Reklama

Międzynarodowy akcjonariat zapewnia nie tylko prestiż

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej zwiększyło zainteresowanie zagranicy naszym rynkiem kapitałowym. Nie jest on już tylko celem funduszy działających tylko w Europie, ale również globalnych graczy. Uwagę inwestorów zagranicznych próbują przyciągnąć spółki wybierające się na warszawską giełdę. Do kogo się zwracają? Dlaczego? Co zyskują?

Publikacja: 30.03.2005 08:44

Dlaczego warto zainteresować ofertą publiczną inwestorów zagranicznych? - Jej udział w ofercie bardzo poprawia strukturę popytu. Pomaga również "budować" cenę. Ta grupa jest bardzo dobrym "uzupełnieniem" instytucji krajowych. Istnieje bowiem alternatywa w postaci silnych instytucji zagranicznych. Inwestorzy zagraniczni są kluczowi przy dużych emisjach. Bez ich udziału wiele z nich by się nie powiodło - mówi Tomasz Witczak, dyrektor CA IB Financial Advisers. Dodaje, że sukces oferty TVN (biuro CA IB Securities oferowało papiery spółki) był m.in. zasługą superpopytu zagranicy.

Z udziału podmiotów zagranicznych w ofercie publicznej spółki mogą być zadowoleni również krajowi gracze. Poszerza się bowiem spektrum inwestorów, a to stabilizująco wpływa na notowania na rynku wtórnym. - Niewątpliwie, oprócz wspomnianych względów, posiadanie międzynarodowego akcjonariatu to także kwestia prestiżu - twierdzi Mariusz Kozłowski, członek zarządu GTC (firma deweloperska), które około 20% oferowanych akcji sprzedało inwestorom zagranicznym.

Kim jest zagranica?

Świadoma powyższych korzyści część spółek wybierających się na giełdę przygotowuje marketing przedofertowy (tzw. road show, więcej na ten temat czytaj str. VI) z myślą o instytucjach nie tylko krajowych, ale też zagranicznych. Komu właściwie spółki chcą się zaprezentować poza krajem? Kim są inwestorzy, których generalnie wrzuca się do jednego worka z napisem "zagranica"? - Są to najczęściej duże międzynarodowe fundusze poświęcające uwagę tej części Europy. Rzadko inwestorzy sektorowi - tych przyciągają tylko naprawdę duże oferty, takie jak PKN Orlen - wskazuje doradca CA IB.

Road show zagraniczne - z oczywistych względów technicznych - przebiega nieco inaczej od krajowego. Najczęściej trwa kilka dni. W odróżnieniu od road show w kraju, gdzie jednego dnia spółka może być zaprezentowana wielu inwestorom podczas konferencji (wszystkie największe instytucje finansowe mają bowiem siedzibę w Warszawie), marketing zagraniczny wymaga większej mobilności. Najczęściej są to spotkania indywidualne z umówionymi inwestorami lub śniadania dla dwóch-trzech instytucji (np. w Kopenhadze czy Sztokholmie dla inwestorów skandynawskich).

Reklama
Reklama

Komu konkretnie spółki się prezentują? Niewątpliwie każde liczące się przedsiębiorstwo stara się zainteresować ofertą inwestorów z Londynu (np. Barings, Merrill Lynch czy Griffin) oraz z głównych ośrodków finansowych Europy Kontynentalnej. Przykładowo, we Frankfurcie warto się spotkać z przedstawicielami DWS, Deka, dit (Allianz Dresdner Global Investors) czy Union Investment. - Ponadto podczas naszego road show odwiedziliśmy Wiedeń, Paryż i Amsterdam - wspomina Mariusz Kozłowski. Bazę stałych klientów - potencjalnych zainteresowanych wskazują spółkom domy maklerskie oferujące akcje.

Oczywiście, road show zagraniczne wiąże się z dodatkowymi kosztami, takimi jak tłumaczenie i druk materiałów informacyjnych, a niekiedy wymaga również sporządzenia prospektu międzynarodowego (przy ofertach międzynarodowych, czyli takich, w których zapisy przyjmowane są również poza granicami Polski).

Od strony merytorycznej marketing zagraniczny w zasadzie nie różni się od krajowego. Co nie oznacza, że nie wymaga większych starań. - Inwestorzy zagraniczni są bowiem lepiej przygotowani od naszych instytucji. Wiedzą, czego chcą, prezentują bardziej profesjonalne podejście. Z czego to wynika? Polskie instytucje mają ograniczone możliwości inwestycyjne. Jeśli chodzi o inwestorów regionalnych, ich spektrum inwestycyjne jest dużo szersze. Mają w czym wybierać. Mają też większe doświadczenie - twierdzi osoba zajmująca się ofertami publicznymi, prosząca o nieujawnianie nazwiska. Z drugiej strony spotkania z zagranicą wymagają niekiedy poświęcenia więcej czasu. - Nie wszyscy inwestorzy za granicą wiedzieli, czym jest nasza Galeria Mokotów, sztandarowa inwestycja GTC - wskazuje Mariusz Kozłowski.Tylko dla dużych

Również z wymienionych względów inwestorzy zagraniczni interesują się tylko ofertami o istotnej wartości. - Funduszy regionalnych nie interesują spółki, które prezentują nawet kilkudziesięcioprocentowy potencjał wzrostu, skoro stanowiłyby ułamkową część procentu ich aktywów. Po prostu "nie rozdrabniają" się - wyjaśnia Tomasz Witczak. Jak informuje, generalnie inwestorzy zagraniczni zwracają uwagę na trzy kryteria, zanim w ogóle rozważą możliwość zainwestowania w spółkę. Mianowicie: wartość oferty, kapitalizacja spółki po upublicznieniu oraz free float, czyli ile akcji rzeczywiście będzie w obrocie na giełdzie. Im te trzy wielkości są większe, tym lepiej.

Nawet te średnie oferty (jak na polskie warunki, czyli o wartości 100-200 mln zł) pozostają poza zainteresowaniem niektórych inwestorów zagranicznych. - Jeśli chodzi o IPO poniżej 100 mln zł - zainteresowanie takimi ofertami będzie znikome - twierdzi doradca CA IB Financial Advisers. Chociaż, jak przyznaje, czasami nawet przy tych mniejszych ofertach mały marketing zagraniczny się opłaca. Podobnego zdania było m.in. PBG. Ubiegłoroczny debiutant sięgnął na rynek po 96 mln zł. - Nasz oferujący rekomendował prezentację spółki również za granicą. Przedstawialiśmy więc ofertę, między innymi w Wiedniu i Frankfurcie. Efektem road show było duże zainteresowanie ze strony zagranicznych inwestorów finansowych. Spółka bardzo podobała się zagranicznym instytucjom, a jedyny zarzut dotyczył kapitalizacji poniżej 500 milionów złotych. Po przekroczeniu tej bariery zaczęliśmy odbierać coraz więcej telefonów od najbardziej renomowanych instytucji finansowych na świecie z propozycją spotkania - mówi Robert Białczyk, rzecznik PBG.

Nie ma przywilejów

Reklama
Reklama

W ofertach publicznych przeważnie nie przeznacza się określonej puli akcji dla zagranicy. Ma to bowiem sens tylko przy bardzo dużych emisjach. W ubiegłym roku wydzieloną transzę kierowaną do inwestorów zagranicznych mieliśmy tylko w przypadku prywatyzacji PKO BP. Zdaniem naszych rozmówców, ten fakt miał ponadto bardziej podłoże polityczne niż czysto ekonomiczne.

Co do zasady, wydziela się jedną transzę dla instytucji, zarówno krajowych, jak i zagranicznych. Inwestorzy są traktowani jednakowo. - Nie ma żadnych przywilejów dla inwestora z racji tego, że ma status inwestora zagranicznego. Każdy musi spełnić te same kryteria - o przydziale akcji decyduje oferowana cena i jakość akcjonariusza - wskazuje Tomasz Witczak.

Jak - od strony technicznej - wygląda udział zagranicy w ofercie publicznej spółki wchodzącej na GPW? Wspomnieliśmy już, że inwestorzy zagraniczni to głównie fundusze lokujące aktywa w naszym regionie Europy. Z tego względu mają one najczęściej otwarte konto u polskich brokerów lub działają za pośrednictwem banków powierników.

Zapisy przez pośredników

Samo składanie zapisów niekiedy różni się od tego, do czego przyzwyczajeni są rodzimi inwestorzy. Część instytucji zagranicznych nie akceptuje bowiem zasad rozliczania ofert publicznych obowiązujących na naszym rynku. Chodzi o fakt, że od momentu złożenia zapisu (czyli również zamrożenia środków pieniężnych) do czasu pierwszego notowania walorów na parkiecie (i możliwości ich upłynnienia) mija co najmniej kilka dni. - Zagranica często hołduje zasadzie delivery versus payment. Inwestorzy chcą otrzymać akcje w momencie wyłożenia pieniędzy - tłumaczy T. Witczak.

W imieniu tych inwestorów działają np. banki inwestycyjne. Robią wewnętrzny book building (budowanie księgi popytu) wśród swoich klientów. Płacą za nich i nabywają papiery na własny rachunek. Następnie odsprzedają im walory, gdy te są już notowane - najczęściej w pakietówkach. To częściowo tłumaczy bardzo wysokie często obroty pierwszego dnia notowań. Świeży przykład - Eurocash (w lutym trafił na parkiet). Po ofercie jako jego znaczący akcjonariusz ujawnił się Bank Austria Creditanstalt (z pakietem 17,4%). Był on jednak tylko pośrednikiem. Po pierwszej sesji zbył posiadane walory w transakcjach pakietowych. A wspomniany pakiet akcji mógł ilustrować, jaka - w przybliżeniu - część oferty trafiła do inwestorów zagranicznych.

Reklama
Reklama

Nie zapominają

Bardzo często spółki, które prowadziły road show za granicą, organizują spotkania z inwestorami zagranicznymi również po zakończeniu oferty. Niekiedy odwiedzają nawet więcej miast niż przed IPO. Przykładowo GTC, po przeprowadzeniu oferty w kwietniu ubiegłego roku, w listopadzie znowu odbyło "tournée" po Europie. W marcu tego roku miał miejsce podobny cykl spotkań, ale o większym zasięgu, obejmujący dodatkowo Edynburg, Kopenhagę i Sztokholm. - Są to tzw. non-deal road shows. Ich celem jest prezentowanie nowych inwestycji spółki i obecnych trendów na rynku nieruchomości. Chcemy je organizować regularnie, co pół roku lub nawet co kwartał - deklaruje Mariusz Kozłowski. - Spółki prezentują inwestorom, w jaki sposób wykorzystują pozyskane od nich środki czy realizują cele emisji oraz czy na przykład dotrzymują obietnic odnośnie do wyników finansowych. Podczas tych spotkań otrzymują wskazówki, sygnały, jak ich oceniają partnerzy zagraniczni. W przyszłości, gdy spółka będzie chciała realizować bardziej agresywny plan rozwoju (czytaj: planuje większą emisję) może liczyć na zainteresowanie tych inwestorów - twierdzi Tomasz Witczak.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama