tym bezrobocie) przestraszy konsumentów, wtedy natychmiast zacznie się
dyskontowanie mniejszych wpływów do funduszy. Drugi argument to bardzo silne
wspieranie się kredytem przy zakupie akcji przez indywidualnych inwestorów,
które procentowo rośnie w tempie dwucyfrowym z kwartału na kwartał. O tyle
to niebezpieczne, że przy takim lewarowaniu pozycji głębsza korekta
natychmiast zmusza inwestorów do zamykania pozycji i dynamizuje wyprzedaż
(niczym stop lossy). Wszystko to oczywiście zagrożenia, na które będzie
dopiero można reagować dopiero wtedy, gdy korekta się rozpocznie, bo same w
sobie sygnałem do zakończenia wzrostu nie są. Podobnie jak od miesięcy
ekstremalny optymizm w ankiecie Investors Intelligence też błędnie
kontariańsko pokazuje spadki. Z założenia (siły trendu) przewagę mają na
razie byki i faktu nie zmienia nawet to, że od lutego zarządy będą mogły
zacząć wyprzedawać swoje akcje (mija okres w którym tego robić nie można), a
w IPO (publiczne emisje) spora aktywność ze względu na tak silne wzrosty na
giełdach - oba te wydarzenia wysysają trochę wolnej gotówki z rynku, ale
trzeba też dodać, że w zeszłym kwartale mimo rekordowej podaży ze strony
zarządów (ponad 50 sprzedanych akcji na 1 kupioną) wzrostów wbrew historii
nie zatrzymali, a wspomniane IPO nie stanowią aż tak dużego kawałka
giełdowego tortu jak to bywa przy naszych polskich prywatyzacjach. Tak więciowym odreagowaniu i po dużych
obrotach na NYSE i Nasdaq ostatnio widać, że nie tylko część funduszy wydaje
wpłacane na akcje pieniądze, ale też część postanowiło zrealizować zyski na
tych istotnych oporach. Na Dow Jones indeks dotknął szczytu Dow_dzienny.gif
i przy okazji warto zerknąć na linię trendu od początku bessy. Prowadzona
jedynie po dwóch szczytach, więc bardziej wydaje się być ciekawostką, ale
pokażę Dow_2.gif Nasdaq jak w czasie całego wzrostu rządzi się swoimi
prawami i w ramach kanału wzrostowego opór na szczytach z odreagowania po
WTC już naruszył Nasdaq_dzienny.gif . Bez potwierdzenia na S&P500 to mało
istotne wydarzenie.
Wydarzeniem na ten tydzień przestają też być wyniki spółek. Co prawda
właśnie wchodzimy w najgorętszy okres publikacji, ale po pierwsze inwestorzy
w miarę trwania sezonu wyników zaczną ograniczać reakcję jedynie do
podającej wyniki spółki, a po drugie ciężar reakcji rynku zacznie przesuwać
się w stronę publikowanych danych makro, które dość gęsto wysypią się w
nadchodzącym tygodniu, a które dodatkowo przyprawi posiedzenie i komunikat
Fed. Zaczniemy w poniedziałek od sprzedaży istniejących domów. Tutaj reakcji
negatywnej nie powinniśmy zobaczyć, gdyż ostatnio bardzo mocno rosły ceny
obligacji Obligacje_USA.gif a więc spadała rentowność, a więc po raz kolejny
przez rynek przetoczyła się fala udzielania kredytów hipotecznych i ich
refinansowania, co najlepiej pokazały dane Związku Banków Hipotecznych
(MBA). MBA oblicza indeks, w którego skład wchodzą dwa subindeksy - jeden
pokazujący liczbę wniosków o refinansowanie kredytów hipotecznych, drugi
pokazujący wnioski o sam kredyt. Ta druga wartość wzrosła 12,5% do
rekordowego poziomu 501,6, a liczba wniosków o refinansowanie kredytu
wzrosła o 51,5% do poziomu 3327,3 czyli poziomu najwyższego od sierpnia.
Inwestorzy teraz są już przekonani, że tylko podwyżki stóp mogą ten segment
gospodarki załamać.
A jeśli chodzi o podwyżki stóp, to coraz odleglejsza to perspektywa. Pomimo
systematycznego spadku liczby wniosków od bezrobotnych Initial_Claims.gif
ostatnie dane z rynku pracy były po prostu fatalne. Co znaczy fatalne ?
Wszystko poniżej 150 tys nowych miejsc pracy, bo jak wychodzi z porównania
liczb nowych miejsc pracy w sektorach pozarolnicznych i stopy bezrobocia,
dopiero po przekroczeniu tego poziomu stopa bezrobocia zaczyna trwale
spadać. Na wykresie zaznaczyłem te punkty zwrotne, a dla wygładzenia danych
w liczbie nowych miejsc pracy wziąłem 4 miesięczną średnią
Payrolls_Unemployment.gif Wniosek z tego dość prosty - perspektywa trwałej
poprawy na rynku pracy to przynajmniej kwestia kilku miesięcy, bo ostatni
raz barierę 150k dane przekroczyły dokładnie rok temu, nie mówiąc już o 4
tygodniowej średniej. Na nic zdadzą się tutaj zapewnienia Busha, który jest
świetnym mówcą, ale tworzy miejsca pracy dokładnie tak samo, jak zmniejsza
deficyt budżetowy nowymi cięciami podatkowymi. Fed w takim otoczeniu nie
może w tym tygodniu zrobić nic innego, jak tylko powtórzyć ostatni
komunikat, a nawet nieco go złagodzić powracając do określenia "przez
dłuższy czas" przy określaniu jak długo stopy procentowe pozostaną na
dotychczasowym poziomie. Po ostatnich mocno rozczarowujących danych z rynku
pracy rynki finansowe (fed fund futures) oczekują podwyżki dopiero na
posiedzeniu Fed 10 sierpnia. Dopóki nie ma paniki na rynku eurodolara, dla
akcji to korzystne rozwiązanie.
Po środowym komunikacie Fed kluczowy będzie piątek, gdy o 14:30 rynek pozna
wstępne dane o PKB w 4 kwartale, które po wzroście 8,2% teraz powinno
wstępnie pokazać +4,7%. Główna uwaga skierowana będzie jednak na rewizję
bardzo wysokiego indeksu nastrojudo całorocznej hossy, czy jedynie efektem stycznia kończącym
wzrosty. Dane zasugerują odpowiedź.
Na naszym rynku z istotnych danych mamy tylko piątkowy bilans płatniczy, ale
nawet przy dużych niespodziankach nie miało to większego wpływu na rynek.
Warto jednak na chwilę wrócić do przeszłości. Gdyby nie polityczna
niepewność, to inwestorzy nieco większą uwagę zwróciliby na ogromny
grudniowy wzrost sprzedaży detalicznej +17,3% r/r oraz również grudniowy
13,9% r/r wzrost produkcji przemysłowej, która choć niewiele zaskoczyła
ekonomistów, to ciężar jej wypracowania powoli przesuwa się z eksportu na
popyt wewnętrzny i inwestycje. Warto o tym pamiętać, gdy z pierwszego planu
zniknie polityka. No tak, ale możliwe że nie prędko byki się tego doczekają.
Na ten tydzień to właśnie polityka będzie głównym czynnikiem ustalającym
koniunkturę na rynkach. We wtorek mamy bowiem rządową dyskusję o "planie
Hausnera", który w sobotę zgodnie został poparty przez radę krajową SLD i
UP. To oczywiście tylko pusty gest, bo jego losy rozstrzygną się dopiero
właśnie we wtorek. W tej chwili szala przechyla się jednak w stronę
niedźwiedzi i wtorkowe posiedzenie rządu staje się bardziej dla giełdy
zagrożeniem niż szansą.
Powodem tego piątkowe glosowanie nad odrzuceniem senackiej poprawki
zmniejszającej dotacje dla kolei, a skutkiem tego będzie brakujące w
budżecie 550 mln. O wyniku głosowania przesądziło koło PLD Romana
Jagielińskiego, które tkwi obecnie w nieformalnej koalicji z SLD. Poszło
oczywiście o stołki, a nie byłoby to tak istotne gdyby nie fakt, że jest to
świetny pretekst do odrzucenia programu przez Platformę, która choć sama
głosowała za dotacją 550 mln dla kolejarzy (takie to już prawo i obyczaje
opozycji, która w wielu krajach zawsze! niezależnie od sensu głosuje przeciw
rządowi) to dalsze modyfikacje w planie Hausnera (mniejsze cięcia) już teraz
traktuje jako nie do zaakceptowania i odmawia jakiegokolwiek poparcia.
Najgorszym scenariuszem byłoby nie przepchnięcie planu Hausnera przez Sejm
(przy dyscyplinie opozycji i braku poparcia PLD, która "stołków" mimo
szantażu nie dostanie), a co za tym idzie obiecana dymisja premiera i
faktycznie przyspieszone wybory. Taki przebieg wydarzeń to dynamiczna
wyprzedaż na GPW. A jak będzie ? Oczywiście trudności z budżetem argumentem
dla byków nie są, ale szans na przyspieszone wybory nie widzę. Za dużo jest
w Sejmie posłów nie zrzeszonych w najważniejszych klubach, lub po prostu z
nich wyrzuconych, by dobrowolnie skracali sobie kadencję mając świadomość
nikłych szans reelekcji. Jednak na pewno do wtorku będzie to straszyć, a co
później, zależy od wyniku głosowania.
Przydałaby się teraz jakaś prognoza odnośnie naszego rynku. Powiem szczerze,
że ręce mi opadają jak mam się do tego zabrać, bo świadom jestem tego, że
kilka transakcji arbitrażowych jest w stanie przesunąć rynek 2%,
przestraszyć lub wpędzić rynek w euforię i wygenerować sygnał za który
pójdzie cała reszta inwestorów. Nie tylko nie będzie miało to nic wspólnego
z zachowaniem rynków światowych, kondycją zagrożeniami i szansami naszego
rynku, ale będzie jedynie dynamicznym skokiem notowań nie popartym
transakcjami innymi niż arbitrażowe - a te jak wiadomo uwagi na cenę nie
zwracają, jedynie na różnicę między indeksem, a kontraktami. Powoli staje
się to przewlekłą chorobą rynku i choć stare powiedzenie mówi, że "co nas
nie zabije, to nas wzmocni" (arbitrażyści to wręcz konieczny element
rynkowej układanki !), to jednak jeśli choroba męczy organizm zbyt długo, to
nie każdy dotrwa do ozdrowienia, czytaj większej płynności i innej struktury
inwestorów ograniczającej wpływ arbitrażu. No! - co prawda nikt nie loczywiście w głównej mierze zasługa małych spółek WIRR.gif Najszerszemu
WIG.gif też niewiele brakuje, ale WIG20.gif daleko w tyle. To żadna nowość,
bo tak jest (trochę wbrew regułom) od początku hossy, ale siła niektórych
małych spółek i najgorszych do tej pory sektorów zaczęła trochę straszyć,
gdyż przypomina falę śmieciową kończącą wzrosty. Zdecydowanie zbyt wcześnie
na wyciąganie takich wniosków - zakładając brak politycznego dramatu mamy
jeszcze przed sobą zarówno trochę czasu zanim na rynek zaczną spływać złe
dane makro odstraszające od giełdy, zacznie działać na rynek spadek podaży
opisywany tydzień temu przez Kamila, czy w końcu wejdziemy do UE, co jest
idealnym pretekstem o ile nie do grzania rynku, to do utrzymania go w
trendzie bocznym. Wprawdzie doświadczenia niektórych krajów pokazują, że
unijna hossa była zdecydowanie na wyrost i rozczarowanie znosiło całość
ruchu (np. Grecja), ale kto o tym pamięta. Ja tak, ale jeśli indeks z
kontraktami przebiją ostatnie szczyty, to trzeba będzie popaść w amnezję.
Otwiera to bowiem drogę do kolejnej fali wzrostowej i nawet jeśli okazałoby
się to pułapka podobną do listopadowego podwójnego szczytu, to trzeba
traktować to jako sygnał do zdynamizowania wzrostów.
Wzrostów trwających od listopada i choć styczeń jak do tej pory niemal cały
tkwimy w beznadziejnym marazmie, to trend wzrostowy na razie nie został
załamany Indeks_dzienny.gif Kontrakty_dzienny.gif Z założenia powinno się
zakładać jego kontynuację, która w obliczu piątkowego zabrania budżetowi 550
mln (plus odwrotu byków na koniec sesji) i zbliżającego się wtorkowego
trudnego głosowania nad planem Hausnera, trudna jest do prognozowania,
szczególnie na początek tygodnia. W dłuższym terminie przy tak świetnych
zachodnich rynkach udanego ataku na szczyt bym nie wykluczał. Powód ? Trochę
zadziwiający brak wiary bankowców w dalsze wzrosty. W tym tygodni Pentor
opublikował wyniki styczniowego sondażu w placówkach bankowych (Pengab).
Między innymi pyta się w nim o prognozę popytu na akcje i historycznie
patrząc to dość dobrze działający kontariański wskaźnik. Im niższa wartość,
tym większy pesymizm i odwrotnie. NASTROJE.gif Nieco dziwne jest to, że
przy poziomach zbliżonych do szczytów z końca roku bankowcy wcale nie
prognozowali wzrostu popytu na akcje i saldo oceny należałoby odbierać
neutralnie (+16). Skoro neutralnie, to także nie powinno być to argumentem
za wzrostami, ale choć arbitrażystów "technicznie i fundamentalnie"
traktować należałoby jak powietrze, to jednak trzeba mieć świadomość tego,
że po ewentualnym przejściu szczytów kontrakty bardzo silnie rozciągną bazę
i sygnał kupna przerodzić się może w arbitrażowe fajerwerki koszykami kupna,
a reszta funduszy zaskoczona takim wzrostem (tu właśnie nawiązanie do
nastrojów bankowców) zacznie gonić rynek. Oj oj oj zrobiło się na koniec
trochę zbyt byczo. A zupełnie niepotrzebnie, bo nastawienie mam w tej chwili
takie samo jak bankowcy - neutralne - i w długie wskakiwałbym dopiero przy
pokonywaniu szczytów, a w krótkie po przebiciu czwartkowych dołków.
[email protected]