Marek Pryzmont
Co prawda mocno tego nie lubię, ale dzisiaj będzie trochę przepisywania.
Wrócę
na moment do paru statystyk z jednego z moich gazetowych komentarzy, co
lepiej pozwoli ocenić zachowanie rynków w ostatnim tygodniu i da wskazówkę
Marek Pryzmont
Co prawda mocno tego nie lubię, ale dzisiaj będzie trochę przepisywania.
Wrócę
na moment do paru statystyk z jednego z moich gazetowych komentarzy, co
lepiej pozwoli ocenić zachowanie rynków w ostatnim tygodniu i da wskazówkę
na kolejne. Tych którzy część z tego już to czytali z góry przestrzegam...
Ubiegły tydzień miał rozpocząć na giełdach rajd Św. Mikołaja. Dzień po
Święcie Dziękczynienia amerykańskie sklepy rozpoczynają bowiem najlepszy
okres w roku. Zwykle dla giełdowych inwestorów był to sygnał do rozpoczęcia
wzrostów. Analizując ostatnie ponad 100 lat zachowania indeksu Dow Jones,
grudzień jako jedyny kończył się wzrostem w ponad 70% przypadków. Dla S&P50
od 1950 to także najlepszy miesiąc. Do tak korzystnego okresu należałoby
jeszcze wspomnieć, że jeśli przeanalizujemy ponad 100 lat zachowania Dow
Jones pod kątem najkorzystniejszych dni miesiąca, to średnia wyciągnięta z
tego okresu pokazuje, że 75% wzrostu zostało zrobione w pierwszych 7 dniach
miesiąca, a następne w ostatnich trzech. Zresztą najlepszym tego
potwierdzeniem jest ostatnie kilka miesięcy na S&P500, gdy pierwsze tygodnie
miesiąca niemal zawsze przynosiły nowe szczyty.
W tym kontekście, ostatni tydzień był dla byków najkorzystniejszym okienkiem
czasowym w całym roku. Jest oczywiście mały problem - wszyscy o tym
wiedzieli i wiedzą, co chyba najlepiej obrazowała ankieta Investor`s
Intelligence. Permanentny optymizm nie był już tutaj godny uwagi, ale warto
zauważyć, że liczba byków w zeszłym tygodniu wzrosła w tej ankiecie do
58,3%, czyli wartości nie notowanych od czerwca. Ustanowione wtedy szczyty
na S&P500 utrzymały się aż do (pierwszego tygodnia) września.
Na razie byki wykorzystały ten sprzyjający okres złamaniem szczytów S&P500
już w poniedziałek (1 grudnia) i poprawieniem ich w środę. Przypisywano to
dobrej sprzedaży detalicznej w "czarny piątek", ale to było jedynie
usprawiedliwianie wzrostów i mamienie inwestorów. Jak naciągany to argument
(sprzedaż była poniżej oczekiwań rynku) pokazywaliśmy już w codziennych
komentarzach. Ba, wyszło jeszcze teraz, że dobra (nie mówiłem nigdy inaczej,
ale - poniżej oczekiwań) sprzedaż w listopadzie to głównie zasługa pierwszej
połowy miesiąca, co oczywiście nie wróży dobrze świątecznym żniwom. Indeksy
korzystały jednak na początku tygodnia z korzystnego okienka czasowego i
robiły swoje niezależnie od informacji, potwierdzając tym samym, że szum
informacyjny tak naprawdę jedynie usprawiedliwia zachowanie rynków, a nie je
kreuje. Inny przykład ? Obecna fatalna pogoda w USA na pewno zmniejszy
sprzedaż w ten weekend. Powód do smutku ? Analitycy już zaczynają mówić, że
to okazja do kupna akcji z Nasdaq, bo zakupów nie da się zatrzymać, ale że
nie można pójść do sklepu, to konsumenci wydadzą więcej w sieci.
Wróćmy jednak do zeszłego tygodnia i środowych szczytów. Nie bez powodu
wcześniej przytoczyłem zeszłotygodniową ankietę Investor`s Intelligence.
Analogiczna z czerwcem skala optymizmu wskazuje na to, że ustanowione
właśnie szczyty zakończyły rajd Św. Mikołaja. Tak krótko ? Na to się zanosi.
Tak jak cały rok łamane są kalendarzowe schematy, tak i teraz może być
zupełnie odwrotnie. Przypomnę, że w styczniu zamiast "efektu stycznia"
mieliśmy przecenę, kto sprzedał akcje w maju ten płacze ("sell in may and go
away"), a wrześniowo/październikową przecenę zastąpiły nowe szczyty.
Argument sezonowości jest więc teraz bardzo krótkotrwały i jego działanie
ogranicza się chyba jedynie do zrobienia nastroju na kilku pojedynczych
sesjach, a w terminie kilku tygodni schodzi to na plan dalszy.
Do braku rajdu na koniec roku oprócz ogromnego optymizmu m byłoby skończenie
roku już na jutrzejszej sesji. Każdego te poziomy satysfakcjonują. Im bliżej
sylwestra, tym obroty i zmienność będzie mniejsza. Bardziej jednak
przekonuje technika, gdzie na dziennym wykresie S&P500 nie może sforsować
górnej krawędzi klina zwyżkującego. Każdy rajd zatrzymuje się właśnie na jej
poziomie i choć jak mawiają byki - nie ma oporów których nie można złamać -
to ten jest na razie dość wiarygodną barierą dla wzrostów, a przy tym
prędzej zapowiedzą odwrócenia trendu po zejściu pod dolne ramie, niż jego
kontynuacji wyjściem górą. SP500.gif Dla mnie najważniejszy jest wykres
szerokiego rynku, ale można mieć ciekawy dylemat jeśli spojrzy się na
pozostałe dwa indeksy. Jeśli dolne ograniczenie na Nasdaq narysujemy
analogicznie od przełomu kwietnia i maja, to wychodzi nam kanał wzrostowy
Nasdaq.gif , a więc tak jak dla S&P500 żadnego sygnału sprzedaży jeszcze nie
było. Jeśli zaś linię trendu pociągniemy od marcowego dołka, to niemal
idealnie mamy teraz ruch powrotny. Bardzo podobna sytuacja dla Dow.gif Ale
podkreślam, że w każdym z tych przypadków sygnałem sprzedaży będzie
najwcześniej dopiero zejście pod listopadowe dołki, więc proszę tego nie
odbierać jako sygnał do głębokich spadków.
Te powinny się zacząć nie w momencie ostrzeżeń spółek (pierwsze jeszcze
przed świętami), słabych danych makro, czy innych wydarzeń przenoszących na
rynek złe nastroje. Cały szum informacyjny jest tylko krótkoterminowym
impulsem, a dłuższe trendy ustala przepływ kapitału między rynkami. Z dwóch
stron - z instytucji, jak i od szarych obywateli inwestujących w fundusze.
Zastanówmy się w skrócie, kiedy którekolwiek z tych kół zamachowych hossy
może się załamać. Co do wpłat do funduszy inwestycyjnych to jestem naprawdę
pod wrażeniem optymizmu Amerykanów. Skandale w funduszach inwestycyjnych w
każdej możliwej konfiguracji i na każdą możliwą skalę, oszukiwanie
inwestorów na rynku walutowym przez pracowników największych firm, czy w
końcu oczywiste dla wszystkich księgowe upiększanie wyników spółek - nic
konsumentów nie złamało i od pół roku do akcyjnych portfeli płynie średnio
ponad 20 mld miesięcznie. Tylko przez pierwsze 3 dni grudnia do funduszy
wpłynęło około 2,6 mld. Przy takim wsparciu nadmuchać można balon na każdym
rynku. Warto przy tym wspomnieć, że skala wpłat co prawda nie przekracza
jeszcze 40 mld charakterystycznych dla końca bańki internetowej (rekord 56),
ale jest wyraźnie powyżej średniej i historycznie patrząc prędzej sugeruje
przegrzanie rynku, niż rodzącą się hossę. Zresztą ostatnio na naszym rynku
mieliśmy dobry przykład, czym kończy się boom na fundusze akcyjne (patrz
załamanie wrześniowe przy akompaniamencie dla funduszy ze strony mediów).
Drugi czynnik mogący podciąć skrzydełka hossy, to ucieczka zagraniczny
inwestującej na amerykańskim rynku. Powód ? Chyba każdy już wie - bardzo
silne osłabienie dolara względem euro, ale także względem jena. W tym
tygodniu na obu rynkach nowe maksy/dołki Eurodolar.gif USD_JPY.gif Temat
poruszałem już wielokrotnie i niektórzy czytelnicy mogą powiedzieć, że
zaczyna robić się to nudne, bo dolar słabnie, a indeksy niewiele sobie z
tego robią. Racja i tak mogłoby pozostać nawet do 1,3....4......5 dolara za
euro. Ale w momencie, gdy zagraniczni inwestorzy będą pewni, że osłabienie
dolara będzie dalej trwać, lub zacznie się ono realizować w tempie
dwukrotnie większym, to nastąpi masowa ucieczka od inwestycji w amerykańskie
akcje i obligacje (to bardzo szybko zwiększy rynkowe stopy procentowe -
fatalne w skutkach dla całej gospodarki). Oczywiście trochę dziwne jest przy
tym, że większość mniejszych inwestorów od wielu miesięcy nie mówi o niczym
innym jaakty, czy na platformach
forexowych, a co innego zarządzać wielomilionowymi funduszami. Tutaj decyzje
nie mogą zmieniać się z dnia na dzień. Ale tak jak powiedziałem - jeśli
fundusze uwierzą w dalsze osłabienie (wtedy zyski z inwestycji zjada spadek
wartości dolara), lub przekona ich do tego jakiś atak na terytorium USA
(tego jeszcze nie było), to przecena będzie wtedy dramatyczna. Radziłbym o
tym pamiętać angażując się (na dłużej) po długiej stronie rynku (obojętnie
czy polskiego, czy amerykańskiego) w momencie gdy Eurodolar.gif jest przy
szczytach. Ale na razie proszę to traktować jedynie jako przestrogę, a nie
czynnik mogący już teraz mocniej przecenić rynek.
A co tak silnie przecenia dolara skoro amerykańskie PKB bije rekordy ? Dużo
do myślenia nad odpowiedzią daje lektura sobotniej Wyborczej, w której
cytowany jest fragment książki Georga Soros`a. Nie pod każdym zdaniem bym
się tam podpisał, plus trzeba brać poprawkę na wrogość Soros`a do obecnej
administracji, ale tekst świetnie pokazuje jak niebezpieczną grę rozpoczęło
amerykańskie supermocarstwo. 11 września zupełnie jej nie usprawiedliwia, a
stał się dla niej tylko bardzo wygodnym pretekstem. "11 września przerwał
ciągłość amerykańskiej polityki zagranicznej. Gwałcenie amerykańskich
wzorców postępowania, które w normalnych czasach uznano by za
niedopuszczalne, teraz uznano za stosowne do okoliczności. Zachowania
odbiegające od normy, radykalne i skrajne, przemianowano na normalne".
Odnosi się to do przyjętej przez Busha polityki ogólnoświatowej supremacji,
głoszenia jedynej słusznej racji, nie liczenia się z czymkolwiek zdaniem,
lub przekonywaniem do niego przy wykorzystaniu siły militarnej, lub
ekonomicznej. O fatalnych konsekwencjach takiego postępowania Soros pisze
chyba w najbardziej zrozumiały dla inwestorów sposób, bo posługując się
właśnie giełdową analogią do spekulacyjnej bańki - sam dorobił się przecież
na inwestycjach giełdowych. Obecna amerykańska polityka faktycznie jest
giełdową bańką - złudzeniem (rzeczywistością zdeformowaną przez błędne
wyobrażenia) że walka z terroryzmem sprowadza się do usunięcia Saddama.
Chyba każdy rozumie, że nie w Saddamie leży problem terroryzmu, a działania
militarne pod pretekstem antyterrorystycznej wojny jedynie wzmacniają
nienawiść do USA. "Wojna, którą prowadzimy, niewiele ma wspólnego z
niszczeniem terroryzmu czy z troską o bezpieczeństwo wewnętrzne. Przeciwnie,
zagraża naszemu bezpieczeństwu, tworząc błędne koło eskalacji przemocy".
Krótko podsumowując - bańka złudzeń amerykańskiej polityki albo pęknie wraz
z porażką w Iraku, albo przy sukcesie umocni bardzo niebezpieczny trend, w
którym Ameryka zamiast korzystać ze swojej potęgi, zacznie odczuwać jej
ciężar. Dla mnie koniec "hossy prezydenta" jest widoczny już dzisiaj -
właśnie porażka w Iraku (czytaj zdestabilizowany kraj i wycofywanie się
wojska z powodu dużej liczby ofiar), lub poważny atak terrorystyczny tym
razem w USA - nie widać tylko daty przy którymkolwiek z tych wydarzeń.
Co na naszym rynku ? W tym tygodniu trzeba było w poniedziałek podłączyć się
do wybicia górą z trójkąta i o reszcie tygodnia zapomnieć. Mnie przynajmniej
koszyki zleceń, z których część jest arbitrażem, część ustawieniem rynku pod
płaszczykiem arbitrażu, mocno zniechęcają do handlu. Oczywiście każdy kto
przy okazji korzysta na tym ruchu nie ma nic przeciwko, ale takie skokowe
zwiększanie zmienności mocno utrudnia analizę rynku i często powoduje
irracjonalne jego zachowanie. Przy takim rynku pozostaje spekulantom tylko
analiza techniczna. Przynajmniej tutaj było satysfakcjonująco, bo zasięg
wzrostu wynikający z wysokości podstawy trójkąta został we wtorek
zrealizowiły wszystkie oferty na 3-miesięczne bony
skarbowe (popyt 4,3 mld
forintów wobec podaży 30 mld), to samo w środę - bony sześciomiesięczne
(popyt 9,46 wobec 30 mld oferowanych). Węgry muszą zapłacić karę (wyższą
rentowność) za
ostatnie decyzja NBH. Polscy inwestorzy na szczęście odetchnęli z ulgą, gdy
na środowej aukcji 2-latek
popyt wyniósł 2,48 mld wobec oferty 2 mld, a co ważne,
rentowność zgodna była z oczekiwaniami rynku. Później znowu atmosferę
popsuły Czechy odrzucając
wszystkie oferty na przetargu benchmarkowych obligacji 15-letnich. Wartość
oferty była analogiczna do polskiej.
Na kolejnych sesjach kluczowe będą w tym tygodniu dwie aukcje na węgierskim
rynku - 3 i 15 letnie obligacje (oczywiście polskie przetargi też, ale
dopóki Węgry spokojne, to u nas nic złego nie będzie). Jeśli nie będzie
odpowiedniego popytu, forint znowu mocno zacznie słabnąć, a Bank Centralny
Węgier znowu ruszy do "uspokojenia" rynku, to nie chciałbym mieć wtedy ani
jednej akcji na rynkach Europy Środkowej. To jednak najbardziej
pesymistyczny scenariusz, któremu dawałbym niskie szanse na realizację. Za
to zdania jestem, że obecny strach przerodzi się z czasem w siłę naszych
rynków (a najlepiej to kryzys argentyński - Argentyna.gif ;-). Wysoka premia
za ryzyko po ostatnim załamaniu rynku obligacji staje się w perspektywie
naszego członkostwa w Unii Europejskiej wystarczającą zachętą, by po
ustabilizowaniu sytuacji zacząć przyciągać zagranicznych inwestorów. Przy
tej okazji rynek akcji powinien na tym skorzystać. Nawet dalsze zawirowania
na Węgrzech nie wykluczałyby takiego scenariusza. Nie jest przecież zawsze
tak jak przy okazji Chodorkowskiego, że przecena na rosyjskim parkiecie
ciągnie w dół także rynki naszego regionu. Wystarczy przypomnieć sobie
lipiec, gdy analogiczna przecena w Rosji sprawiła przeniesienie kapitału na
nasz i węgierski rynek, gdzie w obu przypadkach rozpoczął się najbardziej
dynamiczny etap hossy. Na razie decyzje podwyżki stóp na Węgrzech realizują
scenariusz negatywny, gdzie ucieczka dotyczy wszystkich rynków. A kiedy
dokładnie może się to zmienić ? Inwestorzy wstrzymują się z angażowaniem w
polski rynek nie tylko z powodu końcówki roku. To też sprawa "Brukseli".
Jeśli za tydzień premier obroni traktat z Nicei, to nastawienie inwestorów
do polskiego rynku powinno się zdecydowanie poprawić.
No tak, ale to dopiero w przyszłym tygodniu. Spójrzmy lepiej na wykresy czym
będziemy się martwić w tym tygodniu. W krótszym terminie zarówno dla
indeksu, jak i kontraktów oprócz narysowanych poziomów wsparć najważniejsze
dla dalszej koniunktury będą ostatnie luki hossy Kontrakty_intra.gif
Indeks_intra.gif Widać też od razu na indeksie, co stało się teraz
kluczowym wsparciem - linia trendu wzrostowego po kilkakrotnym odbiciu
zyskała na wiarygodności, choć nie wiem czy nie trzeba będzie już w
poniedziałek o niej zapomnieć po nie najlepszej piątkowej sesji w USA.
Większa wagę przywiązywałbym jednak do luk hossy i na razie zdania jestem,
że powinny się obronić (pomoże obrona linii trendu przez BUX.gif ), a rynek
dalej dość chaotycznie będzie szedł w bok nie kształtując żadnego dłuższego
trendu. To najmniej przyjemny scenariusz, w którym nastroje na rynku
zmieniają się bardzo często (tak jak w tym tygodniu), a inwestorzy są coraz
bardziej zniecierpliwieni. Ja do niecierpliwych nie należę i pieniędzy
jeszcze nie postawiłem na obrany przez rynek kierunek. Jeśli natomiast ktoś
pyta czego się spodziewam, to odpowiadam, że dalszej obrony (utrzymania
obecnych poziomów) rynku i jeśli do środy włącznie niedźwiedzie nie zdołają
zamknąć luk hossy, to nie wykluczałbym nawet kolejnego ataku na lukę bessy z
ak tego nie
odbierać. Taki atak na luki hossy byłby bowiem ostatnim etapem korekty, bo
poza konsolidację z pierwszej połowy listopada rynek w najbliższych
miesiącach wyjść nie powinien. Patrząc jednak na portfele funduszy i ich
"moc" na naszym mało płynnym rynku spodziewałbym się jeszcze jednej fali
upiększania jednostek na koniec roku.
Globalna roczna produkcja srebra od lat waha się w przedziale od 800 do 900 milionów uncji – czasami nieco więce...
Bezpieczeństwo żywnościowe, technologie jutra i kierunki dla handlu. Branża spożywcza i rynek z konsumentami w c...
- Nie zakładamy już stabilizacji długu w średnim terminie, przy braku dodatkowych działań konsolidacyjnych. Prog...
Cele polityki energetycznej nakreślone są na wiele lat w przód, ale ich realizacja trwa już od długiego czasu. Z...
– Naszym celem jest większa kontrola i lepsza ochrona graczy – mówi Jari Vähänen, przewodniczący Fińskiego Stowa...
Udało nam się zmienić domenę .pl z jednej z najniebezpieczniejszych, w których jest najwięcej stron scamowych, w...