Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 09.10.2005 16:33

Cały ubiegły tydzień, podobnie jak kilka poprzednich upłynął nam na

śledzeniu kampanii wyborczej. Tym razem tylko prezydenckiej, ale niewielka

to różnica, gdyż jest ona równie męcząca, jak parlamentarna. Tym bardziej,

że aktywni są ci sami ludzie. Teraz jest nawet trudniej, bo słyszy się coraz

większe głupoty wypowiadane w celu zjednania sobie większej grupy wyborców.

Reklama
Reklama

Frustrację powoduje także fakt mieszania się kampanii prezydenckiej w prace

formowania rządu, co skutkuje dziwnymi postulatami i programami. Niektórzy

porywają się nawet na ich ocenę, ale wydaje się to mało efektywne. Nie znamy

jeszcze programu rządu, czyli programu koalicji, ale propozycje każdego z

jej uczestników.

Kandydat na szefa rządu, Kazimierz Marcinkiewicz przedstawił w ubiegły

Reklama
Reklama

weekend swój plan składający się z pięciu filarów. Na ile jest on swój, to

możemy się tylko domyślać. Uchodzący w PiS za liberała Marcinkiewicz rzuca

hasłami, które tej opinii każą przeczyć. Z jednej strony mamy hasło "rozwój

przez zatrudnienie", za którym idą propozycje zmierzające do obniżenia

podatków, zmniejszenia kosztów pracy, ulgi w podatku dochodowym od osób

prawnych i fizycznych, 18-proc. podatek dla małych i średnich

Reklama
Reklama

przedsiębiorstw, ulgi na tworzenie miejsc pracy. Pojawiło się też hasło

"przyjazne prawo gospodarcze" - uproszczone procedury, mniej licencji i

koncesji, przywrócenie państwu sądownictwa gospodarczego. To rzeczywiście

może uchodzić za działania mające na celu powiększenie wolności i sprawności

w gospodarce. Z drugiej strony mamy propozycje, które jakoś do pierwszych

Reklama
Reklama

dwóch pasują już mniej. Postuluje się powołanie Agencji Inwestycyjnej, która

pachnie przyhamowaniem procesu prywatyzacji. Mamy wreszcie postulat

odnoszący się do polityki pieniężnej, co samo w sobie jest zastanawiające,

bo ta nie jest przecież domeną rządu. No i wreszcie coś, czego od kampanii

trudno oderwać - hasło budowy 3 mln mieszkań w 8 lat. Temu ostatniemu szkoda

Reklama
Reklama

poświecić choćby kilka zdań.

Ten liberalizm jest więc trochę naciągany. Tak jak naciągany jest podziw

przyszłego premiera dla Ronalda Reagana czy Margaret Thatcher. Wiadomo, że

obie te postaci są powiązane z ideą, która zdecydowanie kłóci się z nurtem

"państwa solidarnego". Reforma górnictwa przeprowadzona przez "Żelazną Damę"

Reklama
Reklama

do dziś jest symbolem jej twardości. Tej twardości raczej trudno się

spodziewać po działaczach z PiS, których znaczna część to byli związkowcy.

W propozycjach PiS pobrzmiewa mit "trzeciej drogi". Kapitalizm z socjalnym

nalotem. Pamiętajmy, że to już było przerabiane. Efekty są widoczne w

statystykach. W tym tygodniu unijne biuro statystyczne Eurostat podało

wielkości bezrobocia w poszczególnych krajach UE. W Polsce jest ono

największe, ale pocieszające jest, że jego wielkość spada. Kolejne państwa o

dużym bezrobociu to: Słowacja (15,2 proc.), Grecja (9,9 proc.), Niemcy,

Francja (po 9,6 proc.) i Hiszpania (9,4 proc.). Państwa o najmniejszym

bezrobociu to Irlandia (4,3 proc.), Wielka Brytania (4,6 proc.), Holandia

(4,7 proc.), Dania (4,8 proc.) i Austria (5,2 proc.). Jak mamy skutecznie

zmniejszyć bezrobocie trzymając się propozycji państwa opiekuńczego, na

które nas nie stać? Jak rozmawiać o reformach, gdy słyszymy "zawetuję każdą

ustawę zmniejszającą wydatki na cele socjalne"? Kampania ma swoje prawa, ale

tu już dochodzimy do granic absurdu.

Skoro już poruszyliśmy temat bezrobocia, to poświęćmy kilka chwil na to, co

wydarzyło się w piątek w USA. O 14:30 naszego czasu opublikowany tam został

raport o stanie rynku pracy we wrześniu. Przez większość uczestników rynku

ta publikacja uchodzi za kluczową w miesięcznym cyklu publikacji danych

makro. To w czasieina i Rita.

Agencje podawały, że rynek oczekuje spadku liczby miejsc pracy o ok. 150k.

Była to oczywiście średnia. Faktycznie rozpiętość prognoz była

oszałamiająca. Przypomnijmy, że szacunki dotyczące ciosu w rynek pracy

obszarów dotkniętych kataklizmem mówiły o spadku zatrudnienia o ponad 400k.

Część analityków pamiętała te wartości i właśnie takiego spadku obawiała się

w raporcie. Byli też i tacy, którzy uspokajająco twierdzili, że nie będzie

dramatu i spadek zatrudnienia nie będzie duży (-25k). Okazało się, że

właśnie ci ostatni mieli rację. Faktycznie, wg raportu we wrześniu ubyło 35k

miejsc pracy, czyli znacznie mniej, niż wskazywała na to średnia prognoz.

Nie zmienia to faktu, że mamy tu pierwszy od maja 2003 roku spadek. Raport

okazał się tym lepszy, że dokonano rewizji danych za poprzednie miesiące

dodając kolejne 77k. Te informacje pomogły dolarowi, który się umocnił.

Rynek akcji zachował się zaś wstrzemięźliwie.

Powodem tej chłodnej reakcji były pojawiające się szybko obawy, że raport

był "zbyt dobry", a więc, że w przyszłym miesiącu może dojść do poważnej

rewizji zawartych w nim wielkości, co sprowadzi je do poziomów "realnych".

Szybko na te tezy odpowiedział sekretarz skarbu John Snow, którego zdaniem

nie należy spodziewać się jakiejś poważnej rewizji piątkowych danych. Dodał

on także, że szacunki dotyczące wielkości wymaganej pomocy dla terenów

dotkniętych huraganami są nierealne. Mogło to zadziałać na rynek

uspokajająco, ale nie zadziałało. Indeksy mimo poważnego spadku cen w dniach

poprzednich wykreśliły tylko nędzne odbicie.

Co sprawa, że nastroje są takie marne? Wydaje się, że ma tu wpływ splot

kilku czynników, z których jeden w dużym stopniu zawdzięcza swoje życie

mediom, a drugi wydaje się już bardziej realny. W komentarzach tego

tygodnia, czyli po sesjach sporych spadków, za każdym razem powtarzane było

zdanie, że rynek boi się wysokiej inflacji. Czy faktycznie, czy też jest to

tylko wygodne tłumaczenie słabości indeksów? Nie można zaprzeczyć, że

ostatnie wystąpienia przedstawicieli poszczególnych banków rezerwy

federalnej piętnowały pojawiające się napięcia inflacyjne. Tylko, że nie

jest to przecież żadna nowość. O napięciach inflacyjnych mówiło się już od

dłuższego czasu. Każdy komunikat po posiedzeniu FOMC wspomina o ryzyku

inflacji. Od wielu miesięcy mówi się o wpływie wysokich cen surowców na

wartość wskaźnika zmian cen. Czytając komentarze z tego tygodnia można dojść

do wniosku, że rynek się zbudził z jakiegoś dziwacznego snu i dopiero teraz

zaczął dostrzegać to, o czym się mówiło już od wielu miesięcy.

Czy faktycznie wcześniej wszyscy problem starali się ignorować, by teraz

nagle panicznie się go obawiać? Stawiałoby to profesjonalizm zarządzających

pod dużym znakiem zapytania. Myślę, że mylą się raczej komentatorzy. Problem

nie leży w inflacji, a przynajmniej nie tylko. Zauważmy, że zbliża się sezon

publikacji wyników finansowych. Już w tym tygodniu poznamy wyniki kilku

ważniejszych spółek, ale apogeum mamy w dwóch tygodniach następnych. Właśnie

te publikacje mogą być jednym z poważniejszych czynników budzących obawy. W

ubiegłym tygodniu dokonano rewizji szacunków wzrostu zysków spółek

wchodzących w skład indeksu SP500. Teraz oczekuje się, że będzie to wzrost o

ok. 15-16%, gdy jeszcze parę tygodni temu mówiono o 18%. Ten wynik i tak

jest w pewnym sensie przekłamany, gdyż zawiera w sobie silną poprawę wyników

spółek sektora energetycznego. W kontekście wyników finansowych mówi się o

wpływie wysokich cen surowców i wpływie huraganów. Ten ostatni może być

nieco przesadzony, co pokazuje choćby ostatnia rewizja prognoz zysku sieci

Wal-Mart. Zarząd sph kwartałach. Rynek obawia się szeregu ostrzeżeń i obniżania

prognoz.

To wyniki będą teraz tematem numer jeden w USA. Poza jednym wyjątkiem. W

piątek opublikowana zostanie wartość wskaźnika zmian cen towarów

konsumpcyjnych. Będą też inne dane, jak choćby dynamika sprzedaży

detalicznej, czy produkcji przemysłowej, ale to właśnie inflacja będzie w

tym dniu najważniejsza. Ważna będzie jej wielkość, ale także ważna będzie

ocena rynku co do przyszłych poczynań FOMC. Prognozy są znamienne. Oczekuje

się, że wskaźnik CPI wyniesie we wrześniu +0,8%, czyli ma to być największy

miesięczny wzrost cen od momentu inwazji wojsk Saddama Husajna na terytorium

Kuwejtu w 1990 roku. Niektórzy mówią nawet o wzroście o 1,5%. Byłby to

największy wzrost od 32 lat i drugi w historii.

Nie ważne, czy zagrożenie jest aż tak wielkie. Te wartości pokazują jednak w

jakim stanie jest rynek. Być może dopiero właśnie piątkowa publikacja trochę

go ustabilizuje. Obecnie po informacji o rosnących oczekiwaniach

inflacyjnych dla wszystkich jest jasne, że Fed nie zejdzie w najbliższym

czasie ze ścieżki podwyżek stóp procentowych. Już teraz oczekuje się, że na

najbliższych posiedzeniach FOMC wzrosną one o kolejne 50 pkt bazowych.

Szanse, że na styczniowym posiedzeniu skoczą o kolejne 25 pkt bazowych

ocenie się obecnie na 48%.

I tym sposobem przechodzimy do polskiego rynku, który staje przed widmem

konkurencji ze strony rosnących stóp procentowych w USA. Kraju, który nawet

mając problemy jest postrzegany jako znaczenie bezpieczniejszy niż nasz.

Mamy też w pamięci zakusy na dalsze obniżki rodzimych stóp procentowych.

Taki układ rentowności jest dla nas coraz bardziej ryzykowny. Tym bardziej,

że mamy za sobą kilkuletnią hossę na rynku akcji. Rodzi się pytanie, jak

długo inwestorzy zagraniczni będą się trzymali naszych aktywów? Na ile

oceniają ryzyko obecności w Polsce w stosunku do możliwych do uzyskania

zysków? Obawiam się, że ta relacja powoli staje się coraz mniej korzystna i

w końcu znajdzie swoje odzwierciedlenie w ruchach kapitału zagranicznego.

Ostatni tydzień przyniósł dość poważny spadek wartości indeksu WIG20 i

wystawionych na niego kontraktów. Właściwie nie chodzi o samą skalę spadku,

bo ta jest co najwyżej umiarkowana (wartość kontraktów spadła od szczytu do

piątkowego dołka o 7%), ale o jego szybkość. Ta dynamika ruchu pokazuje, że

cały czas narasta nerwowość wśród naszych inwestorów. Myślę, że wielu ma

świadomość, że hossa się kiedyś musi skończyć. To potęguje strach przed

posiadaniem długich pozycji w najmniej korzystnej chwili. Niektórzy nawet są

zdania, że właśnie w tym tygodniu rozpoczęliśmy bessę.

Byłbym ostrożny z takimi ocenami. Ten tydzień był faktycznie szczególny.

Spadek okazał się tyle silny, że dał sygnały na niektórych narzędziach

średnioterminowych. Zaburzył tym samym harmonię ostatniego wzrostu cen.

Przez ostatnie miesiące rynek rósł praktycznie bez głębszych korekt. Pewne

wahania pojawiły się na skutek ataków w Londynie, ale szybko zostały one

zniwelowane. Tak czytelny trend wzrostowy powodował, że sporej część graczy

wpadło trochę grosza. Zarabianie na giełdzie wydaje się proste. Ono jednak

proste nie jest. Właśnie mamy początek okresu, który ma za zadanie to

udowodnić.

Jeśli przyjąć, że rynek w dłuższym terminie ma pewną średnią wartość "skomplikowania w osiąganiu zysków" i średni odsetek osób, które osiągają na

nim sukces, po okresie stosunkowo "łatwym" musi przyjść okres "trudny",

który skoryguje w dół zawyżone zyski i zawyżoną liczbę osób, które

wygrywają. Jest to całkiem racjonalne. Nie ma narzędzi, które w każdym

momencie rynkowego cyklu przynoszą zyscy się konsekwencją żółwie

(gracze posługujący się systemami podążającymi za trendem opartymi na

wybiciach) korzystają z zasady "skip after the winner", czyli opuść sygnał

po tym, jak poprzedni dał zysk.

Być może spadek w ubiegłego tygodnia jest tą korektą, która ma trochę

przetrzepać rynek. Korektą, na którą czekałem i która jest niezbędna do

późniejszego wykreślenia szczytu. Jej skala nie jest duża, ale nic nie stoi

na przeszkodzie, by ją jeszcze trochę powiększyć. Tak czy inaczej, wydaje

się, że po jej zakończeniu przyjdzie nam zanotować nowe rekordy hossy. Trend

się jeszcze nie skończył. Jedna czarna świeca na wykresie tygodniowym

indeksu WIG20 z pewnością o tym nie świadczy Wykres_1.gif Wchodzimy w trudny

okres poprzedzający zmianę trendu. Ten szybki spadek to jak martwy kanarek w

kopalni. Dzieje się coś niedobrego, ale jest czas na ewakuację. Warto

zachować spokój i trzymać nerwy na wodzy.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama