zmiany polityki FED zaznaczyłem gwiazdkami i zgodnie z tym co mówiłem wyżej,
zakładam że gwiazdkę trzeba postawić też teraz Federal_Funds_Rate.gif
Negatywny wpływ na rynek akcji jest niepodważalny. Zawsze podwyżki stóp
wiązały się z przeceną indeksów i oczywiście analogicznie niższe stopy
sprzyjały rynkowi akcji. O tym dlaczego tak jest wielokrotnie już pisałem.
Okazuje się jednak, że szczyt S&P500 zrobiony został niemal zawsze już po(!)
pierwszej podwyżce. Zaskakujące ? Trochę tak, bo przecież inwestorzy na
giełdzie zawsze dyskontują wydarzenia w gospodarce o 6-9 miesięcy.
Oczywiście podwyżki stóp też przekładają się na gospodarkę z dość dużym
poślizgiem, ale i tak należy uznać, że reakcja inwestorów często była trochę
spóźniona. Spośród wspomnianych dziewięciu przypadków, tylko raz, w 1977 r.
szczyt na rynku akcji wyprzedził zacieśnienie polityki monetarnej o miesiąc.
Na wykresie strzałka oznacza szczyt, linia pionowa moment rozpoczęcia
podwyżek stóp SP500_1977.gif Z kolei najdłuższy okres wyczekiwania na górkę
to rok 1967 (16 miesięcy) SP500_1967.gif oraz 1999 r., gdy koniec hossy
internetowej wyznaczony został dopiero po 14 miesiącach. SP500_1999.gif
Wykluczając te skrajne przypadki, można przyjąć, że szczyt na S&P500
wyznaczany był 5-10 miesięcy po rozpoczęciu podwyżek. Przy czym ta druga
wartość dokładnie odpowiada załamaniu (50%) w latach 1973/74 SP500_1972.gif
oraz krachowi z 1987 r. SP500_1986.gif W pozostałych przypadkach zaci stóp wyprzedziły
zrobienie szczytu na S&P500. Co ciekawe, większość (5 na 9) podwyżek stóp
rozpoczęło się tak jak teraz w połowie roku. Kolejne podobieństwo, czy
przypadek ? Ja dla całego schematu prędzej zakładałbym analogiczne
zachowanie rynku. Gdyby tak nie było, byłby to pierwszy przypadek, w którym
rozpoczęcie podwyżek stóp indeks wyprzedził aż o 3 miesiące. Indeks powinien
więc jeszcze zrobić nowy szczyt. Pytanie jednak po co, skoro za 5-10
miesięcy od jego ustanowienia rozpocznie się długi i silny spadek.
Ale dla wszystkich zwolenników rozpoczynania teraz hossy mam małą
przestrogę, także poruszaną w weekendowym wydaniu gazety. W czerwcu
opisywałem gwałtowny skok optymizmu jaki miał miejsce na amerykańskim rynku.
W ankiecie Investor`s Intelligence w ciągu tylko trzech tygodni liczba byków
skoczyła wtedy z 42,4% do 55,7%, a liczba niedźwiedzi spadła z 27,3% do
17,5%. Dla tego (anty)wskaźnika to imponujący powrót giełdowego mocnego
optymizmu. Potwierdziły to teraz ostatnie trzy tygodnie, podczas których Dow
Jones oddał od szczytu (ustanowionego blisko wspomnianej ankiety) spadł
ponad 300 pkt., a Nasdaq stracił setkę. Nie to w tym wszystkim jest jednak
najciekawsze. Stara giełdowa prawda mówi, że do wzrostów potrzebne są jakieś
złe wiadomości. Gdy ich brakuje, na pewnym etapie nie ma już inwestora,
który nie miałby pełnego portfela akcji. Kto ma wtedy kupować ? Tak zwana
"ściana strachu" to nieodłączny element giełdowej hossy. Warto więc zerknąć
co pokazują wskaźniki teraz. Otóż pomimo przeceny amerykańskich indeksów,
poziom optymizmu wyrażany przez Investor`s Intelligence niemal się nie
zmienił. To nie jest normalne, bo podczas spadków część inwestorów z reguły
rzuca biały ręcznik i ich optymizm słabnie, aż w końcu "większość" w ogóle
nie chce mieć akcji. Wtedy jest to sygnał do wzrostów. Można więc
powiedzieć, że tak jak strach jest pożywką dla trendów wzrostowych, tak
utrzymująca się nadzieja sprzyja spadkom. Nie tylko wspomniany wskaźnik
potwierdza utrzymujący się optymizm. Obliczany od 24 lat na podstawie 160
biuletynów inwestycyjnych Hulbert Stock Newsletter Sentiment Index wynosi w
tej chwili 41,9%. Oblicza się go na podstawie deklarowanego przez analityków
zaangażowania w akcje. Podczas czerwcowego szczytu wynosił 37,9%. Widać więc
wyraźnie, że łapanie dołków to nie tylko domena początkujących inwestorów.
Właśnie teraz robią to też zarządzający. Pocieszać się można tylko tym, że
pomimo sporego ryzyka, czasami się to udaje.
Ja bym jednak nie odważył się prognozować teraz nowej fali wzrostowej. Choć
bardzo staram się robić uniki przed prognozami w ostatnich tygodniach (na
większości rynków niskie obroty i często poszczególne sesje bardziej zależą
od prezentowanych wiadomości w mediach niż techniki czy fundamentów), to ze
względu na przedstawione wyżej dwa akapity najbliższy byłby dla mnie
scenariusz spadku indeksów na nowe minima (tak by w końcu ukarać optymizm
zarządzających), a następnie powrót wzrostów i możliwe zrobienie nowych
szczytów (analogicznie do historycznego schematu rozpoczęcia podwyżek stóp).
Za tak spiskową teorią dziejów przemawia jeszcze analogia z ostatnich
miesięcy. Ostatni majowy dołek zakończony został rekordowym (bardziej
pasowałoby - ogromnym, bo były większe) jednodniowym wzrostem.
Przestrzegałem wtedy, że jest to charakterystyczne dla trendów spadkowych.
Rekordowe wzrosty jest to bowiem z reguły "wyciskanie krótkich pozycji".
Dłuższe trendy wzrostowe to wspinaczka po ścianie strachu. Analogiczne
wzrosty miały miejsce w marcu i skończy się nowymi minimami. Nie zdziwiłbym
się, gdyby teraz było podobnie SP500.gif Nasdaq.gif Dow.gif Tym bardziej, że
reakcja na pierwsz reguły
bykom sprzyjały. Ale może trochę wyprzedam ten temat, bo prawdziwy wysyp
publikacji i ocena wyników (reakcji) możliwa będzie dopiero po tym tygodniu.
Jeśli faktycznie indeksy spadłyby w kolejnych tygodniach na nowe minima, to
mielibyśmy małą panikę na rynku. Chodzi o średnią 200 sesyjną, którą już raz
byki dzielnie obroniły SP500_d.gif Na Nasdaq już teraz testowana
Nasdaq_d.gif Ale trzeba też zauważyć, że przecież w maju indeksy zeszły pod
poprzednie dołki (patrz wyżej wykresy intra) i naruszyły średnią. Właśnie
wtedy nastąpiła drastyczna zmiana nastrojów na rynku (pesymizm) i to
umożliwiło rozpoczęcie nowej fali wzrostowej (od wyciskania krótkich).
Podsumowując, najbliższym mi scenariuszem byłby teraz spadek (bardziej
osuwanie) na nowe minima i tam gdy rynek mocno się wystraszy, byki powrócą
na rynek (tylko gdy faktycznie zmienią się nastroje, a nie na przykład
jeszcze zwiększy się optymizm). Ale na koniec jeszcze jedna uwaga, żebym był
dobrze zrozumiany. Nie stawiałbym teraz pieniędzy na spadek indeksu na nowe
minima. Dopiero gdy taki będzie mieć miejsce i będzie się wiązać ze zmianą
nastrojów na rynku na mocny pesymizm, postawiłbym pieniądze na powrót
wzrostów. W tej chwili mimo wszystko zakładać trzeba bujanie się na obecnych
poziomach, bo aż tak wyraźnych sygnałów do obrania kierunku nie ma. Mogą go
dać dopiero zaskakujące wyniki spółek, lub dane makro, których w tym
tygodniu będzie znacznie więcej. O tym jednak już w jutrzejszym porannym.
Teraz przydałoby się coś napisać o naszym rynku. Nie ma mowy - strajkuję. Po
tygodniu marazmu rozruszanego jedynie ogromnym przelewem do OFE ani ja nie
mam ochoty pisać o naszym rynku, ani Państwo nie macie ochoty tego czytać
;-) Trochę szydzę, ale fakty są takie, że powinniśmy poruszać się w rytm
światowych rynków. Co ważne, nie tylko amerykańskich, ale też dość często w
tym tygodniu uwagę zwracał na siebie węgierski BUX, który testował szczyty
hossy. Na razie indeks wybrał najgorszy z możliwych scenariuszy, czyli
odwrót dokładnie na poprzednim szczycie, co oczywiście natychmiast rozbudza
obawy o formację podwójnego szczytu BUX.gif Najpierw jednak przed przebiciem
linii szyi (podwójnego szczytu) niedźwiedzie musiałyby uporać się z
konsolidacją majowo/czerwcową i linią trendu wzrostowego. Mocne wsparcia i
jeśli coś zakładać, co prędzej nowe szczyty hossy.
Z pozostałych wykresów warta wspomnienia jest ROPA.gif która bykom na
światowych indeksach wyrządziła w tym tygodniu bardzo dużo szkód. Ciekawie
zachowuje się też rynek obligacji, gdzie pomimo zmiany serii kontrakty
zatrzymały wzrosty (spadek rentowności) dokładnie na linii trendu
wzrostowego US_10Y_NOTE_FUTURE.gif Z kolei na naszym rynku nadzieję na
zakończenie marazmu daje też indeks cenowy, który w tym tygodniu powinien
zakończyć rzeźbienie trójkąta, choć technicy mogliby też tutaj dodać, że tak
późne wybicie nie będzie żadnym sygnałem Cenowy.gif Żadnych sygnałów także
ja tutaj nie napiszę. Mamy wakacyjny handel na większości światowych rynków,
a GPW w tej stabilizacji jest liderem. Prognozować rynek w tej chwili należy
z dnia na dzień, tym bardziej, że tak naprawdę teraz wszystko zależeć będzie
od wyników amerykańskich spółek i danych makro (także polskich - deficyt,
inflacja, produkcja przemysłowa).
[email protected]