ścieżką wydeptywaną przez wydarzenia opisane w pierwszym (ostatnim tydzień
temu) akapicie. To nie były np. terrorystyczne emocje i spekulacja. I samo
to jest ogromnym plusem dla rynku, choć piszę to trochę z zaciśniętymi
zębami, bo sądziłem, że obecną Weekendową spokojnie będą mógł pisać już z
niedźwiedziego fotela. Wracając do wydarzeń z zeszłego tygodnia, to z rana w
poniedziałek inwestorzy poznali dane o sprzedaży detalicznej i choć
analitycy oczekiwali wzrostu w czerwcu w okolicach +6,0-6,5% przy przedziale
4,0-8,0%, to było aż +10,5%. Czyli kolejne świetne dane przekraczające
wszelkie prognozy. Wcześniej sygnał bardzo wyraźnej poprawy w gospodarce w
czerwcu sygnalizowała produkcja przemysłowa. Te poniedziałkowe dane zrobiły
byczy podkład pod środowe wyniki spółek i decyzję RPP. O wynikach napiszę
krótko. Krótko, bo gazety i biura maklerskie rozpisują się o tym tyle, że
każdy obiektywnie sam szczegółowo może to ocenić. Wnioski są takie, że
wyniki należy uznać za pozytywną niespodziankę i pozwoliły zdecydowanie
mocniej zainteresować zagranicznych inwestorów naszym rynkiem. Wyraźna
reakcja była jednak tak naprawdę dopiero w kolejnych dniach. Standard na
naszym rynku. Kierunek ustalają zagraniczne fundusze, a te po publikacjach
czekają na dokładne analizy i dopiero rozpoczyna się handel na dużych
obrotach. Do tego wszystkiego decyzja RPP przesądziła, że droga do lipcowego
"window dressing" w czwartekw zdjęło z rynku akcji niepewność (co do ewentualnej przeceny
obligacji) jaka towarzyszyła wyczekiwaniu na tą decyzję. Inwestorzy
najbardziej nie lubią nie wiedzieć co ich czeka, więc już sama taka
neutralna wiadomość, to przy tak byczych nastrojach w regionie był plus dla
rynku akcji.
A nastroje w regionie to oprócz tych wszystkich informacji to kolejny byczy
impuls, który pozwolił prowadzić rynek na nowe szczyty. Wystarczy znowu
porównać wykres BUX i WIG20 by dojść do filmowego stwierdzenia, że
podobieństwo indeksów występujących na wykresie absolutnie znowu nie jest
przypadkowe. WYKRES.gif Do tego wszystkiego możnaby dodać też fakt
ustanowienia nowych czteroletnich szczytów przez indeksy amerykańskie.
Jednak nawet nie zamierzam teraz tych wykresów pokazywać, bo na ostatnich
sesjach nasz region żył swoim własnym trendem i choć ogólnoświatowa hossa
mogła wpływać na dynamikę wzrostu, to w mojej ocenie na pewno nie była
jednym z głównych impulsów do zakupów polskich i węgierskich akcji.
Patrząc na przebieg ostatniego tygodnia, nie można powiedzieć, że rynkami
kierowały emocje, lub rynek poruszał się wbrew wymowie napływających ważnych
informacji. Wszystko sprzyjało bykom i fundusze zagraniczne (patrz
umocnienie złotego !) wykorzystały to do zakupów, a nikt im nie przeszkadzał
z okazji "window dressing". Mam więc problem, bo od dawna deklarowałem się,
że na przełomie lipca i sierpnia należałoby szukać ostatniego etapu fali
wzrostowej. Po dobrych wynikach spółek, decyzji RPP, zachowaniu regionu ...
i w końcu - absurdalnej bazie na kontraktach, zaczynam mieć wątpliwości, czy
zagranica po małej korekcie nie przedłuży tej byczej gry pod wyniki
kolejnych spółek, zupełnie nie zważając na razie na kurczącą się premię za
ryzyko inwestowania na naszym rynku, oddalające się perspektywy strefy euro
(górnicy i polityka), czy też wchodzenie w przedwyborczy okres strachu i
niepewności. Wątpliwości co do możliwej zmiany trendu najmocniej zasiewa
właśnie ta absurdalna baza na kontraktach. Czy przy bazie -50 pkt. można
mówić o kreśleniu szczytu ? Tym bardziej, gdy ta baza nie jest reakcją na
jakiś nadzwyczajne wydarzenie, ale systematycznie powiększa się wraz z
notowaniem coraz to nowych szczytów WIG20 (technik powie - coraz silniejszym
rynkiem). BAZA.gif
Nawet jeśli uznać, że wzrost indeksów od połowy maja jak żywo zaczyna
przypominać sytuację z lutego tego roku, to nikt z inwestorów nie może
określić (a jak widać po bazie robi to bez sukcesu od wielu tygodni), czy to
jest już moment szczytu, czy jeszcze ostatnia fala np. 150 punktowego
wzrostu. Tak właśnie było w lutym tego roku. Coraz więcej sygnałów
wskazywało na możliwość odwrócenia trendu, a rynek zrobił jeszcze 150 pkt.
euforię i kosztowało to pewnie niejeden depozyt. Co z tego, że w kolejnych
2,5 miesiącach cały trend wzrostowy został zniesiony. Kontrakty.gif
Indeks.gif Jeśli rynek "niesłusznie", analogicznie jak w lutym, ruszy teraz
do takiego ostatniego 150 pkt. wzrostu (nawet oddając go z nawiązką w
kolejnych miesiącach), to dla kontraktów "wyciśnięcie krótkich" dzięki tak
ujemnej bazie stanie się po prostu zabójcze. Na pewnym etapie będą musiały
odpuścić. Czasami siła trendu jest tak duża, że nawet jeśli jest jedynym
byczym argumentem, to samo to może wystarczyć. Można mieć więc różne
poglądy, ale stosunek ryzyka do potencjalnego zysku nie pozwala jeszcze w
tej chwili (polecać) odzwierciedlać niedźwiedzich poglądów w rynkowej
pozycji. To ostatnie zdanie proszę potraktować jako substytut prognozy.
Gdyby nie fakt tej bazy i miałbym mówić teraz tylko o WIG20, to mówiłbym o
korekcie indeksu na początku nadchodzącego tygodnia. Ale nawet jeśli oykluczałbym nawet
sytuacji, w której indeks trzy sesje systematycznie spada, a kontrakty rosną
po parę punktów zmniejszając bazę do -20 pkt. (-47 pkt. na piątkowe
zamknięcie). Powtórzę więc, że skoro mowa o kontraktach, to ja przy takiej
bazie polecać krótkich nie mogę, nawet widząc korektę (bardzo duże obroty w
piątek - możliwe przesilenie, szczególnie że już zaczyna być widoczna spora
podaż na kluczowych spółkach). Ryzyko za duże. Dopiero gdy rynek
zdecydowanie ruszy na południe, korekta nie okaże się tylko "ząbkiem", a
przy tym zmniejszy się pesymizm, dopiero wtedy będzie można z czystym
sumieniem dołączyć do obozu niedźwiedzi.
Czas teraz trochę ponarzekać. Oczywiście na górników i politykę - potraktuję
ten fragment jak wizytę na kozetce u psychoanalityka. Momentami naprawdę mam
bowiem wrażenie, że rodzimi politycy próbują zrobić ze mnie wariata. Jednego
dnia wszyscy solidarnie, od lewej do prawej strony, przedstawiają swoje
programy i poglądy, przekonując zgromadzonych dziennikarzy jak kluczowe dla
gospodarki jest zmniejszenie kosztów pracy, a przy tym reforma finansów
publicznych. Słychać to co kilka dni od momentu ustalenia daty wyborów.
Natomiast w środę górnicy wpadają pod Sejm, a ten, jak napisał jeden z
felietonistów - kapituluje przed pijanym, rozsierdzonym tłumem. Nie mnie
oceniać słuszność postulatów górników i społeczne poparcie dla takich
socjalnych działań Sejmu. Posłużę się więc cytatem eksperta (Rzeczpospolita
27 lipca "Przegra gospodarka") - "Zdaniem ekspertów - na przykład profesora
Marka Góry z SGH - wystarczy kilka miesięcy, aby dopracować i uzgodnić
obecny projekt emerytur pomostowych dla wszystkich, nie tylko dla górników.
Projekt, który nie zrujnuje gospodarki, a Górnikowi pozwoli na emeryturę w
wieku np. 55 lat. Ale liderzy związkowi wolą siłą przeforsować emerytury z
PRL-owskim rodowodem, które pozwalają górnikowi na emeryturę w wieku 43
lat.". Jaki będzie efekt takich działań i dlaczego wspominałem o "kosztach
pracy" ? Bo pieniądze skądś się muszą na to wziąć, a koszty rosną o setki
milionów, a potem miliardy każdego roku, do rozmiarów tak absurdalnych, że
uwzględniając jeszcze koszty reformy górnictwa, taniej byłoby już dzisiaj
zamknąć kopalnie i dożywotnio wypłacać emerytury wszystkim górnikom. Jeśli
ustawa o górniczych emeryturach wejdzie w życie, to straty dla budżetu już w
2010 roku liczone będą w okolicach 6-7 mld zł. Dla ich sfinansowania
należałoby podnieść osobom pracującym składki na ubezpieczenie społeczne o
około 1,5% !!! Naprawdę trzeba nie mieć wyobraźni, by przygotować sobie taką
polityczną świnię (kolejne rządy będą musiały coś z tym zrobić), która po
pierwsze wywraca do góry nogami kwestie deficytów budżetowych, po drugie
(patrz po pierwsze) spowolni wzrost gospodarczy, czy choćby po trzecie
(patrz po pierwsze) odsuwa termin spełnienia wszystkich kryteriów wejścia do
strefy euro. No ale kampania wyborcza ma niestety swoje prawa. Szkoda, że
"Pan za to płaci, Pani płaci, wszyscy Państwo płacicie". Dlaczego rynki na
to nie reagują przeceną obligacji i złotego ? Bo cała "nadzieja" w
prezydencie. A tak przy okazji, nie chcę być złośliwy, ale gdzie jest
prezydent ? - pytam, bo na Białorusi się jakoś dużo dzieje, a Sejmowi
przydałaby się ostra reprymenda. A tu cisza, choć może nie tą telewizję
oglądam i nie te serwisy/gazety czytam. Przepraszam, moja wina. Na szczęście
wypowiedział się doradca prezydenta (W. Orłowski), który będzie rekomendował
odrzucenie kosztownych dla budżetu ustaw, które w tym tygodniu przyjął
parlament, w tym także o emeryturach górniczych. Podobno (znowu złośliwy
jestem ?) komuś udało się również podsłuchać wypowiedź polskiego premiera w
tej sprawie - ka karykatura, w
której cały rząd jest przeciw ustawom, a cały Sejm głosuje za ich
przyjęciem, nie może pozostać bez złośliwych uwag. Na decyzję prezydenta (3
tygodnie) czekam z wypiekami na twarzy.
Z polityki zahaczę jeszcze o kwestię stóp procentowych, bo moim zdaniem
bardzo trafne powyborcze prognozy w tej kwestii przedstawił w tym tygodniu
Stanisław Gomułka, główny ekonomista PZU i wykładowca LSE. Cytując za
środowym PARKIETEM - "Jeśli najwięcej głosów dostanie PIS, obniżki stóp będą
niewielkie lub nawet nie będzie ich wcale. Dla inwestorów wygrana PIS będzie
bowiem oznaczać znaczne przesunięcie daty przyjęcia euro przez Polskę
(fatalne dla rynku akcji - MP). A jednocześnie powinni się oni liczyć z
szybkim rozpadem koalicji rządowej PIS z Platformą Obywatelską i nowymi
wyborami, w których duże szanse na zwycięstwo będą mieć ugrupowania
populistyczne (Samoobrona w piątkowym PGB wzrost z 14% na 17% przy 24% PIS i
PO - MP). Jeśli natomiast wrześniowe wybory wygra PO, ryzyko polityczne
znacząco spadnie. To zaś będzie skutkować dużym napływem kapitału do Polski.
Podstawowym zadaniem dla RPP stanie się wtedy niedopuszczenie do tego, aby
cena euro spadła znacząco poniżej 4 zł. W tym przypadku dalsze obniżki stóp
mogłyby mieć miejsce już w listopadzie i/lub grudniu.". Wielokrotnie o takim
scenariuszu pisałem i także pod tym komentarzem podpisuję się obiema rękami.
Radzę zapamiętać, bo im bliżej wyborów, tym rynki finansowe staną się coraz
bardziej czułe na wyborcze sondaże, a jak widać scenariusze powyborcze są
dosyć różne. Do tego podziału na "dobre" PO i "gorszy" PIS, dodałbym jeszcze
warunek, że POPIS, lub PISPO powinny mieć na tyle duże poparcie, by zabrać
większość poselskich foteli. Jeśli przy tym byłaby jeszcze taka konfiguracja
z innymi partiami, by odrzucać weta prezydenta, to ryzyko polityczne na
następne lata znika po uformowaniu rządu (to teoria, którą dyskontować będą
rynki - choć praktyka oczywiście może inaczej wyglądać).
Za tydzień w kolejnym odcinku - o tym (prawdopodobnie) .... dlaczego
korekta spadkowa była dosyć płytka i spokojna mimo tak dynamicznych i dużych
ostatnich wzrostów oraz licznych negatywnych dywergencji na wskaźnikach. O
tym, czy to tylko korekta, czy już jednak zwrot do przedwyborczego czyśćca.
O tym dlaczego zmniejszyła się baza. O tym dlaczego Bank Anglii w końcu po
raz pierwszy od dwóch lat obniżył stopy, a EBC pozostawił je bez zmian. O
pozytywnie zaskakującym indeksie ISM w USA w poniedziałek, oraz o równie
dobrych piątkowych najważniejszych danych o amerykańskim bezrobociu. O
prognozach co do wymowy komunikatu z posiedzenia FOMC 9 sierpnia. O wynikach
amerykańskich spółek. O wynikach BRE z wtorku, WBK ze środy, bardzo dobrych
wynikach KGHM (!) z czwartku i słabych PEKAO (!) z piątku. I w końcu o tym,
dlaczego Polkomtel może wywołać ogromne zamieszenie na rynku kontraktów.
[email protected]