świetnie, a zwłaszcza na polityce i skokach narciarskich. Więc żadne pismo
"jakiś tam intelektualistów" nie jest w stanie niczego zmienić. Chciałoby
się, by było inaczej, ale nie ma czasu na marzenia. Szansą na zmianę są
wybory (niezależnie kiedy faktycznie się odbędą) i chyba w tym kierunku
powinna iść teraz ofensywa medialna: "Zamiast zrzędzić i biadolić zagłosuj!"
Jesteśmy mistrzami narzekania i ruchów pozorowanych, ale brak nam odwagi by
podejmować decyzje, bo za nimi przychodzi też odpowiedzialność. Wygodniej
jest przecież, gdy za wszystko odpowiedzialni są ONI.
Miało nie być o polityce, a wyszły mi tego trzy akapity. Zajmijmy się więc
czymś innym. O, np. polityka... spokojnie, tym razem pieniężna. Temat stóp
procentowych jest ostatnio tematem przewodnim wszelkich opracowań
ekonomicznych. Dotyczy to zarówno Polski, jak i Stanów. Zresztą tam to już
jest niemal histeria. Każda, najmniejsza zmiana cen jest tłumaczona obawami
o podwyżkę stóp (spadek cen akcji) lub konstatacją, że podwyżka jest już w
cenach (wzrost cen akcji). Tak czy inaczej do decyzji Fed jest jeszcze
trochę czasu, a my mamy za sobą decyzję rodzimej RPP.
Jak oczekiwała większość, stopy pozostały na tym samym poziomie. Nie zostało
zmienione nastawienie. Jednak nie oznacza to, że podwyżki stóp da się
uniknąć. Wręcz przeciwnie. Teraz wprawie czynników
stałych, a ile jednorazowych impulsów, które już się nie powtórzą? Musimy
uzbroić się w cierpliwość.
Jeśli już jesteśmy przy polityce pieniężnej to skupmy na chwilę uwagę na
zmianach wielkości podaży pieniądza. Przypomnę, że był to jeden z głównych
czynników skłaniających do oczekiwania na koniec wzrostów. Teraz w zmianach
ilości pieniądza szukamy sygnałów, które mogłoby wskazywać, że spadek może
się zatrzymać. Dwa tygodnie temu podane zostały wstępne dane za kwiecień. W
ostatniej "Weekendowej..." (przed trzema tygodniami) pisałem, że właśnie
dane kwietniowe mają największą szansę na wygenerowanie sygnału końca
spadków.
Okres świąt oraz wzmożone zakupy "przedunijne" mogły wywołać spory wzrost
podaży. Po publikacji wstępnych danych można stwierdzić, że impuls pieniężny
nie był aż tak duży podaz_pl.gif Są to jednak tylko dane wstępne. Rewizja
może jeszcze trochę namieszać. Przypomnę tylko, że z podobną sytuacją
mieliśmy do czynienia w grudniu, gdy po danych wstępnych wydawało się, że
zmiana podaży pieniądza będzie dla nas istotna. Rewizja jednak była na tyle
duża, że dopiero styczeń przyniósł odpowiednio dużą zmianę. Zatem z
wnioskami musimy się jeszcze wstrzymać. Nie zmienia to jednak faktu, że
nawet jeśli taki impuls pojawi się w kwietniu to można oczekiwać zmian na
rynku akcji dopiero w okolicach lipca. Mamy zatem jeszcze przynajmniej około
miesiąca trendu spadkowego. Oczywiście przy założeniu, że obserwowane w
przeszłości przesunięcie w czasie miedzy zmianą podaży pieniądza, a zmianą
na rynku akcji, nadal będzie wynosić około kwartału.
Po miesiącu spadków mamy dwa tygodnie wzrostu cen. Można sobie zadać pytanie
co jest teraz z trendem oraz który ruch należy uznać za korektę. Obserwując
jedynie zmiany cen można odnieść wrażenie, że mamy nadal trend wzrostowy.
Ostatnia fala spadków zatrzymała się nad poziomem zniesienia 61,8% wzrostów
z przełomu roku 2003 i 2004 zniesienie.gif Można więc wziąć ją za korektę.
Na pierwszy rzut oka nie byłoby w tym błędu. Jest jednak kilka "ale". Na
tyle dużo, by scenariusz utrzymania się trendu wzrostowego uznać za mało
prawdopodobny.
Nasi czytelnicy wiedzą, że pojawiło się szereg ważnych sygnałów, na bazie
których można stwierdzić, że okres wzrostu w dłuższym terminie mamy już za
sobą. Nie będę się powtarzać i po szczegóły odsyłam do poprzednich
"Weekendowych...". Wspomniane wyżej zachowanie podaży pieniądza jest tylko
jednym z kilku czynników.
Spadek cen od połowy kwietnia do połowy maja był dość gwałtowny. Myślę, że
na tyle gwałtowny, by wielu graczy zaskoczyć. Zresztą właśnie ta dynamika
sugeruje zaskoczenie. W ciągu pięciu tygodni niedźwiedziom udało się zbić
ceny kontraktów o prawie 300 pkt. Co ważne działo się to prawie bez większej
korekty. Od dwóch tygodnia taką mamy. Czy można ją nazwać większą? Nie.
Myślę, że na taką przyjdzie jeszcze czas. Trend wzrostowy był zbyt długi był
rynek miał znienacka zmienić nastroje. Nie wszyscy przyjmują, że wzrosty się
już skończyły. Zresztą wcześniejszy trend był na tyle długi i skończył się
(naszym zdaniem) na tyle niedawno, że wypada, by korekta była solidnych
rozmiarów. Tak, można liczyć na spore wzrosty, choć chyba ich dynamika może
nie być aż tak duża. Nie wykluczone, że korekta się nieco przeciągnie.
Perspektywa dla byków jest więc kusząca. Będzie świetna okazja do pozbycia
się trefnego towaru. Czy wzrost trwający od dwóch tygodni to taka korekta?
Nie. Myślę, że przed nami jeszcze co najmniej jedna fala spadków. Wspomniana
duża korekta nadejdzie, gdy rynek już zwątpi w jej pojawienie się. Teraz
jeso poglądu. O ile nadal sądzę,
że ta korekta dość szybko się skończy, to już nie wykluczam, że będziemy
mieli do czynienia ze skutecznym atakiem na lukę. Co spowodowało ta zmianę?
Dość dobra kondycja rynku po czwartkowej końcowej wyprzedaży. W piątek mógł
pojawić się spory spadek i byłby usprawiedliwiony. Tymczasem zakończyliśmy
notowania na przyzwoitym poziomie.
Obecna zwyżka nie jest jeszcze taka duża. Doszliśmy raptem do okolic poziomu
ok. 38,2% wcześniejszych spadków. Jest sporo miejsca na pogłębienie korekty
zniesienie1.gif Zamknięcie luki bessy da sygnał do ataku. Myślę, że warto
będzie obserwować zachowanie podaży po wyjściu nad opór. Walka i duże
zlecenia sprzedaży mogą być czynnikiem sygnalizującym wykorzystanie dobrych
nastrojów do wyprzedania portfeli. W takiej sytuacji możliwe jest nawet
dojście do 1750 pkt. (połowa spadków). Na więcej nie liczę. Potem czeka nas
najprawdopodobniej kolejna fala spadków. Po nastrojach jej towarzyszących
będziemy mogli spróbować określić, czy będzie ona ostatnią w tej fazie.
Jeśli tak, to rynek będzie gotowy do wykonania wzrostu w ramach TEJ
właściwiej korekty. Jej zasięg może ponownie sprowadzić nas w okolice
1750-1800 pkt.
Nie wybiegajmy jednak zanadto w przyszłość. Zwłaszcza, że im dalej tym
ciemniej. Skupmy się na najbliższym tygodniu. Poniedziałek nie powinien być
zbyt porywający za sprawą święta w USA. No chyba, że ktoś będzie chciał
zafundować nam prywatny rajd na lukę bessy. We wtorek może być już ciekawie.
Jeśli nie będzie rajdu w poniedziałek, to jest wielce prawdopodobne, że
będzie on właśnie we wtorek. Jeśli jednak ruszymy już w poniedziałek, to we
wtorek będziemy już w pobliżu poziomu 1750 pkt. Kontrakty.gif Indeks.gif
Wcale nie jest wykluczone, że tydzień zakończymy już pod poziomem
poniedziałkowego początku. Nie chce mi się wierzyć, by rynek zdołał
wykreślić trzecią z rzędu białą świecę na wykresie tygodniowym
FUTUREStyg.gif WIG20tyg.gif Myślę, że w najlepszym (dla byków) razie będzie
to doji z górnym cieniem. Jeśli uważać wskazówki płynące z analizy zmian
podaży pieniądza za wiarygodne, fala spadków i zejście na nowe minima nie
będzie już tak dynamiczne jak miało to miejsce na przełomie kwietnia i maja.
Mamy czas przynajmniej do końca czerwca.
Kamil Jaros