Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 20.08.2005 13:26

Marek Pryzmont

Prawie cały skrócony tydzień na GPW był z gatunku tych pasjonujących, czyli

takich, w czasie których największe fundusze powiedziały "pas" i wysłały

zarządzających na tradycyjne sierpniowe wakacje. Nie dotyczy to tylko

wtorkowych notowań, które poprzedziły raporty spółek (PKN, PKO BP) i na

Reklama
Reklama

których maklerzy musieli nadrabiać zaległości z poniedziałkowego święta. Ale

po tym trzęsieniu ziemi było zupełnie odwrotnie niż u Hitchocka - z każdym

dniem coraz spokojniej i nudniej. Seria trzech sesji z tak niskim obrotem

(WIG20) wystąpiła poprzednio dopiero w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Trudno więc w takich okolicznościach mówić o jakiejś słabości rynku.

Zwycięstwo w postaci dopisanych niedźwiedziom punktów niby smakuje zawsze

Reklama
Reklama

tak samo, ale nic z tego nie wynika i więcej w takim zachowaniu rynku było

przypadku, niż początku kształtowania się nowej tendencji. O tej przekonać

mógłby dopiero wyraźny skok obrotów wskazujący na powrót Londynu do gry.

Skoro wspominam o gloryfikowanym przez wszystkich Londynie (słusznie - co

szerszej publice potwierdziły chociażby ostatnie ankiety przeprowadzone

przez GPW), to warto po raz kolejny zwrócić uwagę na polskie tzw. indeksy

Reklama
Reklama

nastroju. Jednym z nich jest Wigometr, który od początku traktuję co

najmniej z przymrużeniem oka, a prognozowanie poziomu indeksu na konkretny

dzień i godzinę uważam za niezbyt dobrze odzwierciedlające rynkowe nastroje.

Mimo to sam czasami sięgam po to narzędzie, choć tylko w przypadku

ekstremalnych notowań lub gwałtownych zmian w odczycie tej ankiety. Znacznie

Reklama
Reklama

skuteczniejszym narzędziem jest (był) subindeks Pengabu - saldo prognozy

popytu na akcje. Niemniej jednak należy zauważyć, że przy takiej hegemonii

zagranicznych funduszy opieranie giełdowych prognoz tylko(!) na opiniach

krajowych instytucji/analityków/zarządzających niewiele się różni od

wróżenia z fusów, co także potwierdził zaskakujący kontarian ostatni

Reklama
Reklama

Wigometr.

W zeszłym tygodniu Wigometr wyniósł -48 pkt. Optymistów było 19% a

pesymistów aż 67%. Zbliżone pesymizmem odczyty tego wskaźnika były w trzech

tygodniach czerwca. Wtedy byliśmy dopiero w połowie całego trendu

wzrostowego i Wigometr mylił się systematycznie. Mimo ekstremalnego

Reklama
Reklama

pesymizmu w zeszłym tygodniu, notowania w piątek zakończyliśmy jednak na

minusach. Oczywiście ktoś mógłby to skomentować, że to teraz jedynie wypadek

przy pracy, ale po ankiecie GPW naprawdę dość wyraźnie widać, że to nie

rodzime instytucje ustalają trendy i ich nastawienie do rynku nie jest

kluczowe dla giełdowej koniunktury. To samo dotyczy wspomnianego subindeksu

PENGABu, który do oferty PKO BP był bardzo dobrym wskaźnikiem nastroju. Od

tej oferty już trudno doszukać się wyraźnych zależności.

Jak już jesteśmy przy nastrojach, to podam, że z piątkowej ankiety GPW

wynika, że 52% oczekuje spadku, a 11% wzrostu (najmniej od 10 czerwca).

Wigometr wynosi więc 41 pkt. Sytuacja jest tym razem o tyle ciekawa, że baza

z -35 pkt. na początku tygodnia, oraz tych samych wartości na początku

czwartkowej sesji (pomimo notowania PKO BP już bez prawa do dywidendy, co

"zabrało" 9 pkt. z indeksu WIG20 - czyli de facto ujemna baza w odniesieniu

do początku tygodnia wzrosła), spadła do -20 pkt. na piątkowe zamknięcie,

zbliżając się w piątek momentami do wartości jednocyfrowych. Czyli Wigometr

pokazuje dalej silny pesymizm, a nastroje na kontraktach bardzo wyraźnie się

poprawiły. Zupełna rozbieżność. Oczywiście należy tutaj raz jeszcze

podkreślić, że to zasługa kosmetycznych obrotów. Nie jest więc tak, że to

"kontrakty" są teraz bardziej optymistyczne. Uczciwiej byłoby powiedzieć, że

kontrakty po prostu jedynie nie podzielają pesymhę sprzeczne sygnały co do

kierunku trendu w dłuższym terminie, a do tego opinie i dane makro zasiały

spore wątpliwości co do polityki RPP. Ale po kolei. Zacznijmy od tych

nieprzyjemnych spraw. Zwycięzcą w tej kategorii została ustawa o emeryturach

górniczych. Nie zamierzam zbyt szczegółowo analizować tematu z dwóch

powodów. Po pierwsze media szeroko problem opisywały (najlepiej Ryszard

Petru - Wyborcza - "Zło górniczych przywilejów"), a po drugie lekarz

zabronił mi brać udziału w tej dyskusji bo ciśnienie mi za mocno skacze.

Każdy kto ma w domu choćby liczydło jest w stanie oszacować, że uchwalenie

tego aktu przekracza nie tylko granicę politycznej przyzwoitości , nie tylko

zdaniem części prawników łamie Konstytucję, ale też koszta tej ustawy

przekraczają w przeliczeniu na głowę barierę 200-300 zł będącą

rozgraniczeniem między "niską szkodliwością społeczną czynu" a (politycznym)

przestępstwem. Dlaczego na rynkach nie było paniki z tego powodu ? Bo

zostają jeszcze dwie furtki, dzięki którym możliwe jest uniknięcie kosztów

tej ustawy, czyli 70-90 mld. Pierwsza to Trybunał Konstytucyjny (wyrok

pewnie dopiero w połowie przyszłego roku), a druga to fakt, że ustawa

zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2008 roku, czyli do tego czasu nowy rząd

może ją zmienić zastępując kompleksową ustawą o emeryturach pomostowych,

która korzyści daje wszystkim grupom zawodowym, ale po pierwsze na innych

zasadach, a po drugie w innym wymiarze. Zmiana tej ustawy wydaje się

koniecznością, ale realność takiego scenariusza warunkowana jest wygraną PO

w wyborach (jako jedyna partia była przeciwna tej ustawie - "społeczny" i

popierający ją PIS nie odważy się jej unieważnić zastępując nową). Gra toczy

się o miliardy złotych, kilkaset pkt. na WIG20 i z 15-20 groszy na złotym, a

nikt tak naprawdę nie jest w stanie oszacować szans na odkręcenie tej

ustawy. Rynki to ryzyko (wydatki z budżetu) na razie ignorują. Po części

słusznie, bo albo należy je póki co ignorować, albo panikować.

Na koniec górników jeszcze dwie uwagi. Jedna merytoryczna, a druga

polityczna, choć zdaje sobie sprawę, że nie jest to na to miejsce i czas.

Merytoryczna jest taka, że jeśli policzyć wszystkich górników z bazy

Ministerstwa Polityki Społecznej i koszty ustawy rozłożyć na każdego z nich,

to okazuje się, że dzięki tej ustawie każdy z nich dostanie ... uwaga ...

500 tyś zł. Sprawdzałem dwa razy i nie pomyliłem się w rachunkach. Powtórzę,

każdy z górników (nawet nie zawsze pracujących w trudnych warunkach)

dostanie od reszty społeczeństwa dzięki tej ustawie pół miliona złotych.

Druga uwaga czysto polityczna - bo w szczerze powiem - krew mi się burzy -

że żyję w kraju w którym prezydent podpisując ustawę zabierającą podatnikom

90 mld zł (nawet przekazując to na jak najbardziej szczytne cele !), nie ma

odwagi stanąć przed kamerami i wytłumaczyć społeczeństwu motywów swojego

działania. Do tego ustawa jednoznacznie traktowana jest jako polityczny

propagandowy kąsek dla prezydenckiego faworyta w wyścigu prezydenckim

(ogłosił ją nie Pałac Prezydencki, nie agencie informacyjne, ale

Cimoszewicz) i jednocześnie polityczna świnia podkładana przyszłemu rządowi

i prezydentowi. Jak dobrze skomentował to K. Bień w Rzeczpospolitej - "

Jeśli chodzi o gospodarkę, (Aleksadner Kwaśniewski) zapamiętany zostanie

raczej jako ten, który kiedyś przekreślił pionierską reformę podatkową, a

teraz nie wiedzieć czemu uległ lobby górniczemu. Polska gospodarka byłaby w

o wiele lepszej formie, gdyby w obu przypadkach prezydent podjął inne

decyzje". W polityce zawsze mnie wiele rzeczy dziwiło, ale naprawdę nie

pamiętam, kiedy politycy zrobili coś tak głupiego, prezydent to przyklepał,

a przy tym zrobił to zauzyska z tego tytułu około 1,5 mld zł i to po

części pomoże w finansowaniu inwestycji (kropla w morzu). Równie ważne

"merytorycznie" były naciski załogi i zyski z akcji pracowniczych).

Przedział cenowy zostanie ogłoszony 31 sierpnia. Od 1 do 12 września potrwa

proces budowy książki popytu, a od 1 do 9 września zapisy w transzy drobnych

inwestorów. Cena emisyjna zostanie podana 13 września. Debiut 23 września,

czyli ostatnią sesję przed wyborami do parlamentu. Będzie z tego kolejna

polityczna burza, ale mimo wszystko to dla GPW bardzo dobra wiadomość,

podobnie jak dla samej spółki, niezależnie od okoliczności w jakich trafia

na parkiet. Jedna trzecia oferty trafi do krajowych inwestorów

indywidualnych, jedna trzecia do dużych graczy krajowych, a reszta do

zagranicznych inwestorów. Spółka działa w branży, która dzięki rekordowym

cenom surowców budzi w tej chwili największe zainteresowanie funduszy

inwestycyjnych. Nie powinno być problemu z tą ofertą i podtrzyma to

zainteresowanie zagranicznych inwestorów naszym rynkiem. Ostatnio wiele

czynników (polityka monetarna w USA i Polsce, dane makro, wybory) zachęcały

do ograniczenia inwestycji na rynkach wschodzących, ale przedwyborcza oferta

na pewno rynkowi akcji pomoże, podobnie jak złotemu narażonemu w tym okresie

na mocniejsze osłabienie. Ogólnie więc dla GPW duży plus. Należy też dodać w

tym miejscu, że tak jak w przypadku np. PKO BP można było mieć niedźwiedzie

obawy przed zbieraniem gotówki na dużą ofertę, tak w przypadku PGNIG (1,5

mld zł) nie będzie z tym żadnego problemu. Z sejfów OFE gotówka się wylewa,

PGNiG w przeciwieństwie do PKO BP nie wymusza tak wyraźnie zmniejszania

zaangażowania w akcje spółek z sektora (przed PKO BP wyprzedawane były

banki). Do tego indywidualni inwestorzy wspomagają się głównie kredytami, a

dla zagranicy taka oferta to jeden dzień zwykłego handlu na giełdzie w

Londynie. Ogólnie więc same plusy, mogące dać rykowi nowy impuls do napływu

środków z zagranicy i osłabiające przedwyborcze napięcia na rynku walutowym

(wzmocnieniem złotego).

Na koniec najważniejsza sprawa - decyzja Rady Polityki Pieniężnej. 9

sierpnia w ankiecie Reutera wszyscy z 14 analityków oczekiwali, że RPP

obniży w sierpniu stopy procentowe. Sytuacja wyraźnie zmieniła się w tym

tygodniu. Lipcowy wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce miał

wynieść wg prognoz r/r 1,1% , a we wtorek dostaliśmy +1,3%. Samo to nie było

jeszcze argumentem, który skłaniałby rynek do porzucenia oczekiwań co do

obniżki stóp. Zadecydowały wypowiedzi Dariusza Filara, który rozpoczął

lawinę licytowania się na jastrzębie poglądy - "Nadchodzi czas, by rozmyślać

o tym, czy zmieniać nastawienie na neutralne, a nie o tym, żeby myśleć o

dalszych obniżkach". Po tym doszła jeszcze ustawa górnicza, kolejne opinie

przedstawicieli RPP i analitycy wcześniej tacy pewni kolejnej obniżki

zaczęli się wykruszać. W tej kwestii niewiele zmieniła też nerwowo

oczekiwana dynamika produkcji przemysłowej. Zamiast oczekiwanego +4,5% było

jedynie +2,6% i choć tylko krowa zdania nie zmienia, to raz wypowiedziane

przez członków RPP opinie "nie" mogą być odkręcane już następnego dnia .

Jeśli spojrzeć w historię, to mimo wszystko większa reakcja rynku powinna

być właśnie po danych o produkcji. Sama RPP wielokrotnie przecież

podkreślała, że tak naprawdę najważniejsze są dane o aktywności

gospodarczej, niż sama inflacja za ostatnie miesiące. Te pierwsze pozwalają

szacować inflację w przyszłości, a skoro efekty decyzji RPP mają wpływ na

gospodarkę po około 6 miesiącach, to nie ma co patrzeć w inflacyjną

przeszłość, ale trzeba szacować przyszłość.

Ornitologiczne spory rozstrzygną dwie publikacje. Pierwszkwartale wartości +2,5-2,9%. Ministerstwo Finansów

szacowało PKB na 2,5-2,7%. Filar z RPP 2,7-2,9%. Sławiński - poniżej 3%.

Morgan Stanley około 2,5%. Dynamika inwestycji powinna wynieść około +4,5%.

Dane będą dzień przed rozpoczęciem posiedzenia RPP, więc będą miały dużą

medialną "siłę rażenia" i jakiekolwiek rozczarowanie przesądzi w tym

momencie o obniżce stóp. Sytuacja robi się mniej klarowana w momencie danych

neutralnych, lub tylko niewiele lepszych. Wtedy dochodzi jeszcze jeden

czynnik - projekcja inflacji. Będzie to bardzo optymistyczna publikacja

pokazująca, że inflacja jest pod kontrolą i RPP nie oglądając się na dobre

dane PKB może jednak stopy obniżyć choćby tylko na tej podstawie (lub złych

danych o PKB). Rynki projekcje poznają dopiero po decyzji Rady. Ja bym na

dzisiaj prognozował cięcie 25 pb. i zmianę nastawienia na neutralne.

Wybiegam trochę w przyszłość, bo przecież zarówno dane PKB, jak i

posiedzenie RPP dopiero w przyszłym tygodniu. Tyle tylko, że w tym

najbliższym nic innego ciekawego się nie zapowiada. Zarówno w USA jak i w

Polsce. Mamy tydzień przerwy od danych makro, a sezon publikacji wyników

spółek już się skończył. Wszystko wskazuje więc na to, że najbliższy tydzień

minie nam w równie spokojnym wyczekiwaniu na powrót zachodnich inwestorów.

Do końca sierpnia (decyzji RPP) raczej ich nie zobaczymy. Obym się pomylił.

Na razie jednak ani zachowanie rynku na ostatnich sesjach (znikome obroty),

ani kalendarz przyszłego tygodnia (pusty) nie pozwala polecać czytelnikom

niczego innego jak na razie tylko obserwowania rynku i wyklarowania się

wyraźniejszej przewagi którejś ze stron. Wiem, że nikt takich prognoz nie

lubi, ale ja tylko staram się dostosować do tego co dzieje się na rynku, a

nie piszę tylko o tym, co chciałbym by na tym rynku się działo.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama