"Masowa", planowana przez obecne kierownictwo MSP, prywatyzacja państwowych firm poprzez warszawską giełdę staje pod znakiem zapytania. Powód? Obecna opozycja, która prawdopodobnie wygra wybory, nie jest tak entuzjastycznie nastawiona do niej jak minister skarbu Jacek Socha. Zdaniem przedstawicieli Platformy Obywatelskiej, sprzedaż akcji inwestorom branżowym może zapewnić większe przychody Skarbowi Państwa i lepsze perspektywy prywatyzowanym przedsiębiorstwom. Minister Socha nie ustaje jednak w przekonywaniu, że powinno się kontynuować sprzedaż państwowych spółek poprzez giełdę. - W najbliższych latach wartość ofert publicznych przedsiębiorstw Skarbu Państwa powinna wynosić od 5 do 6 mld zł rocznie. W innym razie otwarte fundusze emerytalne będą miały duże trudności z alokacją aktywów. Może dojść do sytuacji, gdy wysokie kursy nie będą oddawać wartości spółek, a OFE zamiast zapewnić swoim klientom - przyszłym emerytom - godziwy zarobek, mogą nawet tracić - wyjaśniał niedawno na spotkaniu z przedstawicielami Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej.
Giełdowe przyspieszenie
Trzeba przyznać, że Jacek Socha nie tylko mówi o konieczności przeprowadzania ofert publicznych spółek Skarbu Państwa. W przeciwieństwie do swoich pięciu poprzedników z rządu Leszka Millera, jest pierwszym ministrem skarbu, któremu od 2000 r. (a gdyby nie liczyć sprzedanej wówczas Kogeneracji, to od 1999 r.!) udało się wprowadzić z sukcesem państwową firmę na warszawską giełdę. Wynik nie jest może oszałamiający - pod koniec ub.r. zadebiutowały tylko dwie spółki - PKO BP oraz WSiP. Ale debiut PKO BP był największy pod względem wartości w tej części Europy. Warto przypomnieć także, że nowe akcje sprzedał będący od kilku lat w obrocie Pekaes. Z debiutem w 2004 r. nie zdążyły z różnych powodów Ciech (problemy z prospektem, w tym konieczność uregulowania statusu akcji będących w posiadaniu spółek zależnych) oraz Zelmer (m.in. zbyt duża liczba ofert publicznych). Ostatecznie spółki pojawiły się na parkiecie odpowiednio w styczniu i lutym.
Minister skarbu tylko częściowo mógł skorzystać z ubiegłorocznej koniunktury także z innych powodów. Jego poprzednicy nie tylko nie przeprowadzili żadnej oferty, ale także nie przygotowali żadnego projektu. Brak państwowej konkurencji ułatwił za to zadanie ponad 30 prywatnym firmom (bądź ich akcjonariuszom), które pojawiły się w ub.r. na warszawskim parkiecie (w tym dwie zagraniczne). W tym roku miało być zdecydowanie lepiej - urzędnicy oraz przedstawiciele spółek przy wsparciu doradców prywatyzacyjnych pracowali (pracują?) nad kilkunastoma ofertami. Dlatego zapowiedzi przedstawicieli MSP, że w tym roku co miesiąc na giełdzie będzie debiutować spółka o państwowym rodowodzie, brzmiały na początku br. dość wiarygodnie.
To tylko zapowiedzi