Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 16.01.2005 13:06

Marek Pryzmont

W Stanach rozpoczął się w tym tygodniu sezon publikacji wyników. Raport z

rynku pracy był tydzień wcześniej, wybory prezydenckie 2 miesiące wcześniej,

więc nic ważniejszego dla inwestorów na najbliższy miesiąc nie będzie. Tylko

dwa wymienione wydarzenia wzbudzają więcej emocji, także na innych rynkach,

Reklama
Reklama

niż publikacje cyferek przez gigantów z Wall Street. Czy słusznie ? Sprawa

dyskusyjna. Z jednej strony bowiem każdy jest świadomy, że to nie ilość

bezrobotnych kształtuje wartość firmy, zaś z drugiej strony czy na giełdzie

nie jest tak, że dyskontuje ona przyszłość i tak naprawdę wyniki za ostatni

kwartał z reguły są już w cenach. Z czegoś muszą one przecież wynikać

(słabszy dolar, spadek bezrobocia, szybszy wzrost gospodarczy etc.), a te

Reklama
Reklama

czynniki znane są już wcześniej i rynek akcji je uwzględnia. Sama publikacja

wyników jest tylko (patrząc na rynkową średnią, a nie pojedyncze przypadki)

lekką korektą zdyskontowanych już wcześniej wydarzeń. Każę ignorować wyniki

? Absolutnie nie, bo to teraz główny czynnik wpływający na nastroje

inwestorów. W krótkim terminie nie ma nic ważniejszego. Ale piszę też, żeby

z dużą ostrożnością podchodzić do prognozowania rynku na podstawie "starych"

Reklama
Reklama

danych.

Dla zobrazowania tego mogą posłużyć obliczenia wykonane przez Ned Davis

Research. Firma obliczyła zaanualizowane stopy zwrotu dla poszczególnych

kwartałów i porównała je do publikowanych wyników ze spółek S&P500 (rok do

roku) w ciągu ostatnich 8 lat. Dla każdego oczywistym będzie, że najgorsze

Reklama
Reklama

stopy zwrotu są w momencie, gdy zyski firm spadają najmocniej. Zdecydowanie

prawda. Bycza Wall Street z reguły aż takiej przykrej niespodzianki się nie

spodziewa i przy spadku zysków o więcej niż 25% indeks S&P500 spadał prawie

30%. Czy w związku z tym, analogicznie kwartały z najwyższym zyskiem

przynoszą inwestorom najwyższą stopę zwrotu ? A to już nic bardziej

Reklama
Reklama

błędnego. Okazuje się, że indeks S&P500 rośnie najmocniej w momencie, gdy

zyski spadły między 10 a 20%. Wzrost indeksu jest porównywalny do spadku w t

ym pierwszym wspomnianym najgorszym okresie. Zyski spadają, a indeksy rosną

? O psychologii giełdowej trzeba pisać książki, a nie krótkie analizy. Ale w

skrócie tłumacząc tą "anomalię", to inwestorzy giełdowi po pierwsze takie

Reklama
Reklama

osłabienie koniunktury (o ile nie jest załamaniem jak ten pierwszy spadek

zysków powyżej 25%) już zdyskontowali, a do tego mają świadomość, że po

spowolnieniu gospodarczym nastąpi ożywienie, w którym baza do porównań

będzie bardzo niska, co dodatkowo pomoże we wzrostach cen akcji. Czyli

tradycyjny permanentny optymizm Wall Street. Temat zawiły i nie będę tego

ciągnął. Zmierzając do sedna chciałem jeszcze tylko pokazać trzy kolejne

"przedziały" dla kwartalnych zysków i odpowiadającą im stopę zwrotu. Jak już

pisałem, najgorszy jest kwartał ze spadkiem zysków poniżej 25%. Najlepszy

jest ze .... spadkiem !! zysków pomiędzy 10-25%. Kolejnych dokładnie nie ma

sensu wymieniać, ale warto wiedzieć, że w każdym kolejnym lepszym kwartale

(z wyższymi zyskami), nawet aż do wzrostu zysków powyżej 20%, stopa zwrotu

(wzrost indeksu) jest dodatnia, choć nie przekracza 10% i ..... wraz ze

wzrostem zysków w danym kwartale wzrost indeksu jest zawsze coraz niższy. To

ostatnie zdanie jest tutaj najważniejsze. Pokazuje bowiem, że tak jak Wall

Street nie dyskontuje nigdy załamania koniunktury, wyrażanej publikacją

kwartalnych zysków, tak zawsze dyskontuje świetne wyniki. A wzrost indeksów

(w danym kwartale !) jest tym niższy, im lepsze są kwartalne wyniki spółek.

Niektórym wyda się to dość paradoksalne, ale tak właśnie działa giełda. W IV

kwartale Thomson First Call prognozuje, że wzrost zysków na pewno przekroc

inwestorów wyjątkowo negatywne konsekwencje (zakładając, że wracamy do

bieżącej oceny rynku i "emocji" związanych z publikacjami, które ustalają

nastroje na parkietach). Spółki surowcowe według większości analityków i

ekonomistów miały być przecież w tym sezonie publikacji motorem dalszych

wzrostów. Drożejące surowce z ropą na czele powinny przełożyć się wręcz na

skokowy wzrost zysków spółek zależnych od tych czynników. Na razie tego nie

widać, a do tego AMD publikujący wyniki w tym tygodniu ostrzegł w

poniedziałek, że przychody będą niższe. Późniejsze dobre wieści z Intela,

czy Apple nie zdołały w tym tygodniu naprawić tych wszystkich szkód i

tydzień notowań w USA podsumować należy jako niekorzystny dla byków.

Wszystkich pogodziła trochę ropa, choć cały czas powtarzam, że reakcja

inwestorów jest tutaj bardzo emocjonalna. Jednego dnia rosnąca ropa pomaga

spółkom z sektora paliwowego (wyższe marże rafineryjne), a drugiego indeksy

spadają w obawie o wyższą inflację i koszty. Ogólna zasada oczywiście

pozostaje ta sama - wzrost cen ropy jest negatywny dla akcji. Trudno więc

odmówić logiki słabemu zachowaniu rynku w ostatnim tygodniu, gdy ropa notuje

nowe maksy. ROPA.gif

Trochę wbrew tym złym informacjom inwestorzy dowiedzieli się w tym tygodniu,

że PPI spadł w grudniu o -0,7% przy prognozowanym jedynie -0,2%. Bez cen

żywności i energii różnica była niewielka (+0,1% wobec prognozy +0,2%), ale

oddaliło to trochę obawy o napięcia inflacyjne, a więc wyższe stopy

procentowe niekorzystne dla rynku akcji. Czy słusznie ? Na razie wykres

indeksu towarów CRB takiego scenariusza nie potwierdza utrzymując trend

wzrostowy CRB.gif a wszystkich też pogodził członek FED William Poole, który

zasugerował, że FED na najbliższym posiedzeniu pozbyć się może w

komunikatach z posiedzeń słowa "measured" (to raise rates at a "measured"

pace at some point in the future) określającego stopniowe podwyżki stóp

procentowych, czyli mówiąc prościej - stopy procentowe mogą rosnąć szybciej

niż rynek do tej pory dyskontował. To nie jest, nie będzie, dobra wiadomość

dla rynku akcji.

Ale czy te wiadomości są warte milion dolarów (czytaj - czy są odpowiedzą na

pytanie - "Czy szczyt już za nami ?"). Stali czytelnicy wiedzą, że jestem

pełen obaw o zachowanie rynków akcji w 2005 r. ale równie daleki jestem od

łapania szczytów i przesądzania o końcu hossy bez wyraźnych ku temu

przesłanek. Indeksy moim zdaniem powinny zawrócić już miesiąc temu, ale

giełdowy kalendarz z końcówką roku (window dressing) i cyklicznością

wzrostów temu nie służył. Dalej tak jest, pomimo spadków na początku roku.

Świętym Graalem kalendarz giełdowy oczywiście nie jest, ale sam początek

roku historycznie patrząc nie jest dobrym momentem na rozpoczynanie bessy, a

bardziej służy bykom. Co mówią wykresy ? Że mieliśmy na razie tylko korektę

w USA SP500_d.gif i o losach indeksów zadecyduje dopiero reakcja na dalsze

wyniki spółek. Ubiegły tydzień był tylko wstępem do fajerwerków jakie

czekają inwestorów w najbliższych dwóch tygodniach. Na razie z

najważniejszych warto wspomnieć choćby tylko o IBM we wtorek (świetne wyniki

ze względu na słaby dolar - ponad 50% przychodów IBM jest z zagranicy) oraz

Yahoo, Motorola, 3M i Bank of America tego samego dnia.

Zapewne część czytelników się zdziwi, że mam wątpliwości, gdy indeksy w

końcu na przełomie roku zrobiły odwrót i zaczęły (zasłużone) spadki

przegrzanego rynku. Ale choćby rzut oka na wykres S&P i testowanie szczytów

(wsparcia) z przełomu 2001/2002 powinien wzmagać ostrożność. To sytuacja

analogiczna do naszego rynku. Dla techników chyba jest jasne, czemu rodzimy

parkiet zatrzymał spadki właśnieparcia pokonamy, ale w takich momentach bykom

dziecinnie prosto jest wykreować nawet bardzo silne odreagowanie (ruch

powrotny). Oczywiście o ile przy dojściu do wsparcia widzielibyśmy tylko

"odbicia zdechłego kota", to nie możnaby mówić o takim scenariuszu. Ale na

naszym rynku (patrz obroty) pojawił się przy wsparciu spory popyt i fundusze

wyraźnie zaczęły bronić rynku. Teraz wystarczy iskra do rozpoczęcia

odreagowania. Przy okazji, analogiczna sytuacja do wspomnianych rynków jest

na DAX_intra.gif

Zatrzymajmy się na chwilę na naszym rynku, by ocenić w jakim punkcie się

obecnie znajdujemy. Chyba dość obiektywne w ocenie obecnego trendu, jego

zakończenia, bądź tylko korekty, będzie pokazanie poziomów zniesień

ostatnich trendów wzrostowych. Zapomnijmy na razie na chwilę o polityce, o

spływających danych makro, mocnej złotówce, czy zagranicznych inwestorach.

Najpierw rzut oka na zniesienia trendu wzrostowego rozpoczętego w drugiej

połowie listopada. Kontrakty_zniesienie.gif Indeks_zniesienie.gif Jak widać

póki co oddaliśmy połowę tego ruchu. Są różne szkoły w ocenie takich ruchów,

ale ja zawsze powtarzam, że zatrzymanie korekty na 38,2% sugeruje kolejne

rekordy i dynamiczny powrót do trendu wzrostowego, a zejście pod 61,8%

kończy obecny trend i zapowiada zniesienie całych wzrostów (lub spadków).

Może to trochę lepiej pokazuje, dlaczego prognoza w danym momencie nie jest

taka prosta. Zniesienie 61,8% mamy przecież dopiero przy 1860 pkt. (dla

indeksu). Zresztą od razu dodam, że to na obu rynkach bardzo blisko szczytów

z października, listopada i dołka z grudnia. Cały ten poziom od 1860 pkt.

(indeks) do kwietniowego wsparcia można uznać za silną strefę oporu (lub

ktoś mógłby inaczej powiedzieć - kwietniowy szczyt plus filtr), a zniesienie

61,8% pokazuje, że zejście niżej byłoby wiarygodnym sygnałem do rozpoczęcia

dalszej mocniejszej przeceny. Znieślibyśmy wtedy całą falę wzrostową od

listopada i na obu rynkach zjechali w okolice 1780 pkt. Niewątpliwie w

krótkim/średnim terminie gra warta świeczki.

Czy w dłuższym terminie zjazd do 1780 pkt. to już bessa ? Spójrzmy teraz na

zniesienia trendu wzrostowego rozpoczętego w sierpniu. Na żadnym z rynków

korekta nie zabrała jeszcze nawet 38,2% ruchu !! Kontrakty_zniesienie2.gif

Indeks_zniesienie2.gif Pogdybajmy jednak chwilę. Faktycznie schodzimy pod

wsparcie w obszarze między 1860 pkt. a kwietniowymi szczytami. To jak

pisałem zapowiada spadek przynajmniej w okolice 1780 pkt. Co mamy według

tych drugich zniesień blisko tego poziomu ? Zniesienie 61,8% całej fali od

listopada. Przypomnę Kontrakty_zniesienie2.gif Indeks_zniesienie2.gif Jej

przebicie to zjazd poniżej 1650 pkt. na obu rynkach (zniesienie całego

ruchu). Wróćmy na chwilę do zniesień trendu od listopada. Zobaczmy jego

przedłużenie (indeks) na 161,8% wypada ... właśnie tuż nad dołkami z

sierpnia. Indeks_zniesienie3.gif Koniec gdybania. Podsumowując należy

powiedzieć, że na razie mamy tylko korektę. O jej pogłębieniu przesądzi

dopiero zejście pod 1860 pkt. (61,8% trendu od listopada), a o bessie

technicy będą mogli mówić dopiero pod poziomem 1760 pkt. Wiem wiem, wszyscy

o hossie chcą mówić w dołkach, a o bessie przy szczytach. My też :) Ale dla

zachowania obiektywizmu i chłodnej oceny rynku przyda się czasami spojrzeć

właśnie choćby na takie zniesienia.

Co na ten tydzień ? Po pierwsze w poniedziałek brak sesji w USA (Martin

Luther King), a co to oznacza, chyba wszyscy wiedzą. We wtorek seria

publikacji amerykańskich spółek, rozpoczynająca gorący 2-tygodniowy okres

wyników. Do tego spora porcja danych makro z naszą inflacją w poniedziałek i

produkcją przemysłową w piątek. Ale o kalendarzu gć na przełamanie ostatnich

dołków/wsparcia na kwietniowym szczycie, albo czekać na mocny wzrost obrotów

i atak zagranicznego kapitału". Im dłużej jednak bronimy wsparcia i im wyżej

wędrują indeksy naszego regionu, tym mocniej przychylam się jednak do

scenariusza, że fundusze wykorzystają te dobre nastroje do wykreowania

odreagowania. Z góry mówię, że na razie uważam, że jedynie odreagowania, a

nie nowego trendu wzrostowego. Nie twierdzę, że nie możemy mieć negatywnej

korelacji z Węgrami, ale podwyższanie (polskim bankom) ratingów, tuż pod

obniżce ratingu dla Węgier powinno w obliczu rosnących indeksów w

Budapeszcie zachęcić także na nasz rynek nieco zagranicznego kapitału. BUX

zrobił nowe rekordy w tym tygodniu BUX.gif a na wykresie intraday

systematyka wzrostu wygląda powalająco BUX_intra.gif Czeski PX50.gif też

dalej przy szczytach. Na koniec powiem więc tak - jeśli mam coś zalecać, to

poczekać na wyraźniejszy impuls ze strony dużych inwestorów, czyli

mocniejszy ruch przy skokowo wyższych obrotach i dużych transakcjach na

największych spółkach. Jak pokazałem wcześniej, jesteśmy w punkcie, z

którego bardzo łatwo będzie wykreować albo panikę (po przełamaniu wsparć),

albo wręcz mocne odreagowanie (gdy rynek uzna wsparcie za obronione). Dwa

skrajne scenariusze, a przesądzić może jedna dobra/zła sesja w USA. Zalecać

więc należy czekanie. Ale jeśli coś miałbym prognozować, to coraz mocniej

skłaniam się do kilkusesyjnego odreagowania. Tydzień powinniśmy skończyć

wyżej niż piątkowe zamknięcia.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama