprzedawalibyśmy w tym obwodzie oraz stamtąd wysyłalibyśmy je do Polski i krajów nadbałtyckich.

Nie są to ambitne plany...

Dlatego ten wariant nazywamy planem minimum. Dla nas liczy się zysk. Jeżeli widzimy, że nie ma sensu robić czegoś za wszelką cenę - wtedy tego nie robimy. Mam nadzieję, że w Polsce zmieni się nastawienie do rosyjskich inwestorów i nie będziemy traktowani jako partnerzy drugiej kategorii, których można w każdej chwili wyrzucić. Tak jak było np. w przetargu na Rafinerię Gdańską. Mamy pieniądze i chcemy je tu zainwestować.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama