Reklama

Energetyczne science fiction

Strach przed właścicielem, nieufność i niepewność co do dalszych losów przedsiębiorstwa, to emocje towarzyszące pracownikom ZE PAK. - Pierwsi poszliśmy szukać pieniędzy na rynku kapitałowym. Zrobiliśmy wyłom w sektorze energetycznym. Teraz wszyscy się z nas nabijają. Chcieliśmy prywatyzacji, to ją mamy - mówią sygnatariusze pakietu socjalnego z 1999 r.

Publikacja: 17.04.2004 09:59

Na bramie Elektrowni Pątnów unosi się szlaban. Wjeżdżamy - Ciągniecie wykup akcji pracowniczych? - pyta jeden z pracowników. "Na oko" zbliża się do wieku emerytalnego. - Też pan się procesuje z Elektrimem? - pytamy. - Nie, ja w drugiej turze. Czekam na wyniki pierwszej. - Są tury? - dziwimy się. - Są. Zobaczę, czy to się uda wygrać, bo mówią, że są duże szanse .

Na teren wjeżdżamy prywatnym autem, ale z przewodnikiem. - To nasz Belveder, ładnie mamy? - pyta. Wskazuje najpierw na biały budynek, w którym mieszczą się biura, a potem na ścianę lasu naprzeciwko wejścia. - Świeże powietrze - mruga porozumiewawczo.

Nie wiadomo, czy żartuje, czy nie. Choć raczej tak, bo w górze unoszą się zwały szarego dymu z pątnowskich kominów. Pracują wszystkie oprócz jednego. Stoi na lewo od eksploatowanych od lat urządzeń. Komin Pątnowa II. To z jego powodu tu jesteśmy.

Komin stanowi część bloku o mocy nadkrytycznej 460 MW, niedokończonej inwestycji, z której w 2002 roku wycofały się banki przyprowadzone tu przez inwestora - giełdowy Elektrim. Od tamtego czasu Elektrim próbuje znaleźć pieniądze na dokończenie budowy.

Belveder z widokiem na las

Reklama
Reklama

"Belveder" albo "bazylika". Tak pracownicy PAK-u nazywają jednopiętrowy, stosunkowo nowy, jasno otynkowany budynek. To siedziba władz spółki. Obok - szefów związków zawodowych. Wędrujemy korytarzami parteru. Czysto, jasno, obrazy na ścianach. Piotr Rybiński, przewodniczący Związku Zawodowego "Solidarność 80", informuje, że "na górze" czeka na nas Krzysztof Wiatrowski, dyrektor biura zarządu ZE PAK. Uzgadniamy, że zaczniemy od rozmowy z nim. Ani prezes, ani pozostali członkowie nie znaleźli dla nas czasu.

Rola dyrektora

- Członkowie zarządu mają inne zajęcia i ich nie przełożyli - odpowiada K. Wiatrowski na nasze pytanie, dlaczego nikt z kierownictwa nie spotka się z nami. Za to on jest do naszej dyspozycji. Ma przestronny gabinet. Za ścianą sekretarki i duży jasny hol w modnych, ciepłych odcieniach żółtego.

K. Wiatrowski początkowo nie chce dać się sfotografować, a rozmowa się nie klei. Oddycha z ulgą dopiero wtedy, gdy zapewniamy, że wypowiedzi będzie mógł autoryzować. Przechodzimy do sedna. Upewniamy się, że nasze informacje o złej kondycji finansowej PAK-u są prawdziwe. Dyrektor cały czas przypomina nam między wierszami, że zarząd, który reprezentuje, nie ma na to żadnego wpływu. Co innego podstawowa działalność PAK-u. Tu wyniki są rekordowe od trzech lat, a ubiegły rok energetyczne przedsiębiorstwo zakończyło 1,8 mld zł przychodów i kilkudziesięcioma milionami złotych zysku.

Jednak te dane nie odzwierciedlają kondycji firmy. Co innego liczby na papierze, a co innego pieniądze. Z 1,8 miliarda złotych, które wpłynęły do spółki w ubiegłym roku z tytułu sprzedaży, nie zostało nic. Od blisko dwóch lat, czyli od chwili, gdy banki wypowiedziały kredytowanie inwestycji w Pątnowie, PAK podtrzymuje ją z własnych środków. Do tej pory wyłożył 47 mln euro. A nie powinien. Dlaczego? O tym opowiedzą nam później związkowcy. Oni mówić mogą.

PAK nie może

Reklama
Reklama

płacić wszystkim

Do niedawna PAK jakoś sobie radził. Wprawdzie zamroził podwyżki i najprawdopodobniej nie będzie nagrody rocznej, ale przedsiębiorstwo nie zalega z płacami, a kredyty obsługuje na bieżąco.

Jednak w lutym, Alstom Power, jeden z podwykonawców inwestycji w Pątnowie II, zażądał swoich pieniędzy. Alstomowi winien jest wprawdzie główny wykonawca inwestycji - Elektrim Megadex - ale PAK gwarantował zapłatę ok. 32 mln euro. Teraz elektrownia musi znaleźć 66 mln zł, inaczej Alstom zajmie konta (jak się później okazało, kosztem innych wierzycieli elektrowni udało się spłacić producenta turbin).Minie lato...

Znalezienie pieniędzy dla podwykonawców i zwrot pożyczki Embudowi to perspektywa krótkoterminowa. Embud to spółka zależna Elektrimu, która pożyczyła PAK-owi 32 mln euro. W czerwcu przypada termin spłaty tej kwoty. Wtedy przyjdzie pora na kolejne zmartwienia zarządu. - Żywotność elektrowni się kończy. Potrzebne są inwestycje w modernizację kotłów i instalację odsiarczania spalin. Jeśli ich nie będzie do 2008 r., zakład będzie można zamknąć - mówi K. Wiatrowski. Ma na myśli głównie Elektrownię Pątnów. Elektrim w umowie prywatyzacyjnej zobowiązał się nie tylko do wybudowania bloku 460 MW w Pątnowie II, ale także do modernizacji pozostałych czterech bloków w Pątnowie I. Początkowo się wywiązywał, potem - gdy sam popadł w kłopoty finansowe - wszystko się skomplikowało.

Tak nie miało być

- Tego nie przewidywała umowa prywatyzacyjna. Zapisano w niej, że PAK nie może zostać w żaden sposób obciążony kosztami realizacji inwestycji, do których zobowiązał się Elektrim - mówi nam jeden z dobrze poinformowanych pracowników. Pokazuje prawną ekspertyzę, przygotowaną przez kancelarię z Wrocławia.

Reklama
Reklama

Związki zawodowe są coraz bardziej rozżalone. I - o dziwo - w sprawie polityki właścicielskiej - występują ramię w ramię. Czego się obawiają?

Koszmary związkowców

Na spotkanie z nami przyszło pięć osób: Jadwiga Pokora, przewodnicząca Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego, Zbigniew Jachimski z NSZZ "Solidarność" Elektrowni Pątnów, Piotr Rybiński z "Solidarności 80", jego zastępca i Piotr Sikora ze Związku Zawodowego Energetyków.

- Nam się wydaje, że inwestor robi wszystko, aby uniemożliwić nam spłacenie pożyczki, udzielonej przez Embud - mówi Jadwia Pokora. - Bo gdybyśmy dostali kredyty, czy mogli skorzystać z kredytu przyznanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska, to może byśmy ją spłacili. A wygląda na to, że oni robią wszystko, żeby zabrać nam udziały w Pątnowie II - martwi się. Związkowcy nie wierzą, że Elektrim zdobędzie obiecane pieniądze.

Zastaw na Pątnowie został zrobiony w sposób przemyślny. Ani w interesie tego zarządu, ani poprzedniego nie jest, żeby umowa kredytowania została zamknięta, bo musiałby zostać zdjęty. Proponowałbym też już nie używać nazwy Elektrim. Wszyscy znamy bajkę o wilku i owcach. Teraz w skórze Elektrimu siedzi Solorz - mówi z przekonaniem jeden z naszych rozmówców, który nie zgodził się podpisać z imienia i nazwiska pod swoimi wypowiedziami.

Reklama
Reklama

Umowa prywatyzacyjna

według związków

- Umowa prywatyzacyjna to - wydaje mi się - wielka książka deklaracji - ocenia J. Pokora. - Tam nie jest napisane, że inwestor jest "zobowiązany". Wprawdzie nie znam na pamięć treści całego dokumentu, ale mówi się w nim tylko, że "inwestor zorganizuje finansowanie inwestycji Pątnowa II", a Skarb Państwa może wyciągnąć konsekwencje wobec inwestora dopiero po upływie terminu oddania do eksploatacji inwestycji. Inwestor ma być po prostu zabezpieczeniem, żeby nam banki udzieliły kredytu. Jednak ostatni sygnał z EBOR-u, który przesunął decyzję na czerwiec, prawdopodobnie wstrzymał decyzje banków komercyjnych. W tej chwili znowu stoimy w miejscu - mówi J. Pokora.

- Może znalazłby się ktoś inny, kto chciałby dokończyć tę budowę. Ale my, jako PAK, zainwestowaliśmy 47 mln euro, żeby inwestycja była kontynuowana. Myśleliśmy, że w międzyczasie dostaniemy kredyty i odbierzemy sobie te pieniądze. Żeby mieć na modernizację urządzeń Pątnowa I, które są już na granicy wytrzymałości - wyrzuca z siebie jednym tchem J. Pokora.

"Tutaj toczy się jakaś gra..."

Reklama
Reklama

- Jeśli ich nie zmodernizujemy, grozi nam wyeliminowanie urządzeń z gry w momencie wejścia do Unii. Obawiamy się, że przejęcie Pątnowa II uniemożliwi nam odzyskanie naszych środków, które chcielibyśmy przeznaczyć na modernizację Pątnowa I. Tutaj toczy się jakaś gra. My tak naprawdę nie wiemy, co chcą z nami zrobić - przekonuje.

Niekończąca się lista zażaleń

- Złożyliśmy w prokuraturze wniosek o wszczęcie postępowania w sprawie realizowania przez Penetratora, na zlecenie Elektrimu, spekulacyjnego wykupu akcji.

Jest to działanie w kierunku zaniżenia wartości majątku firmy, przejęcia za grosze resztówki, a resztówka jest potężna - 50% - twierdzą związkowcy. - Kiedy firma była sprzedawana, wyceniano ją na przeszło 440 milionów dolarów. 88 milionów Elektrim zapłacił za 20%. Nasz pakiet - 15-procentowy - to też była niebagatelna kwota - wyliczają.

Elektrim zobowiązał się w umowie prywatyzacyjnej zapłacić 242 zł za każdą pracowniczą akcję PAK-u. Teraz skupuje je po 133 zł.

Reklama
Reklama

Gdzieś, przy okazji, mówi jeden z przewodniczących, zadbano o to, żeby PAK nie był spółką publiczną i potem na granicy prawa można było wykupić papiery po niższej cenie. Według niego, cena 133 zł to suma dwóch podatków, które musi zapłacić pracownik (dwa lata temu Elektrim zadatkował wykup części papierów i zadatek ten nie był objęty podatkiem), oraz niewielkiej nadwyżki, która "przyciąga do komputera" skupującej akcje Agencji Informacyjnej Penetrator. Wylicza, że sprzedając ok. 60 akcji, pracownik dostaje 7,6 tys. zł, a 3-4 tys. zł oddaje fiskusowi.

- Generalnie w tej chwili chodzi o to, żeby wyciągnąć z rąk ludzi umowy cywilnoprawne i dokonać ich zamiany na parę groszy plus papierowe przyrzeczenie, że pozostałe 50% akcji zostanie kiedyś wykupione, za "jakieś" pieniądze. To papierowa umowa, bo choć próbowaliśmy uzyskać gwarancję w formie jakiegokolwiek zadatku, to dostaliśmy odpowiedź, że Elektrim nie zamierza dawać gwarancji. A umowy cywilnoprawne są ważne, egzekwowalne, z karnymi odsetkami za zwłokę od czerwca 2002 r., kiedy miały być sfinalizowane. Co śmieszniejsze, te umowy mogą być egzekwowane nawet po upadłości PAK-u. W pewnym sensie są gwarancją dla pracownika, że kiedyś wyciągnie pieniądze od Elektrimu - twierdzi.

Jak to było z ofertą

Związkowcy, rozmawiając z nami, wyrażali jednak przekonanie, że sposób, w jaki giełdowa firma zaproponowała nową cenę za akcję PAK-u, można nazwać ofertą publiczną. Według relacji Z. Jachimskiego, przedstawiciele Elektrimu próbowali "podchodzić do nich, jako do sygnatariuszy pakietu socjalnego, aby jakoś dotarli do świadomości akcjonariuszy" z informacją, że Elektrim ma ograniczone możliwości finansowe. - My jesteśmy całe życie za grzeczni i zbyt układni. Złożyliśmy Elektrimowi kompromisową propozycję, w pewnym sensie załatwiając temat i problemy Elektrimu, które miał z niezrealizowanymi umowami cywilnoprawnymi. Zaproponowaliśmy, żeby wykupił na razie połowę pakietu, ale za cenę 242 zł. Jeśli to zostałoby zrealizowane, mieliśmy usiąść do stołu, renegocjować umowę, a także, być może, i cenę kolejnych 50% akcji. Na to potrzeba było ok. 75 mln zł. Czy Elektrim je miał, czy nie - do realizacji tych uzgodnień nie doszło - pytają związkowcy.

- Na spotkaniu z mecenasem Kossakowskim, prawnikiem Elektrimu, siedziało nas pięcioro. Wszyscy byliśmy zarówno akcjonariuszami, jak i przedstawicielami związków zawodowych. I oni teraz chyba się tłumaczą, że tylko nam zaproponowali odkupienie akcji - mówi J. Pokora. - Nie chcieli protokołować, więc my na swoje potrzeby taki protokół napisaliśmy - wtrąca Piotr Rybiński.

W prokuraturze

Protokół ze spotkania związki przesłały Komisji Papierów Wartościowych, która z kolei przekazała dalsze czynności prokuraturze. Zostawiły też plik informacji: umowy cywilnoprawne, korespondencję między poszczególnymi zarządami a związkami. - Byłam przesłuchiwana, mimo że do Warszawy pojechaliśmy we czwórkę. Nie pozwolono nam zeznawać czy składać oświadczenia jednocześnie - opowiada J. Pokora. - Prokurator chciał, żebym oświadczyła, czego oczekujemy od prokuratury. Więc oświadczyłam, że, naszym zdaniem, prokuratura powinna sprawdzić, czy zostało naruszone Prawo o publicznym obrocie papierami wartościowymi, ponieważ oferta była skierowana do ponad 5 tys. akcjonariuszy, nie tylko do nas. - Prokurator spytał, czy była pani na spotkaniu z prawnikiem Elektrimu, reprezentantem pracowników? - próbujemy się dowiedzieć. - Nie, nie pytał.

Do tej pory nie mamy z prokuratury żadnej informacji - zaznacza przewodnicząca (ostatecznie prokuratura umorzyła dochodzenie).

Autorzy czarnego scenariusza, czyli co myślą związkowcy

Kogo Państwo obarczają winą za sytuację ZE PAK - pytamy. - Mi się wydaje, że zarówno inwestora, jak i Skarb Państwo - stwierdza J. Pokora. - Przedstawiciel Skarbu Państwa zasiadający w radzie nadzorczej PAK-u był zobligowany do powołania podzespołu, który miał sprawdzić, jakie zagrożenie dla PAK-u niesie ze sobą wstrzymanie budowy i brak inwestycji oraz wykorzystanie na jej podtrzymanie środków przedsiębiorstwa. Taki zespół powstał, ale w ogóle się nie zebrał - mówi jeden z przewodniczących.

Science fiction?

- Nie jestem Lemem i pewnie cierpliwość tej taśmy się już kończy, ale nie jest tajemnicą, że numer wydłubania PAK-u załatwił Jańczyk (Wojciech Jańczyk był prezesem Elektrimu do wiosny 2003 r. - red.) z Kaczmarkiem (Wiesław Kaczmarek był ministrem skarbu od października 2001 r. do 7 stycznia 2003 r.) - twierdzi rozmówca, który nie chciał, aby jego wypowiedzi pojawiły się pod nazwiskiem. - To za czasów Jańczyka poszła pierwsza pożyczka z Elektrimu do PAK-u, którą mieliśmy oddać po roku. W ciągu tego roku miało się zdarzyć jeszcze wiele innych rzeczy. Kaczmarek z rozbrajającą szczerością w ostatnim swoim słowie wyznał, że wydmuszka PAK-u, czyli to, co zostanie po zajęciu zastawu na Pątnowie II, zostanie wniesiona do Południowego Koncernu Energetycznego. Gdzieś raptem, w którymś projekcie programu rządowego zapisano, że MSP chce wnosić do PKE nie tylko akcje prywatnej już wtedy spółki, ale i kopalnie. Sprawa wyglądała tak, że PKE w ogóle nie był zainteresowany inwestycją w Pątnowie II, bo mają wystarczający kłopot związany ze znalezieniem inwestowania na blok w Łagiszy. Według tego scenariusza, PAK, jako najtańszy producent energii, miał samodzielnie funkcjonować przez kilka lat. Po restrukturyzacji, polegającej na pozostawieniu w przedsiębiorstwie tylko elektrowni, miał połączyć się z PKE. - Po podreperowaniu ekonomii, Skarb Państwa miał wnieść akcje PAK-u do PKE, a wydłubany Pątnów stałby się łupem pana x czy y. Co miałby z tego mieć Elektrim? Udział w PKE. I co im przeszkodziło? Nasze akcje pracownicze - mówi związkowiec.

A jeśli Elektrim

dotrzyma słowa?

- Jeśli dostaniemy kredyty, Pątnów II będzie musiał wykupić od PAK-u faktury - zastrzegają związkowcy. - Żeby państwo nas źle nie zrozumieli. My nie chcemy stać się ponownie spółką Skarbu Państwa. Chcielibyśmy tylko, żeby inwestycja ruszyła, żeby może wprowadzono nowego inwestora - mówi J. Pokora. - Jesteśmy zdeterminowani. Szukamy pomocy u wszystkich. Nie wiemy, co z nami chcą zrobić. Martwimy się o miejsca pracy.

Realia

Pątnów II może z powodzeniem funkcjonować bez ZE PAK. Jak przyznają związkowcy, nowoczesny blok potrzebowałby tylko niewielkiej kopalni węgla brunatnego. Z kolei ZE PAK nie może funkcjonować bez modernizacji. Produkuje tanio i dużo. 13 terawatogodzin rocznie.

W czwartek, 15 kwietnia, związki zawodowe ZE PAK wyszły na ulice Konina. W poniedziałek, 19 kwietnia, zostanie wznowione walne zgromadzenie ZE PAK. Przedmiotem obrad ma być sytuacja przedsiębiorstwa.

Wiceprezes Elektrimu uspokaja

Kredyt na finansowanie Pątnowa II w Zespole Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin (ZE PAK) musi być uruchomiony na przełomie czerwca i lipca, by udało się ukończyć w terminie tę inwestycję, powiedział wiceprezes Elektrimu Roman Jarosiński agencji ISB w piątek.

Elektrim chce zapewnić w poniedziałek akcjonariuszy ZE PAK, że zrobi wszystko, by do tego czasu uruchomić finansowanie, co - jak ma nadzieję R. Jarosiński - uspokoi sytuację w ZE PAK i ułatwi rozmowy z bankami.

- Będziemy robić wszystko, by pierwsza transza kredytu była udzielona na przełomie czerwca i lipca, bo ten termin to ostatni moment wznowienia projektu, który pozwoli oddać blok do eksploatacji w lipcu 2006 roku - powiedział ISB R. Jarosiński.

Elektrim od dłuższego czasu deklaruje, że wkrótce powinny zostać sfinalizowane rozmowy z bankami na temat kredytowania Pątnowa II. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOR) ma 6 czerwca podjąć decyzję o udzieleniu 75 mln euro kredytu, dalsze 300 mln euro ma pochodzić od konsorcjum, w skład którego wchodzą m.in. Bank Pekao, Bank BPH, BRE Bank i WestLB.

W poniedziałek, 19 kwietnia, ma się odbyć przerwane WZA PAK, na którym ma zostać zaprezentowana informacja na temat sytuacji finansowej PAK i sposobu finansowania inwestycji Pątnów II.

- Jeżeli nie będzie żadnych wniosków natury formalnej, to spodziewam się, że grupa akcjonariuszy mniejszościowych zostanie poinformowana i usatysfakcjonowana, co da spółce spokój niezbędny do uzyskania kredytu - powiedział R. Jarosiński.

ISB

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama