Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 30.11.2003 21:05

Dobiegający końca tydzień to zatrzymanie spadków. Kilka dni wcześniej te

sięgnęły poziomu 1408 pkt. W tym tygodniu poziom ten nie został pokonany.

Spora w tym zasługa święta Dziękczynienia w USA. Brak sesji w czwartek

wpłynął zarówno na, i tak skrócone, notowania w piątek oraz na przebieg

notowań środowych. Praktycznie za oceanem z normalnymi sesjami mieliśmy do

Reklama
Reklama

czynienia tylko w poniedziałek i wtorek. Zwykle w takich wypadkach nasz

rynek wykorzystuje zastój w Stanach na podniesienie cen. Nie inaczej było i

teraz. Jedynie sesja workowa mogła się podobać niedźwiedziom. Pozostałe dni

to lekka przewaga popytu. Czy przyniesie ona jakieś zmiany i byki mogą

liczyć na większe zwyżki? Patrząc jedynie na wykresy trzeba się liczyć, że

jednak podaż wkrótce ponownie się pojawi. Test poziomu dołka na 1408 pkt

Reklama
Reklama

wydaje się nieunikniony. Od niego wiele zależy. Brak nowych minimów może

zaktywizować kupujących. Nie wybiegajmy jednak za daleko.

W tym tygodniu dość często z różnych ust padała nazwa RPP oraz NBP z jego

prezesem L. Balcerowiczem włącznie. Kontekst tych wypowiedzi był różnorodny,

gdyż sama RPP występowała tu jako podmiot, ale także jako przedmiot. Jako o

podmiocie o RPP słyszano w momencie podejmowania decyzji o wysokości stóp

Reklama
Reklama

procentowych. RPP była także przedmiotem targów politycznych, gdy w Sejmie

debatowano nad nowelizacją ustawy o NBP. Sam L. Balcerowicz był także

przedmiotem ataku politycznego związanego z rozporządzeniem jakie zostało

wydane w 1998 roku dotyczącym m.in. kalkulacji marży przez formy

farmaceutyczne.

Reklama
Reklama

Zajmijmy się najpierw "podmiotową sferą" RPP. W tym tygodniu rada odbyła

dwudniowe posiedzenie, które miał zakończyć się komunikatem dotyczącym

prowadzonej polityki monetarnej. Wynik tego posiedzenia był jednakowo

przewidywany przez znakomitą większość ekonomistów. Już przed posiedzeniem

niemal wszyscy mówili jednym głosem, że na obniżkę stóp procentowych liczyć

Reklama
Reklama

nie należy. Wyróżnia się tu dwa najważniejsze czynniki, które hamują gołębie

zapędy. Po pierwsze, poprawa wyników w sferze realnej. Dobre dane o dynamice

produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej sprawiają, że aspekt

bodźcowy obniżek stóp traci obecnie na znaczeniu. Może, gdyby inne warunki

były nieco lepsze to obniżka miałaby miejsce. Te "inne" warunki są właśnie

Reklama
Reklama

drugim czynnikiem wpływającym na wstrzymywaniem się z luzowaniem polityki

monetarnej. Chodzi oczywiście o sytuację na rynkach finansowych, która jest

bezpośrednim odzwierciedleniem tego, co się dzieje w finansach publicznych.

Nadal mamy niski poziomu złotego oraz wysokie rynkowe stopy procentowe.

Trudno oczekiwać, że one spadną jeśli rynek spodziewa się, dużego popytu na

pieniądz ze strony budżetu. Według analityków BRE Banku, MF w I kw. 2004

roku zgłosi zapotrzebowanie, w postaci emisji papierów skarbowych, na 36,6

mld zł. I kw. 2003 było to 32,7 mld zł. Wzrost w 2004 jest już zapowiedziany

również przez ministra finansów A. Raczko. Jeśli więc popyt ma być tak duży

to z jakiej racji ma spadać cena pieniądza? Panuje już opinia, że kolejne

obniżki stóp procentowych będą już dokonywane przez nowy skład RPP. Nie było

więc żadnego zaskoczenia, gdy w środę około południa RPP ogłosiła, że nie

zmieniła stóp procentowych.

Rynek złotówki oraz papierów dłużnych był w tym tygodniu także targany przez

impulsy płynące z zewnątrz, a w szczególności z kolejnej fali osłabienia

węgierskiego forinta. Kurs węgierskiej waluty spadł do najniższego poziomu

od prawie czterech miesięcy wobec euro. Ucieczka od forinta jest według

budapesztańskich dealerów reakcją na obawy inwestorów o rosnący deficyt

budżetowy i deficyt na rachunku obrotów bieżących. W piątekynku złotego, który się nieco

osłabił.

Rada Polityki Pieniężnej była także przedmiotem debaty przy nowelizacji

ustawy o NBP. Z założenia nowelizacja ta miała dopasować polskie przepisy do

regulacji unijnych. Oczywiście nasi politycy nie byliby sobą, gdyby nie

wykorzystali okazji do kolejnych prób uszczuplenia zbyt wielkiej ich zdaniem

niezależności banku centralnego. Sejmowa komisja finansów publicznych

rekomendowała różne zmiany: m.in. zmniejszenie liczby członków rady,

ograniczenie wielkości rezerwy rewaluacyjnej czy zmian w księgowaniu rezerw

banku centralnego w ogóle. Smaczku dyskusjom o NBP nadawały oczywiście

personalne ataki na L. Balcerowicza z propozycją podjęcia przez Sejm uchwały

wzywającej go do ustąpienia ze stanowiska włącznie. Wiadomo, że Balcerowicz

jest solą w oku wielu polityków, a teraz atak zyskał nowy wymiar w świetle

ostatnich rewelacji, jakie "sprzedał" Sejmowi szef ABW, A. Barcikowski.

Wprawdzie wystąpienie Barcikowskiego dotyczyło "informacji w sprawie

lobbingu wokół niektórych ważnych przetargów i kontraktów" to szybko zyskało

ono otoczkę aferalną a nazwisko Balcerowicza pojawia się najczęściej,

zwłaszcza na ustach działaczy LPR, PSL i Samoobrony. Mają na niego haka! W

końcu! Już padają propozycje powołania kolejnej komisji śledczej. Nie

pomagają tłumaczenia byłych współpracowników obecnego szefa NBP, że sprawa

nie dotyczy jedynie okresu władania ministerstwem finansów przez

Balcerowicza, że zaczęła się znacznie wcześniej, że właśnie pod jego rządami

problematyczne rozporządzenie zostało zmienione. Gry polityczne robią się u

nas coraz mniej przyjemne również dla ich obserwatorów. Na razie mamy

wytykanie sobie wzajemnie kolejnych afer lub tylko budowanie medialnego

szumu. Na rynek ma to ograniczone znaczenie. Tu liczą się fakty, a tymi są

odrzucenia kolejnych dziwnych poprawek do nowelizowanej ustawy. Na razie

wszystko zostało po staremu.

No odrębną uwagę zasługuje sytuacja na rynku dolara. Ostatnie publikacje

danych dotyczących gospodarki amerykańskiej zdają się być optymistyczne.

Rewizja podniosła dynamikę PKB w III kw 2003 z 7,2 do 8,2% w skali roku.

Gospodarka amerykańska zdaje się pędzić niczym azjatyckie tygrysy za czasów

ich świetności. Dlaczego w takiej sytuacji dolar nadal słabnie? W tygodniu

dosięgnięta została cen 1,2 dolara za jedno euro. Problemem są oczywiście

dwa deficyty: budżetowy oraz handlowy. Jakkolwiek ten drugi także poważny

jest mniej szkodliwy, gdyż handel odbywa się w rodzimej walucie, to już ten

pierwszy budzi obawy. Stopy procentowe Fed są najniższe od dziesiątków lat.

Większość krajów będących bezpośrednią dla USA konkurencją kapitałową

posiada wyższe stopy: podstawowa stopa procentowa ECB wynosi 2,0 proc., w

Wielkiej Brytanii 3,75 proc., a Australii 5,25 proc. Nie należy także

bagatelizować zaangażowania USA na Bliskim Wschodzie. To jest kolejny stały

element podnoszący ryzyko inwestycji w dolara ze względu na

prawdopodobieństwo akcji odwetowych i ataków terrorystycznych. Patrząc na

rynek dolara czystko technicznie można dojść do wniosku, że nowe dołki jego

wartości mogą skłaniać kolejnych do grania przeciw amerykańskich walucie.

Nie jest więc wykluczone, że tendencja osłabienia dolara będzie jeszcze

przez jakiś czas obserwowana. Przestrzegałbym przed zbytnim przywiązywaniem

się do poziomu 1.2 na rynku euro/dolar. Tu rządzi czysta psychologia. Nie

jest to poziom o kluczowym znaczeniu technicznym, a jest on jedynie jednym z

kilku ważniejszych. Nie należy się więc zdziwić, jeśli za parę tygodni

ponownie cena euro w dolarach spadnie poniżej 1.2.

Teraz przyszedł czas na pochylenie się nad wykresami. Weekendowa sprz że rynek przed

kolejną falą wzrostów, na którą nadal liczę, spadnie jeszcze o tyle punktów.

Sądziłem, że ceny nie zejdą poniżej poziomu wrześniowego dołka. Okazało się,

że na stroje na rynku są bardziej niedźwiedzie. Teraz po wykreśleniu

podwójnego szczytu nabrały one intensywności wig20fut.gif Teoria mówi, że

spadek powinien być tak duży, jak wysoka była formacja czyli ok. 300 pkt. Po

drodze musiałby paść wsparcia na 1410 pkt, 1300 i 1250 pkt. Perspektywa

ruchu całkiem przyjemna. Ja mam jednak poważne obawy, czy faktycznie z takim

spadkiem będziemy mieli do czynienia. Po pierwsze niewiele się zmieniło od

ostatniej weekendowej jeśli chodzi o główne przesłanki oczekiwania na

wzrost. Po drugie, zaraz po przebiciu wsparcia rynek nie zjechał w dół

pchany wielkimi atakiem podaży. Proszę sobie przypomnieć, co sprowadziło cen

tak nisko. Nie było to wielkie wysypywanie papierów, ale twardo rzucane

kosze zleceń. Nie chodzi o pozbycie się akcji, ale o obniżenie wartości

indeksu. Taki spadek mnie nie przekonuje. Wykres sygnalizuje, że podaż nie

ma faktycznie bezapelacyjnej przewagi. Ceny skonsolidowały się tuż pod

poziomem przełamanego wsparcia.

Problemem jest kształt tego, co kreśli obecnie wykres. Ceny się

skonsolidowały, ale nie wygląda to na formację odwrotu, a kontynuacji. Na

wykresie widać trójkąt. To sprawia, że należy oczekiwać jeszcze jednego

spadku, który w najlepszym razie zatrzyma się na dołku na 1408 pkt. Nie

można jednak wykluczyć, że będziemy wyznaczać nowe minimum. Myślę jednak, że

to będzie tylko krótkotrwała przewaga podaży. Rynek jest już poważne

wyprzedany CCIdzienny_fut.gif RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif i przy

kolejnym spadku zaczną się pokazywać dywergencje na szybkich wskaźnikach.

Warto pamiętać, że w horyzoncie wielotygodniowym mamy nadal trend wzrostowy.

Okolice 1380 pkt to dopiero zniesienie 50% całej fali wzrostów

FUTUREStyg.gif Obecny spadek nie przesądza jeszcze o załamaniu trendu.

Przypominam, że gra na zwyżkę ma sens, gdy pojawią się sygnały kupna. Na

razie dominują te dotyczące sprzedaży i dlatego nie należy brać moich

przypuszczeń jako rekomendacji kupna. W tej chwili gra na zwyżkę to dość

ryzykowna zabawa. Sygnałem kupna będzie np. zamknięcie najbliższej luki

bessy. Biorąc jednak pod uwagę poprzednie zdania sądzę, że takim sygnałem

może być zamknięcie trzeciej luki bessy jaka się być może pojawi w czasie

kolejnej fali spadków.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama