Z punktu widzenia osoby, która od lat pracuje w sektorze naftowym, jest to wątpliwe. Ale jaką decyzję podejmą właściciele - ich sprawa, bo oni ryzykują.
Dlaczego?
Ponieważ w tym biznesie zarabia się na trzech rzeczach. Na wydobyciu ropy, jej przerabianiu i sprzedaży gotowych produktów, czyli np. benzyn. Jeżeli brakuje któregoś z tych elementów, prowadzenie takiej firmy jest dosyć ryzykowne.
Ale MOL ma udziały w firmie zajmującej się wydobyciem ropy.
To za mało dla obu tych spółek. Moim zdaniem, Orlen powinien postawić na wydobycie (upstream).
Komu może więc zależeć, żeby doszło do fuzji Orlenu z MOL-em?
Widać dokładnie, że ktoś usilnie pracuje nad tym, żeby taki podmiot powstał. Ale kto to jest - nie wiem. Na pewno nie my. Uważam, że jest to typowe działanie funduszowe. Moje prywatne zdanie jest takie, że celem tej transakcji jest jedynie osiągnięcie zysku na fuzji, a potem, po podniesieniu kapitalizacji połączonego podmiotu, jego sprzedaż strategicznemu inwestorowi, dysponującemu zasobami naftowymi.
A może Kulczyk Holding?
Tego nie wiem.
Czy powstanie paliwowego koncernu środkowoeuropejskiego może zagrozić planom ekspansji Łukoila w Europie?
W żaden sposób.
Jeżeli nie uda się Pańskiej firmie przejąć żadnej rafinerii w Polsce lub w tym regionie, jaki będzie dalszy plan gry Łukoila?
W takim wariancie będziemy realizowali nasz plan minimum.
Czyli?
W Polsce będziemy budowali nowe stacje: do 2006 roku powstanie 50 stacji paliwowych, a gazowych 200. Teraz tych drugich już jest 115. Ilość sprzedawanego w kraju gazu płynnego wynosi 12-15 tys. ton miesięcznie, co daje nam już 10-proc. udział w polskim rynku LPG. Będziemy też budowali nowe rozlewnie gazu oraz terminal przeładunkowy na granicy. Oprócz polskiego projektu Łukoil rozpatruje możliwości inwestowania w sektor przeróbki ropy na Białorusi i w Finlandii.
A Obwód Kaliningradzki?
Też. Mamy opracowany projekt budowy rafinerii. Produkty ropopochodne sprzedawalibyśmy w tym obwodzie oraz stamtąd wysyłalibyśmy je do Polski i krajów nadbałtyckich.
Nie są to ambitne plany...
Dlatego ten wariant nazywamy planem minimum. Dla nas liczy się zysk. Jeżeli widzimy, że nie ma sensu robić czegoś za wszelką cenę - wtedy tego nie robimy. Mam nadzieję, że w Polsce zmieni się nastawienie do rosyjskich inwestorów i nie będziemy traktowani jako partnerzy drugiej kategorii, których można w każdej chwili wyrzucić. Tak jak było np. w przetargu na Rafinerię Gdańską. Mamy pieniądze i chcemy je tu zainwestować.
Dziękuję za rozmowę.