Za granicą Orlen nie zawsze odnosił tylko sukcesy. Czy odpadnięcie z przetargu na Tupras jest dla Pana porażką?
Nie. Myślę, że ze względu na bardzo niewiele tego typu prób, podejmowanych dotychczas przez polskie firmy na świecie, w polskich mediach sprawa ta nabrała nieproporcjonalnego do faktycznej wagi rozmiaru. Tymczasem zakończenie udziału w tym przetargu nie ma dla naszego funkcjonowania fundamentalnego znaczenia. Gdybyśmy popatrzyli na media zagraniczne, to zauważymy, że tam zainteresowanie przetargiem było znacznie mniejsze niż u nas. Jest to normalne, że koncerny podejmują się prób akwizycji, które nie zawsze kończą się sukcesem. Pamiętajmy, że startowało oSkładając ofertę, szliśmy z precyzyjnie ustaloną ceną, jaką mogliśmy zapłacić, aby uzyskać planowaną stopę zwrotu z tej inwestycji. Mieliśmy jednocześnie świadomość, że konkurenci mogą być bardziej agresywni i nasze przypuszczenia się potwierdziły. Nie znajduję jednak biznesowego uzasadnienia dla zapłacenia takiej ceny. Ale być może są jakieś, nieznane nam, biznesowe przesłanki, które spowodowały, że kupujący zdecydował się taką sumę zapłacić. Nawet na świecie to rzadki przypadek, gdy ostateczna oferta prawie dwukrotnie przekracza wartość rynkową spółki. To jest swego rodzaju rekord. Suma uzyskana przez rząd turecki jest jego wielkim sukcesem.
Jedna z gazet spekulowała, że ta operacja kosztowała Was 25 mln USD.
Niestety, takich nonsensów jeszcze wokół nas trochę krąży. Nie wyobrażam sobie przy tym, aby do tak poważnej transakcji startować bez odpowiednich analiz i ekspertyz. Całkowite koszty w przypadku Tuprasu nie przekroczyły 10% tej kwoty.
Wiemy też o tym, że Orlen interesuje się Możejkami. Czy przedstawiciele spółki rozmawiają z Jukosem na temat ewentualnego odkupienia akcji litewskiej rafinerii?
Mogę powiedzieć tylko tyle, że rozpatrujemy każdą interesującą propozycję, która jest na rynku. Tak było w przypadku Tuprasu, a teraz Możejek. Podobnie będziemy reagować w przyszłości. Zwłaszcza że dostępnych aktywów na sprzedaż w sektorze naszej części Europy jest bardzo, bardzo niewiele, a my widzimy w akwizycjach ważny czynnik naszego wzrostu w przyszłości.
Czy Orlen jest zainteresowany tylko pakietem większościowym Możejek?
Nie widzimy generalnie Orlenu w roli inwestora finansowego. To jest też zapisane w naszej strategii. Zawsze w obszarze naszych zainteresowań musi być możliwość operacyjnego wpływu na kupowane aktywa i ich efektywnej integracji.
Mówi się, że Orlen może mieć duże szanse na przejęcie litewskiej spółki. Jak Pan ocenia te szanse?
Nie chcę spekulować. Nie sądzę, abyśmy byli faworytami. Im mniej przedwczesnych, niepotwierdzonych deklaracji, tym szanse są większe.
Jakie jeszcze inne zagraniczne inwestycje rozważa Orlen?
Ilość projektów, tych publicznie komentowanych i innych, analizowanych na razie tylko wewnętrznie, wystarczająco angażuje nasz potencjał. Rozumiemy, że niewiele polskich firm myśli o zagranicznych akwizycjach na taką skalę jak Orlen i oczywiste jest, że wzbudzają zainteresowanie. Ale powoduje to pewien dysonans w postrzeganiu wagi poszczególnych spraw, którymi się zajmujemy. Tymczasem dla mnie zasadniczym celem w najbliższym czasie jest rynek polski i czeski, w tym zahamowanie spadku udziału w detalicznym rynku paliw. Mam nadzieję, że na koniec roku zobaczymy odwrócenie tego trendu. Analizujemy też bardzo dokładnie rozwój sytuacji na rynku ropy i pracujemy nad długoterminową strategią zapewnienia surowca dla naszej firmy.
Czy poza próbą kupienia przez firmę Anwil Włocławek dwóch spółek z grupy tzw. wielkiej chemii, Orlen widzi jakieś aktywa krajowe, którymi mógłby być zainteresowany?
Tak, ale trudno powiedzieć, czy będą one dostępne. Choćby Lotos. Dlatego nastawiamy się głównie na rozwój organiczny. Jak wspomniałem, niedługo przedstawimy program rozwoju zakładu produkcyjnego.
Dziękuję za rozmowę.