Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 05.09.2004 21:47

Nie milkną echa ostatniej decyzji RPP. Dyskusja na temat zasadności, bądź

jej braku, podjętej decyzji została niejako przedłużona opublikowanym przez

Radę na początku tego tygodnia dokumentem na temat przyszłości inflacji w

Polsce. Jakkolwiek zasadność takich publikacji nie podlega dyskusji, to

jednak sama treść może ją budzić. Dowiadujemy się zatem o wysokiej wartości

Reklama
Reklama

inflacji w końcu roku oraz latach przyszłych. Szybko jednak nasze obawy są

gaszone przez przedstawicieli NBP, że ta projekcja powstała przy założeniu

braku ruchów ze strony RPP. Do projekcji wzięto dane w lipca oraz, co ważne,

nie uwzględniono ostatniej podwyżki stóp procentowych. Można więc

domniemywać, że w chwil obecnej projekcja wygląda już zupełnie inaczej. Co

zatem nam daje ta publikacja? Same wartości tu chyba mniej ważne, jak

Reklama
Reklama

prognozowane tendencje. Nasilające się napięcia na wzrost cen szybko nie

ustąpią, a zatem można domniemywać, że ostatnia podwyżka nie była ostatnią w

całym cyklu. Należy się liczyć, że będą kolejne. Potwierdzają to zresztą

niektórzy członkowie rady, którzy naturalnie nie są w stanie zachować

milczenia i obsypują nas swoimi złotymi myślami.

Cieszy jedno. Mamy w końcu jakąś ciekawą dyskusje na w miarę znośnym

Reklama
Reklama

poziomie. Oczywiście jak zawsze są wyjątki, jak choćby wypowiedzi LPR.

Partia ta ustami jakże fachowego i uznanego w świecie finansów Marka

Kotlinowskiego dokonała druzgocącej krytyki ostatniej decyzji o podwyżce

stóp procentowych. "Jest to działanie nieprzemyślane, szkodzące polskiej

gospodarce i polskim rodzinom". Zwłaszcza tym z ligi? Uważa on, że decyzja

Reklama
Reklama

RPP i prezesa Rady Leszka Balcerowicza "jest podyktowana wyłącznie tym, by

spełniać warunki przystąpienia Polski do strefy euro." Jak wiadomo taki cel

jest w sam sobie naganny. W końcu ma to doprowadzić do likwidacji złotówki

jednego z głównych symboli polskości. Inny wielce zasłużony ekspert LPR, Pan

Janusz Szewczak podwyżki mają "przykryć niekompetencję i nietrafność prognoz

Reklama
Reklama

ze strony RPP". Jeśli już to właśnie te podwyżki są tych błędów

konsekwencją. Przecież nikt nie kryje, że szacunki napięć inflacyjnych były

zaniżone. "Taka polityka jest szkodliwa i niezgodna z polską racją stanu", a

o tej politycy LPR wiedzą przecież najlepiej.

Jak już jesteśmy przy interesujących wypowiedziach. Warto zwrócić uwagę na

Reklama
Reklama

fakt, że ostatnio pojawiło się dużo ciekawych kwiatków padających z ust

naszej klasy politycznej. Widać wakacje dały czas na przemyślenia i teraz

nasi politycy po prostu pękają w szwach z ilości propozycji, które wylatują

niczym lawa w czasie erupcji wulkanu. LPR (przepraszam, że znowu) zgłasza

wniosek o odwołanie Premiera, który wiadomo i tak, że nie przejdzie. R.

Giertych odwołuje się do wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli lewicy,

że rząd jest niezbędny do przygotowania ustawy zdrowotnej. A skoro te już

jest to może teraz ustąpić. Giertych trzyma za słowo lewicę. Taki duży, a

taki naiwny. Oczywiście, gdy padają takie ciężkie teksty to wypowiedzieć

musi się już każdy i to na dowolny temat. W końcu nie można dopuścić, by

ktoś inny miał najlepsze pomysły. Od razy do boju ruszyła Samoobrona z

propozycją wprowadzenia nowej stawki podatkowej dla najlepiej zarabiających

w wysokości 50%. Kto ma chęć oddać połowę swojego dochodu fiskusowi?

Oczywiście nikt, ale przecież nie ma to dotyczyć NAS, ale ICH. Propozycję

przedstawił, ma się rozumieć, szef partii A. Lepper. Miało to chyba podnieść

rangę temu wydarzeniu. Coś na kształt wyjazdu Millera na wózku do Brukseli.

Wiemy przecież, że przewodniczący jest obecnie obłożnie chory, co niestety

uniemożliwia mu stawiać się w sądzie. Jest tak bardzo chory, że nawet

zwolnieniem lekarskich posługuje j, gdy powoli zbliża się okres targów o budżet.

Teraz każda partia czy stronnictwo wypluwa swoje pomysły na ten temat. Na

razie mamy głównie propozycje Janosikowe, czyli zabierz bogatemu, a biedni

niech się cieszą, że się im nie zabiera więcej. Wprawdzie jak się zabierze

bogatemu to biednemu i tak będzie wszystko jedno, bo nie będzie z czego

zabierać, ale może biedny tego nie zauważy i odda głos na Janosika, albo

Janika. Ten ostatni właśnie w tym tygodniu przedstawił propozycję SLD, by

płacącym podatki wg stawki 40% odebrać prawo doliczenia kwoty wolnej od

podatku, a od zarabiających do poziomu płacy minimalnej nie pobierać

podatku.

Przyznam, że ze zdziwieniem obserwuję pewną niemal stałą paradoksalną

zależność, która ma miejsce przy określaniu wysokości podatków. W przypadku

podatków pośrednich obniżka podatków ma pomóc uprzywilejowanej grupie. Niski

vat na mieszkania miał pomóc budownictwu. Niski vat na książki ma pomóc we

wzroście czytelnictwa. Tymczasem nic takiego się nie obserwuje. Wyjątkiem

jest obniżka akcyzy na alkohol, ale wszyscy wiemy, że to tylko wyjątek

potwierdzający regułę (można nie budować, ale pić trzeba). W przypadku

podatków od dochodów osobistych także chce się pomóc tym, którym podatek się

obniża. No, ale przychody budżetowe muszą być porównywalne, więc podwyższa

się podatki innym. Która grupa podatników jest odpowiedzialna za wzrost

gospodarczy? Dzięki którym podatnikom powstają nowe pomysły i którzy

podatnicy decydują się ryzykować własne pieniądze, by te pomysły realizować?

Czy to nie ich należałoby chronić? W końcu to sól ziemi. To ich

przedsiębiorczość sprawia, że powoli, ale jednak pchamy się do przodu.

Problem w tym, że ci podatnicy zwykle zarabiają dużo. To nic, że ten zarobek

to wynik podejmowanego ryzyka. To po prostu nie jest "społecznie

sprawiedliwe", by zarabiał on więcej od osoby, która nie ryzykuje. Znana

wszystkim zależność ryzyko/zysk tu jakoś traci na ostrości. Prawa ekonomii

zaczynają się łamać. Patrząc logicznie na zyski społeczeństwa to należałoby

pomagać tym przedsiębiorczym. Tylko czym miałoby się to przejawiać?

Degresywną skalą podatkową? Nikt na to nie pójdzie, a zresztą są ku temu

argumenty podobne do poprzednich. Wtedy też zależność ryzyko/zysk byłoby

zachwiane. Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby nie pomagać nikomu.

Niech przedsiębiorczy realizują swoje projekty i niech te projekty odnoszą

sukces. Wtedy i ci mniej przedsiębiorczy z awersją do ryzyka znajdą zajęcie

i dochód i nie trzeba będzie im sztucznie pomagać w postaci obniżenia

podatków. Człowiekowi potrzebny jest dochód i perspektywa, że jeśli się

wysili zarobi więcej, a nie prezenty za strach przed ryzykiem.

"Gdybym był dyktatorem, [...] zmieniłbym system podatkowy na taki, który

motywuje do efektywnego gospodarowania, a od strony wydatków powiedziałbym:

wszyscy zaciskamy pasa". Kto to powiedział? Obecny minfin. Tak naprawdę nie

potrzeba do tego dyktatury, ale zdaję sobie sprawę, że Gronicki chce sobie

odpuścić targi polityczne. Szybko dodaje: "No, ale jest to oczywista utopia,

gdy mamy skonstruowaną władzę polityczną, jak mamy". Świadomość tego jest z

pewnością bolesna. Niestety jest on ministrem w rządzie lewicy, a partia,

która ten rząd oficjalnie firmuje ma zupełnie inne plany.

SLD ma wizje. Tak powiedział K. Janik. Może więc faktycznie z tym skrótem

jest coś nie tak? "Mamy taką wizję (a nie mówiłem? - KJ): wszyscy, którzy

mają świadczenie lub wynagrodzenie niższe od płacy minimalnej, czyli 824 zł

miesięcznie, dostaną zwolnienie od podatku. Będzie ono równe kwocie

otrzymywanego świadczenia lub wynagrodzenia". Powstanie ubytek kilku

miliardów złosztów budżetowych tej propozycji pracują obecnie resorty

gospodarki i finansów.". Pewnie oddelegowali do tego jakiegoś praktykanta,

bo jak dowiadujemy się od Oleksego, że te rozwiązania "nie dadzą się"

zbilansować. Pomysł powstał "po to, żeby był jakiś ruch, który ma być

przynajmniej sygnałem, że ci ludzie najbiedniejsi nie są pozostawienia samym

sobie w tej biedzie". Jestem pod wrażeniem rozbrajającej szczerości

Oleksego. Oczywiście chodziło tu też o wbicie Janikowi szpili. Trwa bowiem

już walka o szefostwo w SLD. Fakt pozostaje faktem. Mamy do czynienia z

ruchami pozorowanymi. Niestety można się obawiać, że to dopiero początek, a

apogeum nadejdzie w czasie debaty nad budżetem. Wtedy Gronicki zostanie

całkiem sam. Bliskość wyborów będzie tylko nakręcać spiralę.

Kontrakcję przygotowała Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych i Rada

Przedsiębiorczości. "Pracują one nad projektem nowych stawek podatkowych dla

osób fizycznych. Miałyby one w zależności od dochodów wynieść 15 i 20 proc.,

przy jednoczesnej likwidacji wszelkich ulg" (PAP). Do akcji wkroczył też

BCC. Zdaniem Goliszewskiego "Proste wyliczenia pokazują, że realizacją

pomysłu odebrania z drugiej i trzeciej grupy podatkowej kwoty wolnej od

opodatkowania można pomóc realnie nie trzem milionom ludzi, o których mówi

ten projekt, ale jednemu milionowi, i to pomóc dając 100 zł rocznie. To co

to jest za pomoc?" Przypomnę też, że cały czas wisi w powietrzu projekt 3x15

(PO). Tylko komu się to ma spodobać? Tuż przed wyborami lewica nie zdecyduje

się na takie kroki. Po pierwsze dlatego, że to nie przysparza głosów, a po

drugie wszyscy wiedzą, że to może pomóc budżetowi, a więc nowej ekipie. Tak

właśnie wygląda walka po polską rację stanu.

Trochę pobiadoliłem. Przejdźmy więc do wykresów. Na tygodniowym kolejna

biała świeca WIG20tyg.gif FUTUREStyg.gif Trzecia z rzędu więc nie dziwne,

że odcisnęło się to także na obrazie wskaźników. Czy będę skakał z zachwytu?

Nie. W mojej ocenie, w średnim terminie nie wiele się zmieniło. Nadal

uważam, że to nie jest rynek byka. Już nie. Z wypowiedzi kilku

przedstawicieli instytucji finansowych można dojść do wniosku, że uważają

oni ostanie wzrosty jako kontynuację trendu trwającego od dwóch lat. Moim

zdaniem tamten trend jest już przeszłością. Kreśląc szczyt w kwietniu

rozpoczęliśmy nowy, o kierunku południowym. Od czterech miesięcy trwa

korekta spadku z przełomu kwietni i maja. Kwestia otwarta, to ile będzie to

jeszcze trwało. Było blisko do wybicia, ale podaż nie zaatakowała. Popyt

podniósł ceny do górnej granicy dotychczasowej konsolidacji. Przez cały

ubiegły tydzień ktoś próbował wybić rynek nad opór i za każdym razem się to

nie udawało. W najważniejszym momencie brakowało kupujących. Z pewnością nie

jest to oznaka siły, ale trzeba też przyznać, że mimo tej widocznej słabości

popytu podaż jakoś nie jest skora do ataku. Właśnie taki atak były

przypieczętowaniem tych nieskutecznych ataków popytu.

Spójrzmy na wykres dzienny kontraktów wig20fut.gif , a dokładnie dwa

ostatnie tygodnie. Od razu rzucają się w oczy dwie spore świece z ubiegłego

tygodnia. Po nich następuje seria mniejszych świec, ale nie ma wyraźnego

wybicia nad szczyty wcześniej wspomnianych dwóch. Wydaje się, że opór

sprawia kupującym kłopot. Podobny układ świec miał miejsce w końcówce

grudnia 2003 r. Już wydawało się, że podaż wygrywa i nagle przyszły dwa dni,

które rozwiały wątpliwości. Obrót nie był wielki, ale ruch cen spory. Nie

piszę tego dlatego, bo teraz oczekuję tego samego. Nadal wątpię, by popyt

miał szansę w średnim terminie, ale najbliższe sesje, przyznam są dla mnie

zagadką. Nie wykluczam, że może i tym razem ny z ofertą PKO BP, targami budżetowymi. Szykują się kolejne

oferty publiczne, które mają mieć miejsce jeszcze w tym roku. W tym tygodniu

mówiło się o rosnącym zaangażowaniu inwestorów zagranicznych. Przyznam, że

takie stawianie sprawy w ogóle do mnie nie przemawia. Rzućmy okiem na wykres

indeksu denominowanego w dolarach wig20_usd.gif Jak widać bije on nowe

rekordy. Czy to jest sytuacja dogodna do zajmowania długich pozycji? Według

mnie bardziej to wygląda na świetną okazję do "opuszczenia okrętu". Ze

strony inwestorów zagranicznych zamiast popytu oczekiwałbym raczej podaży.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama