Gdzieś, przy okazji, mówi jeden z przewodniczących, zadbano o to, żeby PAK nie był spółką publiczną i potem na granicy prawa można było wykupić papiery po niższej cenie. Według niego, cena 133 zł to suma dwóch podatków, które musi zapłacić pracownik (dwa lata temu Elektrim zadatkował wykup części papierów i zadatek ten nie był objęty podatkiem), oraz niewielkiej nadwyżki, która "przyciąga do komputera" skupującej akcje Agencji Informacyjnej Penetrator. Wylicza, że sprzedając ok. 60 akcji, pracownik dostaje 7,6 tys. zł, a 3-4 tys. zł oddaje fiskusowi.
- Generalnie w tej chwili chodzi o to, żeby wyciągnąć z rąk ludzi umowy cywilnoprawne i dokonać ich zamiany na parę groszy plus papierowe przyrzeczenie, że pozostałe 50% akcji zostanie kiedyś wykupione, za "jakieś" pieniądze. To papierowa umowa, bo choć próbowaliśmy uzyskać gwarancję w formie jakiegokolwiek zadatku, to dostaliśmy odpowiedź, że Elektrim nie zamierza dawać gwarancji. A umowy cywilnoprawne są ważne, egzekwowalne, z karnymi odsetkami za zwłokę od czerwca 2002 r., kiedy miały być sfinalizowane. Co śmieszniejsze, te umowy mogą być egzekwowane nawet po upadłości PAK-u. W pewnym sensie są gwarancją dla pracownika, że kiedyś wyciągnie pieniądze od Elektrimu - twierdzi.
Jak to było z ofertą
Związkowcy, rozmawiając z nami, wyrażali jednak przekonanie, że sposób, w jaki giełdowa firma zaproponowała nową cenę za akcję PAK-u, można nazwać ofertą publiczną. Według relacji Z. Jachimskiego, przedstawiciele Elektrimu próbowali "podchodzić do nich, jako do sygnatariuszy pakietu socjalnego, aby jakoś dotarli do świadomości akcjonariuszy" z informacją, że Elektrim ma ograniczone możliwości finansowe. - My jesteśmy całe życie za grzeczni i zbyt układni. Złożyliśmy Elektrimowi kompromisową propozycję, w pewnym sensie załatwiając temat i problemy Elektrimu, które miał z niezrealizowanymi umowami cywilnoprawnymi. Zaproponowaliśmy, żeby wykupił na razie połowę pakietu, ale za cenę 242 zł. Jeśli to zostałoby zrealizowane, mieliśmy usiąść do stołu, renegocjować umowę, a także, być może, i cenę kolejnych 50% akcji. Na to potrzeba było ok. 75 mln zł. Czy Elektrim je miał, czy nie - do realizacji tych uzgodnień nie doszło - pytają związkowcy.
- Na spotkaniu z mecenasem Kossakowskim, prawnikiem Elektrimu, siedziało nas pięcioro. Wszyscy byliśmy zarówno akcjonariuszami, jak i przedstawicielami związków zawodowych. I oni teraz chyba się tłumaczą, że tylko nam zaproponowali odkupienie akcji - mówi J. Pokora. - Nie chcieli protokołować, więc my na swoje potrzeby taki protokół napisaliśmy - wtrąca Piotr Rybiński.
W prokuraturze
Protokół ze spotkania związki przesłały Komisji Papierów Wartościowych, która z kolei przekazała dalsze czynności prokuraturze. Zostawiły też plik informacji: umowy cywilnoprawne, korespondencję między poszczególnymi zarządami a związkami. - Byłam przesłuchiwana, mimo że do Warszawy pojechaliśmy we czwórkę. Nie pozwolono nam zeznawać czy składać oświadczenia jednocześnie - opowiada J. Pokora. - Prokurator chciał, żebym oświadczyła, czego oczekujemy od prokuratury. Więc oświadczyłam, że, naszym zdaniem, prokuratura powinna sprawdzić, czy zostało naruszone Prawo o publicznym obrocie papierami wartościowymi, ponieważ oferta była skierowana do ponad 5 tys. akcjonariuszy, nie tylko do nas. - Prokurator spytał, czy była pani na spotkaniu z prawnikiem Elektrimu, reprezentantem pracowników? - próbujemy się dowiedzieć. - Nie, nie pytał.
Do tej pory nie mamy z prokuratury żadnej informacji - zaznacza przewodnicząca (ostatecznie prokuratura umorzyła dochodzenie).
Autorzy czarnego scenariusza, czyli co myślą związkowcy
Kogo Państwo obarczają winą za sytuację ZE PAK - pytamy. - Mi się wydaje, że zarówno inwestora, jak i Skarb Państwo - stwierdza J. Pokora. - Przedstawiciel Skarbu Państwa zasiadający w radzie nadzorczej PAK-u był zobligowany do powołania podzespołu, który miał sprawdzić, jakie zagrożenie dla PAK-u niesie ze sobą wstrzymanie budowy i brak inwestycji oraz wykorzystanie na jej podtrzymanie środków przedsiębiorstwa. Taki zespół powstał, ale w ogóle się nie zebrał - mówi jeden z przewodniczących.
Science fiction?
- Nie jestem Lemem i pewnie cierpliwość tej taśmy się już kończy, ale nie jest tajemnicą, że numer wydłubania PAK-u załatwił Jańczyk (Wojciech Jańczyk był prezesem Elektrimu do wiosny 2003 r. - red.) z Kaczmarkiem (Wiesław Kaczmarek był ministrem skarbu od października 2001 r. do 7 stycznia 2003 r.) - twierdzi rozmówca, który nie chciał, aby jego wypowiedzi pojawiły się pod nazwiskiem. - To za czasów Jańczyka poszła pierwsza pożyczka z Elektrimu do PAK-u, którą mieliśmy oddać po roku. W ciągu tego roku miało się zdarzyć jeszcze wiele innych rzeczy. Kaczmarek z rozbrajającą szczerością w ostatnim swoim słowie wyznał, że wydmuszka PAK-u, czyli to, co zostanie po zajęciu zastawu na Pątnowie II, zostanie wniesiona do Południowego Koncernu Energetycznego. Gdzieś raptem, w którymś projekcie programu rządowego zapisano, że MSP chce wnosić do PKE nie tylko akcje prywatnej już wtedy spółki, ale i kopalnie. Sprawa wyglądała tak, że PKE w ogóle nie był zainteresowany inwestycją w Pątnowie II, bo mają wystarczający kłopot związany ze znalezieniem inwestowania na blok w Łagiszy. Według tego scenariusza, PAK, jako najtańszy producent energii, miał samodzielnie funkcjonować przez kilka lat. Po restrukturyzacji, polegającej na pozostawieniu w przedsiębiorstwie tylko elektrowni, miał połączyć się z PKE. - Po podreperowaniu ekonomii, Skarb Państwa miał wnieść akcje PAK-u do PKE, a wydłubany Pątnów stałby się łupem pana x czy y. Co miałby z tego mieć Elektrim? Udział w PKE. I co im przeszkodziło? Nasze akcje pracownicze - mówi związkowiec.
A jeśli Elektrim
dotrzyma słowa?
- Jeśli dostaniemy kredyty, Pątnów II będzie musiał wykupić od PAK-u faktury - zastrzegają związkowcy. - Żeby państwo nas źle nie zrozumieli. My nie chcemy stać się ponownie spółką Skarbu Państwa. Chcielibyśmy tylko, żeby inwestycja ruszyła, żeby może wprowadzono nowego inwestora - mówi J. Pokora. - Jesteśmy zdeterminowani. Szukamy pomocy u wszystkich. Nie wiemy, co z nami chcą zrobić. Martwimy się o miejsca pracy.
Realia
Pątnów II może z powodzeniem funkcjonować bez ZE PAK. Jak przyznają związkowcy, nowoczesny blok potrzebowałby tylko niewielkiej kopalni węgla brunatnego. Z kolei ZE PAK nie może funkcjonować bez modernizacji. Produkuje tanio i dużo. 13 terawatogodzin rocznie.
W czwartek, 15 kwietnia, związki zawodowe ZE PAK wyszły na ulice Konina. W poniedziałek, 19 kwietnia, zostanie wznowione walne zgromadzenie ZE PAK. Przedmiotem obrad ma być sytuacja przedsiębiorstwa.
Wiceprezes Elektrimu uspokaja
Kredyt na finansowanie Pątnowa II w Zespole Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (ZE PAK) musi być uruchomiony na przełomie czerwca i lipca, by udało się ukończyć w terminie tę inwestycję, powiedział wiceprezes Elektrimu Roman Jarosiński agencji ISB w piątek.
Elektrim chce zapewnić w poniedziałek akcjonariuszy ZE PAK, że zrobi wszystko, by do tego czasu uruchomić finansowanie, co - jak ma nadzieję R. Jarosiński - uspokoi sytuację w ZE PAK i ułatwi rozmowy z bankami.
- Będziemy robić wszystko, by pierwsza transza kredytu była udzielona na przełomie czerwca i lipca, bo ten termin to ostatni moment wznowienia projektu, który pozwoli oddać blok do eksploatacji w lipcu 2006 roku - powiedział ISB R. Jarosiński.
Elektrim od dłuższego czasu deklaruje, że wkrótce powinny zostać sfinalizowane rozmowy z bankami na temat kredytowania Pątnowa II. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) ma 6 czerwca podjąć decyzję o udzieleniu 75 mln euro kredytu, dalsze 300 mln euro ma pochodzić od konsorcjum, w skład którego wchodzą m.in. Bank Pekao, Bank BPH, BRE Bank i WestLB.
W poniedziałek, 19 kwietnia, ma się odbyć przerwane WZA PAK, na którym ma zostać zaprezentowana informacja na temat sytuacji finansowej PAK i sposobu finansowania inwestycji Pątnów II.
- Jeżeli nie będzie żadnych wniosków natury formalnej, to spodziewam się, że grupa akcjonariuszy mniejszościowych zostanie poinformowana i usatysfakcjonowana, co da spółce spokój niezbędny do uzyskania kredytu - powiedział R. Jarosiński.
ISB