Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 30.05.2004 22:02

Od razu ostrzegam, że tym razem "Weekendowa..." nie będzie zbyt odkrywcza.

Nie ma sensu powtarzać w kółko tych samych tekstów. Jakiś czas temu

stwierdziłem, że trend wzrostowy dobiegł końca - rozpoczęliśmy spadki w

średnim, a może i długim terminie. Czynniki, które wpłynęły na taki osąd

były szczegółowo opisane w poprzednich tygodniach. Teraz można jedynie

Reklama
Reklama

weryfikować ich skuteczność oraz obserwować czy nie pojawiły jakieś inne,

które mogłyby skłonić do zmiany oceany rynku.

Poza samym rynkiem nie można znaleźć wiele rzeczy wartych opisania. Pisanie

o rozgrywkach politycznych jest już nużące i powoli irytujące. Czytanie o

tym pewnie także. Wystarczy przejrzeć depesze agencyjne i już trzeba walczyć

z torsjami. O tym, że sfera polskiej polityki sięgnęła dna wiemy od dawna. Z

Reklama
Reklama

czasem przekonujemy się, że rodzimi politycy potrafią nas nieustannie

zaskakiwać. Okazuje się, że to co do niedawna wydawało się dnem, wcale nim

nie było. Można spaść jeszcze niżej. Poziom żenady jest tak niski, że już

nawet nie jest śmieszny, lecz porażający. Niestety najgorsze jest to, że nie

zanosi się, by miały w tym względzie zajść jakieś zmiany.

Kolejny tydzień wzajemnego opluwania się polityka kończy "apelem

Reklama
Reklama

zatroskanych o Ojczyznę". Inicjatywa o tyle słuszna, co naiwna. Naprawdę

zastanawiam się, czemu ma ona służyć. Przecież nikt nie sądzi, że taki apel

odniesie jakiś realny skutek. Nazwiska światłych ludzi sygnujących wezwanie

do rozsądku może i robią wrażenie, ale chyba nie na tych, na których

powinny. Obawiam się, że postawione w piśmie postulaty, mimo że słuszne, nie

Reklama
Reklama

znajdą niestety żadnego odzewu. Wszystko pewnie skończy się na tym, że za

jakiś czas autorzy tekstu będą mogli mówić: "A nie mówiłem?". Tylko, że

nadal niczego to nie zmieni. Przecież propozycje zawarte w "apelu" nie są

czymś nowym. Ciągle się o nich mówi. "Rząd fachowców" to marzenie, a raczej

slogan, który pojawia się przy każdym "nowym" składzie Rady Ministrów.

Reklama
Reklama

Zmiana ordynacji wyborczej na większościową? Zmiana Konstytucji? Teraz?

Żyjemy chyba w innych rzeczywistościach.

Takie apele mają może sens, gdy istnieje pojęcie autorytetu, gdy są ludzie,

których się słucha, bo ma się świadomość, że ich sądy są przemyślane i

bezstronne. U nas sytuacja jest przeciwna. Tu każdy zna się na wszystkim

Reklama
Reklama

świetnie, a zwłaszcza na polityce i skokach narciarskich. Więc żadne pismo

"jakiś tam intelektualistów" nie jest w stanie niczego zmienić. Chciałoby

się, by było inaczej, ale nie ma czasu na marzenia. Szansą na zmianę są

wybory (niezależnie kiedy faktycznie się odbędą) i chyba w tym kierunku

powinna iść teraz ofensywa medialna: "Zamiast zrzędzić i biadolić zagłosuj!"

Jesteśmy mistrzami narzekania i ruchów pozorowanych, ale brak nam odwagi by

podejmować decyzje, bo za nimi przychodzi też odpowiedzialność. Wygodniej

jest przecież, gdy za wszystko odpowiedzialni są ONI.

