oddać kilka "fantów", co nie podoba się głównemu potencjalnemu sojusznikowi
po stronie opozycji. Mamy paradoksalną sytuację. To opozycja w postaci PO
naciska najbardziej, by plan przeszedł w jak najmniej zmienionej formie całą
ścieżkę parlamentarną. Od tego uzależnia swoje poparcie. No, ale niektóre
elementy planu muszą się zmienić, by uzyskał on aprobatę sił teoretycznie
wspierających poczynania rządu. Oczywiście oprócz tego trwają targi z PO o
poparcie. Trudno oczekiwać, że partia opozycyjna będzie brała pełną
odpowiedzialność za działania rządu. PO stawia warunki. Jednym z nich jest
powrót do rozmów o podatku liniowym. PO stara się przeforsować propozycję
wprowadzenia liniowego podatku dochodowego od osób fizycznych oraz
jednolitej stawki podatku Vat. Dla obu podatków stawka procentowa miała by
wynieść 15%. Można się domyślać, że SLD raczej na to nie pójdzie, co zresztą
pośrednio zostało już powiedziane. SLD dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że
praktycznie PO nie ma wyjścia i musi poprzeć plan, gdyż to właśnie PO
najprawdopodobniej wkrótce będzie piła to fiskalne piwo. Alternatywą są
przedterminowe wybory. Nie koniecznie niemożliwą.
Wracając do rynkowych życzeń. Wzrost cen euro w złotych to także skutek
umocnienia się tej waluty względem dolara. Ten ostatni w tym tygodniu sporo
stracił. Na tyle dużo, że na wykresie można zauważyć ws piątkowy
wyskok jeszcze nie jest TYM wyskokiem, a jedynie tworzy się nowy szczyt,
który będzie podstawą do nowej linii górnego ograniczenia trójkąta. Trzeba
pamiętać, że rynek walutowy to rynek, gdzie mamy do czynienia z wieloma
pułapkami. Tu nic co wydaje się oczywiste, takie nie jest. Czy gdyby
faktycznie doszło to wybicia, to piątkowe zamknięcie byłoby tylko
kilkadziesiąt pips nad linią? Przecież dobrze wiemy, że tu ruchy po 100 pips
to kwestia minut. Po drugie, z czego wynikał ten piątkowy wzrost? Ze słabych
danych z rynku bezrobocia? Że niby słabe dane oddalają możliwość podwyżki
stóp? Przecież te dane wcale nie były aż takie fatalne. Nie były najlepsze,
ale reakcja wydawała się zbyt emocjonalna. W końcu nie tylko sytuacja na
rynku pracy wpływa na decyzję FOMC, a skoro ten nieco zmienił nastawienie,
to wynikało to z wielu innych przyczyn. I wreszcie po trzecie, kolejny
tydzień zaczniemy od spadku cen euro. Czyli wracamy do pierwotnego trójkąta.
Jeśli w poniedziałek nie uda się wyjść ponad piątkowy szczyt, z czystym
sumieniem będzie można przysunąć linię górnego ograniczenia trójkąta i
oprzeć ją o szczyt z piątku, a i to nie daje gwarancji, że kolejne wybicie
nie będzie pułapką. Tu najlepszym sygnałem będzie dopiero zaliczenie nowych
historycznych maksów.
Obserwowane osłabienie się dolara względem euro nie jest na rękę krajom
strefy euro. Trudno się dziwić. Jednak z rynkiem się nie dyskutuje. No, ale
nie każdy to wie. W tym tygodniu mieliśmy więc raczej zabawną sytuację, gdy
premier Francji wypowiedział się na temat kursu euro wobec dolara: "Niski
kurs dolara wobec euro szkodzi zarówno
Europie jak USA. Należy zrównać kursy obu walut". Może i należy tylko co z
tego. Poza tym, czy to naprawdę także leży w interesie USA, jak przedstawia
do Premier? Zastanawiam się zawsze po co politycy wypowiadają takie zdania?
Przecież chyba nikt z nich nie sądzi, że na takie "wezwanie" inwestorzy
ruszą szturmem do zakupów dolara za euro z okrzykiem "Viva la France" na
ustach. Skąd więc słaby początek tygodnia? Tu górę wzięło najprawdopodobniej
zakończenie spotkania ministrów finansów i szefów banków centralnych grupy
G-7. Panowie są ponoć zadowoleni ze spotkania. Te zakończyło się
komunikatem, w którym podano m.in. że "wzrost zmienności na rynkach
walutowych pływa negatywnie na rozwój gospodarczy". Przez część obserwatorów
zostało to zrozumiane, jako chęć interwencji. Oprócz tego ponownie pośrednio
naciskano na kraje azjatyckie, by te zmieniły swoje polityki względem
dolara. To wszystko umocniło dolara względem euro o figurę. Przyznam jednak,
że wątpię, by ta tendencja miała się utrzymać na dłużej. W najlepszym razie
można liczyć na kolejny test dolnego ograniczenia trójkąta.
Wróćmy jednak do naszego rynku. Przyznam, że w tym tygodniu nieco się
rozczarowałem. Wybicie cen z poprzedniego tygodnia dawało nadzieję na jakiś
większy ruch. Niestety stało się inaczej. Zamiast nowego trendu mamy
konsolidację, tylko piętro niżej. Góry jej obszar łączy się z dolnym tej, z
której się wybiliśmy. Zmieniło się więc niewiele. Przeświadczenie o nowych
minimach zostało zamienione w oczekiwanie na kolejne wybicie w celu
przyłączenia się do ruchu Kontrakty.gif Kierunek tego wybicia jest w tej
chwili obojętny. Kilka czynników przemawia nadal za spadkiem cen. Przypomnę
chociaż sprawę podaży pieniądza. Także wskaźniki technicznie nie dały
przekonywujących powodów, by oczekiwać wzrostu. MACD nadal jest pod poziomem
swojej średniej, choć już nie spada MACDdzienny_fut.gif Oscylatory są
bliskie sygnałów kupna, ale te jeszcze nie padły CCIdzienny_fut.gif
RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif Za wzrostami na razie przemawia uj w cierpliwość i czekać, aż rynek
sam wskaże nam kierunek. Zgadzam się - mało to odkrywcze.
Kamil Jaros