kwietniu dystrybucję akcji. Powtarzam to nie tylko po mocnej fali spadkowej,
bo wtedy brzmi to jak banał, ale pisałem to też choćby w posesyjnym
komentarzu na samym szczycie 13 kwietnia.
Czego obawiać mogą się fundusze na naszym rynku ? Chciałoby się napisać, że
wysokich cen, ale na tak mało płynnym rynku (w porównaniu do kapitałów
funduszy zagranicznych, a nawet i tylko polskich) cena w krótkim terminie
zaczyna odgrywać mniejszą rolę niż nastroje inwestorów i ilość wolnej
gotówki. Absurdalne Manometry chyba tego najlepszym przykładem. Nie ważne
ile spółka jest warta - ważne, czy jutro/za miesiąc wzrośnie. Największą
obawą funduszy jest teraz oczywiście polska polityka. Absolutnie nie
zamierzam wdawać się tutaj w polityczne felietony, ale tematu uniknąć się
nie da. Mamy nowego premiera, którego większością głosów przyklepać musi
parlament. Pomijając sejmową arytmetykę przejdę od razu do wniosków, że w
mojej ocenie nie ma szans, by kandydatura Belki przeszła w pierwszym
podejściu. Gdybym się pomylił, oznaczałoby to bardzo kosztowne politycznie
przekupienie którejś z partii, albo obietnicę wyborów już w sierpniu (SDPL).
Dla giełdowych nastrojów już chyba lepiej, gdy kandydatura Belki odpadnie w
pierwszym podejściu. Oczywiście to nie koniec spektaklu, bo później Sejm
przedstawia kandydata (ten wariant można z góry skreślić) i w trzecim
podejściu mamy znowu premiera Bów jak wspomniałem ważny jest też kapitał i tutaj decydującą
rolę odgrywają fundusze zagraniczne. Te mają do przełknięcia dwa problemy. P
o pierwsze koniec "gry pod UE", co dla niektórych krajów oznaczało mocną
przecenę. Było to efektem wycofania się funduszy inwestycyjnych, które
szturmowały przez ostatni rok parkiety unijnych "kandydatów" i były główną
siłą napędzającą hossę. Teraz zmienia się trochę statut tych rynków. Dla
nikogo wejście do UE niespodzianką oczywiście nie jest, dlatego 1 maja nic
gwałtownie się nie zmieni, ale dlatego też właśnie w kwietniu widać było
dystrybucję akcji, gdyż część funduszy chciała wyprzedzić taką realizację
zysków. A drugi problem ? To już nieco szersze zagadnienie....
Wiąże się oczywiście z globalnym rynkiem akcji, gdzie w najbliższych
miesiącach przepływ kapitału ustalać będą dwie rzeczy - działania władz w
Chinach, które za wszelką cenę chcą schłodzić gospodarkę, oraz polityka FED
z terminem podwyżki stóp na czele. Związek Polski z Chinami jest oczywiście
znikomy, ale trudno nie zaliczać nas do "emerging markets". A jeśli chiński
balon gospodarczy zostanie faktycznie przekłuty, to zawsze przy takich
kryzysach (choć może to złe słowo) pierwsze pod nóż niedźwiedzi szły rynki
rozwijające się. I nie mówię tutaj jedynie o KGHM, która po bardzo mocnej
przecenie miedzi i srebra (większość obarcza tym jedynie Chiny, ja
przypominam, że wyprzedaż rozpoczęły pominięte przez większość serwisów
słowa Greenspana przestrzegającego przed spekulacyjnymi cenami towarów)
straciła w kwietniu ponad 20%. To dotyczy całego rynku, bo kapitał krążący
po światowych rynkach w przypadku dalszych zawirowań w Chinach szukałby
bezpiecznych lokat, do których GPW zdecydowanie się nie zalicza. Ten temat
jednak na ten tydzień odpada, bo w Chinach będzie święto. Warto jednak
pamiętać o tym w przyszłym tygodniu, bo plotki rozsiewane po rynku mówią, że
chiński bank podniesie stopy procentowe właśnie w przyszłym poświątecznym
tygodniu.
Na razie cała uwaga światowych finansów skupi się na wtorkowym posiedzeniu
FED. Tutaj powinno być bardzo ciekawie, bo dawno nie było tak różnych
oczekiwań co do polityki monetarnej w USA. W jednej z ankiet 23 banków
inwestycyjnych na pytanie o termin podwyżki stóp procentowych rozkład
odpowiedzi jest taki - czerwiec 2 głosy, sierpień 8 głosów, 1 wrzesień,
listopad 2 głosy, grudzień 2 głosy, 8 głosów na I lub II kw. przyszłego
roku. Chodzi oczywiście tylko o termin pierwszej podwyżki. Widać więc
wyraźnie jak różne są oczekiwania największych inwestorów i jak ważny w
związku z tym będzie wtorkowy komunikat z posiedzenia FOMC. Oczywiście nikt
(z 83 ankietowanych dealerów) nie rozważa podwyżki stóp procentowych, ale
równie istotna będzie treść komunikatu. Ciężko o tym pisać, bo jeśli ktoś
nie obserwuje fenomenu wypowiedzi Greenspana od lat, ten nie zawsze
zrozumie, jak silna może być reakcja rynków finansowych na jedno, naprawdę
jedno, słowo Greenspana. Kluczowym słowem w komunikacie będzie słowo
cierpliwość (w podnoszeniu stóp procentowych), zamienione na poprzednich
posiedzeniach z określenia " przez znaczny okres" (stopy pozostaną na
dotychczasowym poziomie). 17 na 23 ankietowanych banków oczekuje zmiany tego
stanowiska, ale mało kto potrafi powiedzieć dokładnie na jakie. Na pewno
zmianie ulegnie ocena ryzyka inflacji i deflacji. Do tej pory Greenspan
ryzyko deflacji oceniał jako "prawie równe" inflacji. Ostatnie dane (patrz
codzienne komentarze) wyraźnie pokazujące napięcia inflacyjne zmuszą FED do
stwierdzenia, że ryzyko to jest "równe" - niby drobnostka, ale w języku FED
oznacza porzucenie deflacyjnych obaw (zawsze pisałem, że przesadzonych - co
sztucznie obniżałm tego były
zeszłotygodniowe wypowiedzi Greenspana mówiącego o tym, że "deflacja nie
jest już problemem"....., "a stopy muszą wzrosnąć w pewnym momencie".
To jak to w końcu będzie ? Greenspan kilkakrotnie mocno zaskakiwał rynki i
tym razem gwarantowane, że to zrobi - po prostu prognozy są diametralnie
różne ;-) Jak już wspomniałem, w samym komunikacie należy wypatrywać słowa
"cierpliwość". Jeśli użyte ono zostanie dla określenia terminu przyszłej
podwyżki stóp procentowych, to dla większości inwestorów stanie się jasne,
że podwyżka będzie dopiero w przyszłym roku, a to byłoby dla rynku prawdziwe
zbawienie. Jakie są powody ku takiej ostrożności FED ? Po pierwsze mamy
(szczególnie ważny politycznie) rok wyborczy, a to jakby nie patrzeć musi
mieć wpływ nawet na niezależną politykę monetarną. Sygnał szybkiej podwyżki
natychmiast przeceniłby giełdowe indeksy i wywołał bardzo silny wzrost
rynkowych stóp procentowych, a o negatywnych tego skutkach pisaliśmy już
wielokrotnie. O tym jak ważny będzie wtorkowy komunikat pokazuje też analiza
techniczna, bo patrząc na kontrakty na 10 letnie obligacje, mamy albo bardzo
silną przecenę (wzrost rentowności), albo odbicie od linii trendu
(późniejsza podwyżka). 10y_note_future.gif Przy okazji takich wykresów
warto zerknąć indeks towarów robiących tak ogromne zamieszanie w tym
tygodniu - Tutaj też, pomimo załamaniu kilku surowców, dopiero testowana
linia trendu wzrostowego CRB.gif Znowu decyzja w rękach FED (poprzez wycenę
eurodolara).
Podsumowując czego należy oczekiwać ? Na pewno zamieszania, a ja oczekuję,
że FED nie pozbędzie się słowa "cierpliwość" i zaskoczy rynek swoim
spokojem, pomimo świetnych danych z rynku pracy i wyraźnych napięć
inflacyjnych. Wtedy inwestorzy zaczną spekulacje, że ochłodzenie Chińskiej
gospodarki i idąca za tym przecena towarów, to oprócz wszelkich negatywnych
czynników, także zmniejszenie presji inflacyjnej. A jeśli chodzi o
bezrobocie, to jeden świetny raport nie może być podstawą, do zmiany
polityki FED. Reakcja rynku byłaby wtedy bardzo pozytywna, choć i jest druga
strona tego medalu - pozytywna, ale krótkotrwała. W piątek mamy kolejny
raport o bezrobociu i po początkowym entuzjazmie inwestorzy zaczną się
obawiać, że skoro FED nie zaostrzył polityki/komunikatu to dane rynku pracy
nie będą znowu takie dobre (prognoza +168k nowych miejsc pracy po marcowym
+308k i rewizjach w górę)
Na koniec rozważań o FED jeszcze jedna ciekawostka - w artykule Wall Street
Journal znalazłem ciekawy raport FED z Atlanty, który w pozostałych
serwisach skrzętnie został pominięty. Przeprowadzona w raporcie analiza
wskazuje, że FED obniżając stopy do rekordowo niskiego poziomu działał na
"fałszywych przesłankach". Zafałszowany miał być i dalej jest poziom
inflacji. Bez tej analizy nie trudno to stwierdzić, bo na amerykańskich
grupach dyskusyjnych pełno jest szyderczych postów na temat "oficjalnego"
poziomu inflacji. Zresztą temat też czasami poruszany jest przez media.
Odczucia konsumentów i ceny niektórych produktów faktycznie zupełnie
pokazują co innego niż rządowe dane (inflacja jest wyższa w rzeczywistości).
Znowu rządowe statystyczne sztuczki ? Nie do końca - po prostu jak to nazywa
FED z Atlanty wyjątkowo nietypowa reakcja konsumentów na niezwykle niskie
stopy procentowe. Miało to bardzo silny wpływ na cenę używanych samochodów i
wynajem domów, a co za tym idzie bazowa inflacja (bez cen żywności i
energii) spadła z 2,8% w listopadzie 2001 do 1,2% w grudniu 2003 r. Efekt
ten wystąpił w skutek zerowego oprocentowania kredytów na nowe samochody,
oraz bardzo niskiego oprocentowania kredytów hipotecznych. Lubujący się w
zadłużaniu Ameryk +2,7%. Oczywiście to jest nic innego jak czyste teoretyzowanie, bo
przecież nikt nie sprawdzi, co stałoby się z gospodarką gdyby stopy były
wyższe. Możliwe, że słabiutka gospodarka przyczyniłaby się do jeszcze
głębszego spadku inflacji. Celem analizy nie było jednak krytykowanie
obniżek stóp, ale pokazanie, że w momencie rozpoczęcia cyklu podwyżek, efekt
ten ulegnie odwróceniu i przyczyni się do bardziej dynamicznego wzrostu
inflacji. Nie wygląda na to, by giełdowe parkiety teraz miały przejmować się
tak odległą (przyszły rok) przyszłością, ale temat inflacji będzie jeszcze
wracać.
Czas już rzucić jakąś prognozą. Postraszyłem trochę na naszym rynku,
zasiałem trochę wątpliwości co do działań FED, a jedyne co chciałem pokazać
to brak szans powtórki schematu na naszym rynku, w której w ciągu dwóch
tygodni wrócimy teraz na nowe szczyty, oraz bardzo ważny moment w USA, gdzie
dominuje niepewność zarówno wyrażana co do działań FED (prognozy banków
diametralnie różne), jak i piątkowego bezrobocia. Zakładając jednak, że
Greenspan nie postraszy rynków szybką podwyżką, prędzej mówiłbym na ten
tydzień o jakimś odreagowaniu. Jego początek oglądaliśmy w piątek i tak jak
pisałem przed zamknięciem - dopiero zachowanie na lukach bessy pozwoli
ocenić, czy jest to tylko kolejny krótki ząbek, czy nieco dłuższy odpoczynek
od spadków. Póki co bliższa jest mi ta druga wersja, z zamknięciem luk
włącznie, choć nie oczekuję teraz, że indeks mógłby powrócić już nawet nie
na ostatnie szczyty, ale nad szczyty z 23 kwietnia, czyli tuż nad 1800 pkt.
To byłaby jedynie korekta przed dalszym spadkiem i pułapka dla techników
(powrót do formacji klina/kanału). Prognozując teraz dalsze odreagowanie
spadków bardzo mocno się pomylę, gdy SP500_dzienny.gif przebije ostatnie
dołki, bo byłoby to jednoznaczne z podwójnym szczytem, docelowym testowaniem
wsparcia na 1015 pkt. oraz zejściem pod bardzo, bardzo ważną średnią 200
sesyjną. Zapowiedź wyższych stóp, a do tego rozczarowanie piątkowym raportem
taki negatywny scenariusz zapewnia
[email protected]