osłabienie koniunktury (o ile nie jest załamaniem jak ten pierwszy spadek
zysków powyżej 25%) już zdyskontowali, a do tego mają świadomość, że po
spowolnieniu gospodarczym nastąpi ożywienie, w którym baza do porównań
będzie bardzo niska, co dodatkowo pomoże we wzrostach cen akcji. Czyli
tradycyjny permanentny optymizm Wall Street. Temat zawiły i nie będę tego
ciągnął. Zmierzając do sedna chciałem jeszcze tylko pokazać trzy kolejne
"przedziały" dla kwartalnych zysków i odpowiadającą im stopę zwrotu. Jak już
pisałem, najgorszy jest kwartał ze spadkiem zysków poniżej 25%. Najlepszy
jest ze .... spadkiem !! zysków pomiędzy 10-25%. Kolejnych dokładnie nie ma
sensu wymieniać, ale warto wiedzieć, że w każdym kolejnym lepszym kwartale
(z wyższymi zyskami), nawet aż do wzrostu zysków powyżej 20%, stopa zwrotu
(wzrost indeksu) jest dodatnia, choć nie przekracza 10% i ..... wraz ze
wzrostem zysków w danym kwartale wzrost indeksu jest zawsze coraz niższy. To
ostatnie zdanie jest tutaj najważniejsze. Pokazuje bowiem, że tak jak Wall
Street nie dyskontuje nigdy załamania koniunktury, wyrażanej publikacją
kwartalnych zysków, tak zawsze dyskontuje świetne wyniki. A wzrost indeksów
(w danym kwartale !) jest tym niższy, im lepsze są kwartalne wyniki spółek.
Niektórym wyda się to dość paradoksalne, ale tak właśnie działa giełda. W IV
kwartale Thomson First Call prognozuje, że wzrost zysków na pewno przekroc
inwestorów wyjątkowo negatywne konsekwencje (zakładając, że wracamy do
bieżącej oceny rynku i "emocji" związanych z publikacjami, które ustalają
nastroje na parkietach). Spółki surowcowe według większości analityków i
ekonomistów miały być przecież w tym sezonie publikacji motorem dalszych
wzrostów. Drożejące surowce z ropą na czele powinny przełożyć się wręcz na
skokowy wzrost zysków spółek zależnych od tych czynników. Na razie tego nie
widać, a do tego AMD publikujący wyniki w tym tygodniu ostrzegł w
poniedziałek, że przychody będą niższe. Późniejsze dobre wieści z Intela,
czy Apple nie zdołały w tym tygodniu naprawić tych wszystkich szkód i
tydzień notowań w USA podsumować należy jako niekorzystny dla byków.
Wszystkich pogodziła trochę ropa, choć cały czas powtarzam, że reakcja
inwestorów jest tutaj bardzo emocjonalna. Jednego dnia rosnąca ropa pomaga
spółkom z sektora paliwowego (wyższe marże rafineryjne), a drugiego indeksy
spadają w obawie o wyższą inflację i koszty. Ogólna zasada oczywiście
pozostaje ta sama - wzrost cen ropy jest negatywny dla akcji. Trudno więc
odmówić logiki słabemu zachowaniu rynku w ostatnim tygodniu, gdy ropa notuje
nowe maksy. ROPA.gif
Trochę wbrew tym złym informacjom inwestorzy dowiedzieli się w tym tygodniu,
że PPI spadł w grudniu o -0,7% przy prognozowanym jedynie -0,2%. Bez cen
żywności i energii różnica była niewielka (+0,1% wobec prognozy +0,2%), ale
oddaliło to trochę obawy o napięcia inflacyjne, a więc wyższe stopy
procentowe niekorzystne dla rynku akcji. Czy słusznie ? Na razie wykres
indeksu towarów CRB takiego scenariusza nie potwierdza utrzymując trend
wzrostowy CRB.gif a wszystkich też pogodził członek FED William Poole, który
zasugerował, że FED na najbliższym posiedzeniu pozbyć się może w
komunikatach z posiedzeń słowa "measured" (to raise rates at a "measured"
pace at some point in the future) określającego stopniowe podwyżki stóp
procentowych, czyli mówiąc prościej - stopy procentowe mogą rosnąć szybciej
niż rynek do tej pory dyskontował. To nie jest, nie będzie, dobra wiadomość
dla rynku akcji.
Ale czy te wiadomości są warte milion dolarów (czytaj - czy są odpowiedzą na
pytanie - "Czy szczyt już za nami ?"). Stali czytelnicy wiedzą, że jestem
pełen obaw o zachowanie rynków akcji w 2005 r. ale równie daleki jestem od
łapania szczytów i przesądzania o końcu hossy bez wyraźnych ku temu
przesłanek. Indeksy moim zdaniem powinny zawrócić już miesiąc temu, ale
giełdowy kalendarz z końcówką roku (window dressing) i cyklicznością
wzrostów temu nie służył. Dalej tak jest, pomimo spadków na początku roku.
Świętym Graalem kalendarz giełdowy oczywiście nie jest, ale sam początek
roku historycznie patrząc nie jest dobrym momentem na rozpoczynanie bessy, a
bardziej służy bykom. Co mówią wykresy ? Że mieliśmy na razie tylko korektę
w USA SP500_d.gif i o losach indeksów zadecyduje dopiero reakcja na dalsze
wyniki spółek. Ubiegły tydzień był tylko wstępem do fajerwerków jakie
czekają inwestorów w najbliższych dwóch tygodniach. Na razie z
najważniejszych warto wspomnieć choćby tylko o IBM we wtorek (świetne wyniki
ze względu na słaby dolar - ponad 50% przychodów IBM jest z zagranicy) oraz
Yahoo, Motorola, 3M i Bank of America tego samego dnia.
Zapewne część czytelników się zdziwi, że mam wątpliwości, gdy indeksy w
końcu na przełomie roku zrobiły odwrót i zaczęły (zasłużone) spadki
przegrzanego rynku. Ale choćby rzut oka na wykres S&P i testowanie szczytów
(wsparcia) z przełomu 2001/2002 powinien wzmagać ostrożność. To sytuacja
analogiczna do naszego rynku. Dla techników chyba jest jasne, czemu rodzimy
parkiet zatrzymał spadki właśnieparcia pokonamy, ale w takich momentach bykom
dziecinnie prosto jest wykreować nawet bardzo silne odreagowanie (ruch
powrotny). Oczywiście o ile przy dojściu do wsparcia widzielibyśmy tylko
"odbicia zdechłego kota", to nie możnaby mówić o takim scenariuszu. Ale na
naszym rynku (patrz obroty) pojawił się przy wsparciu spory popyt i fundusze
wyraźnie zaczęły bronić rynku. Teraz wystarczy iskra do rozpoczęcia
odreagowania. Przy okazji, analogiczna sytuacja do wspomnianych rynków jest
na DAX_intra.gif
Zatrzymajmy się na chwilę na naszym rynku, by ocenić w jakim punkcie się
obecnie znajdujemy. Chyba dość obiektywne w ocenie obecnego trendu, jego
zakończenia, bądź tylko korekty, będzie pokazanie poziomów zniesień
ostatnich trendów wzrostowych. Zapomnijmy na razie na chwilę o polityce, o
spływających danych makro, mocnej złotówce, czy zagranicznych inwestorach.
Najpierw rzut oka na zniesienia trendu wzrostowego rozpoczętego w drugiej
połowie listopada. Kontrakty_zniesienie.gif Indeks_zniesienie.gif Jak widać
póki co oddaliśmy połowę tego ruchu. Są różne szkoły w ocenie takich ruchów,
ale ja zawsze powtarzam, że zatrzymanie korekty na 38,2% sugeruje kolejne
rekordy i dynamiczny powrót do trendu wzrostowego, a zejście pod 61,8%
kończy obecny trend i zapowiada zniesienie całych wzrostów (lub spadków).
Może to trochę lepiej pokazuje, dlaczego prognoza w danym momencie nie jest
taka prosta. Zniesienie 61,8% mamy przecież dopiero przy 1860 pkt. (dla
indeksu). Zresztą od razu dodam, że to na obu rynkach bardzo blisko szczytów
z października, listopada i dołka z grudnia. Cały ten poziom od 1860 pkt.
(indeks) do kwietniowego wsparcia można uznać za silną strefę oporu (lub
ktoś mógłby inaczej powiedzieć - kwietniowy szczyt plus filtr), a zniesienie
61,8% pokazuje, że zejście niżej byłoby wiarygodnym sygnałem do rozpoczęcia
dalszej mocniejszej przeceny. Znieślibyśmy wtedy całą falę wzrostową od
listopada i na obu rynkach zjechali w okolice 1780 pkt. Niewątpliwie w
krótkim/średnim terminie gra warta świeczki.
Czy w dłuższym terminie zjazd do 1780 pkt. to już bessa ? Spójrzmy teraz na
zniesienia trendu wzrostowego rozpoczętego w sierpniu. Na żadnym z rynków
korekta nie zabrała jeszcze nawet 38,2% ruchu !! Kontrakty_zniesienie2.gif
Indeks_zniesienie2.gif Pogdybajmy jednak chwilę. Faktycznie schodzimy pod
wsparcie w obszarze między 1860 pkt. a kwietniowymi szczytami. To jak
pisałem zapowiada spadek przynajmniej w okolice 1780 pkt. Co mamy według
tych drugich zniesień blisko tego poziomu ? Zniesienie 61,8% całej fali od
listopada. Przypomnę Kontrakty_zniesienie2.gif Indeks_zniesienie2.gif Jej
przebicie to zjazd poniżej 1650 pkt. na obu rynkach (zniesienie całego
ruchu). Wróćmy na chwilę do zniesień trendu od listopada. Zobaczmy jego
przedłużenie (indeks) na 161,8% wypada ... właśnie tuż nad dołkami z
sierpnia. Indeks_zniesienie3.gif Koniec gdybania. Podsumowując należy
powiedzieć, że na razie mamy tylko korektę. O jej pogłębieniu przesądzi
dopiero zejście pod 1860 pkt. (61,8% trendu od listopada), a o bessie
technicy będą mogli mówić dopiero pod poziomem 1760 pkt. Wiem wiem, wszyscy
o hossie chcą mówić w dołkach, a o bessie przy szczytach. My też :) Ale dla
zachowania obiektywizmu i chłodnej oceny rynku przyda się czasami spojrzeć
właśnie choćby na takie zniesienia.
Co na ten tydzień ? Po pierwsze w poniedziałek brak sesji w USA (Martin
Luther King), a co to oznacza, chyba wszyscy wiedzą. We wtorek seria
publikacji amerykańskich spółek, rozpoczynająca gorący 2-tygodniowy okres
wyników. Do tego spora porcja danych makro z naszą inflacją w poniedziałek i
produkcją przemysłową w piątek. Ale o kalendarzu gć na przełamanie ostatnich
dołków/wsparcia na kwietniowym szczycie, albo czekać na mocny wzrost obrotów
i atak zagranicznego kapitału". Im dłużej jednak bronimy wsparcia i im wyżej
wędrują indeksy naszego regionu, tym mocniej przychylam się jednak do
scenariusza, że fundusze wykorzystają te dobre nastroje do wykreowania
odreagowania. Z góry mówię, że na razie uważam, że jedynie odreagowania, a
nie nowego trendu wzrostowego. Nie twierdzę, że nie możemy mieć negatywnej
korelacji z Węgrami, ale podwyższanie (polskim bankom) ratingów, tuż pod
obniżce ratingu dla Węgier powinno w obliczu rosnących indeksów w
Budapeszcie zachęcić także na nasz rynek nieco zagranicznego kapitału. BUX
zrobił nowe rekordy w tym tygodniu BUX.gif a na wykresie intraday
systematyka wzrostu wygląda powalająco BUX_intra.gif Czeski PX50.gif też
dalej przy szczytach. Na koniec powiem więc tak - jeśli mam coś zalecać, to
poczekać na wyraźniejszy impuls ze strony dużych inwestorów, czyli
mocniejszy ruch przy skokowo wyższych obrotach i dużych transakcjach na
największych spółkach. Jak pokazałem wcześniej, jesteśmy w punkcie, z
którego bardzo łatwo będzie wykreować albo panikę (po przełamaniu wsparć),
albo wręcz mocne odreagowanie (gdy rynek uzna wsparcie za obronione). Dwa
skrajne scenariusze, a przesądzić może jedna dobra/zła sesja w USA. Zalecać
więc należy czekanie. Ale jeśli coś miałbym prognozować, to coraz mocniej
skłaniam się do kilkusesyjnego odreagowania. Tydzień powinniśmy skończyć
wyżej niż piątkowe zamknięcia.
[email protected]