Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 08.02.2004 22:53

Dzisiejszą "Weekendową..." można zatytułować "Koncert życzeń". W ciągu

ostatnich kilku dni padło wiele cierpkich słów pod adresem rynków

finansowych oraz życzeń, by te rynki się "opamiętały" i zaczęły zachowywać

się "racjonalnie". Jak można się domyśleć, autorami takich wypowiedzi były

osoby bezpośrednio z rynkami tymi nie związane, ale bardzo od nich zależne.

Reklama
Reklama

Tak więc mamy wypowiedzi naszego ministra finansów, że "kurs jest złotego

jest za niski", a przyczyny takiego stanu rzeczy na pewno nie mają źródła w

fundamentach gospodarki. Nasze szczęście, że "możemy domyślać się, że chodzi

o plan konsolidacji fiskalnej, popularnie zwanej planem Hausnera". Zatem

resort zdaje sobie sprawę, że to gmeranie w planie źle wpływa na rynki.

Tylko, że zdaniem rządu nikt w planie nie gmera. Ot małe poprawki. W końcu

Reklama
Reklama

były "konsultacje społeczne" i trzeba było je wziąć pod uwagę. Zdaniem

przedstawicieli rządu nie wnoszą one istotnych zmian. Jak widać uczestnicy

rynków finansowych myślą nieco inaczej. Ale oni nie mają przecież racji.

Rynek jest w błędzie, a ostatnie rekordy słabości złotówki to jakaś swoista

fanaberia, czy nawet kiepski żart, który będzie kosztował budżet kolejne

miliony zwiększonych wydatków na obsługę długu zagranicznego. Wśród

Reklama
Reklama

uczestników rynku nie ma krztyny przyzwoitości, nie mówiąc już o

patriotyzmie.

Można się tylko domyślać, co myśli minfin widząc taki wykres ceny euro w

złotych eurpln.gif Linią przerywaną zaznaczony jest poziom, jaki miał być

średnio utrzymany przez kurs euro , który został zapisany w założeniach

Reklama
Reklama

planu Hausnera. To m.in. dzięki temu założeniu nie miały być przekroczone

bariery ostrożnościowe wielkości długu publicznego w stosunku do PKB. Teraz

sytuacja wygląda trochę gorzej. To oczywiście rodzi konsekwencje. Przy tak

słabej złotówce wzrasta niebezpieczeństwo przekroczenia wspomnianych barier,

a tym samym konieczności uruchomienia drastycznych działań w celu

Reklama
Reklama

równoważenia budżetu. Tego boją się inwestorzy i wychodzą ze złotówki.

Oczywiście nikt nie zakłada, że złoty będzie tak słaby przez dłuższy czas.

Jednak jakie są szansę na realizację założeń planu?

Zupełnie inną kwestią pozostaje to, czy plan w ogóle zostanie wdrożony w

takim kształcie, w jakim chce rząd. Już na forum samej koalicji trzeba było

Reklama
Reklama

oddać kilka "fantów", co nie podoba się głównemu potencjalnemu sojusznikowi

po stronie opozycji. Mamy paradoksalną sytuację. To opozycja w postaci PO

naciska najbardziej, by plan przeszedł w jak najmniej zmienionej formie całą

ścieżkę parlamentarną. Od tego uzależnia swoje poparcie. No, ale niektóre

elementy planu muszą się zmienić, by uzyskał on aprobatę sił teoretycznie

wspierających poczynania rządu. Oczywiście oprócz tego trwają targi z PO o

poparcie. Trudno oczekiwać, że partia opozycyjna będzie brała pełną

odpowiedzialność za działania rządu. PO stawia warunki. Jednym z nich jest

powrót do rozmów o podatku liniowym. PO stara się przeforsować propozycję

wprowadzenia liniowego podatku dochodowego od osób fizycznych oraz

jednolitej stawki podatku Vat. Dla obu podatków stawka procentowa miała by

wynieść 15%. Można się domyślać, że SLD raczej na to nie pójdzie, co zresztą

pośrednio zostało już powiedziane. SLD dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że

praktycznie PO nie ma wyjścia i musi poprzeć plan, gdyż to właśnie PO

najprawdopodobniej wkrótce będzie piła to fiskalne piwo. Alternatywą są

przedterminowe wybory. Nie koniecznie niemożliwą.

Wracając do rynkowych życzeń. Wzrost cen euro w złotych to także skutek

umocnienia się tej waluty względem dolara. Ten ostatni w tym tygodniu sporo

stracił. Na tyle dużo, że na wykresie można zauważyć ws piątkowy

wyskok jeszcze nie jest TYM wyskokiem, a jedynie tworzy się nowy szczyt,

który będzie podstawą do nowej linii górnego ograniczenia trójkąta. Trzeba

pamiętać, że rynek walutowy to rynek, gdzie mamy do czynienia z wieloma

pułapkami. Tu nic co wydaje się oczywiste, takie nie jest. Czy gdyby

faktycznie doszło to wybicia, to piątkowe zamknięcie byłoby tylko

kilkadziesiąt pips nad linią? Przecież dobrze wiemy, że tu ruchy po 100 pips

to kwestia minut. Po drugie, z czego wynikał ten piątkowy wzrost? Ze słabych

danych z rynku bezrobocia? Że niby słabe dane oddalają możliwość podwyżki

stóp? Przecież te dane wcale nie były aż takie fatalne. Nie były najlepsze,

ale reakcja wydawała się zbyt emocjonalna. W końcu nie tylko sytuacja na

rynku pracy wpływa na decyzję FOMC, a skoro ten nieco zmienił nastawienie,

to wynikało to z wielu innych przyczyn. I wreszcie po trzecie, kolejny

tydzień zaczniemy od spadku cen euro. Czyli wracamy do pierwotnego trójkąta.

Jeśli w poniedziałek nie uda się wyjść ponad piątkowy szczyt, z czystym

sumieniem będzie można przysunąć linię górnego ograniczenia trójkąta i

oprzeć ją o szczyt z piątku, a i to nie daje gwarancji, że kolejne wybicie

nie będzie pułapką. Tu najlepszym sygnałem będzie dopiero zaliczenie nowych

historycznych maksów.

Obserwowane osłabienie się dolara względem euro nie jest na rękę krajom

strefy euro. Trudno się dziwić. Jednak z rynkiem się nie dyskutuje. No, ale

nie każdy to wie. W tym tygodniu mieliśmy więc raczej zabawną sytuację, gdy

premier Francji wypowiedział się na temat kursu euro wobec dolara: "Niski

kurs dolara wobec euro szkodzi zarówno

Europie jak USA. Należy zrównać kursy obu walut". Może i należy tylko co z

tego. Poza tym, czy to naprawdę także leży w interesie USA, jak przedstawia

do Premier? Zastanawiam się zawsze po co politycy wypowiadają takie zdania?

Przecież chyba nikt z nich nie sądzi, że na takie "wezwanie" inwestorzy

ruszą szturmem do zakupów dolara za euro z okrzykiem "Viva la France" na

ustach. Skąd więc słaby początek tygodnia? Tu górę wzięło najprawdopodobniej

zakończenie spotkania ministrów finansów i szefów banków centralnych grupy

G-7. Panowie są ponoć zadowoleni ze spotkania. Te zakończyło się

komunikatem, w którym podano m.in. że "wzrost zmienności na rynkach

walutowych pływa negatywnie na rozwój gospodarczy". Przez część obserwatorów

zostało to zrozumiane, jako chęć interwencji. Oprócz tego ponownie pośrednio

naciskano na kraje azjatyckie, by te zmieniły swoje polityki względem

dolara. To wszystko umocniło dolara względem euro o figurę. Przyznam jednak,

że wątpię, by ta tendencja miała się utrzymać na dłużej. W najlepszym razie

można liczyć na kolejny test dolnego ograniczenia trójkąta.

Wróćmy jednak do naszego rynku. Przyznam, że w tym tygodniu nieco się

rozczarowałem. Wybicie cen z poprzedniego tygodnia dawało nadzieję na jakiś

większy ruch. Niestety stało się inaczej. Zamiast nowego trendu mamy

konsolidację, tylko piętro niżej. Góry jej obszar łączy się z dolnym tej, z

której się wybiliśmy. Zmieniło się więc niewiele. Przeświadczenie o nowych

minimach zostało zamienione w oczekiwanie na kolejne wybicie w celu

przyłączenia się do ruchu Kontrakty.gif Kierunek tego wybicia jest w tej

chwili obojętny. Kilka czynników przemawia nadal za spadkiem cen. Przypomnę

chociaż sprawę podaży pieniądza. Także wskaźniki technicznie nie dały

przekonywujących powodów, by oczekiwać wzrostu. MACD nadal jest pod poziomem

swojej średniej, choć już nie spada MACDdzienny_fut.gif Oscylatory są

bliskie sygnałów kupna, ale te jeszcze nie padły CCIdzienny_fut.gif

RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif Za wzrostami na razie przemawia uj w cierpliwość i czekać, aż rynek

sam wskaże nam kierunek. Zgadzam się - mało to odkrywcze.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama