W 2004 r. Vistula zapewniła inwestorom najwyższe zyski. Roczna stopa zwrotu to ponad 500%. Rezultat byłby jeszcze lepszy, gdyby po ustanowieniu szczytu w połowie listopada - 36,8 zł (najwyższego od 1994 r.) - notowania nie zaczęły się obsuwać. Od tego czasu straciły już prawie 17% (wczoraj kurs wzrósł o 2,7% do 30,8 zł). - Ani w spółce, ani w otoczeniu nie zdarzyło się nic, co negatywnie wpłynęłoby na jej fundamenty - twierdzi Mateusz Żmijewski, członek zarządu Vistuli.
Ubiegłoroczne wyniki firmy mogą być rekordowe. Po trzech kwartałach przedsiębiorstwo miało 91,2 mln zł przychodów i 17,4 mln zł zysku netto (w przypadku grupy jest o ponad 1 mln zł mniej). - W IV kwartale najważniejszy był, jak zawsze, grudzień. Rozliczenia za ten miesiąc trwają. Wiemy już jednak, że wykonaliśmy plan sprzedaży. Nie było też żadnych negatywnych zjawisk, więc jesteśmy dobrej myśli. Końcówka roku powinna być dobra - mówi M. Żmijewski.
W tym roku spółka spodziewa się dalszej poprawy, jeśli chodzi o podstawową działalność. Kwestia zysku netto wygląda jednak inaczej. Zeszłoroczny zarobek jest w sporej części - około 6,5 mln zł - efektem zdarzeń jednorazowych, takich jak spłata zredukowanego wcześniej zadłużenia, sprzedaż majątku produkcyjnego czy rozliczenia podatkowe związane ze stratami w latach 2002-2003.
W tym roku podobnych zdarzeń przedsiębiorstwo się nie spodziewa. - O szczegółach prognoz na ten rok nie chcę mówić. Nie zapadła jeszcze decyzja, czy je przedstawimy, choć wiele za tym przemawia - twierdzi M. Żmijewski.
Być może jeszcze w styczniu Vistula zaprezentuje plan rozwoju na ten rok i dwa kolejne lata. - Mamy nowe pomysły. Trwają uzgodnienia między zarządem i radą nadzorczą - informuje M. Żmijewski. Na pewno kontynuowana będzie strategia z 2003 r. Zgodnie z nią spółka matka koncentruje się na rozwoju handlu detalicznego. - W połowie 2004 r. ostatni zakład produkcyjny znalazł się w firmie zależnej. Produkcję zlecamy także na zewnątrz grupy - wyjaśnia M. Żmijewski.