Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 01.02.2004 14:46

Nareszcie coś zaczęło się dziać. Najważniejszym wydarzeniem ostatnich

tygodni można uznać środowy dynamiczny spadek cen połączony z wybiciem z

prawie trzytygodniowej konsolidacji. To właśnie ten fakt będzie miał

największe znaczenie dla koniunktury w czasie najbliższych dni. Reszta

informacji jest tylko szumem, którego znaczenie dla rynku jest mocno

Reklama
Reklama

ograniczone.

A to, że rząd przyjął we wtorek "plan Hausnera"? No i co z tego? Czy ktoś

sądził, że będzie inaczej? Nie? To w takim razie, czy to wydarzenie z

perspektywy rynku jest takie istotne? Inwestorzy skupią się na obserwacji

budowania większości w Sejmie, której zadaniem jest uchwalenie szeregu ustaw

ten plan faktycznie wprowadzających. Aprobata "planu Hausnera" nie jest

Reklama
Reklama

przecież kwestią jednego głosowania. "Plan Hausnera" to zbiór propozycji

składających się na wiele, czasem drażliwych, głosowań. Czy na każdym z nich

rząd będzie posiadał wymaganą większość? Każda porażka to psucie "planu" i

adekwatna do tego reakcja rynku. Już teraz "plan" uznaje się na zupełne

minimum, jakie powinno być zaaplikowane. Niestety już teraz widać pierwsze

kroki w celu "rozwodnienia" oszczędności. Część z nich jest przerzucana na

Reklama
Reklama

lata, gdy rządzić krajem będzie już ekipa z "nowego rozdania". Widać zatem,

że już teraz łamane jest wcześniejsze zapewnienie, że fakt że rok 2005 to

rok wyborczy, nie będzie miał znaczenia. Okazuje się, że ma znaczenie. Czy

takie przekładanie ciężaru reform na następną ekipę, czyli

najprawdopodobniej na rząd współtworzony przez Platformę Obywatelską,

Reklama
Reklama

sprawi, że ta będzie ochoczo przystawać na rządowe propozycje? Czy z takiej

perspektywy nie lepiej dla PO zaryzykować i doprowadzić do przyspieszonych

wyborów, by już teraz na początku "swojej" kadencji przeprowadzić wymagane

reformy, a po czterech latach już odcinać od tego kupony? Takie zagranie ma

jednak poważne założenie, którego spełnienie jest dyskusyjne. Mówi ono, że

Reklama
Reklama

politykom zależy na dobru Państwa. Skończmy jednak już te polityczne

wynurzenia. Najbliższe tygodnie pokażą, co każda ze stron przygotowała, dla

drugiej. Powtórzę tylko, że samo podjęcie decyzji przez rząd niczego nie

załatwia i na pewno nie może być podstawą do daleko posuniętego optymizmu.

Środa to ważny dzień nie tylko dla naszego rynku, ale także całych

Reklama
Reklama

światowych finansów. W środę kończyło się posiedzenie Komitetu Otwartego

Rynku, które miało podjąć decyzję co do wysokości stóp procentowych banku

centralnego w USA. Zmiany stóp się nie spodziewano. Oczekiwania były tu

zgodne u przeważającej większości analityków. Środowa decyzja przeszłaby

pewnie bez echa, gdyby nie mała zmiana, jaka zaszła w treści komunikatu

towarzyszącego tejże decyzji. Wyrażenie, że stopy procentowe będą na obecnym

(czytaj niskim) poziomie "przez dłuższy czas" zostało zamienione na inne,

które brzmiało "Fed jest cierpliwy w podjęciu decyzji o zmianie (czytaj

podwyższeniu) poziomu stóp procentowych". Brak zapewnienia, że stopy

pozostaną na niskim poziomie przez dłuższy czas zmroził rynki. Dolar

momentalnie zyskał na wartości. Rynki akcji skierowały się na południe.

Inwestorzy przyjęli wspomnianą zmianę, jako wyraz delikatnej (na razie)

zmiany w podejściu Fed. Komentarze były zróżnicowane. Z grubsza, sprowadzały

się one do stwierdzeń, że "szklanka jest do połowy pełna", lub że jest "do

połowy pusta". Brzmiało to mniej więcej tak: "rynek musi się spodziewać, że

stopy zaczną rosnąć i to być może wcześniej niż poprzednio sądził, a to może

negatywnie wpłynąć na przyspieszającą gospodarkę". Były też i głosy mówiące

o tym samym, ale zupełnie inaczej: "Tak, stopy procentowe mogą wkrótce

wzrosnąć, ale należy to odbierać pozytywnie, gdyż jest to reakcja Fynek, musi być czymś ponownie

zaskoczony. Oczywiście chodzi o zaskoczenie "pozytywne". Trudno za takie

uznać piątkową publikację wstępnych danych o dynamice wzrostu PKB w USA.

Zamiast spodziewanych 5%, albo jak chciało część analityków 6%, PKB wzrósł w

IV 2003 roku o 4% w skali roku. Jak w takim razie interpretować decyzję

FOMC? Można bowiem sądzić, że decydenci mieli świadomość, że wstępne dane

dotyczące PKB nie będą tak dobre. Czy rynek faktycznie może jeszcze liczyć

na jakieś niespodzianki? Wyniki spółek są zbliżone do oczekiwań i nie robią

większego wrażenia na inwestorach. Publikacje kolejnych spółek nie wpływają

na ceny. Kierunek ich zmian w czasie ostatnich sesji w USA może niepokoić,

ale na razie jedynie nieznacznie. W ostatnich miesiącach z takimi spadkami

mieliśmy już do czynienia. Kończyło się kreśleniem nowych maksów kilka dni

później. Nie wykluczone, że tym razem będzie podobnie. Na obwieszczanie

końca wzrostów jest jeszcze za wcześnie.

Tyczy się to także do naszego rynku, ale w odniesieniu do spadków. Środowe

wybicie szybko sprowadziło ceny 100 pkt niżej. Spadek zatrzymał się tuż nad

poziomem 1600 pkt na początku sesji w czwartek. Później było już lepiej. Czy

można uznać, że to już koniec spadków? Jak wspominałem wyżej, jeszcze nie.

Skala wzrostu nie pozwala jeszcze na zbyt wielki optymizm. Rynek przez

prawie trzy tygodnie przebywał w konsolidacji. Na wybicie czekaliśmy jak na

zbawienie. W końcu się pojawiło. Nie bez problemów. W czasie wahań w ramach

wspomnianej konsolidacji mieliśmy kilka sytuacji, które można było wziąć za

wybicie. Kursy jednak szybko wracały w obręb wcześniejszych wahań. Tym razem

już nie wróciły. Wydaje się zatem, że teraz będziemy mieli (właściwie to już

mamy) do czynienia ze znacznym ruchem spadkowym. Wysokość konsolidacji

wyznacza jego minimalną skalę. Są to okolice 1580 pkt. 20 pkt niżej mamy

dołek konsolidacji z połowy grudnia. Wydaje się, że dopiero ta strefa jest w

stanie zatrzymać spadek cen. Czy nie może spaść niżej? Zawsze może. Dlatego

nie namawiam nikogo do składania zleceń kupna we wspomnianych okolicach

tylko dlatego, że znalazły się tam ceny. One jeszcze muszą wykazywać chęć

wzrostu - muszą pojawić się sygnały kupna. Na razie chyba warto trzymać się

krótkiej strony rynku.

W związku z ostatnim spadkiem chciałbym przypomnieć "Weekendową..." sprzed

dwóch tygodni. Spadek wydawał się wtedy najbardziej prawdopodobny ze względu

na oczekiwany wzrost cen. Niby paradoks, ale nie zupełnie. Żeby na rynku

mógł pojawić się mocny wzrost, nastroje muszą być naprawdę kiepskie. Na

tyle, by większość graczy oczekiwała dalszego spadku cen. Wzrost musi być

zaskoczeniem. Dlaczego w ogóle ten wzrost musi się pojawić? Oczywiście na

rynku nic nie "musi" się wydarzyć, ale scenariusz wzrostu cen i wykreślenia

nowego szczytu można uznać za prawdopodobny po analizie zachowania podaży

pieniądza i indeksu Wig20. Już pisałem o tym tu wielokrotnie. Zmiana ilości

pieniądza w gospodarce odciska swoje piętno na poziomie cen na rynku akcji,

a zatem i indeksu. Co ważne dzieje się to nieprzerwanie od wielu lat, a

reakcje rynku akcji są niemal zawsze tak samo opóźnione w stosunku do

impulsu pieniężnego. To pozwala z dużym prawdopodobieństwem określić

przybliżony moment wyznaczenia istotnego ekstremum. Grudniowy spadek podaży

pieniądza podaz_pl.gif stał się podstawą do oczekiwania, że rynek wyznaczy

szczyt w okolicy przełomu marca i kwietnia. Nie chce tu powtarzać całego

wywodu i zainteresowanych odsyłam do "Weekendowej..." z 18 stycznia,

niemniej wydawało się logiczne, że rynek musi nieco obniżyć poziom notowań,

by później w szybkim tempie wzrosnąć i zaliczyć szczyt na 1900 lub naOd 1996

roku raz się zdarzyło, że ceny ruszyły w kierunku wskazywanym przez podaż

bez oczekiwanego przesunięcia. Skoro był już precedens, to nie należy

zupełnie wykluczyć możliwości, że obecny spadek jest właśnie TYM, który

sygnalizowała grudniowa podaż pieniądza. Statystycznie, ale i ekonomicznie,

rzecz biorąc takie rozwiązanie jest mniej prawdopodobne, ale przecież nie

niemożliwe. Sprawa jest o tyle delikatna, że jeśli wierzyć zależności podaż

pieniądza-WIG20 to wkrótce należałoby się spodziewać małej zatrzymującej

konsolidacji i rozpoczęcia dynamicznego wzrostu. Takie oczekiwania kuszą, by

wyprzedzić rynek i starać się złapać dołek, "bo przecież zaraz i tak mocno

wzrośnie". Każda choćby mała korekta spadku może być już odbierana jako

początek TEGO wzrostu. Pamiętajmy zatem o jednym. Rynek raczej nie zmienia

kierunku swojego ruchu z dnia na dzień. Zatem, jeśli popyt będzie odzyskiwał

przewagę, to będzie to widać po zachowaniu cen. W związku z tym, nie należy

wyprzedzać rynku. Ten sam nam wskaże dogodny moment na otwarcie długich

pozycji. Zawsze musimy pamiętać, że istnieje jeszcze ryzyko (małe bo małe,

ale jednak), że tego wzrostu po prostu nie będzie, i że obserwowane zwykle

przesunięcie między zmianą podaży pieniądza a wartości indeksu tym razem nie

będzie miało miejsca. Nie bądźmy zbyt pewni siebie. Oczekując spadku także

nie zajmowaliśmy pozycji, gdy rynek się konsolidował, lecz dopiero w

momencie wybicia. To że staramy się w jakiś sposób przewidzieć możliwe

scenariusze nie uwalnia nas od podstawowych zasad tradingu. Bez wyraźnych

sygnałów nie należy wchodzić na rynek, bo ten nasze scenariusze może mieć w

nosie.

Jak to wygląda w chwili obecnej? Mamy spadki, co widać gołym okiem

wig20fut.gif Od czwartkowego ranka trwa kontratak popytu. Na razie jest on

dość słaby. Wzrost nie sięgnął nawet poziomu zniesienia 38,2% spadku. Zatem

jakiekolwiek obawy o krótkie pozycje są przedwczesne. Byki mają miejsce na

dalszą zwyżkę. Połowa długości spadku przypada na okolice małej konsolidacji

w środy (1655-60 pkt). Przejście tego poziomu i utrzymanie się nad nim może

dopiero wzbudzić poważniejsze obawy o kontynuację zniżki. Nie jest

wykluczone, że w poniedziałek zbliżymy się do tego poziomu. Co z tego

wyniknie, tego oczywiście nie wiem, ale na razie stawiam na spadki.

Przekonują mnie do tego, oprócz samej "teorii podaży pieniądza", wskaźniki

techniczne. Te oparte na danych dziennych przebywają w trendach spadkowych i

trochę im jeszcze brakuje do ewentualnych sygnałów kupna. Mowa tu zarówno o

tych krótkoterminowych RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif

CCIdzienny_fut.gif jak i, a może przede wszystkim, tych średnioterminowych,

jak np. MACDdzienny_fut.gif Nie ma się co szarpać, skoro rynek "chce"

spadać. Jeśli wspominany tu wzrost faktycznie się pojawi, to po pierwsze,

poprzedzą go wyraźne sygnały, a po drugie będzie on na tyle duży, że nawet

jak ktoś się nieco spóźni, to zdąży jeszcze wskoczyć do odjeżdżającego

pociągu.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama