Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 07.12.2003 19:51

Marek Pryzmont

Co prawda mocno tego nie lubię, ale dzisiaj będzie trochę przepisywania.

Wrócę

na moment do paru statystyk z jednego z moich gazetowych komentarzy, co

lepiej pozwoli ocenić zachowanie rynków w ostatnim tygodniu i da wskazówkę

Reklama
Reklama

na kolejne. Tych którzy część z tego już to czytali z góry przestrzegam...

Ubiegły tydzień miał rozpocząć na giełdach rajd Św. Mikołaja. Dzień po

Święcie Dziękczynienia amerykańskie sklepy rozpoczynają bowiem najlepszy

okres w roku. Zwykle dla giełdowych inwestorów był to sygnał do rozpoczęcia

wzrostów. Analizując ostatnie ponad 100 lat zachowania indeksu Dow Jones,

grudzień jako jedyny kończył się wzrostem w ponad 70% przypadków. Dla S&P50

Reklama
Reklama

od 1950 to także najlepszy miesiąc. Do tak korzystnego okresu należałoby

jeszcze wspomnieć, że jeśli przeanalizujemy ponad 100 lat zachowania Dow

Jones pod kątem najkorzystniejszych dni miesiąca, to średnia wyciągnięta z

tego okresu pokazuje, że 75% wzrostu zostało zrobione w pierwszych 7 dniach

miesiąca, a następne w ostatnich trzech. Zresztą najlepszym tego

potwierdzeniem jest ostatnie kilka miesięcy na S&P500, gdy pierwsze tygodnie

Reklama
Reklama

miesiąca niemal zawsze przynosiły nowe szczyty.

W tym kontekście, ostatni tydzień był dla byków najkorzystniejszym okienkiem

czasowym w całym roku. Jest oczywiście mały problem - wszyscy o tym

wiedzieli i wiedzą, co chyba najlepiej obrazowała ankieta Investor`s

Intelligence. Permanentny optymizm nie był już tutaj godny uwagi, ale warto

Reklama
Reklama

zauważyć, że liczba byków w zeszłym tygodniu wzrosła w tej ankiecie do

58,3%, czyli wartości nie notowanych od czerwca. Ustanowione wtedy szczyty

na S&P500 utrzymały się aż do (pierwszego tygodnia) września.

Na razie byki wykorzystały ten sprzyjający okres złamaniem szczytów S&P500

już w poniedziałek (1 grudnia) i poprawieniem ich w środę. Przypisywano to

Reklama
Reklama

dobrej sprzedaży detalicznej w "czarny piątek", ale to było jedynie

usprawiedliwianie wzrostów i mamienie inwestorów. Jak naciągany to argument

(sprzedaż była poniżej oczekiwań rynku) pokazywaliśmy już w codziennych

komentarzach. Ba, wyszło jeszcze teraz, że dobra (nie mówiłem nigdy inaczej,

ale - poniżej oczekiwań) sprzedaż w listopadzie to głównie zasługa pierwszej

Reklama
Reklama

połowy miesiąca, co oczywiście nie wróży dobrze świątecznym żniwom. Indeksy

korzystały jednak na początku tygodnia z korzystnego okienka czasowego i

robiły swoje niezależnie od informacji, potwierdzając tym samym, że szum

informacyjny tak naprawdę jedynie usprawiedliwia zachowanie rynków, a nie je

kreuje. Inny przykład ? Obecna fatalna pogoda w USA na pewno zmniejszy

sprzedaż w ten weekend. Powód do smutku ? Analitycy już zaczynają mówić, że

to okazja do kupna akcji z Nasdaq, bo zakupów nie da się zatrzymać, ale że

nie można pójść do sklepu, to konsumenci wydadzą więcej w sieci.

Wróćmy jednak do zeszłego tygodnia i środowych szczytów. Nie bez powodu

wcześniej przytoczyłem zeszłotygodniową ankietę Investor`s Intelligence.

Analogiczna z czerwcem skala optymizmu wskazuje na to, że ustanowione

właśnie szczyty zakończyły rajd Św. Mikołaja. Tak krótko ? Na to się zanosi.

Tak jak cały rok łamane są kalendarzowe schematy, tak i teraz może być

zupełnie odwrotnie. Przypomnę, że w styczniu zamiast "efektu stycznia"

mieliśmy przecenę, kto sprzedał akcje w maju ten płacze ("sell in may and go

away"), a wrześniowo/październikową przecenę zastąpiły nowe szczyty.

Argument sezonowości jest więc teraz bardzo krótkotrwały i jego działanie

ogranicza się chyba jedynie do zrobienia nastroju na kilku pojedynczych

sesjach, a w terminie kilku tygodni schodzi to na plan dalszy.

Do braku rajdu na koniec roku oprócz ogromnego optymizmu m byłoby skończenie

roku już na jutrzejszej sesji. Każdego te poziomy satysfakcjonują. Im bliżej

sylwestra, tym obroty i zmienność będzie mniejsza. Bardziej jednak

przekonuje technika, gdzie na dziennym wykresie S&P500 nie może sforsować

górnej krawędzi klina zwyżkującego. Każdy rajd zatrzymuje się właśnie na jej

poziomie i choć jak mawiają byki - nie ma oporów których nie można złamać -

to ten jest na razie dość wiarygodną barierą dla wzrostów, a przy tym

prędzej zapowiedzą odwrócenia trendu po zejściu pod dolne ramie, niż jego

kontynuacji wyjściem górą. SP500.gif Dla mnie najważniejszy jest wykres

szerokiego rynku, ale można mieć ciekawy dylemat jeśli spojrzy się na

pozostałe dwa indeksy. Jeśli dolne ograniczenie na Nasdaq narysujemy

analogicznie od przełomu kwietnia i maja, to wychodzi nam kanał wzrostowy

Nasdaq.gif , a więc tak jak dla S&P500 żadnego sygnału sprzedaży jeszcze nie

było. Jeśli zaś linię trendu pociągniemy od marcowego dołka, to niemal

idealnie mamy teraz ruch powrotny. Bardzo podobna sytuacja dla Dow.gif Ale

podkreślam, że w każdym z tych przypadków sygnałem sprzedaży będzie

najwcześniej dopiero zejście pod listopadowe dołki, więc proszę tego nie

odbierać jako sygnał do głębokich spadków.

Te powinny się zacząć nie w momencie ostrzeżeń spółek (pierwsze jeszcze

przed świętami), słabych danych makro, czy innych wydarzeń przenoszących na

rynek złe nastroje. Cały szum informacyjny jest tylko krótkoterminowym

impulsem, a dłuższe trendy ustala przepływ kapitału między rynkami. Z dwóch

stron - z instytucji, jak i od szarych obywateli inwestujących w fundusze.

Zastanówmy się w skrócie, kiedy którekolwiek z tych kół zamachowych hossy

może się załamać. Co do wpłat do funduszy inwestycyjnych to jestem naprawdę

pod wrażeniem optymizmu Amerykanów. Skandale w funduszach inwestycyjnych w

każdej możliwej konfiguracji i na każdą możliwą skalę, oszukiwanie

inwestorów na rynku walutowym przez pracowników największych firm, czy w

końcu oczywiste dla wszystkich księgowe upiększanie wyników spółek - nic

konsumentów nie złamało i od pół roku do akcyjnych portfeli płynie średnio

ponad 20 mld miesięcznie. Tylko przez pierwsze 3 dni grudnia do funduszy

wpłynęło około 2,6 mld. Przy takim wsparciu nadmuchać można balon na każdym

rynku. Warto przy tym wspomnieć, że skala wpłat co prawda nie przekracza

jeszcze 40 mld charakterystycznych dla końca bańki internetowej (rekord 56),

ale jest wyraźnie powyżej średniej i historycznie patrząc prędzej sugeruje

przegrzanie rynku, niż rodzącą się hossę. Zresztą ostatnio na naszym rynku

mieliśmy dobry przykład, czym kończy się boom na fundusze akcyjne (patrz

załamanie wrześniowe przy akompaniamencie dla funduszy ze strony mediów).

Drugi czynnik mogący podciąć skrzydełka hossy, to ucieczka zagraniczny

inwestującej na amerykańskim rynku. Powód ? Chyba każdy już wie - bardzo

silne osłabienie dolara względem euro, ale także względem jena. W tym

tygodniu na obu rynkach nowe maksy/dołki Eurodolar.gif USD_JPY.gif Temat

poruszałem już wielokrotnie i niektórzy czytelnicy mogą powiedzieć, że

zaczyna robić się to nudne, bo dolar słabnie, a indeksy niewiele sobie z

tego robią. Racja i tak mogłoby pozostać nawet do 1,3....4......5 dolara za

euro. Ale w momencie, gdy zagraniczni inwestorzy będą pewni, że osłabienie

dolara będzie dalej trwać, lub zacznie się ono realizować w tempie

dwukrotnie większym, to nastąpi masowa ucieczka od inwestycji w amerykańskie

akcje i obligacje (to bardzo szybko zwiększy rynkowe stopy procentowe -

fatalne w skutkach dla całej gospodarki). Oczywiście trochę dziwne jest przy

tym, że większość mniejszych inwestorów od wielu miesięcy nie mówi o niczym

innym jaakty, czy na platformach

forexowych, a co innego zarządzać wielomilionowymi funduszami. Tutaj decyzje

nie mogą zmieniać się z dnia na dzień. Ale tak jak powiedziałem - jeśli

fundusze uwierzą w dalsze osłabienie (wtedy zyski z inwestycji zjada spadek

wartości dolara), lub przekona ich do tego jakiś atak na terytorium USA

(tego jeszcze nie było), to przecena będzie wtedy dramatyczna. Radziłbym o

tym pamiętać angażując się (na dłużej) po długiej stronie rynku (obojętnie

czy polskiego, czy amerykańskiego) w momencie gdy Eurodolar.gif jest przy

szczytach. Ale na razie proszę to traktować jedynie jako przestrogę, a nie

czynnik mogący już teraz mocniej przecenić rynek.

A co tak silnie przecenia dolara skoro amerykańskie PKB bije rekordy ? Dużo

do myślenia nad odpowiedzią daje lektura sobotniej Wyborczej, w której

cytowany jest fragment książki Georga Soros`a. Nie pod każdym zdaniem bym

się tam podpisał, plus trzeba brać poprawkę na wrogość Soros`a do obecnej

administracji, ale tekst świetnie pokazuje jak niebezpieczną grę rozpoczęło

amerykańskie supermocarstwo. 11 września zupełnie jej nie usprawiedliwia, a

stał się dla niej tylko bardzo wygodnym pretekstem. "11 września przerwał

ciągłość amerykańskiej polityki zagranicznej. Gwałcenie amerykańskich

wzorców postępowania, które w normalnych czasach uznano by za

niedopuszczalne, teraz uznano za stosowne do okoliczności. Zachowania

odbiegające od normy, radykalne i skrajne, przemianowano na normalne".

Odnosi się to do przyjętej przez Busha polityki ogólnoświatowej supremacji,

głoszenia jedynej słusznej racji, nie liczenia się z czymkolwiek zdaniem,

lub przekonywaniem do niego przy wykorzystaniu siły militarnej, lub

ekonomicznej. O fatalnych konsekwencjach takiego postępowania Soros pisze

chyba w najbardziej zrozumiały dla inwestorów sposób, bo posługując się

właśnie giełdową analogią do spekulacyjnej bańki - sam dorobił się przecież

na inwestycjach giełdowych. Obecna amerykańska polityka faktycznie jest

giełdową bańką - złudzeniem (rzeczywistością zdeformowaną przez błędne

wyobrażenia) że walka z terroryzmem sprowadza się do usunięcia Saddama.

Chyba każdy rozumie, że nie w Saddamie leży problem terroryzmu, a działania

militarne pod pretekstem antyterrorystycznej wojny jedynie wzmacniają

nienawiść do USA. "Wojna, którą prowadzimy, niewiele ma wspólnego z

niszczeniem terroryzmu czy z troską o bezpieczeństwo wewnętrzne. Przeciwnie,

zagraża naszemu bezpieczeństwu, tworząc błędne koło eskalacji przemocy".

Krótko podsumowując - bańka złudzeń amerykańskiej polityki albo pęknie wraz

z porażką w Iraku, albo przy sukcesie umocni bardzo niebezpieczny trend, w

którym Ameryka zamiast korzystać ze swojej potęgi, zacznie odczuwać jej

ciężar. Dla mnie koniec "hossy prezydenta" jest widoczny już dzisiaj -

właśnie porażka w Iraku (czytaj zdestabilizowany kraj i wycofywanie się

wojska z powodu dużej liczby ofiar), lub poważny atak terrorystyczny tym

razem w USA - nie widać tylko daty przy którymkolwiek z tych wydarzeń.

Co na naszym rynku ? W tym tygodniu trzeba było w poniedziałek podłączyć się

do wybicia górą z trójkąta i o reszcie tygodnia zapomnieć. Mnie przynajmniej

koszyki zleceń, z których część jest arbitrażem, część ustawieniem rynku pod

płaszczykiem arbitrażu, mocno zniechęcają do handlu. Oczywiście każdy kto

przy okazji korzysta na tym ruchu nie ma nic przeciwko, ale takie skokowe

zwiększanie zmienności mocno utrudnia analizę rynku i często powoduje

irracjonalne jego zachowanie. Przy takim rynku pozostaje spekulantom tylko

analiza techniczna. Przynajmniej tutaj było satysfakcjonująco, bo zasięg

wzrostu wynikający z wysokości podstawy trójkąta został we wtorek

zrealizowiły wszystkie oferty na 3-miesięczne bony

skarbowe (popyt 4,3 mld

forintów wobec podaży 30 mld), to samo w środę - bony sześciomiesięczne

(popyt 9,46 wobec 30 mld oferowanych). Węgry muszą zapłacić karę (wyższą

rentowność) za

ostatnie decyzja NBH. Polscy inwestorzy na szczęście odetchnęli z ulgą, gdy

na środowej aukcji 2-latek

popyt wyniósł 2,48 mld wobec oferty 2 mld, a co ważne,

rentowność zgodna była z oczekiwaniami rynku. Później znowu atmosferę

popsuły Czechy odrzucając

wszystkie oferty na przetargu benchmarkowych obligacji 15-letnich. Wartość

oferty była analogiczna do polskiej.

Na kolejnych sesjach kluczowe będą w tym tygodniu dwie aukcje na węgierskim

rynku - 3 i 15 letnie obligacje (oczywiście polskie przetargi też, ale

dopóki Węgry spokojne, to u nas nic złego nie będzie). Jeśli nie będzie

odpowiedniego popytu, forint znowu mocno zacznie słabnąć, a Bank Centralny

Węgier znowu ruszy do "uspokojenia" rynku, to nie chciałbym mieć wtedy ani

jednej akcji na rynkach Europy Środkowej. To jednak najbardziej

pesymistyczny scenariusz, któremu dawałbym niskie szanse na realizację. Za

to zdania jestem, że obecny strach przerodzi się z czasem w siłę naszych

rynków (a najlepiej to kryzys argentyński - Argentyna.gif ;-). Wysoka premia

za ryzyko po ostatnim załamaniu rynku obligacji staje się w perspektywie

naszego członkostwa w Unii Europejskiej wystarczającą zachętą, by po

ustabilizowaniu sytuacji zacząć przyciągać zagranicznych inwestorów. Przy

tej okazji rynek akcji powinien na tym skorzystać. Nawet dalsze zawirowania

na Węgrzech nie wykluczałyby takiego scenariusza. Nie jest przecież zawsze

tak jak przy okazji Chodorkowskiego, że przecena na rosyjskim parkiecie

ciągnie w dół także rynki naszego regionu. Wystarczy przypomnieć sobie

lipiec, gdy analogiczna przecena w Rosji sprawiła przeniesienie kapitału na

nasz i węgierski rynek, gdzie w obu przypadkach rozpoczął się najbardziej

dynamiczny etap hossy. Na razie decyzje podwyżki stóp na Węgrzech realizują

scenariusz negatywny, gdzie ucieczka dotyczy wszystkich rynków. A kiedy

dokładnie może się to zmienić ? Inwestorzy wstrzymują się z angażowaniem w

polski rynek nie tylko z powodu końcówki roku. To też sprawa "Brukseli".

Jeśli za tydzień premier obroni traktat z Nicei, to nastawienie inwestorów

do polskiego rynku powinno się zdecydowanie poprawić.

No tak, ale to dopiero w przyszłym tygodniu. Spójrzmy lepiej na wykresy czym

będziemy się martwić w tym tygodniu. W krótszym terminie zarówno dla

indeksu, jak i kontraktów oprócz narysowanych poziomów wsparć najważniejsze

dla dalszej koniunktury będą ostatnie luki hossy Kontrakty_intra.gif

Indeks_intra.gif Widać też od razu na indeksie, co stało się teraz

kluczowym wsparciem - linia trendu wzrostowego po kilkakrotnym odbiciu

zyskała na wiarygodności, choć nie wiem czy nie trzeba będzie już w

poniedziałek o niej zapomnieć po nie najlepszej piątkowej sesji w USA.

Większa wagę przywiązywałbym jednak do luk hossy i na razie zdania jestem,

że powinny się obronić (pomoże obrona linii trendu przez BUX.gif ), a rynek

dalej dość chaotycznie będzie szedł w bok nie kształtując żadnego dłuższego

trendu. To najmniej przyjemny scenariusz, w którym nastroje na rynku

zmieniają się bardzo często (tak jak w tym tygodniu), a inwestorzy są coraz

bardziej zniecierpliwieni. Ja do niecierpliwych nie należę i pieniędzy

jeszcze nie postawiłem na obrany przez rynek kierunek. Jeśli natomiast ktoś

pyta czego się spodziewam, to odpowiadam, że dalszej obrony (utrzymania

obecnych poziomów) rynku i jeśli do środy włącznie niedźwiedzie nie zdołają

zamknąć luk hossy, to nie wykluczałbym nawet kolejnego ataku na lukę bessy z

ak tego nie

odbierać. Taki atak na luki hossy byłby bowiem ostatnim etapem korekty, bo

poza konsolidację z pierwszej połowy listopada rynek w najbliższych

miesiącach wyjść nie powinien. Patrząc jednak na portfele funduszy i ich

"moc" na naszym mało płynnym rynku spodziewałbym się jeszcze jednej fali

upiększania jednostek na koniec roku.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama