KPWiG zakończyła wewnętrzne dochodzenie, które miało ustalić, jak to się stało, że 17 grudnia z Komisji wyszedł nieprawdziwy komunikat. Informował, że firma powiązana z Nicolasem Cournoyerem, przewodniczącym rady nadzorczej Netii, kupiła pakiet akcji i warrantów subskrypcyjnych. Tego samego dnia ukazał się jeszcze jeden identyczny komunikat. W poniedziałek, 20 grudnia, inwestorzy entuzjastycznie kupowali papiery firmy. Kurs wzrósł o 5%. We wtorek trwała zwyżka. Po sesji KPWiG poinformowała, że w piątek się pomyliła, a firma powiązana z szefem rady Netii - sprzedawała, a nie kupowała papiery. Ostatecznie okazało się, że przeprowadzono zarówno transakcje sprzedaży, jak i kupna. Wszystkie w grupie firm zarządzanych przez N. Cournoyera, których zaangażowanie w Netię nie zmieniło się.
Jak poinformował w czwartek rzecznik KPWiG Łukasz Dajnowicz, ustalono, że doszło do złamania procedur obowiązujących w urzędzie. Nie ujawnił, na czym to uchybienie polegało. Chodzi o sposób postępowania przy przekazywaniu do publicznej wiadomości komunikatów, informujących o transakcjach członków zarządów i rad nadzorczych spółek.
Osoby zasiadające w organach władz firm mają taki obowiązek od niedawna. Przekazują informacje o transakcjach, z którymi mają związek, do KPWiG, a Komisja - na rynek. Jak się dowiedzieliśmy, dokumenty wpływają do urzędu pocztą. Potem trafiają do "specjalnego obiegu".
Ze względu na formę dokumentów, jak do tej pory informacje w nich zawarte były przepisywane na komputerze i dopiero wtedy wprowadzane do systemu elektronicznego. Przed zatwierdzeniem, ich zgodność z oryginałem sprawdzała druga osoba.
Komisja wyjaśnia teraz, czy błąd popełniony w przypadku Netii wynikał z nienależytej staranności pracowników, czy był efektem celowego działania. Udowodnienie tego ostatniego wiąże się z ustaleniem, czy dzięki zamieszaniu ktoś nie odniósł korzyści majątkowych.