Gazprom jest głównym dostawcą gazu ziemnego dla PGNiG, krajowego monopolisty (rosyjska firma zaspokaja w Polsce ok. 42% rocznego zużycia). Surowiec dostarczany jest na podstawie długoletniego kontraktu (do 2022 r.), a ceny, po jakich jest sprzedawany polskiej spółce, powiązane są z notowaniami produktów ropopochodnych. Te ostatnio szybko rosną i ich wzrost jest zapewne znacznie szybszy niż cen gazu, przewidziany w umowie z Rosjanami. Stąd pismo Gazexportu spółki zależnej Gazpromu, która odpowiada za dostawy gazu (poinformowała o tym w środę późnym wieczorem).
Zmiana warunków wymaga jednak zgody obu stron. Zarząd PGNiG nie zamierza jednak rozmawiać o renegocjacji tego kontraktu. - Dostaliśmy takie pismo, ale nie widzimy podstaw do renegocjacji zapisów umowy - powiedziała Małgorzata Przybylska, rzecznik spółki. Warto przypomnieć, że ceny gazu są indeksowane kwartalnie. Strony jednak muszą wskazać podstawy renegocjacji, a tych informacji, jak zapewniła M. Przybylska, nie ma w liście od Gazeksportu. Zapewniła, że Gazprom nie może wstrzymać dostaw gazu do Polski.
Sebastian Słomka, analityk BDM PKO BP, sugeruje nie przejmować się żądaniami Rosjan. Według niego, na razie nie ma żadnych zagrożeń z tego tytułu dla PGNiG. Innego zdania byli inwestorzy - na zamknięciu kurs spadł o 3,8%, do 3,54 zł. Powodem spadku były obawy co do wpływu cen gazu na wyniki spółki w tym roku (już wcześniej zarząd ostrzegał, że zysk może być zbliżony bądź gorszy niż 1,1 mld zł wypracowane w ub.r.).