nieprawdopodobne, ale jest jeszcze przy funduszach inwestycyjnych jeden
aspekt, o którym do tej pory nie wspominałem. Nie było takiej potrzeby -
mowa o wolnych środkach w portfelach funduszy. Ostatnie dane (dostępne
jedynie do końca zeszłego roku) pokazują, że udział gotówki w portfelach
funduszy w ciągu ostatnich 30 lat ....tylko raz był mniejszy niż obecnie.
Było to w marcu 2000 r. na co oczywiście składały się po części rosnące ceny
akcji, co automatycznie zwiększało ich udział w portfelach, a po drugie
ogromny optymizm zarządzających i próba zarobku na wzrostach na jak
największej części portfelach. W marcu 2000 r. wolnej gotówki w funduszach
było zaledwie 4% (przy standardzie 8-10% do 95 r.) Oczywiście nie trzeba
przypominać, do czego to doprowadziło - kamyczek wywołał lawinę. Pierwszy
spadek zmuszał najbardziej zaangażowane fundusze do wyprzedaży akcji, a to z
kolei przekładało się na kolejne spadki i konieczność (brak środków na
umarzanie jednostek) dalszej sprzedaży akcji. Obecnie gotówka spadła do 4,3%
wartości portfeli funduszy, więc takie skojarzenia są jak najbardziej
zasadne, tym bardziej że również stopień lewarowania pozycji kredytem przez
indywidualnych inwestorów osiąga rekordowe poziomy. To wszystko oczywiście
samo w sobie nie jest żadnym sygnałem sprzedaży. Trwale utrzymujący się od
miesięcy optymizm w ankiecie Investors Intelligence fela funduszy (mało gotówki, dużo akcji) i indeksy dalej rosły. Za
prosto to teraz wszystko idzie do góry.
Ale jak ma nie iść, skoro sam wielki Greenspan przyklasnął giełdowym
wzrostom, całej gospodarce i wszystkiemu co tylko możliwe. To była dla mnie
największa niespodzianka zeszłego tygodnia. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek
słyszał tak optymistyczne wystąpienie ze strony szefa Fed. Oczywiście, nie
to żeby Greenspan był malkontentem i tylko narzekał. Często bardzo
optymistycznie mówił o gospodarce, ale nigdy w tak prosty i bezpośredni
sposób. Z reguły zawoalowany "greenspeak" pozostawiał inwestorom jakieś pole
do interpretacji i domysłów. Teraz Greenspan powiedział jasno 1) Nie ma
zagrożenia inflacją 2) Gospodarka bardzo szybko się rozwija, ale to nie
zmusi Fed do podwyżki stóp 3) Będą tworzone nowe miejsca pracy i
administracja prezydenta może mieć racje (prognozy nowych miejsc pracy 2-3
krotnie większe od wszystkich analityków) 4) Nie ma żadnego zagrożenia
słabnącym dolarem - pomaga on tylko w zmniejszeniu deficytu obrotów
bieżących. 5) Zagraniczni inwestorzy nie przestaną z powodu słabnącej waluty
kupować amerykańskich obligacji. Oni po prostu muszą to robić. 6) Nawet
jeśli Bank of Japan przestanie interweniować na rynku jena, to jego
wzmocnienie będzie krótkotrwałe i też nie przełoży się na spadek popytu
(rosnąca rentowność) na amerykańskie obligacje. Banku Centralnego nie
niepokoi nawet także wielkość kredytu konsumentów (to już szokujące), którzy
"historycznie udowodnili, że najlepiej sami potrafią osądzić, jak duże
zadłużenie jest dla nich rozsądne". Następnego dnia Greenspan w Senacie
przyklasnął planom cięć podatkowych i nie narzekał za bardzo na deficyt
budżetowy, choć wielokrotnie mocno krytykował taką politykę prezydenta. No i
chyba to już wszystko wyjaśniło inwestorom, choć część powie, że to spiskowa
teoria dziejów, a prezes Fed powinien być apolityczny. Ale mamy przecież rok
wyborczy, a prezydent który "sprzyja dużemu biznesowi" w Stanach ma poważne
kłopoty ze swoim potencjalnym konkurentem (Kerry), który przeskoczył właśnie
Busha w sondażach wyborczych. Oczywiście nikt nie wie ile w optymizmie Fed
jest gry pod wybory, a ile własnego urzędowego optymizmu. W każdej wersji
Greenspan bardzo bykom w tym tygodniu pomógł. Przy okazji warto zobaczyć, ze
taka wyborcza kiełbasa to chleb powszedni na giełdzie, która rok wyborczy
niemal zawsze w ostatnich ponad 50 latach kończyła na plusie. Wyjątkiem była
tylko reelekcja dwóch republikanów - Reagana w 1984` (Dow Jones -3,7%) i w
2000` elekcja Busha (-6,2%).
Skoro przy prezydentach jesteśmy, to w poniedziałek "Urodziny Waszyngtona" i
giełda amerykańska nie pracuje, czyli inwestorzy mają trzydniowy weekend.
Dość specyficzny weekend jeśli chodzi o giełdowe schematy. Często przy
okazji świątecznych dni podaję statystyki z ostatnich 32 lat zachowania się
Nasdaq przed i po świątecznym dniu. Spośród wszystkich tradycyjnych świąt
(Dziękczynienia, Nowy Rok itd.). indeks zachowywał się najlepiej po Święcie
Dziękczynienia (wypada w czwartek, w piątek z reguły skrócona wzrostowa
sesja), a najgorzej właśnie po zbliżającym się poniedziałkowym święcie.
Przypadek jednego dnia ? Nie za bardzo. Patrząc na ponad 100 lat notowań Dow
Jones luty zaczyna się bardzo słabo (wbrew schematowi dobrego początku
miesiąca), byki ruszają do ataku w połowie miesiąca tuż przed Walentynkami
(tym razem nowy szczyt - właśnie w połowie miesiąca, wbrew regule nowych
szczytów na początek miesiąca co oglądaliśmy regularnie od listopada), a
właśnie druga połowa lutego należy do najsłabszych giełdowych okresów.
Tłumaczyć to można (tylko po co) na różne sposoby - od zmęczenia efektem
st tego nie tłumaczyć,
najbliższe dwa tygodnie historycznie nie są dla byków korzystne i warto na
to uważać szukając za oceanem impulsu dla naszego rynku.
Nie znaczy to oczywiście, że indeksy w Stanach robią teraz odwrót i ruszają
do spadków. Taka szansa była gdyby indeksy wykreśliły do końca RGR i padł
sygnał sprzedaży Dow_intra SP500_intra.gif Nasdaq_intra.gif a zamiast tego
mamy nowe szczyty, przekreślające taki scenariusz. Skoro przy wykresach
jesteśmy to warto zwrócić na nich uwagę na kluczowy poziom, jakim są dla
S&P500 szczyty ustanowione po odreagowaniu WTC. Jeśli "szeroki rynek" pokona
taką barierę, to można w ciemno oczekiwać zwiększonej fali napływu nowych
środków do funduszy, bo media skrzętnie wykorzystają ten fakt do promocji
rynku. Byki do czasu spadku pod lutowe dołki nie mają się czego obawiać.
Obaw za to nie brakuje na naszym rynku. I dobrze ! Nie ma to jak wzrost po
ścianie strachu. Gorzej, gdy taki rozpędzony pociąg się z nią spotka. Mowa
tym razem nie o oporach na wrześniowych szczytach, ale o przerabianym w
szerz i wzdłuż "planie Hausnera". Nie zamierzam teraz wchodzić w dyskusję na
ten temat, ale nie omieszkam wspomnieć o dwóch "patridiotycznych"
wypowiedziach z tego tygodnia, które trochę ośmieszyły dwóch jak się
wydawało najbardziej rozsądnych polityków. PO z SLD zgodnie ustaliła, że w
ramach patriotycznej obrony złotego kończy publiczne debaty i w zaciszu
gabinetów dochodzi do porozumienia. Wytrzymali dwa dni i Haunser z Rokitą
skoczyli sobie do oczu krytykując wzajemne propozycje, a do tego
superminister stwierdził, że przekroczenie ostatniego dołka na złotówce, to
także przekroczenie konstytucyjnych progów długu do PKB. Takie słowa i
konflikty obu partii rynek natychmiast odebrał oczywiście jako zachętę do
testowania ostatnich ekstremów. Jeśli politycy dalej będą się tak
komunikować z rynkami finansowymi, to skończy się to któregoś dnia małą
paniką na rynkach. Na razie miejmy nadzieję będzie spokojnie, a kalendarz
wygląda tak, że 26 lub 27 lutego Hausner przedstawi ustawy lub założenia do
ustaw ograniczających wydatki państwa wraz ze szczegółowym opisem i
wyliczeniem, jakie dadzą efekty finansów. Po komentarzach rynki finansowe
wyrobią sobie już zdanie, ale prawdziwa próba ognia dopiero 2 marca w
Sejmie, gdy głosowane będą pierwsze (podobno mają to być te najważniejsze)
ustawy Hausnera. Na koniec tygodnia w związku z reformą dostaliśmy moim
zdaniem dość dobrą wiadomość, choć tak naprawdę każdy może ją różnie
odbierać. Chodzi o wyraźny spadek SLD w sondażach oraz wzrost notowań
Platformy. Nie chodzi tutaj oczywiście o upodobania polityczne, ale o
możliwość faktycznej reformy finansów, a przy tak spadających notowaniach
SLD odważniej podejdzie do reformy i skoro i tak jest na straconej pozycji
to zrezygnuje ze swoich lewicowych zapędów narażając się nawet na krytykę
części swojego elektoratu, ale może nie popełniając przerabianego już błędu
(AWS) trwania, zamiast działania i reformowania. To dodatkowy argument dla
Hausnera w przekonywaniu partyjnych kolegów.
Jak wspomniałem ta ściana strachu tylko giełdzie pomogła. Zapalnikami byli
jednak zarówno technicy, jak i arbitrażyści. Technicy, gdyż poniedziałkowe
otwarcie luką hossy zakryło na indeksie bardzo silną lukę bessy z 28
stycznia. To utworzyło formację wyspy, która z reguły jest mocnym wsparciem
i luka hossy w tym wypadku nie jest szybko zakrywana. Indeks_intra.gif
Kontrakty_intra.gif Taki układ natychmiast przekręcił bazę na kontraktach z
ujemnej na korzystną dla arbitrażystów składających zlecenia kupna koszami
akcji. Efekt wiadomy - zdynamizowanie wzrostu, choć przestrzegałem, że nie
jest to wcale takie korst
mieliśmy później w środę i czwartek, choć tym razem to już nie kosze, a po
prostu zupełny brak podaży i podciągnięcie rynku bez żadnych obrotów. Po tak
dynamicznym poniedziałkowo/wtorkowym rajdzie byki powinny trochę odpocząć i
wejść w jakąś korektę, nawet jeśli tylko "w biegu". Tym bardziej zdziwił
trochę piątkowy wyskok, który zasłużenie okazał się pułapką i tak zrobiony
nowy szczyt bardziej jest dla byków przekleństwem, niż poprawianiem
szczytów. Wystarczy sobie wyobrazić, czym skończyłaby się sesja np. w
najbliższy poniedziałek, gdy po wynikach spółek na dużych obrotach w czasie
sesji ruszylibyśmy do góry i wtedy dopiero zrobilibyśmy nowe maksy nad
wrześniowym szczytem. Wciągnęłoby to do gry szeroki rynek analogicznie do
ostatniego poniedziałkowego sygnału kupna luką hossy. A tak w piątek na
otwarcie zrobiliśmy wyskok na nowe maksy i zamiast sygnału kupna mieliśmy
uzasadnione obawy o pułapkę na mocno wykupionym rynku. Skończyło się
odwrotem i zamknięciem poniżej wrześniowego szczytu, czyli wybicie nieudane.
Czy nieudany będzie ponowny atak ? Taki szybki tak. Teraz powinniśmy wejść
przynajmniej w konsolidację, choć tak naprawdę prędzej wypatrywałbym teraz
pogłębienia się korekcyjnego spadku. Ale jedynie korekcyjnego, bo na odwrót
bym jeszcze nie liczył. Na rynku jest za dużo wolnej gotówki i zbyt poważny
kapitał ostatnio się zaangażował, by nie bronić teraz rynku. Oczywiście
zakładam brak przedterminowej porażki Hausnera, bo to wydarzenie w stylu
ataku terrorystycznego. Tak więc na ten tydzień albo trend boczny, albo
pogłębienie korekty, ale będzie to jedynie przygotowanie do dalszego
wzrostu. Trzeba też przy tej prognozie pamiętać, że w najbliższy
poniedziałek wyniki podadzą BRE Bank, KGHM, Agora i Computerland (w czwartek
dołoży się do tego bank Pekao SA.). Wprawdzie w tym kwartale wyniki
traktowane są trochę z przymrużeniem oka (nie wiadomo do końca jaki wpływ ma
obniżenie podatku, czyli przenoszenie zysków na przyszły rok), ale
ewentualna zbiorowa niespodzianka w poniedziałek ustawiłaby nastroje na cały
tydzień.
[email protected]