Reklama

Weekendowa Analizy Futures

Publikacja: 04.04.2004 14:26

Marek Pryzmont

Dwa tygodnie temu kończyłem Weekendową zdaniem, że okres ograniczonego

wpływu polskiej polityki na giełdę właśnie się skończył. Niestety nie był to

błąd i choć po ostatnim piątkowym mocnym wzroście część inwestorów może

sądzić, że duży kapitał zawirowania polityczne będzie już ignorować, to od

Reklama
Reklama

razu uprzedzam, że nie będzie. Nie zamierzam już dzisiaj dalej dręczyć

czytelników jakąś analizą polityczną, więc na wstępie krótko tylko

najważniejsze wydarzenia polityczne, które mogą mieć wpływ na rynki. Na

pierwszym miejscu jest oczywiście problem nowego premiera. Dobry to czy zły

kandydat ? Pomoże giełdzie czy zaszkodzi ? Na szczęście przez najbliższe dwa

tygodnie nikogo to nie będzie aż tak mocno interesować. Skoro jasnym się

Reklama
Reklama

stało, że wybór jest między Belką, Oleksym, a przyspieszonymi wyborami, to

rynki to zdyskontowały i teraz jedynie pozostanie czekać na rozstrzygnięcie,

które nastąpi dopiero w maju. Oczywiście wszelakiej maści zarządzający i

analitycy zdecydowanie preferowaliby Marka Belkę jako premiera, ale politycy

bardzo rynków finansowych nie lubią ("dobry dla rynków finansowych, a nie

dla ludzi" - PSL). Przy okazji - w felietonie w piątkowej Wyborczej W.

Reklama
Reklama

Orłowski trafnie i szyderczo obśmiał tego typu stwierdzenia, które w roli

barbarzyńcy stawiają każdego inwestora (chciałoby się dodać ....

finansującego polski deficyt).

Czy coś jeszcze ciekawego w polityce ? W sumie co może w być ważniejszego od

nowego premiera. W krótkim terminie niewiele, ale jedno wydarzenie warte

Reklama
Reklama

jest wzmianki - piątkowe zamieszanie wokół Kaczmarka/UOP. Może trochę zbyt

daleko idące wnioski wyciągam, ale dla mnie to praktycznie unicestwia SLD na

mapie politycznej i radziłbym uważnie śledzić najbliższe sondaże, które mogą

powyższy pogląd potwierdzić. Po każdej aferze notowania SLD dramatycznie

spadały, a obecna z wykorzystaniem przez premiera UOP stałą się dość

Reklama
Reklama

medialna. Do tego jeszcze dochodzi odpływ elektoratu do SDPL (zaraz cały SLD

tam przejdzie, plus Unia Pracy). Do czego zmierzam ? Jeśli faktycznie

sondaże na koniec kwietnia będą fatalne dla SLD, to po pierwsze będzie dużo

trudniej o powołanie nowego premiera, a po drugie, no właśnie, o przyjęcie

całego "zupełnie nie lewicowego" planu Hausnera.

Reklama
Reklama

Skoro o naprawie finansów publicznych mowa to nie odmówię sobie przytoczenia

przykładu Słowacji, która podała w tym tygodniu, że po raz pierwszy w

historii niepodległej Słowacji udało jej się osiągnąć nadwyżkę budżetową.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wszystko dzięki

wprowadzeniu liniowej stawki podatku (19%). Zarówno CIT, PIT jaki VAT, przy

zlikwidowaniu wszystkich ulg (czytaj przejrzystym systemie). Dzięki temu w I

kwartale dochody budżetu wzrosły o 44,4% !!! w porównaniu z zeszłym rokiem.

Część analityków dopatruje się tutaj wpływu przesunięcia rocznych premii na

pierwszy kwartał, by zapłacić niższe podatki, ale wyraźnie widać, że to nie

tylko to. 41,8 procentowy wzrost wpływów z podatków to głównie zasługa VAT.