Miało nie być o polityce, a wyszły mi tego trzy akapity. Zajmijmy się więc

czymś innym. O, np. polityka... spokojnie, tym razem pieniężna. Temat stóp

procentowych jest ostatnio tematem przewodnim wszelkich opracowań

ekonomicznych. Dotyczy to zarówno Polski, jak i Stanów. Zresztą tam to już

jest niemal histeria. Każda, najmniejsza zmiana cen jest tłumaczona obawami

o podwyżkę stóp (spadek cen akcji) lub konstatacją, że podwyżka jest już w

cenach (wzrost cen akcji). Tak czy inaczej do decyzji Fed jest jeszcze

trochę czasu, a my mamy za sobą decyzję rodzimej RPP.

Jak oczekiwała większość, stopy pozostały na tym samym poziomie. Nie zostało

zmienione nastawienie. Jednak nie oznacza to, że podwyżki stóp da się

uniknąć. Wręcz przeciwnie. Teraz wprawie czynników

stałych, a ile jednorazowych impulsów, które już się nie powtórzą? Musimy

uzbroić się w cierpliwość.

Jeśli już jesteśmy przy polityce pieniężnej to skupmy na chwilę uwagę na

zmianach wielkości podaży pieniądza. Przypomnę, że był to jeden z głównych

czynników skłaniających do oczekiwania na koniec wzrostów. Teraz w zmianach

ilości pieniądza szukamy sygnałów, które mogłoby wskazywać, że spadek może

się zatrzymać. Dwa tygodnie temu podane zostały wstępne dane za kwiecień. W

ostatniej "Weekendowej..." (przed trzema tygodniami) pisałem, że właśnie

dane kwietniowe mają największą szansę na wygenerowanie sygnału końca

spadków.

Okres świąt oraz wzmożone zakupy "przedunijne" mogły wywołać spory wzrost

podaży. Po publikacji wstępnych danych można stwierdzić, że impuls pieniężny

nie był aż tak duży podaz_pl.gif Są to jednak tylko dane wstępne. Rewizja

może jeszcze trochę namieszać. Przypomnę tylko, że z podobną sytuacją

mieliśmy do czynienia w grudniu, gdy po danych wstępnych wydawało się, że

zmiana podaży pieniądza będzie dla nas istotna. Rewizja jednak była na tyle

duża, że dopiero styczeń przyniósł odpowiednio dużą zmianę. Zatem z

wnioskami musimy się jeszcze wstrzymać. Nie zmienia to jednak faktu, że

nawet jeśli taki impuls pojawi się w kwietniu to można oczekiwać zmian na

rynku akcji dopiero w okolicach lipca. Mamy zatem jeszcze przynajmniej około

miesiąca trendu spadkowego. Oczywiście przy założeniu, że obserwowane w

przeszłości przesunięcie w czasie miedzy zmianą podaży pieniądza, a zmianą

na rynku akcji, nadal będzie wynosić około kwartału.

Po miesiącu spadków mamy dwa tygodnie wzrostu cen. Można sobie zadać pytanie

co jest teraz z trendem oraz który ruch należy uznać za korektę. Obserwując

jedynie zmiany cen można odnieść wrażenie, że mamy nadal trend wzrostowy.

Ostatnia fala spadków zatrzymała się nad poziomem zniesienia 61,8% wzrostów

z przełomu roku 2003 i 2004 zniesienie.gif Można więc wziąć ją za korektę.

Na pierwszy rzut oka nie byłoby w tym błędu. Jest jednak kilka "ale". Na

tyle dużo, by scenariusz utrzymania się trendu wzrostowego uznać za mało

prawdopodobny.

Nasi czytelnicy wiedzą, że pojawiło się szereg ważnych sygnałów, na bazie

których można stwierdzić, że okres wzrostu w dłuższym terminie mamy już za

sobą. Nie będę się powtarzać i po szczegóły odsyłam do poprzednich

"Weekendowych...". Wspomniane wyżej zachowanie podaży pieniądza jest tylko

jednym z kilku czynników.

Spadek cen od połowy kwietnia do połowy maja był dość gwałtowny. Myślę, że

na tyle gwałtowny, by wielu graczy zaskoczyć. Zresztą właśnie ta dynamika

sugeruje zaskoczenie. W ciągu pięciu tygodni niedźwiedziom udało się zbić

ceny kontraktów o prawie 300 pkt. Co ważne działo się to prawie bez większej

korekty. Od dwóch tygodnia taką mamy. Czy można ją nazwać większą? Nie.

Myślę, że na taką przyjdzie jeszcze czas. Trend wzrostowy był zbyt długi był

rynek miał znienacka zmienić nastroje. Nie wszyscy przyjmują, że wzrosty się

już skończyły. Zresztą wcześniejszy trend był na tyle długi i skończył się

(naszym zdaniem) na tyle niedawno, że wypada, by korekta była solidnych

rozmiarów. Tak, można liczyć na spore wzrosty, choć chyba ich dynamika może

nie być aż tak duża. Nie wykluczone, że korekta się nieco przeciągnie.

Perspektywa dla byków jest więc kusząca. Będzie świetna okazja do pozbycia

się trefnego towaru. Czy wzrost trwający od dwóch tygodni to taka korekta?

Nie. Myślę, że przed nami jeszcze co najmniej jedna fala spadków. Wspomniana

duża korekta nadejdzie, gdy rynek już zwątpi w jej pojawienie się. Teraz

jeso poglądu. O ile nadal sądzę,

że ta korekta dość szybko się skończy, to już nie wykluczam, że będziemy

mieli do czynienia ze skutecznym atakiem na lukę. Co spowodowało ta zmianę?

Dość dobra kondycja rynku po czwartkowej końcowej wyprzedaży. W piątek mógł

pojawić się spory spadek i byłby usprawiedliwiony. Tymczasem zakończyliśmy

notowania na przyzwoitym poziomie.

Obecna zwyżka nie jest jeszcze taka duża. Doszliśmy raptem do okolic poziomu

ok. 38,2% wcześniejszych spadków. Jest sporo miejsca na pogłębienie korekty

zniesienie1.gif Zamknięcie luki bessy da sygnał do ataku. Myślę, że warto

będzie obserwować zachowanie podaży po wyjściu nad opór. Walka i duże

zlecenia sprzedaży mogą być czynnikiem sygnalizującym wykorzystanie dobrych

nastrojów do wyprzedania portfeli. W takiej sytuacji możliwe jest nawet

dojście do 1750 pkt. (połowa spadków). Na więcej nie liczę. Potem czeka nas

najprawdopodobniej kolejna fala spadków. Po nastrojach jej towarzyszących

będziemy mogli spróbować określić, czy będzie ona ostatnią w tej fazie.

Jeśli tak, to rynek będzie gotowy do wykonania wzrostu w ramach TEJ

właściwiej korekty. Jej zasięg może ponownie sprowadzić nas w okolice

1750-1800 pkt.

Nie wybiegajmy jednak zanadto w przyszłość. Zwłaszcza, że im dalej tym

ciemniej. Skupmy się na najbliższym tygodniu. Poniedziałek nie powinien być

zbyt porywający za sprawą święta w USA. No chyba, że ktoś będzie chciał

zafundować nam prywatny rajd na lukę bessy. We wtorek może być już ciekawie.

Jeśli nie będzie rajdu w poniedziałek, to jest wielce prawdopodobne, że

będzie on właśnie we wtorek. Jeśli jednak ruszymy już w poniedziałek, to we

wtorek będziemy już w pobliżu poziomu 1750 pkt. Kontrakty.gif Indeks.gif

Wcale nie jest wykluczone, że tydzień zakończymy już pod poziomem

poniedziałkowego początku. Nie chce mi się wierzyć, by rynek zdołał

wykreślić trzecią z rzędu białą świecę na wykresie tygodniowym

FUTUREStyg.gif WIG20tyg.gif Myślę, że w najlepszym (dla byków) razie będzie

to doji z górnym cieniem. Jeśli uważać wskazówki płynące z analizy zmian

podaży pieniądza za wiarygodne, fala spadków i zejście na nowe minima nie

będzie już tak dynamiczne jak miało to miejsce na przełomie kwietnia i maja.

Mamy czas przynajmniej do końca czerwca.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama