budżety. Wszyscy wiemy, że reformy są konieczne, nie tylko z punktu widzenia
obecnej sytuacji, ale również trwających procesów demograficznych, które są
poważnym zagrożeniem. Trzeba je przeprowadzić, mimo że będzie to kosztować.
W związku z tym, zdaniem polityków, sytuacja wymaga machnięcia ręką na
wcześniejsze ustalenia. Priorytet jakim jest socjalnym model europejskiej
gospodarki musi być zachowany.
Oczywiście idąc z duchem fikcji nie proponuje się nowych progów. To przecież
byłoby jawną kapitulacją. Rozwiązaniem jest pojawienie się kilku warunków,
które mogłyby usprawiedliwić przekroczenie określonych przez pakt progów.
Tym samym tworzy się kolejną fikcję. Towarzyszą temu oczywiście wielkie
słowa: "Wzywamy ministrów finansów do przekształcenia paktu euro z surowego
instrumentu stojącego na straży dyscypliny fiskalnej w dynamiczny instrument
gospodarczy, pozwalający na reagowanie na aktualną koniunkturę gospodarczą"
zaapelowali europejscy socjaliści. Progi progami, ale gdy sytuacja jest
trudna i gdy właśnie wtedy mają one "zadziałać", by ograniczać wydatki,
będzie można je przekraczać. W efekcie dochodzi do sytuacji, gdy to co miało
chronić europejskie budżety w sytuacji kryzysu, ma legitymację
funkcjonowania na co dzień. Parcie do ograniczania wydatków jest zatem
mniejsze. Po co więc tworzyć porozumienia, które mają być i tak łamane?
Skoro teraz pogów. Fikcja
pozostaje przecież fikcją.
Wspominam o tym, bo nasz kraj także stoi na stanowisku, że takie
"uelastycznienie" jest korzystne. Chcemy się tu wpasować z problemem OFE i
zaliczenia ich do sfery finansów publicznych. Tym samym, wydatki związane ze
spłatą zadłużenia wobec OFE nie powiększałyby deficytu finansów publicznych.
Obecnie KE stoi na stanowisku, że spłata zadłużenia wobec OFE powiększa
wydatki publiczne i zmusza na do zmiany swego sposobu liczenia wielkości
deficytu. Obecne wysiłki są więc skierowane, by to stanowisko zmienić, gdyż
jego utrzymanie prawdopodobnie uniemożliwi nam wypełnienie warunków
przystąpienia do strefy euro i osiągnięcie wymaganych progów przed końcem
2007 roku. Zabawne, że zabieg prawny jest tu decydujący, a drugorzędny jest
fakt, że faktycznie taki wydatek trzeba ponieść. Zaliczenie prywatnych
pieniędzy ludzi do sfery sektora publicznego jest co najmniej dyskusyjne.
Wprawdzie OFE są jednym z elementów systemu emerytalnego, czyli realizacją
jednego z podstawowych zadań państwa, to jednak nie można zapominać, że jest
to prywatny kapitał każdego członka OFE. Nasze dążenia wpisują się w
sprawdzony w Europie sposób budowania fikcji. Państwo jest winne obywatelowi
pieniądze z powodu wcześniejszego bezprawnego ich przywłaszczenia, ale
zdaniem urzędników spłacając ten dług, właściwie nie będzie go spłacał.
Cudnie.
W tym kontekście ważna datą jawi się 20 marca, gdy mają szanse zapaść
decyzje dotyczące wspominanego "uelastycznienia" paktu oraz, być może,
stanowiska w sprawie naszych OFE. "Los reformy Paktu Stabilizacji i Wzrostu,
narzucającego dyscyplinę fiskalną krajom strefy euro, najprawdopodobniej
rozstrzygnie się podczas spotkania ministrów finansów UE, zaplanowanego na
20 marca". (PAP)
A co jeśli stanowisko wobec Polski zostanie zachowane? Można przypuszczać,
że rynek walutowy ucierpi. Sytuację stara się łagodzić PO, ale wygląda to
marnie. "Wejście do euro jest dla nas jednym z najważniejszych celów i
chcielibyśmy, żeby Polska w 2009 r. była w strefie euro. Nasz program
naprawy finansów będzie to przewidywał, nawet uwzględniając negatywną
decyzję Komisji Europejskiej w sprawie OFE - powiedział Chlebowski." (PAP)
Jednak w samej platformie padają różne głosy. Także sceptyczne. Poza tym nie
zapominajmy, że realizacja takich zapowiedzi wymagałaby poważnych posunięć
po stronie wydatków publicznych. PO nie przebywa w próżni i musi własne
zamiary mierzyć z posiadanymi możliwościami. Im bliżej wyborów tym pozycja
tej partii słabnie. Opublikowane w tym tygodniu dane sondażowe wskazują, że
pojawienie się PD najbardziej zaszkodziło pozycji PO. To powoduje, że układ
parlamentarny i rządowy jest teraz niewiadomą. Być może sytuacja będzie
wymagała utworzenia koalicji trzech partii: PO, PiS i PD. Wtedy warunków do
odważnych decyzji po prostu nie będzie. Pamiętajmy o tym, bo inwestorzy
zagraniczni o tym pamiętają na pewno.
W kalkulacjach ryzyka obecności w Polsce element polityczny będzie rósł z
każdym dniem. "Biorąc pod uwagę to, że zarówno sam termin wyborów jak i
szanse poszczególnych partii są niepewne, spodziewamy się, że ta niepewność
udzieli się rynkowi i będzie hamulcem dla dalszego umacniania się obligacji
i waluty. [...] Inwestorzy [...] coraz uważniej będą obserwować sondaże
opinii publicznej zastanawiając się nad perspektywą wyłonienia stabilnego i
spójnego rządu, a każda negatywna niespodzianka będzie sygnałem dla
osłabienia rynku obligacji i złotego. [...] rezygnacja wicepremiera Hausnera
jest zapowiedzią dalszych "politycznych zakłóceń" w najbliższych miesiącach,
co może skłonić inwestorów do realizowani zachowania notowań złotego na
poziom notowań cen akcji, a tym samym kontraktów nie trzeba przypominać. To
też widzieliśmy w tym tygodniu.
Na kurs złotego wpływ mają także poczynania RPP, a zwłaszcza rosnące apetyty
rynków na obniżki stóp. Po zaskakujących danych za styczeń (inflacja) mówi
się o cięciu już na najbliższym posiedzeniu rady. Czasu na obniżki nie jest
wiele, bo "terminy polityczne" uległy przyspieszeniu. Wybory prawdopodobnie
odbędą się w czerwcu. Zatem wzrośnie niepewność na rynkach, co może się
przejawić w spadku ceny złotego, a tym samym zmniejszeniu może ulec presja
na obniżki. Silny złoty był jednym z czynników, który mógł wpłynąć na
decyzję rady. Nie był on jednak decydujący. Tu przewagę bierze niższa od
oczekiwań (jeszcze ze stycznia) inflacja. Jej wartość z lutego poznamy
jutro, ale o tym za chwilę. Teraz możemy skupić się na danych, które
pojawiły się w piątek po sesji.
GUS podał, że w IV kwartale 2004 PKB wzrósł o 3,9%. To wynik gorszy od
oczekiwań analityków, którzy przypuszczali, że wzrost wyniósł 4,1%
(przedział prognoz 3,5-4,3%) po 4,8% w III kwartale. Spadek dynamiki PKB
miał być spowodowany spadkiem tempa konsumpcji i niewielkiego przyspieszenia
inwestycji. Zdaniem analityków spożycie indywidualne w czwartym kwartale
miało wzrosnąć o 1,8%, a inwestycje - o 7,3%. Jeszcze przed publikacją
spodziewano się, że kolejne miesiące przyniosą dalsze spowolnienie
gospodarcze, a słabnący eksport ma być powoli zastępowany przez wzrost
inwestycji. +3,9% może więc nieco rozczarowywać. Niskie spożycie ogółem
(wzrost o 1,5%) potwierdza brak napięć inflacyjnych po stronie popytu.
Nakłady brutto na środki trwałe w IV kw. 2004 wzrosły o 7,2 proc. Inwestycje
w całym ubiegłym roku wzrosły o 5,1 proc. po spadku o 0,5 proc. w 2003 roku.
Jak widać słabszym wynikiem wzrost gospodarczy nie tylko nie przeszkadza,
ale wręcz zachęca do podjęcia decyzji luzującej politykę pieniężną. Dodajmy
do tego spodziewane utrzymanie się w lutym niskiej (stosunkowo, w porównaniu
do niedawnych oczekiwań) styczniowej inflacji i jej prawdopodobny spadek w
dalszych miesiącach. Niska inflacja ma być osiągnięta dzięki mocnemu złotemu
i nadal niskim cenom żywności. Jest jeden czynnik ryzyka, który może
zaburzyć odczyt. Są nim dokonane zmiany z koszyku inflacyjnym. Te zmiany
pociągają za sobą ryzyko rewizji danych za styczeń, które przecież były
przyjęte tak radośnie. "W styczniu mocny wpływ na spadek inflacji miały ceny
żywności, a może się okazać, że w nowym koszyku będą one miały nieco wyższą
wagę niż poprzednio i może to spowodować lekkie obniżenie inflacji" -
powiedział Piotr Bielski z BZ WBK."Z drugiej strony paliwa, choć tu efekt
powinien być w miarę pozytywny, kurs złotego sprzyjał i myślę, że to są
główne czynniki, które powodują, że inflacja może być stosunkowo niska" -
dodał (PAP). Ceny żywności i napojów bezalkoholowych stanowiły do tej pory
26,95% koszyka. Drugie w kolejności były ceny użytkowania mieszkań i ceny
nośników energii (21,21%). Ceny transportu to 8,39% w całości wskaźnika.
Prognozy dotyczące inflacji marcowej są zgodne co do jednego - od marca
inflacja zacznie spadać z powodu efektu wysokiej bazy. Uważa się, że
jutrzejsza wartość inflacji będzie maksymalna w tym roku. W kolejnych
miesiącach inflacja będzie spadać, by w połowie roku sięgnąć 2%, a może i
nawet jeszcze niżej. Mówi się nawet o 1,5%. Później może być nieco więcej,
ale na koniec roku ma to być ok. 2,0%. Idąc tym tropem obniżki stóp wydają
się przesądzone.
Teraz pozostaje ocena, na jakie obniżki można liczyć. Oczekiwania są
rozbieżne. Niektórzy sądzą, że w całymcie i
niekorzystny efekt bazowy związany z przedakcesyjnym boomem. Zdaniem
analityków Citigroup największy spadek inflacji w skali roku nastąpi w maju.
Pojawiają się też prognozy rocznych cięć o 150 pkt bazowych, a nawet 200
pkt. Te ostatnie chyba trzeba uznać za zbyt daleko idące. Można się bowiem
zastanawiać, czy faktycznie spadek inflacji do 1,5% jest możliwy, a
zwłaszcza, czy niska inflacja utrzyma się do końca roku. Druga połowa roku
jest już oczywiście uzależniona wielu czynników. Są to czynniki wewnętrzne,
jak choćby zbiory, ale i zewnętrzne. No i jak długo czynnikiem duszącym
inflację będzie mocny złoty?
Można się domyślać, że wszelkie optymistyczne prognozy spadku inflacji, a
tym samym spadku stóp procentowych opierają się na założeniu, że nie
będziemy podlegać jakimś poważniejszym impulsom podażowym. Rzućmy okiem na
wykres ropy, by się przekonać, że sytuacja wcale nie jest taka komfortowa
ropa.gif Cena ropy naftowej notuje rekordowe poziomy ropa2.gif Nie jest to
tylko sprawa dolara, bo nawet uwzględniając zmiany notowań dolara ropa3.gif
cena ropy jest po prostu coraz wyższa. Ba, jeśli wyrugujemy wpływ dolara to
okaże się, że w tym tygodniu cena ropy wyszła na nowe szczyty ropa4.gif
Wzrost cen ropy nie jest jedynym. Rosną ceny większości towarów, co widać po
indeksie CRB. Ostatnio dynamika wzrostu znacznie przyspieszyła crb.gif W tym
tygodniu był to jeden z głównych czynników wpływających na podaż na rynku
papierów wartościowych w USA. Także i tu mamy sytuację nie widzianą od ponad
20 lat crb2.gif
Wzrost cen towarów jest jednym z czynników wzrostu oczekiwań na kolejne
podwyżki stóp procentowych w USA. Sprzyja im także spory (na razie?) wzrost
gospodarczy. W tym tygodniu dynamicznie spadły ceny amerykańskich papierów
skarbowych 10y.gif Tym samym atrakcyjniejsza staje się ich rentowność
rentownosc_10y.gif
W związku z tym, warto sobie postawić kilka pytań: Co się stanie z inflacją
w USA, gdy cena ropy będzie rosła nadal, a oczekiwania części analityków, że
wykreślony zostanie podwójny szczyt, nie zyskają potwierdzenia? Nie jest to
wcale mało prawdopodobne biorąc pod uwagę duży popyt światowy, bardzo wysoki
stopień wykorzystania mocy produkcyjnych OPEC oraz wygasającą możliwości
podwyższania wydobycia. Co w takiej sytuacji stanie się z rentownością
papierów skarbowych w USA? Łatwo zgadnąć. Nie wspominam tu o tamtejszym
rynku nieruchomości przy rosnących stopach procentowych, bo ten temat wisi
tam jak miecz Damoklesa i straszy już od dłuższego czasu. Przypominanie, że
to bańka porównywalna do internetowej na Nasdaq z końca lat 90-tych jest już
truizmem. Jak będzie wyglądał deficyt budżetowy (uważany przez Greenspana za
najważniejszy problem na najbliższe lata) przy rosnących stopach
procentowych?
Co się stanie z kapitałem ulokowanym na rynkach o podwyższonym ryzyku, gdy
rentowność papierów w USA będzie coraz atrakcyjniejsza? Co się stanie ze
złotówką, gdy wzrośnie rentowność w USA przy spadku stóp procentowych
dokonanych przez RPP? Co się stanie z oczekiwaniami inflacyjnymi w Polsce,
gdy cena ropy będzie rosła, a złoty nie będzie jej już amortyzował? Że nie
będzie nie wynika tylko z układu rentowności, które ostatnio się zbiegają
stopy.gif ale po prostu choćby ze wspomnianego wzrostu ryzyka politycznego
związanego z wyborami. Parcie na złotego będzie już w tej chwili znacznie
mniejsze.
Nie piszę tego by straszyć, ale trzeba sobie zdawać sprawę z zagrożeń.
Przyszłość nie musi być wcale taka różowa, jak się w tej chwili sądzi. Cena
ropy ponownie wskoczyła na czołówki serwisów. Pokonanie ostatniego lokalnego
szę im przyglądać także w tygodniu
nadchodzącym. Na razie dramatu nie ma i sporo do niego brakuje, ale pewne
znaki ostrzegawcze się pojawiły. Oby się "rozeszło po kościach".
Kamil Jaros