emerytur, opłacania składek ubezpieczeń społecznych). "Wobec niskiego
zaawansowania realizacji Programu stwarza to ryzyko wyższego niż założono
deficytu budżetu państwa i w efekcie deficytu całego sektora finansów
publicznych" - twierdzi rada. "Brak dostatecznie głębokich dostosowań
fiskalnych grozi zahamowaniem wzrostu gospodarczego i takimi reakcjami
rynków finansowych, które miałyby charakter proinflacyjny". Można to
odczytać wyraźnie jako nacisk na rząd, by szybciej wdrażał propozycje
wicepremiera. Problem w tym, że coraz głośniej mówi się już o tym, że plan
Haunsera jest uboższy o kolejne elementy, a możliwe oszczędności topnieją.
Przez jakiś czas były nawet obawy, czy z tego powodu Jerzy Hausner nie poda
się do dymisji. Na razie do tego nie doszło, ale można się domyślać, że jest
gorąco.
Gdy już wiemy jaką decyzję podjęła rada i dlaczego taką podjęła można się
zastanawiać, czy to początek dłuższej serii podwyżek. Następne posiedzenie
RPP odbędzie się 27-28 lipca 2004 roku. Szef NBP, L. Balcerowicz nie
pozostawia co do tego wątpliwości. "Z doświadczeń innych banków centralnych
wynika, że w strategii przeciwdziałania wzrostowi inflacji działania banków
centralnych nie ograniczały się tylko do jednego posunięcia". Mamy więc w
perspektywie kolejne podwyżki. Można się zastanawiać, jak duże i kiedy one
nastąpią. Tu oceny są różne, ale wszyscy są zgodni, że wiele zależy od tego,
jak w najbliższy, że chce ostudzić oczekiwania inflacyjne. Zdecydowanie nie oczekuję,
że w lipcu będzie kolejna podwyżka stóp. Sądzę, że czerwcowy ruch da efekt w
postaci obniżenia oczekiwań inflacyjnych, a czynniki przejściowe
podwyższające inflację będą ustępować". To wypowiedź Jerzega Hausnera. Jego
zdaniem do końca roku stopy wzrosną jeszcze o 25 pkt bazowych.
"Decyzja o podwyższeniu stóp o 50 pkt bazowych świadczy o dostrzeganiu przez
RPP zagrożenia ze strony rosnącej inflacji i jest wstępem do kolejnych
podwyżek, które w 2004 roku mogą jeszcze wynieść około 100 pkt. To właściwy
kierunek, a skala podwyżki, większa niż oczekiwania rynkowe, świadczy o tym,
że RPP dostrzega zagrożenia wynikające z inflacji". To słowa J. Jankowiaka z
BRE. Jego zdaniem inflacja w czerwcu wzrośnie do 4,4 proc. a w lipcu do
około 5 proc., a więc kolejna podwyżka byłaby całkiem uzasadniona, ale
jeszcze nie w lipcu. RPP będzie chciała poczekać na nowe dane. Jak decyzję
"na wyrost" ocenia ostatnie posunięcie RPP Prezes Business Centre Club Marek
Goliszewski. Jego zdaniem, RPP za szybko wzięła się na chłodzenie
gospodarki, a to może przynieść przykre konsekwencje. Nie da się ukryć, że
decyzja jest na wyrost, ale ja nie jestem taki pewien, czy faktycznie jest
ona aż taka zła. Ostatnie dane mogą niepokoić, mimo że impulsy mają
charakter jednorazowy. Chodzi jednak o to, że nastąpiło niedoszacowanie
presji inflacyjnej związanej z wejściem do UE. Procesy, które w miały
zachodzić w miesiącach faktycznie postępują w tygodniach. Rada jest
zaskoczona, ale ta podwyżka nie może być odebrana jako ruch paniczny. Można
podejrzewać, że gdyby taki przebieg wydarzeń był brany pod uwagę wcześniej
to podwyżka o 25 pkt bazowych miałaby miejsce już na poprzednim posiedzeniu.
Teraz mamy już tylko naprawę zaległości.
Wracając jeszcze na chwilę do wypowiedzi M. Goliszewskiego. Jego zdaniem
chłodzenie gospodarki jest przedwczesne. Problem w tym, że w tej chwili
krecią robotę wykonuje tu rząd, a nie RPP. Ostatnio "Rzepa" podała, że jest
bardzo prawdopodobne, iż podwyższone zostaną składki na ubezpieczenie
społeczne dla osób prowadzących indywidualną działalność gospodarczą.
Zdaniem informatora, obciążenia właścicieli firm wzrosną od 25 do 300
procent. Na zmianach stracą nawet bardzo małe firmy. Dziennik uzyskał
informacje, według których wicepremier Hausner chciał - zgodnie z uwagami
organizacji przedsiębiorców - złagodzić tę propozycję. Przeciw temu jest
jednak premier Belka i minister finansów, którzy chcą z tego tytułu uzyskać
dodatkowe dochody do budżetu. Przyznam, że kolejne propozycje M. Belki coraz
bardziej mnie martwią. Ledwo coś się ruszyło, a już ktoś chce łapę położyć
na tych, którzy ten ruch wywołali. To jest jakaś paranoja. Takie posunięcia
uważam za bardziej szkodliwe niż walka rady o niską inflację. Jako
przedsiębiorcy nie uśmiecha mi się płacić kolejne setki złotych tylko
dlatego, że rząd obawia się podjąć trudnych decyzji. Czy dławienie wzrostu
to rozsądny koszt utrzymanie się tego rządu?
Jeśli chodzi o decyzję amerykańskiego komitetu otwartego rynku (FOMC) to tu
niespodzianki nie było. Stopy wzrosły o 25 pkt bazowych, tak jak oczekiwał
tego rynek. Brak zaskoczenia to praktyczny brak większej reakcji. Także i tu
mówi się o początku całego cyklu podwyżek. Ta decyzja wprowadziła jednak
pewną zmianę jakościową. W końcu to, na co czekał rynek już od dłuższego
czasu mamy już za sobą. Decyzja zapadła - stopy wzrosły. Można więc sądzić,
że wracamy do normalności w odczycie danych makro. Postrzeganie
poszczególnych danych przez pryzmat możliwych ruchów na stopach schodzi na
plan drugi przynajmniej na kilka tygodni. Teraz wrau. Wprawdzie były czynniki, o których
zresztą pisaliśmy, które kazały podchodzić z rezerwą do optymistycznych
prognoz, to jednak widać było zaskoczenie na rynku. Dopiero teraz dotrą do
graczy poprzednie publikacje. Słabsze wskaźniki aktywności gospodarczej, czy
rekordowe deficyty w wymianie z zagranicą. Tego nie można ignorować. Trudno
liczyć na wielki optymizm.
Z takimi nastrojami w USA będzie musiał się borykać nasz rynek. Można
przypuszczać, że dla byków będzie to trudny czas. Ostatnie dni pozwalają na
stwierdzenie, że powoli wracamy do trendu spadkowego. W środę zakończył się
kwartał i zakończyło się półrocze. Wyniki z inwestycji zostały obliczone.
Popyt, który był widoczny w drugiej połowie czerwca, w pierwszych dniach
lipca zniknął. Nagle zabrakło wsparcia ze strony kupujących i ceny zaczęły
spadać. Wcześniejsze próby wyjścia ponad poziom szczytu z początku czerwca
nie zdały egzaminu. Tydzień zakończył się mało przyjemnie, wykreśleniem luki
bessy. Na wykresach tygodniowych mamy czarne świece WIG20tyg.gif
FUTUREStyg.gif Wydaje się, że kończą one trwającą od kilku tygodni korektę.
Wskaźniki techniczne oparte na danych tygodniowych nie sygnalizują zmian -
tu cały czas ma przewagę podaż RSItyg_fut.gif ROCtyg_fut.gif CCItyg_fut.gif
MACDtyg_fut.gif
Wskaźniki dzienne jeszcze nie pokazały ponownie sygnałów sprzedaży, ale po
ich wyglądzie można podejrzewać, że to tylko kwestia czasu
RSIdzienny_fut.gif ROCdzienny_fut.gif CCIdzienny_fut.gif MACDdzienny_fut.gif
Czy padną już w poniedziałek. Na to chyba nie można liczyć. Wprawdzie
sytuacja bykom nie sprzyja, ale poniedziałek to nie jest normalna sesja.
Brak notowań w USA każe przypuszczać, że na naszym rynku będziemy mieli
próbę utrzymania piątkowych poziomów cenowych, a może nawet zanegowania
spadku cen. Nie wykluczam, że luka z piątku zostanie zamknięta, ale nie
spodziewałbym się tu rewelacji. Ta sesja będzie miała małą wiarygodność.
Dalsza część tygodnia szykuje się niedźwiedzia. Być może rozpoczynamy ruch,
który sprowadzi nas na nowe minima spadku trwającego od połowy kwietnia.
Dopiero ten spadek może okazać się zakończeniem tej fazy zniżki. Gdy już
większość uwierzy w spadki, będzie miała okazję wykreślić się prawdziwa
korekta spadku.
Kamil Jaros