Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 14.02.2004 13:16

Marek Pryzmont

Ostatnio w Weekendowych rozpoczynając temat rynku amerykańskiego przytaczam

wielkości przepływu środków między funduszami. Niektórzy inwestorzy stawiają

takie informacje na piedestale, gdyż nie ma dla nich ważniejszej informacji

niż to ile jest wolnej gotówki na rynku. I Salomon z pustego nie naleje,

Reklama
Reklama

więc by indeksy rosły faktycznie potrzeba nowych środków na rynku. Z kolei

ktoś inny powie, że przecież to czy inwestorzy wpłacają nowe środki do

funduszy, to nic innego jak pochodna stanu gospodarki i oceny jej

perspektyw, czyli argumenty czysto fundamentalne i należy patrzeć na zyski

spółek, a nie na nastroje konsumentów. Ja należę raczej do tej pierwszej

grupy i nie wierzę, by konsument amerykański podejmował decyzję o wpłacie do

Reklama
Reklama

funduszy inwestycyjnych na podstawie swoich analiz. Zdecydowanie bardziej

ulega nastrojom podsycanym przez wszystkie serwisy ekonomiczne, a w obecnych

czasach to ogromna siła. To wszystko wygląda mniej więcej tak jak teraz na

rynku walutowym. Długoterminowy trend ustala makroekonomia (osłabienie

dolara wywołane ogromnymi deficytami), ale z dnia na dzień, z tygodnia na

tydzień rynek jest pod rządami spekulantów i transakcje o tym charakterze

Reklama
Reklama

potrafią wywołać bardzo duże zmiany, nawet wbrew obowiązującemu trendowi.

Zobaczmy więc raz jeszcze na wielkość nowych środków na rynku. Znowu

imponująca. W zeszłym tygodniu do funduszy akcji wpłynęło kolejne 4,1 mld $

nowych środków na inwestycje. To już 15-ty z rzędu ! tydzień na plusie. W

styczniu z nie potwierdzonych jeszcze przez ICI danych wynika, że wpłaty

Reklama
Reklama

zbliżyły się do rekordowego zeszłorocznego października. Fundusze.gif Jak

widać po wykresie, to historycznie bardzo duże tempo napływu nowych środków,

choć jeszcze nie euforyczne jak na początku 2000 r. i takie stabilne

zasilanie byczego sejfu można interpretować tylko optymistycznie. O

skrajnych euforycznych/panicznych poziomach należałoby mówić gdy miesięczny

Reklama
Reklama

ruch w funduszach przekracza 40 mld. Oczywiście jak zawsze pojawia się

pytanie - kiedy to się skończy ? Tego nikt nie wie, bo do tego w tej chwili

potrzeba jakiegoś zaskakującego wydarzenia, od serii fatalnych danych makro

począwszy, poprzez atak terrorystyczny, a na niespodziewanym załamaniu

indeksów skończywszy. To ostatnie przy takim napływie środków wydaje się

Reklama
Reklama

nieprawdopodobne, ale jest jeszcze przy funduszach inwestycyjnych jeden

aspekt, o którym do tej pory nie wspominałem. Nie było takiej potrzeby -

mowa o wolnych środkach w portfelach funduszy. Ostatnie dane (dostępne

jedynie do końca zeszłego roku) pokazują, że udział gotówki w portfelach

funduszy w ciągu ostatnich 30 lat ....tylko raz był mniejszy niż obecnie.

Było to w marcu 2000 r. na co oczywiście składały się po części rosnące ceny

akcji, co automatycznie zwiększało ich udział w portfelach, a po drugie

ogromny optymizm zarządzających i próba zarobku na wzrostach na jak

największej części portfelach. W marcu 2000 r. wolnej gotówki w funduszach

było zaledwie 4% (przy standardzie 8-10% do 95 r.) Oczywiście nie trzeba

przypominać, do czego to doprowadziło - kamyczek wywołał lawinę. Pierwszy

spadek zmuszał najbardziej zaangażowane fundusze do wyprzedaży akcji, a to z

kolei przekładało się na kolejne spadki i konieczność (brak środków na

umarzanie jednostek) dalszej sprzedaży akcji. Obecnie gotówka spadła do 4,3%

wartości portfeli funduszy, więc takie skojarzenia są jak najbardziej

zasadne, tym bardziej że również stopień lewarowania pozycji kredytem przez

indywidualnych inwestorów osiąga rekordowe poziomy. To wszystko oczywiście

samo w sobie nie jest żadnym sygnałem sprzedaży. Trwale utrzymujący się od

miesięcy optymizm w ankiecie Investors Intelligence fela funduszy (mało gotówki, dużo akcji) i indeksy dalej rosły. Za

prosto to teraz wszystko idzie do góry.

Ale jak ma nie iść, skoro sam wielki Greenspan przyklasnął giełdowym

wzrostom, całej gospodarce i wszystkiemu co tylko możliwe. To była dla mnie

największa niespodzianka zeszłego tygodnia. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek

słyszał tak optymistyczne wystąpienie ze strony szefa Fed. Oczywiście, nie

to żeby Greenspan był malkontentem i tylko narzekał. Często bardzo

optymistycznie mówił o gospodarce, ale nigdy w tak prosty i bezpośredni

sposób. Z reguły zawoalowany "greenspeak" pozostawiał inwestorom jakieś pole

do interpretacji i domysłów. Teraz Greenspan powiedział jasno 1) Nie ma

zagrożenia inflacją 2) Gospodarka bardzo szybko się rozwija, ale to nie

zmusi Fed do podwyżki stóp 3) Będą tworzone nowe miejsca pracy i

administracja prezydenta może mieć racje (prognozy nowych miejsc pracy 2-3

krotnie większe od wszystkich analityków) 4) Nie ma żadnego zagrożenia

słabnącym dolarem - pomaga on tylko w zmniejszeniu deficytu obrotów

bieżących. 5) Zagraniczni inwestorzy nie przestaną z powodu słabnącej waluty

kupować amerykańskich obligacji. Oni po prostu muszą to robić. 6) Nawet

jeśli Bank of Japan przestanie interweniować na rynku jena, to jego

wzmocnienie będzie krótkotrwałe i też nie przełoży się na spadek popytu

(rosnąca rentowność) na amerykańskie obligacje. Banku Centralnego nie

niepokoi nawet także wielkość kredytu konsumentów (to już szokujące), którzy

"historycznie udowodnili, że najlepiej sami potrafią osądzić, jak duże

zadłużenie jest dla nich rozsądne". Następnego dnia Greenspan w Senacie

przyklasnął planom cięć podatkowych i nie narzekał za bardzo na deficyt

budżetowy, choć wielokrotnie mocno krytykował taką politykę prezydenta. No i

chyba to już wszystko wyjaśniło inwestorom, choć część powie, że to spiskowa

teoria dziejów, a prezes Fed powinien być apolityczny. Ale mamy przecież rok

wyborczy, a prezydent który "sprzyja dużemu biznesowi" w Stanach ma poważne

kłopoty ze swoim potencjalnym konkurentem (Kerry), który przeskoczył właśnie

Busha w sondażach wyborczych. Oczywiście nikt nie wie ile w optymizmie Fed

jest gry pod wybory, a ile własnego urzędowego optymizmu. W każdej wersji

Greenspan bardzo bykom w tym tygodniu pomógł. Przy okazji warto zobaczyć, ze

taka wyborcza kiełbasa to chleb powszedni na giełdzie, która rok wyborczy

niemal zawsze w ostatnich ponad 50 latach kończyła na plusie. Wyjątkiem była

tylko reelekcja dwóch republikanów - Reagana w 1984` (Dow Jones -3,7%) i w

2000` elekcja Busha (-6,2%).

Skoro przy prezydentach jesteśmy, to w poniedziałek "Urodziny Waszyngtona" i

giełda amerykańska nie pracuje, czyli inwestorzy mają trzydniowy weekend.

Dość specyficzny weekend jeśli chodzi o giełdowe schematy. Często przy

okazji świątecznych dni podaję statystyki z ostatnich 32 lat zachowania się

Nasdaq przed i po świątecznym dniu. Spośród wszystkich tradycyjnych świąt

(Dziękczynienia, Nowy Rok itd.). indeks zachowywał się najlepiej po Święcie

Dziękczynienia (wypada w czwartek, w piątek z reguły skrócona wzrostowa

sesja), a najgorzej właśnie po zbliżającym się poniedziałkowym święcie.

Przypadek jednego dnia ? Nie za bardzo. Patrząc na ponad 100 lat notowań Dow

Jones luty zaczyna się bardzo słabo (wbrew schematowi dobrego początku

miesiąca), byki ruszają do ataku w połowie miesiąca tuż przed Walentynkami

(tym razem nowy szczyt - właśnie w połowie miesiąca, wbrew regule nowych

szczytów na początek miesiąca co oglądaliśmy regularnie od listopada), a

właśnie druga połowa lutego należy do najsłabszych giełdowych okresów.

Tłumaczyć to można (tylko po co) na różne sposoby - od zmęczenia efektem

st tego nie tłumaczyć,

najbliższe dwa tygodnie historycznie nie są dla byków korzystne i warto na

to uważać szukając za oceanem impulsu dla naszego rynku.

Nie znaczy to oczywiście, że indeksy w Stanach robią teraz odwrót i ruszają

do spadków. Taka szansa była gdyby indeksy wykreśliły do końca RGR i padł

sygnał sprzedaży Dow_intra SP500_intra.gif Nasdaq_intra.gif a zamiast tego

mamy nowe szczyty, przekreślające taki scenariusz. Skoro przy wykresach

jesteśmy to warto zwrócić na nich uwagę na kluczowy poziom, jakim są dla

S&P500 szczyty ustanowione po odreagowaniu WTC. Jeśli "szeroki rynek" pokona

taką barierę, to można w ciemno oczekiwać zwiększonej fali napływu nowych

środków do funduszy, bo media skrzętnie wykorzystają ten fakt do promocji

rynku. Byki do czasu spadku pod lutowe dołki nie mają się czego obawiać.

Obaw za to nie brakuje na naszym rynku. I dobrze ! Nie ma to jak wzrost po

ścianie strachu. Gorzej, gdy taki rozpędzony pociąg się z nią spotka. Mowa

tym razem nie o oporach na wrześniowych szczytach, ale o przerabianym w

szerz i wzdłuż "planie Hausnera". Nie zamierzam teraz wchodzić w dyskusję na

ten temat, ale nie omieszkam wspomnieć o dwóch "patridiotycznych"

wypowiedziach z tego tygodnia, które trochę ośmieszyły dwóch jak się

wydawało najbardziej rozsądnych polityków. PO z SLD zgodnie ustaliła, że w

ramach patriotycznej obrony złotego kończy publiczne debaty i w zaciszu

gabinetów dochodzi do porozumienia. Wytrzymali dwa dni i Haunser z Rokitą

skoczyli sobie do oczu krytykując wzajemne propozycje, a do tego

superminister stwierdził, że przekroczenie ostatniego dołka na złotówce, to

także przekroczenie konstytucyjnych progów długu do PKB. Takie słowa i

konflikty obu partii rynek natychmiast odebrał oczywiście jako zachętę do

testowania ostatnich ekstremów. Jeśli politycy dalej będą się tak

komunikować z rynkami finansowymi, to skończy się to któregoś dnia małą

paniką na rynkach. Na razie miejmy nadzieję będzie spokojnie, a kalendarz

wygląda tak, że 26 lub 27 lutego Hausner przedstawi ustawy lub założenia do

ustaw ograniczających wydatki państwa wraz ze szczegółowym opisem i

wyliczeniem, jakie dadzą efekty finansów. Po komentarzach rynki finansowe

wyrobią sobie już zdanie, ale prawdziwa próba ognia dopiero 2 marca w

Sejmie, gdy głosowane będą pierwsze (podobno mają to być te najważniejsze)

ustawy Hausnera. Na koniec tygodnia w związku z reformą dostaliśmy moim

zdaniem dość dobrą wiadomość, choć tak naprawdę każdy może ją różnie

odbierać. Chodzi o wyraźny spadek SLD w sondażach oraz wzrost notowań

Platformy. Nie chodzi tutaj oczywiście o upodobania polityczne, ale o

możliwość faktycznej reformy finansów, a przy tak spadających notowaniach

SLD odważniej podejdzie do reformy i skoro i tak jest na straconej pozycji

to zrezygnuje ze swoich lewicowych zapędów narażając się nawet na krytykę

części swojego elektoratu, ale może nie popełniając przerabianego już błędu

(AWS) trwania, zamiast działania i reformowania. To dodatkowy argument dla

Hausnera w przekonywaniu partyjnych kolegów.

Jak wspomniałem ta ściana strachu tylko giełdzie pomogła. Zapalnikami byli

jednak zarówno technicy, jak i arbitrażyści. Technicy, gdyż poniedziałkowe

otwarcie luką hossy zakryło na indeksie bardzo silną lukę bessy z 28

stycznia. To utworzyło formację wyspy, która z reguły jest mocnym wsparciem

i luka hossy w tym wypadku nie jest szybko zakrywana. Indeks_intra.gif

Kontrakty_intra.gif Taki układ natychmiast przekręcił bazę na kontraktach z

ujemnej na korzystną dla arbitrażystów składających zlecenia kupna koszami

akcji. Efekt wiadomy - zdynamizowanie wzrostu, choć przestrzegałem, że nie

jest to wcale takie korst

mieliśmy później w środę i czwartek, choć tym razem to już nie kosze, a po

prostu zupełny brak podaży i podciągnięcie rynku bez żadnych obrotów. Po tak

dynamicznym poniedziałkowo/wtorkowym rajdzie byki powinny trochę odpocząć i

wejść w jakąś korektę, nawet jeśli tylko "w biegu". Tym bardziej zdziwił

trochę piątkowy wyskok, który zasłużenie okazał się pułapką i tak zrobiony

nowy szczyt bardziej jest dla byków przekleństwem, niż poprawianiem

szczytów. Wystarczy sobie wyobrazić, czym skończyłaby się sesja np. w

najbliższy poniedziałek, gdy po wynikach spółek na dużych obrotach w czasie

sesji ruszylibyśmy do góry i wtedy dopiero zrobilibyśmy nowe maksy nad

wrześniowym szczytem. Wciągnęłoby to do gry szeroki rynek analogicznie do

ostatniego poniedziałkowego sygnału kupna luką hossy. A tak w piątek na

otwarcie zrobiliśmy wyskok na nowe maksy i zamiast sygnału kupna mieliśmy

uzasadnione obawy o pułapkę na mocno wykupionym rynku. Skończyło się

odwrotem i zamknięciem poniżej wrześniowego szczytu, czyli wybicie nieudane.

Czy nieudany będzie ponowny atak ? Taki szybki tak. Teraz powinniśmy wejść

przynajmniej w konsolidację, choć tak naprawdę prędzej wypatrywałbym teraz

pogłębienia się korekcyjnego spadku. Ale jedynie korekcyjnego, bo na odwrót

bym jeszcze nie liczył. Na rynku jest za dużo wolnej gotówki i zbyt poważny

kapitał ostatnio się zaangażował, by nie bronić teraz rynku. Oczywiście

zakładam brak przedterminowej porażki Hausnera, bo to wydarzenie w stylu

ataku terrorystycznego. Tak więc na ten tydzień albo trend boczny, albo

pogłębienie korekty, ale będzie to jedynie przygotowanie do dalszego

wzrostu. Trzeba też przy tej prognozie pamiętać, że w najbliższy

poniedziałek wyniki podadzą BRE Bank, KGHM, Agora i Computerland (w czwartek

dołoży się do tego bank Pekao SA.). Wprawdzie w tym kwartale wyniki

traktowane są trochę z przymrużeniem oka (nie wiadomo do końca jaki wpływ ma

obniżenie podatku, czyli przenoszenie zysków na przyszły rok), ale

ewentualna zbiorowa niespodzianka w poniedziałek ustawiłaby nastroje na cały

tydzień.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama