Z prezesem Drozapolu
Wojciechem Rybką
rozmawia Michał Śliwiński
Minęło pół roku od debiutu spółki na GPW. Jak ocenia Pan ten okres?
Debiut spółki w grudniu 2004 r. zakończył się sukcesem. Pozyskała inwestorów finansowych i indywidualnych, którym, jak sądzę, spodobała się strategia działania i plany na najbliższe lata. Od początku tego roku zarząd zabrał się za realizację strategii opisanej w prospekcie. Choć warunki rynkowe uległy poważnym zmianom, to myślę, że inwestorzy oswoili się z gorszymi wynikami w 2005 r. na tle rekordowego 2004 r. To konsekwencja słabszej koniunktury w naszym sektorze i całej gospodarce, mniejszej liczbie inwestycji i zleceń od odbiorców, poprzez znaczny wzrost kursu euro i dolara mający wpływ na mniejszą opłacalność importu, znaczny spadek cen wyrobów hutniczych na świecie, niższe marże. Mimo to zarząd konsekwentnie realizuje wyznaczone cele. Uruchomiono nowe oddziały, rozpoczęto wdrożenie zintegrowanego systemu zarządzania, trwają intensywne prace nad budową nowej hali w Bydgoszczy. Prowadzimy rozmowy z producentami maszyn do centrum serwisowego. Trwają też rozmowy na temat naszego aktywnego udziału w konsolidacji wśród dystrybutorów wyrobów hutniczych.