tego doszedł napływ zagranicznego kapitału, który sfinansował patologiczne
amerykańskie deficyty (zabawne były piątkowe komentarze, o poprawiającym się
deficycie handlowym, który zmniejszył się z rekordowych poziomów
Deficyt.gif ). Ta kroplówka wywołała w USA silne odreagowanie i wzrost PKB,
ale podatków obniżać w nieskończoność się nie da, a polityka monetarna
działać będzie teraz w drugą stronę. By mówić teraz o "właściwym torze"
ciężar wzrostu gospodarczego przejąć muszą na siebie sami konsumenci. I to
jest właśnie główny mankament obecnej sytuacji.
Pomimo silnego ożywienia w ostatnich 32 miesiącach od zakończenia recesji w
2001 r. realne pensje (uwzględniając inflację) wzrosły tylko o 2,2%.
Porównując to do sześciu ostatnich cykli koniunkturalnych, wychodzeniu z
recesji średnio towarzyszył wzrost dochodów do 10,6%. O tym jak ważny jest
to wskaźnik nie trzeba chyba nikogo przekonywać. Skoro 2/3 amerykańskiego
wzrostu gospodarczego opiera się na wydatkach konsumentów, to jeśli ich
dochody nie rosną i kończy się stymulacja ze strony polityki fiskalnej i
monetarnej, to gospodarka zaczyna mieć kłopoty. Dla zobrazowania tego warto
zobaczyć wykres dochodów rozporządzalnych, które jeśli miałyby rosnąć
jedynie na poziomie średniej z poprzednich cykli koniunkturalnych (a
przecież ostatnie ożywienie było tak silne), to w tej chwili Amerykanie w
swoich kieszeniach mieliby na wydatki dodatkowe 339 mld dolarółużę się tutaj pokazywanym już kiedyś nieswoim wykresem, który
pokazuje procentową zmianę liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym
(nonfarm payrolls) po zakończeniu recesji. Górna przerywana linia to średnia
z okresów po recesji w latach 1954-90, środkowa to 1991-94 a ciągła linia na
samym dole pokazuje obecną sytuację. Wykres2.gif Zamiast wzrostu liczby
miejsc pracy o 7,9% mamy po ostatnich dobrych danych jedynie +0,4%. Jeśli te
procenty odnieść do liczby miejsc pracy, to obecnie "brakuje" w
amerykańskiej gospodarce aż 8,2 mln miejsc pracy. Czy to jest "właściwy tor"
, który umożliwi trwały silny wzrost gospodarczy ? Oczywiście niektórzy
powiedzą, że stopa bezrobocia jest i tak bardzo niska. Ale powtórzę to co
zawsze przypominam przy publikacji tych danych - na stopę bezrobocia mało
kto już patrzy. Dla wszystkich jest oczywiste, że dzięki zmianom w
metodologii jej obliczania stopa bezrobocia jest znacznie niżej niż być
powinna. Przy tej okazji wrzucę wykres pokazujący dywergencję między
indeksem obrazującym ilość ogłoszeń o pracę, a stopą bezrobocia. Oczywistym
jest, że gdy ten pierwszy rośnie (więcej ogłoszeń) przybywa miejsc pracy i
stopa bezrobocia spada (uwaga, na wykresie odwrócona skala). A co jest gdy
indeks ogłoszeń spada ? Ogloszenia.gif W USA stopa bezrobocia też spada
(sic). Ale to proszę mimo wszystko traktować jedynie jako ciekawostkę, bo
część analityków dyskredytuje te dane, mając po części rację, gdyż trochę
zmieniły się w ostatnich latach sposoby poszukiwania pracowników (Internet
etc.)
O tym, że z wydatkami konsumentów nie jest najlepiej powinny pokazać też
dane w najbliższy wtorek. Inwestorzy poznają sprzedaż detaliczną w sierpniu
i choć prognozy są bardzo pesymistyczne (spadek -0,1%, bez samochodów 0,2%)
to nie zdziwiłbym się, gdyby było jeszcze większe rozczarowanie. Drugi w
roku najlepszy okres dla detalistów (poza Bożym Narodzeniem), czyli "powrót
do szkoły", okazał się rozczarowujący i wyniki sprzedaży są poniżej prognoz.
Do tego podane w czwartek zapasy hurtowników wzrosły aż o +1,3% przy
prognozach +0,6%. Stosunek zapasów do sprzedaży wzrósł piąty miesiąc z rzędu
(1,16). W przypadku samochodów nie pomogły nawet ostatnie decyzje o
zwiększeniu sprzedaży w Chinach. Koncerny samochodowe ze względu na coraz
niższy popyt konsumentów (nawet przy korzystnych warunkach kredytowych)
obniżają prognozy sprzedaży i produkcji, a samo to ma rzekomo zabrać aż 0,5%
ze wzrostu PKB w 2004 r.
Miejsca nie starczy by wymieniać pozostałe argumenty, ale wszystko to
przemawia za słusznością tezy Roach`a, że ożywienie gospodarcze,
pogłębiające strukturalną nierównowagę w amerykańskiej gospodarce, jest
bardzo kruche i może się w każdym momencie szybko załamać. Przed dwoma laty
w Wyborczej "Ekonomiczna Rada Czterech", choć pisząc co prawda o polskiej
gospodarce, napisała tak - "...podstawowa nierównowaga strukturalna
(długookresowa) polega na niedostatku oszczędności krajowych (jak w USA -
MP) w stosunku do inwestycji niezbędnych dla utrzymania relatywnie
wysokiego stabilnego tempa wzrostu. Każde przyspieszenie tempa wzrostu
poprzez zbyt gwałtowny (jak w USA - MP) wzrost popytu finalnego
(pozabudżetowa ekspansja fiskalna i monetarna), to jest poprzez taki wzrost,
który nie jest poparty wzrostem oszczędności krajowych i zmianami
strukturalnymi (jak w USA - MP), bardzo szybko doprowadzić może do zjawisk
proinflacyjnych i/lub wzrostu importu oraz pogłębienia się deficytu obrotów
bieżących bilansu płatniczego ponad bezpieczną granicę (wszystkie trzy
zagrożenia w USA są aktualne - MP). Załamanie nastąpić może bardzo szybko,
trwała poprawa jest zawsze powolna."
W straszeniu nietrwnieruchomości. Dwa czynniki, które mogłyby najszybciej to spowodować, to
albo dalsze silne podwyżki stóp procentowych, albo dalszy mocny wzrost cen
ropy. Raport jest skrajnie pesymistyczny, więc unikając kontrowersji nie
zamierzam go tu przytaczać, ale warto wiedzieć, że ta sama grupa ekonomistów
z dużym wyprzedzeniem przewidziała spowolnienie gospodarcze w ostatnich
latach i bynajmniej nie cechuje ich permanentny pesymizm.
Za to permanentny optymizm prezentuje rynek opcji i powiem szczerze, że w
obliczu 11 września trochę tym faktem się zdziwiłem. Tym bardziej, że na
kontraktach fundusze (w USA podawane są statystyki pokazujące jakie podmioty
otwierają pozycję w kontraktach - czy są to instytucjonalni czy indywidualni
inwestorzy) przed sobotnią rocznicą wyraźnie zabezpieczały część pozycji.
Ale chyba bardziej wynika to z faktu, że wskaźnik, który zaraz pokaże
bardziej odnosi się do długoterminowego spojrzenia na rynek. A o co chodzi ?
Bardzo proste narzędzie - wskaźnik VIX, który zna większość inwestorów w
USA, a który mierzy zmienność na rynku opcji (S&P100) i nazywany jest
"wskaźnikiem strachu". Większość inwestorów patrzy na sam wskaźnik szukając
punktów zwrotnych. Ciekawiej patrzeć na stosunek indeksu giełdowego do
wskaźnika VIX. Zresztą tej metody używa nie byle kto, bo zdobywca corocznej
nagrody MTA w 2001 r (Market Technicians Association) Peter Eliades. Im
wyższa jest wartość takiego wskaźnika, tym większy optymizm inwestorów to
pokazuje. Tak wysokie wartości jak obecnie (piątek - około 80), w ostatnich
latach mieliśmy tylko na początku bessy, oraz w ostatnich miesiącach. Zawsze
po przekroczeniu wartości 80 (piątkowa wartość) w przeciągu wręcz paru dni
następował odwrót byków i rozpoczynały się spadki. W ostatnich miesiącach
bardzo krótkie i szybko rynek się podnosił. Ale to odrabianie strat
bynajmniej nie jest takie korzystne z punktu widzenia tego wskaźnika, bo na
wskaźniku mamy dzięki temu negatywne dywergencje, gdyż indeks giełdowy
nowych szczytów nie robi, a wskaźnik tak Wykres4.gif
Skoro o nagrodach MTA mowa, to są to nagrody imienia Charles`a Dow, czyli
twórcy (oprócz założenia Wall Street Journal) chyba najstarszej i
najbardziej znanej reguły giełdowej, czyli "Teorii Dow`a" (1890 r.). Zasada
prosta i przez dziesięciolecia skuteczna, a jakże często niedoceniana i
dyskredytowana przez analityków. Sam nie jestem jej entuzjastą, ale czasami
warto odkurzyć stare metody - te nakazują spojrzeć na średnie Dow Jones
Transportation i najbardziej popularną Dow Jones Industrial (Average).
Porównując oba wykresy trwa trend wzrostowy, który został zapoczątkowany
sygnałem kupna jaki wygenerowany został w pierwszej połowie 2003 r.
Wykres5.gif Wybicie nad ostatnie szczyty poprzedzone zostało spadkiem
średniej transportowej poniżej ostatniego dołka, bez potwierdzenia tego
przez średnią przemysłową. Teraz mamy analogiczną sytuację. DJTA przebiła
szczyty z przełomu roku, podczas gdy DJIA od początku roku jest w kanale
spadkowym. To sygnał zapowiadający zmianę długoterminowego trendu, choć
sygnału sprzedaży jeszcze nie było !!! Technicy zapewne spierać się będą, na
jakim poziomie taki sygnał będzie mieć miejsce. Czy po wybiciu średniej
transportowej z klina, czy dopiero po zejściu pod marcowe dołki ? Oczywiście
wszystko przy założeniu nowych minimów na średniej przemysłowej. Warto
obserwować oba rynki, czy taki sygnał w kolejnych miesiącach się pojawi, bo
negatywne dywergencje z obu wykresów sugerują, że tak być powinno.
Straszę spadkami na ten tydzień ? Nigdzie tego wyżej nie napisałem. Powyższy
tekst absolutnie nie odnosi się do najbliższego tygodnia, czy dwóch. Jest po
prostu podsumowaniem m sentyment
sprzyja bykom. Nie zamierzam szukać punktów zwrotnych. Nie uważam jednak, że
gospodarka w USA weszła na "właściwy tor", tak samo jak nie stanę w jednym
szeregu z analitykami prognozującymi dalszą hossę w 2005 r. Na razie bykom
sprzyja cykliczność roku prezydenckiego (przed wyborami rynek zachowuje się
najlepiej), ale od początku 2005 r. indeksy będą rozczarowane nietrwałością
ożywienia i spadkiem dynamiki wzrostu zysków spółek.
[email protected]