"Uchwała WZA może zostać uchylona, gdy następuje pokrzywdzenie któregoś z akcjonariuszy. Przy czym pokrzywdzenie może być następstwem jej realizacji, mimo że sama uchwała nie została podjęta z takim zamiarem". Tak orzekł Sąd Najwyższy, ku zadowoleniu spółki Niva, mniejszościowego akcjonariusza Mostostalu Płock.
Ostra krytyka
Jarosław Chałas, partner zarządzający w kancelarii Chałas i Wspólnicy, przypomina, że zgodnie z postanowieniami kodeksu spółek handlowych, zgromadzenie może w formie uchwały podjętej bezwzględną większością głosów (o ile statut nie przewiduje surowszych warunków) pozostawić w spółce zysk z przeznaczeniem np. na pokrycie strat z roku poprzedniego, inwestycje itp. Jego zdaniem, orzeczenie SN może przynieść więcej złego niż dobrego. - Interes drobnych akcjonariuszy nastawionych na maksymalizację zysku będzie zawsze sprzeczny z długoterminowym interesem spółki - mówi J. Chałas. - Przy takim podejściu, jakie zaprezentowane zostało przez Sąd Najwyższy, każda uchwała WZA skierowana na pozostawienie zysku w spółce naruszy "słuszne interesy" drobnych akcjonariuszy, np. zadłużonych w banku lub będących w potrzebie np. ze względu na zbliżające się uroczystości rodzinne - wskazuje. - To, jak się wydaje, niebezpieczna nadopiekuńczość w stosunku do drobnych inwestorów.
Dwa kroki do tyłu
Skutków orzeczenia w sprawie Mostostal Płock - Niva obawia się również Piotr Szelenbaum z kancelarii Dewey Ballentine. - Dotychczas mogliśmy zaobserwować odchodzenie od przyznawania zbyt dużych uprawnień akcjonariuszom mniejszościowym. To orzeczenie może natomiast uruchomić odwrotny proces, zagrażający głównej zasadzie rynku publicznego, jaką jest swobodny i bezpieczny przepływ kapitału - twierdzi. Kancelaria kilkakrotnie uczestniczyła w sporach między spółką a mniejszościowymi akcjonariuszami, którzy, według Szelenbauma, nierzadko wykorzystywali przysługujące im prawa, aby wymuszać określone działania przedsiębiorstwa.