Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 06.11.2005 12:05

Marek Pryzmont

Po czerwonym październiku na rynkach akcji, pierwszy listopadowy tydzień

przyniósł kontynuację odreagowania. Każdy kto chciałby w tym czasie reagować

na spływające na rynek informacje, z polityką na czele, zapewne akcji by nie

kupował. Ale na GPW rządzi wąskie grono funduszy, które muszę dbać o

Reklama
Reklama

notowania przed końcem roku. Najwyższy więc czas też przygotować czytelników

na falę komentarzy o świątecznych zakupach (akcji), czyli czarowania rynku

wizją "rajdu Św. Mikołaja", a potem "efektu stycznia". Terminy te zapewne

znane są większości inwestorów i nie ma absolutnie nic złego w doszukiwaniu

się korzystnej dla byków sezonowości na rynku akcji, co sam często robię.

Gorzej, gdy taki slogan jest jedyną przesłanką do rekomendowania zakupów lub

Reklama
Reklama

sprzedaży akcji. Radzę więc uodpornić się na zaklinanie rynku i nie patrzeć

tylko w kalendarz, tym bardziej, że ostatnie lata bardzo wyraźnie wszystkim

teoriom przeczyły.

Dla przykładu przypomnijmy osławione "Sell in May and Go Away", które

sugeruje inwestorom sprzedaż akcji w maju i odkupienie ich dopiero za pół

roku w listopadzie (stąd "Halloween Indicator"). Każdy kto spojrzałby na

Reklama
Reklama

statystykę Dow Jones od 1970 roku nie miałby wątpliwości, że to skuteczna

strategia. W ostatnich 34 latach średnia stopa zwrotu dla Dow Jones w

zimowych miesiącach wyniosła 8,36% a w okresie letnim -0,03% (liczył Mark

Hulbert). Rynki spoza USA też naśladują tą sezonowość. Ale taki byczy obraz

to nie cała prawda. Jeśli policzyć tą stopę zwrotu od stworzenia indeksu Dow

Reklama
Reklama

Jones (1896 r.) do 1970 r. to okazuje się, że nie ma już żadnej istotnej

różnicy między tymi okresami (3,62% vs 2,71%). Teorii to oczywiście nie

podważa, ale pokazuje jak subiektywnie można przedstawiać takie "argumenty".

Zresztą jeśli dodać do tego wszystkiego cykl prezydencki, to okazuje się, że

w tych ostatnich kilkudziesięciu latach korzystny dla byków okres zimowy

Reklama
Reklama

występował tak naprawdę jedynie w trzecim roku prezydentury, czyli zgodnie z

teorią cyklu prezydenckiego. Podsumowując te wszystkie zależności dość jasno

wynika, że kolejna bardzo bycza zima amerykańskich indeksów może być dopiero

w przyszłym roku .

Najmocniej przed naśladowaniem tych wszystkich schematów tak naprawdę

Reklama
Reklama

przestrzega sama GPW. Wystarczy przypomnieć, że to w maju 2003 r. rozpoczęła

się trwająca dalej hossa. W 2004 r. w maju wyznaczyliśmy lokalny dołek

testując minima z początku roku. To samo powtórzyliśmy w roku 2005 r., kiedy

to po przetestowaniu styczniowego dołka ruszyliśmy natychmiast do fali

wzrostowej równie dynamicznej jak ta w 2003 r. Może więc należy zmienić

reguły i na GPW trzeba jednak kupować nie w listopadzie, a w maju ? To w

ostatnich trzech latach zdecydowanie najlepszy moment.

Skoro już patrzymy na lata ubiegłe, to warto przy okazji zauważyć, że WIG20

w 2005 r. zachowuje się bardzo podobnie do zeszłego roku. W obu przypadkach

na początku roku indeksy ruszyły mocno do góry. W 2004 r. kres wzrostu

wypadł w kwietniu, a w tym roku o ponad miesiąc wcześniej. Ale już dołki

późniejszych korekt wyznaczone zostały dokładnie w tym samym miejscu - w

maju. Skala późniejszych wzrostów jest nieporównywalna w obu latach, ale już

ich zakończenie było niemal identyczne - szczyt we wrześniu, jego

kosmetyczne poprawienie w październiku i rozpoczęła się mocniejsza korekta.

Gdyby tego było mało, to w obu przypadkach październikowe spadki zatrzymały

się przy zniesieniu Fibonacciego 38,2% fali wzrostowej rozpoczętej w maju i

na koniec października rozpoczęło się mocniejsze odreagowanie. Co dalej z

tego wynika ? Gdybyśmy dalej mieli iść ścieżką wyrysowaną przez wykres z

zeszłego roku, to listopad powinien być bym się podpisał - z innych powodów niż tylko zeszłoroczna

analogia.

Październikowa korekta będąca reakcją na polityczne przetasowania i wzrost

rentowności amerykańskich obligacji (ucieczka kapitału z rynków

wschodzących) miała dać odpowiedź na jakim etapie trendu jesteśmy i jak

silny jest to rynek. Okazało się, że bardzo silny, bo na WIG20 nie zeszliśmy

pod wspomniane wcześniej zniesienie 38,2% fali wzrostowej rozpoczętej w

maju, a np. indeks cenowy w tym czasie systematycznie notował nowe szczyty.

To ostatnie mogłoby wzbudzić obawy o "falę śmieciową" kończącą hossę

(czytaj - doważanie przez rodzime fundusze), ale tym razem siły małych

spółek tak bym nie odbierał. Wracając do zniesienia 38,2,%, to zawsze

powtarzam, że odwrót w tym miejscu (na tym zniesieniu trendu) jest bardzo

byczym sygnałem. Do tego indeks wyrzeźbił tutaj podwójne dno, a i obroty w

momencie wybicia w górę też były wyższe. Byki przy takim układzie mają teraz

bardzo silne wsparcie najpierw na ostatnich lukach hossy, a najmocniej na

piątkowym dołku 2273,49 pkt.

Największe bycze wsparcie daje jednak pesymizm indywidualnych inwestorów.

Biorąc pod uwagę, że tym razem wartość teoretyczna kontraktów uwzględniać

dywidend nie musi, to obecna baza -50 pkt. (-40 pkt. w czasie sesji) jest po

pierwsze przesadą, a po drugie odpowiada wartościom, przy których

rozpoczynało się to listopadowe dynamiczne odreagowanie o ponad 160 pkt.

Czyli demonstracyjna siła rynku zawracającego na mocnych wsparciach nie

zmieniła poglądów inwestorów. Zresztą wigometr też się upiera. Oczywiście te

wskaźniki nastroju już chyba nikogo nie zaskakują. Ale w pełni zaskoczyła

mnie w ostatnim tygodniu liczba agresywnych maili od czytelników

przekonujących moją osobę, że trwa bessa. Każda kolejna luka hossy

zwiększała tylko liczbę nerwowych niedźwiedzi. Wskaźnik poczty Pryzmonta

zdecydowanie stoi więc kontariańsko po stronie byków. Trochę upraszczam, ale

faktem jest, że nastroje wielu inwestorów są mocno niedźwiedzie i absolutnie

nie sprzyja to rozpoczęciu teraz jakiegoś trwalszego spadku. Najpierw duzi

gracze muszą "wycisnąć krótkich", wciągnąć na dużych obrotach szersze grono

oraz OFE do gry i w czasie euforycznych sesji zacząć oddawać papiery. Z

bessą poczekajmy więc do 2006 roku.

Największym zagrożeniem dla rynku akcji miała okazać się polityka.

Potwierdza to też rynek obligacji i złoty, gdzie gdy tylko politycy

zintensyfikują telewizyjne przemówienia dalej mamy kolejne fale wyprzedaży.

Rynek akcji jest na to wszystko bardzo odporny i jeśli miałbym przyznać

komuś rację, to wbrew swej niedźwiedziej naturze, tym razem właśnie GPW. Po

rozpadzie koalicji POPIS nic gorszego na inwestorów już nie spadnie.

Specyfika rynku jest oczywiście taka, że najwięksi gracze będą wstrzymywać

się z decyzjami przed kluczowymi głosowaniami (wotum na koniec tego

tygodnia), ale niezależnie od tego kto i kiedy poprze rząd PIS, to na 99% z

tym, lub innym premierem rząd PIS powstanie i ... zrobi coś (czytaj -

ewentualnie popsuje) dopiero w przyszłym roku. Ograniczone możliwości

majstrowania w finansach publicznych (do połowy przyszłego roku) już

omawiałem, a chyba najlepiej w tym tygodniu zobrazowały to zapędy nowej

minister finansów, która chcąc strzelić sobie w kolano podwyższając deficyt

do 31-32 mld zł została rozbrojona zarówno przez premiera Marcinkiewicza,

jak i unijnego komisarza (Almunia). Nie ma więc zagrożeń ze strony polityki

? Tak powiedzieć nie można. Ja uważam, że tutaj wszystko jest już

"pozamiatane", ale to rynek ma zawsze rację, więc jeśli dalej będą

przeceniane obligacje i złoty to z czasem przestraszą też rynek akcji.

Dopóki polityka nie zejdzie na plan duparcie straszyłem wzrostem rentowności amerykańskich

obligacji, a dzisiaj dla odmiany zwrócę uwagę na sygnały nieco przesadnych

obaw o napięcia inflacyjne. Przypomnę najpierw, że na przełomie sierpnia i

września zaczęły spływać fatalne dane makro sugerujące dłuższy cykl podwyżek

stóp przez Fed. Rynek to ignorował, tylko po to, by potem w dwa miesiące

rentowność dynamicznie wzrosła z poniżej 4,0% do 4,68% w ostatni piątek. Dwa

miesiące temu rynek trochę się zapędził w przekonaniu, że Fed nie będzie

podnosić stóp. Na obecnym etapie ten dwumiesięczny trend moim zdaniem

powinien wyhamować. Podobnie jak we wrześniu, ostatnio rynek przestał

reagować na wszelkie informacje pokazujące, że inflacja jest pod kontrolą.

Ani słowa członków Fed, ani żadne dane (wydajność +4,1% i koszty pracy -0,5%

najlepszym przykładem) nie wywołują żadnej pozytywnej reakcji.

Taka sytuacja nie dziwi, jeśli sięgniemy do mojego ulubionego wskaźnika

sentymentu jakim jest obliczany przez Marka Hulberta - Hulbert Bond

Newsletter Sentiment Index (HBNSI). Ten wskaźnik opiera się na

rekomendacjach wydanych przez ponad 160 biuletynów finansowych. Metodologii

przypominać nie będę. Trzeba tylko wiedzieć, że to kontariański wskaźnik. W

czwartek HBNSI wyniósł -67,4% a to oznacza bardzo pesymistyczne nastawienie

analityków i zarządzających do rynku obligacji w USA. Tylko raz wskaźnik

zanotował tak niską wartość - na początku kwietnia tego roku, czyli tuż przy

szczycie rentowności. W tej chwili testujemy te poziomy i choć na koniec

roku będziemy moim zdaniem wyżej (rentowność), to dane makro i przesadny

pesymizm sugerują, że przyszedł czas na miesiąc oddechu na rynku obligacji.

Taki układ wspierałby rynek akcji.

Podsumowując te szanse i zagrożenia powiedziałbym tak - GPW jest na razie na

tyle mocna, a nastroje na tyle słabe, że nie można oczekiwać teraz jakiś

mocniejszych spadków. Chyba, że niedoceniam destrukcyjnych mocy naszych

polityków, a obligacje wpadną w dalsze spirale spadków. Gdybym musiał

narysować wykres do końca roku, to skopiowałbym zeszłoroczne notowania

między listopadem, a grudniem. Najpierw w kreowanej przez media politycznej

niepewności pobujamy się w konsolidacji jeszcze do końca miesiąca, a na

koniec roku fundusze powinny podgrzać rynek i wynieść WIG20 na nowe szczyty.

[email protected]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama