Zarząd Stalexportu uważa, że do pogorszenia płynności finansowej spółki zależnej przyczynił się odwołany w połowie 2002 r. prezes Bogdan Lubczyński, z którym się procesuje. Firma wzięła kredyt na budowę hotelu, a jego działania doprowadziły to tego, że straciła kontrolę nad tą częścią aktywów i została z długiem. Jej zobowiązania wynoszą obecnie około 28 mln zł. Połowę jest winna spółce matce. - Na udziały w Stalexport Wielkopolska oraz przeterminowane należności handlowe oraz gwarancje i poręczenia utworzyliśmy 100% rezerw. To było łącznie blisko 37 mln zł. Nie objęta rezerwami jest jedynie kwota 1,18 mln zł bieżących należności - powiedział Marek Cywiński, dyrektor biura strategii Stalexportu.

Stalexport, jak i nowy zarząd spółki zależnej, złożyli do sądu wnioski o ogłoszenie upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Chcieli, aby firma mogła się oddłużyć i dalej funkcjonować. Niektórzy wierzyciele - w tym były prezes SW, który skupował długi firmy - wnioskowali jednak o upadłość z możliwością likwidacji. I taki właśnie wyrok sąd ogłosił. Z naszych informacji wynika, że kierownictwo Stalexportu Wielkopolska rozważa możliwość zaskarżenia decyzji sądu. - Jeżeli upadłość likwidacyjna zostanie utrzymana, to jako największy wierzyciel mamy prawo do zaspokojenia na majątku. Będziemy robić wszystko, aby pozostać na rynku w Wielkopolsce - podkreśla dyrektor Cywiński.

SW, który od dłuższego czasu miał problemy finansowe nie odgrywał dużego znaczenia w grupie kapitałowej Stalexportu. Udział sprzedaży tej spółki w przychodach skonsolidowanych spadał i w 2003 roku wyniósł 2,2 %.