- To dobrze, że Orlen odpadł z przetargu - powiedział nam Sławomir Sklinda, analityk z DI BRE Banku. Jego zdaniem, zarząd płockiej spółki zrobi znacznie lepiej, wydając pieniądze nie na wątpliwą turecką inwestycję, ale np. na restrukturyzację grupy Unipetrol lub na zakup stacji paliw Aral w Czechach.
- Rynek odetchnął z ulgą, że firma nie będzie musiała szukać dodatkowego finansowania na to przejęcie - powiedział z kolei Wojciech Wośko, makler z DM BZ WBK.
W opublikowanym niedawno raporcie agencja ratingowa Fitch napisała, że ewentualne przejęcie przez Orlen większościowego pakietu rafinerii Tupras i sfinansowanie transakcji długiem może przysporzyć polskiemu koncernowi "problemów kredytowych". Analitycy stwierdzili też, że nie dostrzegają żadnych (poza dywersyfikacją geograficzną) korzyści, jakie miałby odnieść płocki koncern z zakupu Tuprasu.
Prezes Orlenu Igor Chalupec zapewniał później, że ewentualna "turecka" transakcja nie będzie mieć negatywnego wpływu na możliwości kredytowe spółki. Zarząd przyznał jednak, że efektów synergii w tym przypadku nie należy się spodziewać.
Informacja o tym, że Orlen odpadł z "tureckiego" przetargu, spowodowała wzrost kursu spółki o 20-30 gr. Bezpośrednio przed podaniem informacji akcje rosły o 1%. Później wzrost sięgał już 1,9%. Na zamknięciu kurs wyniósł 60 zł, co oznacza wzrost o 2,56%.