Przedsiębiorstwa też zapłaciły wyraźnie większy podatek, wychodząc z szarej

strefy, lub przenosząc firmy z zagranicy (w tym z Polski). Dzięki tej

reformie w lipcu emeryci (uwaga - super argument dla polityków) dostaną

specjalny dodatek, a już teraz podwyższone zostały zasiłki macierzyńskie i

wychowawcze. W marcu spadło także bezrobocie o 3,26% !!! Może te dwa

ostatnie zdania przekonają naszych rodzimych polityków, że reforma finansów

publicznych po prostu się opłaca. Nie tylko rynkom finansowym, ale też

ludziom. Naiwny jestem ? Chyba tak - gdyż kandydat na premiera już zgłosił

pomysł, że w przypadku wprowadzenia podatku liniowego w Polsce, konieczne

będzie wprokowo zabrzmiała krytyka jakiej dopuścił się

Schroder, a której od razu wtórował szwedzki premier Persson. Obaj zgodnie

stwierdzili, że "(Nowe) kraje członkowskie prowadzą politykę podatkową nie

wystarczającą do finansowania przez nich infrastruktury i infrastruktura ta

ma być współfinansowania transferami z Brukseli.....To tworzy sytuację

konkurencyjną, która może rodzić problemy i obecne państwa członkowskie nie

powinny i nie mogą milczeć w tej sprawie". To ja już nie rozumiem - przecież

Francja w zeszłym roku kazała nam milczeć wstępując do Unii ;-) A tak

poważnie mówiąc, to sporym uproszczeniem jest porównywanie jedynie stawki

CIT, ale fakt faktem, że jakby nie liczyć, efektywna 40% stawka podatku w

Niemczech w żaden sposób nie jest konkurencyjna z "Nową Europą" i bynajmniej

nie jest to nasz!! problem. Na razie.... bo UE rozpocznie wkrótce negocjacje

dotyczące budżetu 2007-13 i jeśli większość państw poparłaby pogląd, że w

ten sposób nowi członkowie zagrabiają miejsca pracy i podatki (firmy zaczną

przenosić się na Wschód - już zaczęły), to może dojść do sytuacji, że

fundusze na pomoc regionalną zostaną bardzo mocno ograniczone, a najbogatsze

państwa dojdą do wniosku, że kraje członkowskie same skrócą sobie dystans

jakie dzieli ich od czołówki. To oznaczałoby poważne kłopoty, szczególnie

właśnie dla Polski, która z niskich podatków nie korzysta na razie w żaden

sposób (patrz piątkowy Puls Biznesu - "Czesi i Węgrzy lepsi" ... w VAT), a

będzie największym odbiorcą pomocy regionalnej. Niemożliwe ? No cóż, mi też

wydawało się niemożliwe, że niemiecki kanclerz może skrytykować niemieckie

"nie patriotyczne" firmy inwestujące za granicą i zamiast poprawiać swoją

gospodarkę jako rozwiązanie widzi obniżyć konkurencyjność pozostałych.

Najwyraźniej takie to już prawo dżungli, że karty rozdają najbogatsi -

wystarczy przypomnieć sobie, że jednym z głównych punktów kampanii wyborczej

w USA będzie organicznie możliwości przenoszenia firm z USA do tańszej Azji.

Oczywiście w celu ograniczenia amerykańskiego bezrobocia.

I tak dochodzimy do głównej wiadomości tego tygodnia, czyli świetnego

raportu z rynku pracy. Choć wielu analityków powtarzało, że taka pozytywna

niespodzianka czeka nas w najbliższych miesiącach, to jej siłę w piątek

spotęgował fakt, że w ostatnich dwóch miesiącach, mimo sygnałów ożywienia na

rynku pracy, mieliśmy wprost fatalne dane, więc oczekiwania za marzec też

nie były już tak optymistyczne (rekordowy handel opcjami na paryrolls -

inwestorzy zabezpieczali się przed złymi danymi). To tylko spotęgowało

zaskoczenie i optymizm, tym razem zdecydowanie uzasadniony. Warto bowiem

przypomnieć, że nie tylko w marcu liczba nowych miejsc pracy wyniosła 308k,

ale także za poprzednie kwartały zrewidowano dane o 87k w górę. Do tego tym

razem wzrost nowych miejsc pracy rozłożony był w miarę równo na poszczególne

sektory. Niektóre niedźwiedzie serwisy oczywiście szukają tutaj jakiś haków,

choćby w postaci zakończonych strajków w sklepach spożywczych, co uznano za

stworzenie nowych miejsc pracy, ale nie podają już, że to jedynie

kilkadziesiąt tysięcy i wpływ na ogólny obraz danych znikomy. Oczywiście

pojawiły się też pytania, czy nie jest czasami tak, że tak jak przy

powszechnie uznanych za manipulowane danych o inflacji, czy stopie

bezrobocia, tak i tutaj rządowa administracja wzorem kreatywnej księgowości

nieco upiększa raport, który do tej pory był największym politycznym

ciężarkiem w ubieganiu się o reelekcję prezydenta (natychmiast na

prezydenckich stronach pojawiły się teksty "propagandowe"). Tym razem chyba

pytania jednak nietrafione, bo część (choć były i sprzeczne sygnały)

subindeksów ze wskaźników nastroju, czy koniunkturcujący tylko dorywczo) - stopa bezrobocia wynosiłaby 10,4 lub 9,9%

uwzględniając czynniki sezonowe.

Dlaczego indeksy nie poszybowały do nieba po takiej publikacji, skoro

ostatnie złe dane z rynku pracy wywołały największą od początku wzrostów

korektę ? Powód jest prosty i chyba dla większości oczywisty - takie dobre

dane to dwie strony medalu. Jedna to wzrost optymizmu i wydatków

konsumentów, druga to przekroczenie magicznej bariery 150k która nie tylko

oznacza faktyczne tworzenie nowych miejsc pracy, ale jest też ostatnim

warunkiem by FED rozpoczął podnoszenie stóp procentowych. Jak negatywne

miałoby to konsekwencje dla rynku akcji (i nieruchomości) pisałem już

wielokrotnie. Jak mocno zmieniły się oczekiwania rynku i wzrosły rynkowe

stopy procentowe (spadły obligacje) widać choćby po wykresie kontraktów na

10 letnie obligacje Obligacje.gif Warto też przypomnieć wykres ze średnią

liczby nowych miejsc pracy za ostatnie 4 miesiące. Tak naprawdę dopiero gdy

właśnie jej wartość przekroczy barierę 150k będzie można wypatrywać spadku

stopy bezrobocia, o ile to dalej wiarygodny wskaźnik dla rynków. Jak na

razie tylko styczeń i marzec przekroczyły 150k i teraz potwierdzić to muszą

dane za kwiecień. Bezrobocie.gif Na koniec tego wątku oczywiście odpowiedź

na pytanie, czy tak samo jak fatalne dane wywołały mocną korektę, to tak

dobre dane wywołają mocne wzrosty ? Moim zdaniem nie, właśnie w obawie przed

podwyżką stóp procentowych, choć ta publikacja jest dla byków naprawdę

zbawieniem. Jednak jedyne w czym może pomóc, to we wprowadzeniu rynku w

trend boczny z możliwym jedynie nieznacznym poprawieniem szczytów.

Tradycyjne byki zapewne zaraz się oburzą, ale ku przestrodze zobaczmy także

na historię podawane w tym tygodniu równie świetnego indeksu ISM (dziwny

odczyt, zupełnie nie korelujący ze słabym Chicago PMI). Indeks zamiast

spadku do 59,5 wyniósł 62,5 i ponownie rozbudził bycze nadzieje. Pisałem

jednak już kiedyś, że tak samo jak rekordowe PKB pojawia się blisko

giełdowych szczytów, tak samo jest z tego typu wskaźnikami. Rynki po prostu

na pewnym etapie tak świetne dane już zdyskontowały i obecne publikacje są

tylko ich potwierdzeniem. Zobaczmy na historyczne szczyty indeksu ISM Nie

zaznaczyłem każdego jednego, a tylko te najwyższe i poprzedzone dłuższym

systematycznym wzrostem Szczyty_ISM.gif Teraz każdą z narysowanych linii

przeniosłem na wykres S&P500 1973_ISM.gif 1978_ISM.gif 1983_ISM.gif

1987_ISM.gif 1994_ISM.gif 1999_ISM.gif Jak widać nie zawsze "aż tak" dobre

dane świadczą o dalszych wzrostach indeksów w następnych miesiącach.

Oczywiście nie jest to gwarancja spadków, bo tak naprawdę o szczycie indeksu

ISM wiemy dopiero po fakcie. Warto jednak zauważyć, że jego tak wysoki

poziom, w połączeniu z tak dużym wzrostem indeksów powinien być dla byków

ostrzeżeniem.

Oczywiście o ile podobne wskaźniki koniunktury trwale utrzymywać będą tak

wysokie poziomy, a liczba miejsc pracy będzie rosnąć tak szybko, to dla

giełdowych indeksów nie ma nic lepszego. To jednak bardzo wątpliwe. Na razie

jednak to pieśń przyszłości bo dane makro schodzą na plan dalszy. W tym

tygodniu publikacji jak na lekarstwo, a przewodnikiem rynku stają się wyniki

amerykańskich spółek. W tym tygodniu rozpoczyna się sezon publikacji.

Dokładnie we wtorek, gdy tradycyjnie pierwsza po sesji chwali się Alcoa.

Analitycy Standard & Poor`s prognozują, że zyski wzrosną 16,9% w pierwszym

kwartale i będzie to największy wzrost (w I kwartale) od 4 lat. Tyle

oficjalnych prognoz, bo na przykład analityk First Call od 2 tygodni

powtarza inwestorom, żeby spodziewać się wzrostu rządu 20%, co opiera choćby

na fakcie wyjątkowo niskiej liczby Financial Accounting

Standards Board (FASB) zaleciła spółkom, by od przyszłego roku firmy

traktowały opcje swoich pracowników jako dochody na równi z pensją. Po serii

afer z kreatywną księgowością taki pogląd zyskuje coraz więcej zwolenników.

Jeśli (co staje się coraz bardziej prawdopodobne) prawo zostanie zmienione w

tym kierunku, to szacuje się, że wykazywane akcjonariuszom zyski spółek z

S&P500 spadłyby o 7%. Oczywiście takie działanie spowoduje natychmiastowe

odejście od programów wynagradzania pracowników opcjami, ale musi pójść za

tym wzrost wypłacanych im pensji, a więc i zmniejszenie zysków spółek. 3-6%

to niby nic wielkiego, ale gdy zaczynamy rozpatrywać to sektorami, to

okazuje się, że szczególnie spółki technologiczne (tam opcje są powszechne)

z Nasdaq odczują bardzo wyraźny spadek zysków. Temat bardzo niebezpieczny i

warto go śledzić.

Wróćmy jednak do naszego rynku i wykresów, bo piątkowa sesja rozbudziła

sporo emocji. Choć nie lubię powtarzać napisanych w tygodniu tekstów, to ten

jest jak najbardziej aktualny, a do tego pisany był do środowej gazety i

zapewne nie wszyscy mieli okazję przeczytać, więc pozwolę sobie nieładnie

dla przypomnienia fragment zacytować - Nie należy ulegać złudnemu wrażeniu

silnego rynku. Przy ostatnim dołku pisałem, że rynek nie jest jeszcze gotowy

na spadki, gdyż szczyt zrobił zagraniczny kapitał, a ten bez dystrybucji do

spadków nie dopuszcza. Taka dystrybucja trwa moim zdaniem właśnie obecnie i

nasze rodzime fundusze dbające o "window dressing" dadzą się na nią złapać.

Oznacza to początek spadków ? Absolutnie nie, o czym niech świadczy choćby

sceptycyzm większości inwestorów, wyrażany znowu mocnym zmniejszeniem bazy.

Podejrzewam, że mimo wątpliwej jakości popytu, mityczna zagranica doprowadzi

jeszcze do silnego wzrostu na ogromnym obrocie i gdy już wszyscy przekonają

się do hossy, rozpoczniemy spadki. Dlaczego więc przestrzegam już teraz ? Bo

taka dystrybucja sugeruje, że tym razem odwrócenie trendu może zaprowadzić

nas głębiej niż tylko spadek rzędu 100 pkt (luty i marzec).

Piątkowa sesja wydaje się tylko potwierdzeniem tego scenariusza. Wywołanie

silnego wzrostu nie było trudne w sytuacji, gdy BUX.gif już dawno pokonał

marcowy szczyt i ustanawia nowe rekordy. W mniej dla nas istotnych Czechach

trwa regularna hossa CZECHY.gif a kojarzona z nami Rosja też dzięki drogiej

ropie jest pod panowaniem byków ROSJA.gif Mimo tak silnych bratanków, do

piątku zachowanie rynku było fatalne i wyraźnie któryś z dużych funduszy

wyrzucał akcje z portfela. Nie tylko TPS z wiadomych względów (uzupełnił

później taniej pakietówkami), ale też wszystkie największe spółki. Obroty

wyraźnie wskazywały na dystrybucję. Oczywiście tak silnie zaangażowani

inwestorzy zagraniczni nie są w stanie sprzedać akcji w dzień, czy nawet w

tydzień, tak jak to robi indywidualny inwestor. Moim zdaniem jednak, to

właśnie zagranica powoli nas opuszcza, po części ze względu na bardzo

niepewną sytuację polityczną, a po części ze względu na ostatni etap gry pod

UE. Oczywiście polityka może być także tylko "scianą strachu", ale pod

warunkiem, że na końcu widać choćby jakąś możliwość korzystnego rozwiązania.

Ja za bardzo nie widzę i sądzę, że najwięksi inwestorzy, którzy nie muszą

inwestować na naszym rynku (TFI, OFE) część akcji z przyjemnością na nowych

szczytach oddadzą. Piątkowa sesja była tylko do tego zachętą. Od razu jednak

zaznaczam kąpanych w gorącej wodzie, że nie oznacza to wcale rozpoczęcia

spadków od poniedziałku. To ocena rynku nieco dłuższa niż kilka dni, w ciągu

których codziennie przez rynek może przejść euforia po tak świetnej

piątkowej sesji. Zresztą bez euforii wzrostów nie zakończymy, a pindem, a drugiej w piątek, kiedy światowe

giełdy są zamknięte. Tak samo GPW nie pracuje w przyszły poniedziałek. Mamy

więc przed sobą dwa 4-rodniowe tygodnie, co zawsze sprzyja największym

funduszom, które korzystając ze zmniejszonej płynności robią z rynkiem co

chcą. Patrząc jednak na piątkową siłę i sceptycyzm kontraktów należy teraz

oczekiwać testowania przynajmniej górnych ograniczeń kanału/klina.

Indeks_dzienny.gif Kontrakty_dzienny.gif Gorzej jeśli wzrosty zatrzymają

się właśnie tam. Dla mnie najlepszym ze scenariuszy byłoby wprowadzenie w

ciągu tych dwóch tygodni rynku w euforię, przebicie szczytów z końca 2000 r.

i w obszarze silnego oporu 1900-2100 wyznaczenie szczytu całej hossy.

WIG20_duzy.gif To oczywiście tylko domysły, bo zanim rynek nie zawróci,

szczytu nie zamierzam absolutnie łapać. Ostatnia fala, a za taką uważałbym

teraz szybkie wzrosty, jest bowiem bardzo niebezpieczna i skończyć się może

w dowolnym momencie. Na pewno euforycznie i następnie przychodzi dość

gwałtowne załamanie. Taki ruch w ten obszar zrealizowałby jednocześnie

zasięg wzrostu wynikający z podwójnego dna z października 2001 i 2002 roku.

A co jeśli się mylę i wzrosty będą zdecydowanie większe - pozostaje się

cieszyć ;-) i wtedy rację mieliby Ci, którzy na wykresie WIG.gif widzą

flagę, która "powiewając w połowie masztu" wyznacza szczyty w okolicach 30

tys. ! a WIG20 testowałby wtedy szczyty z marca 2000 roku. Skoro przy

flagach jesteśmy, to warto zauważyć, że indeks cenowy cały wzrost wynikający

z tej formacji zrealizował Cenowy.gif i choć to minimalny zasięg ruchu, to

odwrót na tym poziomie byłby o tyle ciekawy, że na WIG szczyt zrobiłby w

dość charakterystycznym momencie WIG_duzy.gif Proszę jednak traktować to

bardziej jako ciekawostkę.

Jeśli ktoś przebił się przez ten za długi tekst, zasługuje na podsumowanie

;-) To jak mówiłem trochę utrudniają dwa skrócone tygodnie, ale zakładając,

że handel będzie normalny, to na razie nie pozostaje nic innego jak

wypatrywać dalszego wzrostu, którego sygnałem zakończenia będzie euforyczny

wzrost na ogromnym obrocie. Piątek to jeszcze trochę za mało by łapać

szczyty. Wzrostom sprzyja jeszcze choćby właśnie skrócony tydzień, bardzo

dobre dane w Stanach, dzięki którym każdy spadek będzie tam na razie

traktowany jako korekta, wprost fantastycznie zachowujące się rynki naszego

regionu, no i w końcu chwila politycznego oddechu, jakim będą najbliższe dwa

tygodnie - po części ze względu na ograniczenie działań polityków do

"konsultacji", a po drugie ze względu na Święta Wielkanocne. Jednak jeśli w ciągu

tych dwóch tygodni dalej będzie widać tak agresywne wychodzenia z rynku

dużych funduszy, to niezależnie od zmian jakie zajdą na indeksach, będzie to

potwierdzeniem tego, że zagranica powoli kończy u nas inwestycje "pod UE" i

zaczęła to robić wykorzystując window dressing polskich funduszy (ale nie

będzie to jeszcze wyraźnie widoczne w strukturze portfeli za marzec). W

sumie teraz zostało już tylko 4 tygodnie - a ja dodam, że 4 tygodnie

dyskontowania czegoś, co wcale w rzeczywistości nie okaże się tak wspaniałe.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama