Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 09.08.2004 09:45

Zacznijmy od końca. Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia była oczywiście

piątkowa publikacja raportu o stanie rynku pracy w USA. Tu uwaga skupiała

się na obserwacji zmiany liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym.

Oczekiwania były optymistyczne. Wynikało to głównie z dwóch przyczyn. Po

pierwsze, od jakiegoś czasu gospodarka Stanów Zjednoczonych rozkręca się i

Reklama
Reklama

zaczęło być to w końcu widoczne na rynku pracy. Wcześniej były jedynie

sygnały, które jednak nie znalazły przełożenia na sytuację bezrobotnych, a

wynikało to głównie z wysokiego tempa wzrostu wydajności pracy. Zatem od

kilku miesięcy notowano poprawę i należało oczekiwać, że i kolejne miesiące

będą to potwierdzać. Nie bez znaczenia jest także fakt, że twierdzenia o

"trwałości" obecnego ożywienia pojawiały się również z ust A. Greenspana

Reklama
Reklama

oraz w Beżowej Księdze. Wyglądało na to, że wszystko zmierza w dobrym

kierunku. Drugi powód to dane czerwcowe. Przypomnijmy, że analogiczna

publikacja przyniosła rozczarowujące dane. Skoro jednak wszystko szło

dobrze, a Fed nosił się z zamiarem podwyżek stóp procentowych, to należało

sądzić, że słabszy wynik w czerwcu był jedynie wypadkiem przy pracy i w

lipcu powrócimy do odczytów godnych miana ożywienia gospodarczego. Niektórzy

Reklama
Reklama

nawet oczekiwali, że dane lipcowe będą jeszcze wyższe od oficjalnych

prognoz, gdyż "nadgonią" czerwcową słabość.

Publikacja danych to kubeł zimnej wody dla większości obserwatorów rynku.

Zamiast oficjalnie spodziewanego wzrostu liczby miejsc pracy o 240k (a

bywały i prognozy mówiące o 300k) w lipcu w gospodarce pojawiło się jedynie

Reklama
Reklama

nieco ponad 30k. Nie dość tego. I tak słabszy odczyt za czerwiec został

jeszcze zrewidowany w dół (z 112k na 76k). Tak słabych danych mało kto się

spodziewał, co widać było po zachowaniu rynków. Dolar zleciał na łeb na

szyję. W kilka chwil stracił półtorej figury wobec euro, a po chwili spokoju

oddał kolejne 50 pips.

Reklama
Reklama

Co te dane faktycznie oznaczają i jakie mogą mieć konsekwencje?

Przypomnijmy, że w przyszłym tygodniu zbiera się FOMC. Ma zadecydować o

wysokości stóp procentowych. Do tej pory oczekiwano niemal ze stuprocentową

pewnością, że będziemy mieli do czynienia z podwyżką o 25 pkt bazowych. Czy

te dane zmienią te nastawienie. Nie. W tej chwili Fed jest w pułapce.

Reklama
Reklama

Paradoksalnie nie ma wyjścia i musi podnieść stopy nawet gdyby nie miał na

to ochoty. Spójrzmy na sytuację z nieco dalszej perspektywy. Od dłuższego

czasu wspomina się o szybszym wzroście gospodarczym. Gdy jego efekty

pojawiły się na rynku pracy podjęto decyzję o zacieśnianiu polityki

pieniężnej dając do zrozumienia, że Fed uwierzył w końcu w tym wzrost. To

było jakby oficjalne potwierdzenie. Skoro Greenspan i jego drużyna mówi, że

jest wzrost to znaczy, że jest i jest to wzrost trwały, bo wymaga ruchów w

polityce pieniężnej. Ostatnie dwa miesiące mogą nieco zachwiać tą wiarą.

Podtrzymaniem tezy o wzroście musi więc być oczekiwana podwyżka. Rynek jej

oczekuje, ale po danych jest już świadom, że kolejne mogą nie przyjść tak

szybko, bo z tym wzrostem wcale nie musi być tak dobrze. Czy FOMC może nie

podnieść stóp. Oczywiście, że tak. Problem w tym, jak zostałoby to odebrane.

W normalnych warunkach brak podwyżki, gdy była ona oczekiwana mogłoby pomóc

rynkom akcji, ale chyba nie tym razem. Brak uznanej za niemal pewną podwyżki

można by bowiem odczytać jako sygnał, że sytuacja jest znacznie gorsza niż

wcześniej sądzono. No, przynajmniej nie tak dobra. Brak ruchu stóp mógłby

być odebrany jako próbę ratowania wzrostu przez Fed. Nie ratuje się czegoś,

co jest w rozkwicie.

W tym tygodniu pojawiło się także kilka ciekawych informacji ze spółek. Nie

będę się nad mie się wygrywać strona rządowa. Czy to dobrze? To się okaże.

Najzabawniejsze dla mnie były jednak wypowiedzi dziennikarzy sugerujących,

że przejęcie kontroli nad spółką przez SP to sygnał do kupna dla inwestorów.

SP ma być bowiem gwarantem stabilności i spokoju w spółce. Czego, jak czego,

ale stabilności to SP w żadnej spółce nie wprowadza. Polityka w biznesie to

nie jest połączenie bezpieczne i za takimi układami ciągnie się zwykle

nieprzyjemny smrodek.

Jeśli nie informacjami ze spółek, to czym się zajmiemy? Proponuję -

złotówką. Spójrzmy na aktualny wykres koszyka koszyk.gif Pod koniec maja

nastąpiło wybicie z długo kreślonej formacji klina zwyżkującego. Takie

wybicia są zwykle dynamiczne i dają okazję do sporych zarobków. Przypomnijmy

sobie spadek cen akcji z przełomu kwietnia i maja. Faktycznie, spadek był

dynamiczny. W tym tygodniu sięgnął on jednak dość ważnego poziomu. Okazuje

się bowiem, że jeśli pociągnąć linię równoległą do górnego ograniczenia

wcześniejszego klina to możemy wyznaczyć hipotetyczną linię dolnego

ograniczenia kanału wzrostowego. Także hipotetycznego ma się rozumieć. Jeśli

zachowanie się koszyka faktycznie potwierdzi, że obecne poziomy będą trudne

do sforsowania przez grających na zwyżkę złotówki, to koncepcja kanału może

zyskać poklask. Wygodnym jest, że już obecnie jesteśmy na tym hipotetycznym

poziomie, bo na wynik zmagań nie trzeba będzie zbyt długo czekać. Jeśli

kanał się uprawdopodobni, to będzie można oczekiwać sporego ruchu

osłabiającego złotego względem koszyka. Dojście do okolic połowy wysokości

kanału jest całkiem prawdopodobne.

Po co ja tu piszę o zachowaniu złotego? Przypomnijmy tezę sprzed dwóch

tygodni. Przy wyznaczeniu każdego istotnego dołka na rynku akcji złotówka

się gwałtownie osłabiała. To osłabienie jest zwykle tożsame z ostatnią fazą

spadków na rynku akcji. Dla inwestorów zagranicznych rynek polskich akcji

staje się bardzo szybko atrakcyjny, gdyż traci na wartości zarówno z

wartościach bezwzględnych, ale także za sprawą kursu walutowego. Taka

dynamiczna utrata wartości kusi zagranicę do zaangażowania się na naszym

rynku. Skoro tak, to oczekująca na dołek na rynku akcji musimy poczekać na

falę osłabiającą złotówkę. Jak widać w poprzednim akapicie na razie mamy

tendencję umacniającą, ale jest szansa, że się ona wkrótce skończy.

Zatrzymanie się tendencji ewentualnego osłabienia złotego może być sygnałem,

że zagranica wchodzi na nasz rynek koszyk_pln.gif Jest jeden problem - żeby

tendencja miała się trzymać, najpierw musi się pojawić.

Już w tygodniu, w jednym z komentarzy wspominałem, że obecnie raczej nie

można liczyć, że gracze zagraniczni staną po stronie popytu. Ba, ich

sytuacja raczej skłania do skracania posiadanych na naszym rynku pozycji.

Najlepiej widać to wyznaczając wartość indeksu WIG20 w dolarach. Okazuje

się, że ostatnia konsolidacja na rynku akcji w połączeniu ze wzrostem

wartości złotego daje trend wzrostowy pozycji dolarowych. Zwróćmy uwagę na

kolejny fakt. Obecnie indeks wyrażony w dolarach jest bliski nowym maksom z

czerwca orz jest nad poziomem szczytu z kwietnia wig_usd.gif Inaczej mówiąc

dzięki umocnieniu się złotego gracz zagraniczny sprzedając obecnie polskie

akcje dostaje za nie więcej dolarów, niż gdyby sprzedał w czasie kreślenia

kwietniowego szczytu przez "normalny", złotówkowy indeks. W tej chwili

raczej nie ma powodów do dalszego kupna. Zresztą dobrze widać na wykresie,

że odmienne zachowanie się indeksu standardowego i "dolarowego" skutkowały

sporą zmianą na rynku. Czasem nie potrzeba była różnica w kierunku ruchu,

ale wystarczyła różnica w dynamice zmian.

W tych rozważaniadchodzącym tygodniu (w piątek) podana zostanie wartość podaży

pieniądza w lipcu. Jeśli pojawi się impuls to będzie można oczekiwać, że

rynek wyznaczy dołek wczesną jesienią.

Na koniec rzućmy okiem na wykresy. Tygodniowe nie wyglądają za dobrze.

Konsolidacja i górne cienie nie dają podstaw do optymizmu wśród posiadaczy

długich pozycji WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Cały czas wygląda na to, jakby

rynek powoli tracił grunt pod nogami. Wskaźniki zdają się to potwierdzać.

RSItyg_fut.gif jest w trendzie spadkowym. Porusza się na razie w strefie

wartości neutralnych, ale kierunek trendu sugeruje na razie, że bardziej

prawdopodobny jest spadek w obszar wyprzedania niż wzrost do obszaru

wykupienia. Na wskaźniku ROCtyg_fut.gif mamy potwierdzoną linię trendu

spadkowego. Właśnie nastąpiło od niej odbicie. CCItyg_fut.gif podnosi się w

czasie konsolidacji. To także nie wróży niczego dobrego. By wskaźnik był

wiarygodny, jego ruchu musi być potwierdzony przez ruch cen. Wreszcie

MACDtyg_fut.gif Konsolidacja spowodowała wyhamowanie spadku w okolicy

poziomu zero - brak jasnych wskazań.

Ciekawie wyglądają wykresy dzienne wig20.gif wig20fut.gif Mocne spadki w

środę poprzedniego tygodnia oraz ostatni piątek robią wrażenie. Bykom nie

udało się w tym tygodniu wyjść na trwałe nad poziom maksa wspomnianej środy.

Piątkowy spadek wygląda jak rezygnacja. Popyt będzie miał trudne zadanie, by

wybronić się prze spadkiem cen. Zwłaszcza, że na świecie jest coraz mniej

przyjemnie. RSIdzienny_fut.gif po raz kolejny odbił się od spadkowej linii

trendu. ROCdzienny_fut.gif swoją nową spadkową linię właśnie wyznaczył.

CCIdzienny_fut.gif się miota przy skokach zmienności. Podobnie jak

MACDdzienny_fut.gif Wydaje się, że teraz dla naszego rynku kluczową sprawą

jest obrona dolnego ograniczenia kanału wzrostowego. Popyt nie dawno obronił

się przed sygnałem sprzedaży, ale jak widać za daleko nie uciekł. Czy byki

ponownie znajdą wystarczająco wielu chętnych do wykonania wzrostu cen?

Wątpię.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama