Skoro o naprawie finansów publicznych mowa to nie odmówię sobie przytoczenia
przykładu Słowacji, która podała w tym tygodniu, że po raz pierwszy w
historii niepodległej Słowacji udało jej się osiągnąć nadwyżkę budżetową.
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wszystko dzięki
wprowadzeniu liniowej stawki podatku (19%). Zarówno CIT, PIT jaki VAT, przy
zlikwidowaniu wszystkich ulg (czytaj przejrzystym systemie). Dzięki temu w I
kwartale dochody budżetu wzrosły o 44,4% !!! w porównaniu z zeszłym rokiem.
Część analityków dopatruje się tutaj wpływu przesunięcia rocznych premii na
pierwszy kwartał, by zapłacić niższe podatki, ale wyraźnie widać, że to nie
tylko to. 41,8 procentowy wzrost wpływów z podatków to głównie zasługa VAT.
Przedsiębiorstwa też zapłaciły wyraźnie większy podatek, wychodząc z szarej
strefy, lub przenosząc firmy z zagranicy (w tym z Polski). Dzięki tej
reformie w lipcu emeryci (uwaga - super argument dla polityków) dostaną
specjalny dodatek, a już teraz podwyższone zostały zasiłki macierzyńskie i
wychowawcze. W marcu spadło także bezrobocie o 3,26% !!! Może te dwa
ostatnie zdania przekonają naszych rodzimych polityków, że reforma finansów
publicznych po prostu się opłaca. Nie tylko rynkom finansowym, ale też
ludziom. Naiwny jestem ? Chyba tak - gdyż kandydat na premiera już zgłosił
pomysł, że w przypadku wprowadzenia podatku liniowego w Polsce, konieczne
będzie wprokowo zabrzmiała krytyka jakiej dopuścił się
Schroder, a której od razu wtórował szwedzki premier Persson. Obaj zgodnie
stwierdzili, że "(Nowe) kraje członkowskie prowadzą politykę podatkową nie
wystarczającą do finansowania przez nich infrastruktury i infrastruktura ta
ma być współfinansowania transferami z Brukseli.....To tworzy sytuację
konkurencyjną, która może rodzić problemy i obecne państwa członkowskie nie
powinny i nie mogą milczeć w tej sprawie". To ja już nie rozumiem - przecież
Francja w zeszłym roku kazała nam milczeć wstępując do Unii ;-) A tak
poważnie mówiąc, to sporym uproszczeniem jest porównywanie jedynie stawki
CIT, ale fakt faktem, że jakby nie liczyć, efektywna 40% stawka podatku w
Niemczech w żaden sposób nie jest konkurencyjna z "Nową Europą" i bynajmniej
nie jest to nasz!! problem. Na razie.... bo UE rozpocznie wkrótce negocjacje
dotyczące budżetu 2007-13 i jeśli większość państw poparłaby pogląd, że w
ten sposób nowi członkowie zagrabiają miejsca pracy i podatki (firmy zaczną
przenosić się na Wschód - już zaczęły), to może dojść do sytuacji, że
fundusze na pomoc regionalną zostaną bardzo mocno ograniczone, a najbogatsze
państwa dojdą do wniosku, że kraje członkowskie same skrócą sobie dystans
jakie dzieli ich od czołówki. To oznaczałoby poważne kłopoty, szczególnie
właśnie dla Polski, która z niskich podatków nie korzysta na razie w żaden
sposób (patrz piątkowy Puls Biznesu - "Czesi i Węgrzy lepsi" ... w VAT), a
będzie największym odbiorcą pomocy regionalnej. Niemożliwe ? No cóż, mi też
wydawało się niemożliwe, że niemiecki kanclerz może skrytykować niemieckie
"nie patriotyczne" firmy inwestujące za granicą i zamiast poprawiać swoją
gospodarkę jako rozwiązanie widzi obniżyć konkurencyjność pozostałych.
Najwyraźniej takie to już prawo dżungli, że karty rozdają najbogatsi -
wystarczy przypomnieć sobie, że jednym z głównych punktów kampanii wyborczej
w USA będzie organicznie możliwości przenoszenia firm z USA do tańszej Azji.
Oczywiście w celu ograniczenia amerykańskiego bezrobocia.
I tak dochodzimy do głównej wiadomości tego tygodnia, czyli świetnego
raportu z rynku pracy. Choć wielu analityków powtarzało, że taka pozytywna
niespodzianka czeka nas w najbliższych miesiącach, to jej siłę w piątek
spotęgował fakt, że w ostatnich dwóch miesiącach, mimo sygnałów ożywienia na
rynku pracy, mieliśmy wprost fatalne dane, więc oczekiwania za marzec też
nie były już tak optymistyczne (rekordowy handel opcjami na paryrolls -
inwestorzy zabezpieczali się przed złymi danymi). To tylko spotęgowało
zaskoczenie i optymizm, tym razem zdecydowanie uzasadniony. Warto bowiem
przypomnieć, że nie tylko w marcu liczba nowych miejsc pracy wyniosła 308k,
ale także za poprzednie kwartały zrewidowano dane o 87k w górę. Do tego tym
razem wzrost nowych miejsc pracy rozłożony był w miarę równo na poszczególne
sektory. Niektóre niedźwiedzie serwisy oczywiście szukają tutaj jakiś haków,
choćby w postaci zakończonych strajków w sklepach spożywczych, co uznano za
stworzenie nowych miejsc pracy, ale nie podają już, że to jedynie
kilkadziesiąt tysięcy i wpływ na ogólny obraz danych znikomy. Oczywiście
pojawiły się też pytania, czy nie jest czasami tak, że tak jak przy
powszechnie uznanych za manipulowane danych o inflacji, czy stopie
bezrobocia, tak i tutaj rządowa administracja wzorem kreatywnej księgowości
nieco upiększa raport, który do tej pory był największym politycznym
ciężarkiem w ubieganiu się o reelekcję prezydenta (natychmiast na
prezydenckich stronach pojawiły się teksty "propagandowe"). Tym razem chyba
pytania jednak nietrafione, bo część (choć były i sprzeczne sygnały)
subindeksów ze wskaźników nastroju, czy koniunkturcujący tylko dorywczo) - stopa bezrobocia wynosiłaby 10,4 lub 9,9%
uwzględniając czynniki sezonowe.
Dlaczego indeksy nie poszybowały do nieba po takiej publikacji, skoro
ostatnie złe dane z rynku pracy wywołały największą od początku wzrostów
korektę ? Powód jest prosty i chyba dla większości oczywisty - takie dobre
dane to dwie strony medalu. Jedna to wzrost optymizmu i wydatków
konsumentów, druga to przekroczenie magicznej bariery 150k która nie tylko
oznacza faktyczne tworzenie nowych miejsc pracy, ale jest też ostatnim
warunkiem by FED rozpoczął podnoszenie stóp procentowych. Jak negatywne
miałoby to konsekwencje dla rynku akcji (i nieruchomości) pisałem już
wielokrotnie. Jak mocno zmieniły się oczekiwania rynku i wzrosły rynkowe
stopy procentowe (spadły obligacje) widać choćby po wykresie kontraktów na
10 letnie obligacje Obligacje.gif Warto też przypomnieć wykres ze średnią
liczby nowych miejsc pracy za ostatnie 4 miesiące. Tak naprawdę dopiero gdy
właśnie jej wartość przekroczy barierę 150k będzie można wypatrywać spadku
stopy bezrobocia, o ile to dalej wiarygodny wskaźnik dla rynków. Jak na
razie tylko styczeń i marzec przekroczyły 150k i teraz potwierdzić to muszą
dane za kwiecień. Bezrobocie.gif Na koniec tego wątku oczywiście odpowiedź
na pytanie, czy tak samo jak fatalne dane wywołały mocną korektę, to tak
dobre dane wywołają mocne wzrosty ? Moim zdaniem nie, właśnie w obawie przed
podwyżką stóp procentowych, choć ta publikacja jest dla byków naprawdę
zbawieniem. Jednak jedyne w czym może pomóc, to we wprowadzeniu rynku w
trend boczny z możliwym jedynie nieznacznym poprawieniem szczytów.
Tradycyjne byki zapewne zaraz się oburzą, ale ku przestrodze zobaczmy także
na historię podawane w tym tygodniu równie świetnego indeksu ISM (dziwny
odczyt, zupełnie nie korelujący ze słabym Chicago PMI). Indeks zamiast
spadku do 59,5 wyniósł 62,5 i ponownie rozbudził bycze nadzieje. Pisałem
jednak już kiedyś, że tak samo jak rekordowe PKB pojawia się blisko
giełdowych szczytów, tak samo jest z tego typu wskaźnikami. Rynki po prostu
na pewnym etapie tak świetne dane już zdyskontowały i obecne publikacje są
tylko ich potwierdzeniem. Zobaczmy na historyczne szczyty indeksu ISM Nie
zaznaczyłem każdego jednego, a tylko te najwyższe i poprzedzone dłuższym
systematycznym wzrostem Szczyty_ISM.gif Teraz każdą z narysowanych linii
przeniosłem na wykres S&P500 1973_ISM.gif 1978_ISM.gif 1983_ISM.gif
1987_ISM.gif 1994_ISM.gif 1999_ISM.gif Jak widać nie zawsze "aż tak" dobre
dane świadczą o dalszych wzrostach indeksów w następnych miesiącach.
Oczywiście nie jest to gwarancja spadków, bo tak naprawdę o szczycie indeksu
ISM wiemy dopiero po fakcie. Warto jednak zauważyć, że jego tak wysoki
poziom, w połączeniu z tak dużym wzrostem indeksów powinien być dla byków
ostrzeżeniem.
Oczywiście o ile podobne wskaźniki koniunktury trwale utrzymywać będą tak
wysokie poziomy, a liczba miejsc pracy będzie rosnąć tak szybko, to dla
giełdowych indeksów nie ma nic lepszego. To jednak bardzo wątpliwe. Na razie
jednak to pieśń przyszłości bo dane makro schodzą na plan dalszy. W tym
tygodniu publikacji jak na lekarstwo, a przewodnikiem rynku stają się wyniki
amerykańskich spółek. W tym tygodniu rozpoczyna się sezon publikacji.
Dokładnie we wtorek, gdy tradycyjnie pierwsza po sesji chwali się Alcoa.
Analitycy Standard & Poor`s prognozują, że zyski wzrosną 16,9% w pierwszym
kwartale i będzie to największy wzrost (w I kwartale) od 4 lat. Tyle
oficjalnych prognoz, bo na przykład analityk First Call od 2 tygodni
powtarza inwestorom, żeby spodziewać się wzrostu rządu 20%, co opiera choćby
na fakcie wyjątkowo niskiej liczby Financial Accounting
Standards Board (FASB) zaleciła spółkom, by od przyszłego roku firmy
traktowały opcje swoich pracowników jako dochody na równi z pensją. Po serii
afer z kreatywną księgowością taki pogląd zyskuje coraz więcej zwolenników.
Jeśli (co staje się coraz bardziej prawdopodobne) prawo zostanie zmienione w
tym kierunku, to szacuje się, że wykazywane akcjonariuszom zyski spółek z
S&P500 spadłyby o 7%. Oczywiście takie działanie spowoduje natychmiastowe
odejście od programów wynagradzania pracowników opcjami, ale musi pójść za
tym wzrost wypłacanych im pensji, a więc i zmniejszenie zysków spółek. 3-6%
to niby nic wielkiego, ale gdy zaczynamy rozpatrywać to sektorami, to
okazuje się, że szczególnie spółki technologiczne (tam opcje są powszechne)
z Nasdaq odczują bardzo wyraźny spadek zysków. Temat bardzo niebezpieczny i
warto go śledzić.
Wróćmy jednak do naszego rynku i wykresów, bo piątkowa sesja rozbudziła
sporo emocji. Choć nie lubię powtarzać napisanych w tygodniu tekstów, to ten
jest jak najbardziej aktualny, a do tego pisany był do środowej gazety i
zapewne nie wszyscy mieli okazję przeczytać, więc pozwolę sobie nieładnie
dla przypomnienia fragment zacytować - Nie należy ulegać złudnemu wrażeniu
silnego rynku. Przy ostatnim dołku pisałem, że rynek nie jest jeszcze gotowy
na spadki, gdyż szczyt zrobił zagraniczny kapitał, a ten bez dystrybucji do
spadków nie dopuszcza. Taka dystrybucja trwa moim zdaniem właśnie obecnie i
nasze rodzime fundusze dbające o "window dressing" dadzą się na nią złapać.
Oznacza to początek spadków ? Absolutnie nie, o czym niech świadczy choćby
sceptycyzm większości inwestorów, wyrażany znowu mocnym zmniejszeniem bazy.
Podejrzewam, że mimo wątpliwej jakości popytu, mityczna zagranica doprowadzi
jeszcze do silnego wzrostu na ogromnym obrocie i gdy już wszyscy przekonają
się do hossy, rozpoczniemy spadki. Dlaczego więc przestrzegam już teraz ? Bo
taka dystrybucja sugeruje, że tym razem odwrócenie trendu może zaprowadzić
nas głębiej niż tylko spadek rzędu 100 pkt (luty i marzec).
Piątkowa sesja wydaje się tylko potwierdzeniem tego scenariusza. Wywołanie
silnego wzrostu nie było trudne w sytuacji, gdy BUX.gif już dawno pokonał
marcowy szczyt i ustanawia nowe rekordy. W mniej dla nas istotnych Czechach
trwa regularna hossa CZECHY.gif a kojarzona z nami Rosja też dzięki drogiej
ropie jest pod panowaniem byków ROSJA.gif Mimo tak silnych bratanków, do
piątku zachowanie rynku było fatalne i wyraźnie któryś z dużych funduszy
wyrzucał akcje z portfela. Nie tylko TPS z wiadomych względów (uzupełnił
później taniej pakietówkami), ale też wszystkie największe spółki. Obroty
wyraźnie wskazywały na dystrybucję. Oczywiście tak silnie zaangażowani
inwestorzy zagraniczni nie są w stanie sprzedać akcji w dzień, czy nawet w
tydzień, tak jak to robi indywidualny inwestor. Moim zdaniem jednak, to
właśnie zagranica powoli nas opuszcza, po części ze względu na bardzo
niepewną sytuację polityczną, a po części ze względu na ostatni etap gry pod
UE. Oczywiście polityka może być także tylko "scianą strachu", ale pod
warunkiem, że na końcu widać choćby jakąś możliwość korzystnego rozwiązania.
Ja za bardzo nie widzę i sądzę, że najwięksi inwestorzy, którzy nie muszą
inwestować na naszym rynku (TFI, OFE) część akcji z przyjemnością na nowych
szczytach oddadzą. Piątkowa sesja była tylko do tego zachętą. Od razu jednak
zaznaczam kąpanych w gorącej wodzie, że nie oznacza to wcale rozpoczęcia
spadków od poniedziałku. To ocena rynku nieco dłuższa niż kilka dni, w ciągu
których codziennie przez rynek może przejść euforia po tak świetnej
piątkowej sesji. Zresztą bez euforii wzrostów nie zakończymy, a pindem, a drugiej w piątek, kiedy światowe
giełdy są zamknięte. Tak samo GPW nie pracuje w przyszły poniedziałek. Mamy
więc przed sobą dwa 4-rodniowe tygodnie, co zawsze sprzyja największym
funduszom, które korzystając ze zmniejszonej płynności robią z rynkiem co
chcą. Patrząc jednak na piątkową siłę i sceptycyzm kontraktów należy teraz
oczekiwać testowania przynajmniej górnych ograniczeń kanału/klina.
Indeks_dzienny.gif Kontrakty_dzienny.gif Gorzej jeśli wzrosty zatrzymają
się właśnie tam. Dla mnie najlepszym ze scenariuszy byłoby wprowadzenie w
ciągu tych dwóch tygodni rynku w euforię, przebicie szczytów z końca 2000 r.
i w obszarze silnego oporu 1900-2100 wyznaczenie szczytu całej hossy.
WIG20_duzy.gif To oczywiście tylko domysły, bo zanim rynek nie zawróci,
szczytu nie zamierzam absolutnie łapać. Ostatnia fala, a za taką uważałbym
teraz szybkie wzrosty, jest bowiem bardzo niebezpieczna i skończyć się może
w dowolnym momencie. Na pewno euforycznie i następnie przychodzi dość
gwałtowne załamanie. Taki ruch w ten obszar zrealizowałby jednocześnie
zasięg wzrostu wynikający z podwójnego dna z października 2001 i 2002 roku.
A co jeśli się mylę i wzrosty będą zdecydowanie większe - pozostaje się
cieszyć ;-) i wtedy rację mieliby Ci, którzy na wykresie WIG.gif widzą
flagę, która "powiewając w połowie masztu" wyznacza szczyty w okolicach 30
tys. ! a WIG20 testowałby wtedy szczyty z marca 2000 roku. Skoro przy
flagach jesteśmy, to warto zauważyć, że indeks cenowy cały wzrost wynikający
z tej formacji zrealizował Cenowy.gif i choć to minimalny zasięg ruchu, to
odwrót na tym poziomie byłby o tyle ciekawy, że na WIG szczyt zrobiłby w
dość charakterystycznym momencie WIG_duzy.gif Proszę jednak traktować to
bardziej jako ciekawostkę.
Jeśli ktoś przebił się przez ten za długi tekst, zasługuje na podsumowanie
;-) To jak mówiłem trochę utrudniają dwa skrócone tygodnie, ale zakładając,
że handel będzie normalny, to na razie nie pozostaje nic innego jak
wypatrywać dalszego wzrostu, którego sygnałem zakończenia będzie euforyczny
wzrost na ogromnym obrocie. Piątek to jeszcze trochę za mało by łapać
szczyty. Wzrostom sprzyja jeszcze choćby właśnie skrócony tydzień, bardzo
dobre dane w Stanach, dzięki którym każdy spadek będzie tam na razie
traktowany jako korekta, wprost fantastycznie zachowujące się rynki naszego
regionu, no i w końcu chwila politycznego oddechu, jakim będą najbliższe dwa
tygodnie - po części ze względu na ograniczenie działań polityków do
"konsultacji", a po drugie ze względu na Święta Wielkanocne. Jednak jeśli w ciągu
tych dwóch tygodni dalej będzie widać tak agresywne wychodzenia z rynku
dużych funduszy, to niezależnie od zmian jakie zajdą na indeksach, będzie to
potwierdzeniem tego, że zagranica powoli kończy u nas inwestycje "pod UE" i
zaczęła to robić wykorzystując window dressing polskich funduszy (ale nie
będzie to jeszcze wyraźnie widoczne w strukturze portfeli za marzec). W
sumie teraz zostało już tylko 4 tygodnie - a ja dodam, że 4 tygodnie
dyskontowania czegoś, co wcale w rzeczywistości nie okaże się tak wspaniałe.
[email protected]