Powyższe pytania zadawał i udzielał na nie odpowiedzi Marek Dworak, wiceprezes Brokera FM, podczas prezentacji towarzyszącej małopolskiemu VI Forum Giełdowemu w lutym tego roku. Jednym z tematów forum były niebezpieczeństwa, które czyhają na spółki wybierające się na giełdę. Należy do nich m.in. "czarny PR". W ciągu ostatnich paru lat pierwotne oferty publiczne (w tym także Brokera FM) stawały się często przedmiotem informacyjnego ataku. Najczęstsza jego forma to raport analityczny podważający wiarygodność i wartość firmy. Może go przygotować konkurencja lub osoba fizyczna. I nie do szuflady, ale z myślą o publikacji w mediach. Stawka jest duża, bo gdy firma wybiera się na giełdę, zawsze chodzi o miliony złotych.
Dyskonto za "czarny PR"
"Czarny PR" robi ktoś, kto rozpowszechnia niekorzystne, często nieprawdziwe, bądź niepełne informacje na czyjś temat, aby osiągnąć własny cel: zaszkodzić konkurentowi, zdyskredytować go, uzyskać korzyści majątkowe, czy przewagę negocjacyjną. W przypadku rynku pierwotnego, "czarny PR" dotyczy najczęściej finansowej kondycji spółki, wybierającej się na giełdę, i jej polityki informacyjnej w tym zakresie. Uczestnicy "spisku" rozbierają dane zawarte w prospekcie i sprawozdaniach finansowych na czynniki pierwsze i poddają je dokładnej analizie. Dużo bardziej wnikliwej niż ta przeprowadzana przez przeciętnego inwestora giełdowego. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że wybrane informacje służą potem konkretnemu celowi - wzbudzeniu wątpliwości potencjalnego nabywcy akcji. Dla giełdowych inwestorów wątpliwości to dodatkowe ryzyko. Za akcje nim obarczone płacą mniej albo wcale.
Działania Jarosława S.
Od czasu oferty Hoopa - producenta napojów, firmy wchodzące na giełdę i ich doradcy kojarzą "czarny PR" przede wszystkim z jedną osobą - Jarosławem Supłaczem. J. Supłacz przygotowuje raporty poświęcone IPO. W międzyczasie dzwoni i pisze e-maile do spółek, zadając im pytania. Raporty publikuje w internecie.