W ostatnich latach za sukces Masters uznawało ograniczanie strat. W ubiegłym roku spółka była 1,35 mln zł na minusie. W 2003 r. - 2,32 mln zł. Obroty były w tych latach zbliżone i wyniosły około 16 mln zł rocznie. Trend wskazujący na odbicie się od dna był widoczny także w IV kwartale 2004 r., kiedy straty firmy okazały się niższe o 50-75% od zanotowanych w analogicznym okresie 2003 r.

- Powoli wygrzebujemy się ze strat. Gdyby euro tak nie staniało, poprawa byłaby bardziej widoczna. Na szyciu zarabiamy. Kiedyś jednak rozwijano mocno produkcję przedsiębiorstwa. W efekcie zostawało sporo towaru - kolekcje, które musieliśmy wyprzedawać, co psuło nam wyniki. Ten proces już zakończyliśmy. Teraz już nie szyjemy tak dużo, jak wcześniej - mówi prezes i główny akcjonariusz Mastersu Edward Szałajewski.

Zapowiada, że w tym roku spółka wyjdzie na plus. - Po prostu musi. Tempo, w jakim spadają nasze straty, przekonuje, że to możliwe. Szukamy oszczędności. Teraz dodatkowo chcemy też poszukać nowych możliwości zarobkowania. Profity przyniesie nam działalność rolnicza. Od 1 lutego rozpoczęliśmy hodowlę boczniaka - informuje. Zatrudnienie znalazło przy tym kilka osób z załogi liczącej około 460 osób. W ten sposób, jak informowaliśmy, spółka chce wykorzystać 3,5 tys. metrów kw. wolnej powierzchni. Zaoszczędzi na podatku od nieruchomości. Ale to nie jedyna korzyść. - Zarobimy na tym. Nakłady są bardzo niewielkie - kilka tysięcy złotych. A spodziewany zysk może iść w dziesiątki tysięcy złotych. Mamy zamówienia. Dogadaliśmy się z giełdą rolniczą w Legnicy - twierdzi prezes. - Na boczniaka jest duży popyt.