Projekty uchwał, które doprowadziłyby do wstrzymania prywatyzacji ważnych z punktu widzenia interesów państwa spółek, czyli PKO BP, PZU, BGŻ, PGNiG i KGHM, trafiły do komisji skarbu jeszcze pod koniec kwietnia. Posłowie opozycji zgłosili je w obawie, że resort skarbu, kierowany wówczas przez Zbigniewa Kaniewskiego, doprowadziłby do niekorzystnego rozporządzania narodowym majątkiem. Minister naraził im się swoją chwiejną postawą wobec prywatyzacji grupy energetycznej G-8 i zmianami, jakie przeprowadził w radzie nadzorczej PKN Orlen.
Kukułcze jajo SLD-UP
Minister Kaniewski odszedł razem z rządem Leszka Millera 2 maja br. Projekty uchwał jednak zastały. Posłowie koalicji SLD-UP wsparci przez posłów niezrzeszonych kilkakrotnie byli bliscy ich utrącenia. Przeciwny był również Jacek Socha, nowy minister skarbu, dla którego ich przyjęcie znacznie skomplikowało prywatyzację tych firm i uzyskanie zaplanowanych 8,83 mld zł przychodów na ten rok. Próbował przekonać posłów, że państwo nie wyzbędzie się kontroli nad tymi firmami, a na ich prywatyzacji mogą skorzystać emeryci. Fundusze emerytalne, których są członkami, nie mają bowiem gdzie inwestować swoich aktywów.
Zwycięstwo było naprawdę blisko. Jednak z powodu błędów proceduralnych projekt uchwały (był zlepkiem kilku innych) wrócił do podkomisji. Wczoraj zajęli się nim ostatecznie posłowie z komisji skarbu. Ku zaskoczeniu przeszedł zdecydowaną większością głosów. Za, mimo zastrzeżeń wiceministra skarbu Przemysława Morysiaka, opowiedzieli się również posłowie koalicji SLD-UP, która przecież popiera rząd Marka Belki. Teraz projekt uchwały trafi pod obrady Sejmu. Jeśli parlament go przyjmie, to prywatyzacja tych spółek może się znacznie skomplikować.
Partykularne interesy?