Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 11.07.2004 13:48

Marek Pryzmont

Nie ma co ukrywać, że zachowanie rynku(ów) powoli zaczyna odbierać ochotę do

pisania o nich. A szczególnie dotyczy to ostatniego tygodnia na GPW. Chyba

nawet najstarsi górale inwestujący na giełdzie nie pamiętają tak

sadystycznej konsolidacji w całym tygodniu Indeks_intra.gif

Reklama
Reklama

Kontrakty_intra.gif Efekt wakacji, wprowadzenia podatku, niemal

zmonopolizowania rynku przez fundusze, przekrętów jak 4 lutego i działań (a

raczej ich braku) choćby GPW z tym związanych, ucieczka na Forex,

ogólnoświatowy trend marazmu ... ??? ..... i długo możnaby tak wymieniać.

Zapewne "wina" wszystkiego po trochu, ale efekt jest fatalny. Najgorsze w

tym wszystkim jest jednak to, że ja dalej nie widzę szansy na jakiś przełom

Reklama
Reklama

i rozpoczęcie dynamicznego trendu. Obym się mylił....

Ale nie będę przecież całą Weekendową narzekać. Dla zdrowia psychicznego po

prostu w większości analizę poświęcę rynkowi amerykańskiemu i nieco

szerszemu spojrzeniu na ten rynek. Wprawdzie część z tych tematów poruszałem

w ciągu tygodnia w gazetowym wydaniu Parkietu, ale po pierwsze nie wszyscy

mieli okazję przeczytać, a po drugie tam też nie było zbyt dużo miejsca na

Reklama
Reklama

szczegółową analizę, więc myślę że nawet gazetowi czytelnicy znajdą coś dla

siebie.

Zacznijmy od "schematów" szczytów w USA i głównego tematu ostatnich

miesięcy, czyli podwyżek stóp procentowych. Powszechnie wiadomo, że

środowisko rosnących stóp procentowych rynkom akcji nie sprzyja. Warto

Reklama
Reklama

jednak przeanalizować, czy negatywny wpływ na rynek akcji wywołuje już samo

rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp, czy też dopiero podniesienie stóp

procentowych do określonego poziomu ? Od razu na wstępie powiem też, że

zgodnie z prognozami większości ekonomistów/analityków/banków inwestycyjnych

przyjmuję założenie, że ostatnia podwyżka stóp procentowych przez FED nie

Reklama
Reklama

była tylko jednorazowym wydarzeniem, ale rozpoczyna nowy cykl zacieśnienia

polityki monetarnej. Przy dalej rekordowo niskich stopach procentowych i

rosnącej presji inflacyjnej o błąd w takim założeniu byłoby bardzo trudno.

Zobaczmy więc na trochę historii. W ostatnich 45 latach dziewięciokrotnie

możemy wyznaczyć początek podwyżek stóp procentowych. Na wykresie początek

Reklama
Reklama

zmiany polityki FED zaznaczyłem gwiazdkami i zgodnie z tym co mówiłem wyżej,

zakładam że gwiazdkę trzeba postawić też teraz Federal_Funds_Rate.gif

Negatywny wpływ na rynek akcji jest niepodważalny. Zawsze podwyżki stóp

wiązały się z przeceną indeksów i oczywiście analogicznie niższe stopy

sprzyjały rynkowi akcji. O tym dlaczego tak jest wielokrotnie już pisałem.

Okazuje się jednak, że szczyt S&P500 zrobiony został niemal zawsze już po(!)

pierwszej podwyżce. Zaskakujące ? Trochę tak, bo przecież inwestorzy na

giełdzie zawsze dyskontują wydarzenia w gospodarce o 6-9 miesięcy.

Oczywiście podwyżki stóp też przekładają się na gospodarkę z dość dużym

poślizgiem, ale i tak należy uznać, że reakcja inwestorów często była trochę

spóźniona. Spośród wspomnianych dziewięciu przypadków, tylko raz, w 1977 r.

szczyt na rynku akcji wyprzedził zacieśnienie polityki monetarnej o miesiąc.

Na wykresie strzałka oznacza szczyt, linia pionowa moment rozpoczęcia

podwyżek stóp SP500_1977.gif Z kolei najdłuższy okres wyczekiwania na górkę

to rok 1967 (16 miesięcy) SP500_1967.gif oraz 1999 r., gdy koniec hossy

internetowej wyznaczony został dopiero po 14 miesiącach. SP500_1999.gif

Wykluczając te skrajne przypadki, można przyjąć, że szczyt na S&P500

wyznaczany był 5-10 miesięcy po rozpoczęciu podwyżek. Przy czym ta druga

wartość dokładnie odpowiada załamaniu (50%) w latach 1973/74 SP500_1972.gif

oraz krachowi z 1987 r. SP500_1986.gif W pozostałych przypadkach zaci stóp wyprzedziły

zrobienie szczytu na S&P500. Co ciekawe, większość (5 na 9) podwyżek stóp

rozpoczęło się tak jak teraz w połowie roku. Kolejne podobieństwo, czy

przypadek ? Ja dla całego schematu prędzej zakładałbym analogiczne

zachowanie rynku. Gdyby tak nie było, byłby to pierwszy przypadek, w którym

rozpoczęcie podwyżek stóp indeks wyprzedził aż o 3 miesiące. Indeks powinien

więc jeszcze zrobić nowy szczyt. Pytanie jednak po co, skoro za 5-10

miesięcy od jego ustanowienia rozpocznie się długi i silny spadek.

Ale dla wszystkich zwolenników rozpoczynania teraz hossy mam małą

przestrogę, także poruszaną w weekendowym wydaniu gazety. W czerwcu

opisywałem gwałtowny skok optymizmu jaki miał miejsce na amerykańskim rynku.

W ankiecie Investor`s Intelligence w ciągu tylko trzech tygodni liczba byków

skoczyła wtedy z 42,4% do 55,7%, a liczba niedźwiedzi spadła z 27,3% do

17,5%. Dla tego (anty)wskaźnika to imponujący powrót giełdowego mocnego

optymizmu. Potwierdziły to teraz ostatnie trzy tygodnie, podczas których Dow

Jones oddał od szczytu (ustanowionego blisko wspomnianej ankiety) spadł

ponad 300 pkt., a Nasdaq stracił setkę. Nie to w tym wszystkim jest jednak

najciekawsze. Stara giełdowa prawda mówi, że do wzrostów potrzebne są jakieś

złe wiadomości. Gdy ich brakuje, na pewnym etapie nie ma już inwestora,

który nie miałby pełnego portfela akcji. Kto ma wtedy kupować ? Tak zwana

"ściana strachu" to nieodłączny element giełdowej hossy. Warto więc zerknąć

co pokazują wskaźniki teraz. Otóż pomimo przeceny amerykańskich indeksów,

poziom optymizmu wyrażany przez Investor`s Intelligence niemal się nie

zmienił. To nie jest normalne, bo podczas spadków część inwestorów z reguły

rzuca biały ręcznik i ich optymizm słabnie, aż w końcu "większość" w ogóle

nie chce mieć akcji. Wtedy jest to sygnał do wzrostów. Można więc

powiedzieć, że tak jak strach jest pożywką dla trendów wzrostowych, tak

utrzymująca się nadzieja sprzyja spadkom. Nie tylko wspomniany wskaźnik

potwierdza utrzymujący się optymizm. Obliczany od 24 lat na podstawie 160

biuletynów inwestycyjnych Hulbert Stock Newsletter Sentiment Index wynosi w

tej chwili 41,9%. Oblicza się go na podstawie deklarowanego przez analityków

zaangażowania w akcje. Podczas czerwcowego szczytu wynosił 37,9%. Widać więc

wyraźnie, że łapanie dołków to nie tylko domena początkujących inwestorów.

Właśnie teraz robią to też zarządzający. Pocieszać się można tylko tym, że

pomimo sporego ryzyka, czasami się to udaje.

Ja bym jednak nie odważył się prognozować teraz nowej fali wzrostowej. Choć

bardzo staram się robić uniki przed prognozami w ostatnich tygodniach (na

większości rynków niskie obroty i często poszczególne sesje bardziej zależą

od prezentowanych wiadomości w mediach niż techniki czy fundamentów), to ze

względu na przedstawione wyżej dwa akapity najbliższy byłby dla mnie

scenariusz spadku indeksów na nowe minima (tak by w końcu ukarać optymizm

zarządzających), a następnie powrót wzrostów i możliwe zrobienie nowych

szczytów (analogicznie do historycznego schematu rozpoczęcia podwyżek stóp).

Za tak spiskową teorią dziejów przemawia jeszcze analogia z ostatnich

miesięcy. Ostatni majowy dołek zakończony został rekordowym (bardziej

pasowałoby - ogromnym, bo były większe) jednodniowym wzrostem.

Przestrzegałem wtedy, że jest to charakterystyczne dla trendów spadkowych.

Rekordowe wzrosty jest to bowiem z reguły "wyciskanie krótkich pozycji".

Dłuższe trendy wzrostowe to wspinaczka po ścianie strachu. Analogiczne

wzrosty miały miejsce w marcu i skończy się nowymi minimami. Nie zdziwiłbym

się, gdyby teraz było podobnie SP500.gif Nasdaq.gif Dow.gif Tym bardziej, że

reakcja na pierwsz reguły

bykom sprzyjały. Ale może trochę wyprzedam ten temat, bo prawdziwy wysyp

publikacji i ocena wyników (reakcji) możliwa będzie dopiero po tym tygodniu.

Jeśli faktycznie indeksy spadłyby w kolejnych tygodniach na nowe minima, to

mielibyśmy małą panikę na rynku. Chodzi o średnią 200 sesyjną, którą już raz

byki dzielnie obroniły SP500_d.gif Na Nasdaq już teraz testowana

Nasdaq_d.gif Ale trzeba też zauważyć, że przecież w maju indeksy zeszły pod

poprzednie dołki (patrz wyżej wykresy intra) i naruszyły średnią. Właśnie

wtedy nastąpiła drastyczna zmiana nastrojów na rynku (pesymizm) i to

umożliwiło rozpoczęcie nowej fali wzrostowej (od wyciskania krótkich).

Podsumowując, najbliższym mi scenariuszem byłby teraz spadek (bardziej

osuwanie) na nowe minima i tam gdy rynek mocno się wystraszy, byki powrócą

na rynek (tylko gdy faktycznie zmienią się nastroje, a nie na przykład

jeszcze zwiększy się optymizm). Ale na koniec jeszcze jedna uwaga, żebym był

dobrze zrozumiany. Nie stawiałbym teraz pieniędzy na spadek indeksu na nowe

minima. Dopiero gdy taki będzie mieć miejsce i będzie się wiązać ze zmianą

nastrojów na rynku na mocny pesymizm, postawiłbym pieniądze na powrót

wzrostów. W tej chwili mimo wszystko zakładać trzeba bujanie się na obecnych

poziomach, bo aż tak wyraźnych sygnałów do obrania kierunku nie ma. Mogą go

dać dopiero zaskakujące wyniki spółek, lub dane makro, których w tym

tygodniu będzie znacznie więcej. O tym jednak już w jutrzejszym porannym.

Teraz przydałoby się coś napisać o naszym rynku. Nie ma mowy - strajkuję. Po

tygodniu marazmu rozruszanego jedynie ogromnym przelewem do OFE ani ja nie

mam ochoty pisać o naszym rynku, ani Państwo nie macie ochoty tego czytać

;-) Trochę szydzę, ale fakty są takie, że powinniśmy poruszać się w rytm

światowych rynków. Co ważne, nie tylko amerykańskich, ale też dość często w

tym tygodniu uwagę zwracał na siebie węgierski BUX, który testował szczyty

hossy. Na razie indeks wybrał najgorszy z możliwych scenariuszy, czyli

odwrót dokładnie na poprzednim szczycie, co oczywiście natychmiast rozbudza

obawy o formację podwójnego szczytu BUX.gif Najpierw jednak przed przebiciem

linii szyi (podwójnego szczytu) niedźwiedzie musiałyby uporać się z

konsolidacją majowo/czerwcową i linią trendu wzrostowego. Mocne wsparcia i

jeśli coś zakładać, co prędzej nowe szczyty hossy.

Z pozostałych wykresów warta wspomnienia jest ROPA.gif która bykom na

światowych indeksach wyrządziła w tym tygodniu bardzo dużo szkód. Ciekawie

zachowuje się też rynek obligacji, gdzie pomimo zmiany serii kontrakty

zatrzymały wzrosty (spadek rentowności) dokładnie na linii trendu

wzrostowego US_10Y_NOTE_FUTURE.gif Z kolei na naszym rynku nadzieję na

zakończenie marazmu daje też indeks cenowy, który w tym tygodniu powinien

zakończyć rzeźbienie trójkąta, choć technicy mogliby też tutaj dodać, że tak

późne wybicie nie będzie żadnym sygnałem Cenowy.gif Żadnych sygnałów także

ja tutaj nie napiszę. Mamy wakacyjny handel na większości światowych rynków,

a GPW w tej stabilizacji jest liderem. Prognozować rynek w tej chwili należy

z dnia na dzień, tym bardziej, że tak naprawdę teraz wszystko zależeć będzie

od wyników amerykańskich spółek i danych makro (także polskich - deficyt,

inflacja, produkcja przemysłowa).

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama