Na początku zeszłego roku funkcjonariusze białostockiego oddziału Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zatrzymali ówczesnego prezesa i wiceprezesa łomżyńskiego Pepeesu (zajmuje się przerobem ziemniaków i produkcją piwa). Menedżerowie spędzili w areszcie 6 miesięcy. Prokuratura postawiła Andrzejowi M. i Tomaszowi G. zarzuty niegospodarności i działania na szkodę firm zależnych: Spido, Serwis oraz Browar Łomża. Zarzutów nie potwierdził ani audytor Pepeesu (BDO), ani prof. Stanisław Sołtysiński, który został poproszony przez giełdową spółkę o opinię prawną. - Otrzymaliśmy raport biegłego sądowego, o który wcześniej wystąpiliśmy. Niestety, wymaga jeszcze uzupełnień, które powinny do nas wpłynąć w styczniu przyszłego roku. Wtedy podejmiemy decyzję o wznowieniu śledztwa - mówi Maria Kudyba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Łomży. Czy opinia jest niekorzystna dla byłych menedżerów Pepeesu? - Nie mogę powiedzieć nic na ten temat - odpowiada prokuratur Kudyba.

Z naszych informacji wynika, że Andrzej M. i Tomasz G., którzy opuścili areszt dzięki kaucji (200 tys. zł od każdego), domagają się przyspieszenia śledztwa. - Sprawa rzeczywiście jest "stara". Będziemy chcieli ją zakończyć jak najszybciej - przyznaje Małgorzata Niebrzydowska, rzecznik białostockiej delegatury ABW. Byli menedżerowie zwrócili się też o zmniejszenie poręczenia majątkowego, uzasadniając prośbę trudną sytuacją materialną. Prokuratura nie wyraziła zgody. - To nie jest argument za zmniejszeniem poręczenia - twierdzi M. Kudyba.

Rodzina Tomasza G. już w zeszłym roku wysłała do Ministerstwa Sprawiedliwości zażalenie na przedłużające się dochodzenie. W efekcie nadzór nad postępowaniem objęła Prokuratura Apelacyjna. Po aresztowaniu menedżerów Pepeesu do Ameryki Południowej wyjechał jego główny akcjonariusz Józef Hubert Gierowski. Do tej pory nie wrócił.