prognoz różnica ma wnieść ok. 0,6%. Patrząc na skalę spadku ceny ropy nie
można wykluczyć, że faktycznie różnica będzie większa. Jeśli faktycznie CPI
core będzie na poziomie +0,2, to całościowy wskaźnik może nawet spaść o ok.,
0,8%. Oficjalnie oczekuje się spadku o 0,4%. Można podejrzewać, że większy
spadek może wpłynąć na zmianę oczekiwań co do posiedzenia FOMC
inaugurującego szefostwo B. Bernanke.
Po stopach procentowych w USA chciałbym poruszyć jeszcze dwa tematy, które
wypłynęły w tym tygodniu. Oba mnie zadziwiają. Pierwszym jest propozycja
części banków, by uniemożliwić zaciąganie kredytów walutowych. Przyznam, że
odbieram to jako szczyt hipokryzji. O ile można rozstrzygać, czy faktycznie
część banków nie zaangażowała się w kredyty walutowe zbyt mocno narażając
tym samym swoją działalność, to pochylanie się nad możliwą niedolą klientów
jest już dyskusyjne. Tym bardziej, że najbardziej "troskliwi" są ci, których
udział w udzielaniu kredytów walutowych nie jest wielki, albo wręcz ich nie
udzielają, a więc tym samym swoim apelem godzą głównie w konkurencję.
Jak słyszę, że jednym z powodów tego apelu jest uniknięcie przez jednego z
prezesów banku, by jego instytucję nie uznawano za "pazerną", to zastanawiam
się, czy ktoś nie uważa mnie za głupka. Kierując się tą analogią proponuję,
by producenci wieprzowiny zaapelowali o zakaz produkcji wołowi i drobiu.
Oczywiście dla dobra konsku.
Wiadomo, rząd ma wielkie potrzeby i nie ma sensu, by pieniądz się w spółce
marnował. Wprawdzie prezes sygnalizował, że może być to dla KGH niekorzystne
ze względu na procesy inwestycyjne. Osobiście uważam, że nie tylko ten
aspekt należy brać pod uwagę.
Analitycy sugerują, że wielkość dywidendy może sięgnąć nawet 10 złotych na
akcję. Kurs spółki rośnie, co w pierwszej chwili wydaje się rozsądne.
Problem w tym, że wysokie zyski ostatniego roku nie wzięły się z niczego.
Tak, wszyscy wiedzę, że to wynik rosnącej ceny miedzi. Tylko, że jest to
jeden z czynników. Przypomnijmy, że drugim była zapowiedź zmniejszenia przez
spółkę zaangażowania w transakcje zabezpieczające. Zmniejszając skale
hedgingu wyniki spółki stały się bardziej wrażliwe na zmiany cen surowców.
To oczywiście rodzi duże zyski, gdy ceny surowców rosną, ale mogą także
pociągnąć większe straty, gdy ceny surowców zaczną spadać. Tym samym
osiągnięte przez KGH zyski efekt większej ekspozycji na ryzyko.
Teraz część tych zysków będzie skonsumowana. Tym samym przy zajętej podobnej
pozycji (wielkość produkcji będzie w przyszłym roku podobna) spółka pozbywa
się części posiadanego kapitału. KGH będzie miał mniej środków na przyszłe
ewentualne straty wynikające ze spadającej ceny surowców. Tym samym ponownie
wzrasta jej wrażliwość na zmiany cen surowców. Tym samym dynamiczny wzrost
ceny KGH nie musi być w dłuższym terminie zasadny. Można mieć tylko
nadzieję, że w związku z tym radosne odejście od transakcji
zabezpieczających zostanie zrewidowane.
Teraz przyszła pora na ocenę samej zmiany cen. Rynek w tym tygodniu nie
przysporzył nam wielu emocji. Tydzień rozpoczął się obiecująco. W
poniedziałek obie strony rynku przez chwilę mogły czuć się wygranymi.
Najpierw pojawiły się nowe rekordy hossy. Mogłoby się wydawać, że popytowi
tylko tego brakowało, że nowe szczyty zmuszą niedowiarków do zmiany zdania i
będziemy mieli ucieczkę posiadaczy krótkich pozycji. Stało się jednak coś
dziwnego. W chwili tryumfu byków zabrakło popytu. Tymczasem podaż cały czas
trzymała fason. Nie dość, że niedźwiedziom nie w głowie była ucieczka, to
jeszcze podaż zwiększył swoją siłę. W efekcie szybko wróciliśmy pod poziom
poprzedniego szczytu i z wybicia nic nie wyszło.
Tu odważnie powinna poczuć się podaż. Taka porażka popytu była świetną
okazją do kontrataku. Teraz jednak nie dopisała podaż. Ceny spadały jeszcze
we wtorek, ale w bardzo powolnym tempie. Kolejne trzy dni to już tylko
dryfowanie na bardzo mizernym obrocie. Widać zatem, że i podaż nie
wykorzystała swojej okazji. Zapewne część graczy była tym rozczarowana.
Przypomnijmy, że już w poniedziałek wspominano o możliwości kreślenia przez
ceny długoterminowej formacji podwójnego szczytu. Takie hipotezy w tym
momencie wydawały się jednak mało rozsądne.
O formacji podwójnego szczytu, a więc w domyśle o jej negatywnej wymowie,
nie mówi się gdy tylko ceny nie poradzą sobie z poziomem poprzedniego
szczytu. To jest zdecydowanie za szybko. By o takiej formacji mówić, a tym
samym choćby dopuszczać możliwość poważnego spadku cen, oba szczyt powinny
być już wykreślone, a cena powinna zmierzać do okolic dołka znajdującego się
między tymi szczytami. Łatwo zauważyć, że w tym tygodniu nic takiego nie
miało miejsca.
W tej chwili za wcześnie jest zakładać, że drugi szczyt został już
wyznaczony. Na razie możemy mówić jedynie o zatrzymaniu wzrostu w okolicy
oporu. To jeszcze nie oznacza, że ten wzrost się zakończył. Skoro trend jest
wzrostowy, to o jego zmianie przesądzi przełamanie jakiegoś poziomu
wsparcia. Może się więc okazać, że zazapaść?
Skoro tego nie wiemy, to stawianie kategorycznych prognoz wydaje się mało
rozsądne. Nie wspominając o zmianach w portfelu. O skali słabości popytu
zostaniemy poinformowani po wielkości ewentualnego spadku cen i ewentualnym
przełamaniu któregoś ze wsparć. Jeśli popatrzymy tylko na ten tydzień, to
trudno stawiać zdecydowane niedźwiedzie prognozy. Popyt cały czas ma spore
szanse na skuteczny atak.
Czynnikiem, który ponownie skłania do ostrożności przy podejmowaniu decyzji
o grze na spadek cen są rynkowe nastroje. Zauważmy, że do tej pory nie
mieliśmy okazji obserwować oczekiwanej euforii zakupów. Euforii, która w
założeniu miałaby być zwieńczeniem trendu. Jednym z mierników tych nastrojów
jest wartość bazy. W poniedziałek, gdy ceny wychodziły na nowe szczyty baza
była ujemna Wykres_2.gif Także więc i w tym wypadku nie można mówić o
szaleństwie zakupów. Rynek terminowy jakby oczekiwał na spadek cen, a
krewkość podaży sugerowała, że niedźwiedzi obóz jest bardzo pewny siebie.
Jak już wspominałem tu wielokrotnie, oczekiwania większości graczy
(sygnalizowane właśnie przez wartość bazy) raczej nie mają większych szans
na realizację. Kto ma sprzedawać, gdy większość inwestorów posiada już
krótkie pozycje? Oczywiście nie oznacza to, że ceny nie spadną w ogóle, ale
można przypuszczać, że taki ewentualny spadek ma ograniczone szanse na
kontynuację. W naszym wypadku ten ograniczony potencjał na kontynuację
oznacza ograniczone szanse na zmianę trendu z wzrostowego na spadkowy.
Ostatnie pięć sesji pozostawiło wielką niewiadomą co do kierunku ruchu. Brak
determinacji obu stron rynkowej gry sprawiło, że rynek utknął w trendzie
bocznym. Przy takiej aktywności, jaka miała miejsce ostatnio każdy
scenariusz jest niemal równie prawdopodobny. Czy sprawia to jakiś kłopot?
Jedynie psychologiczny, bo jeśli chodzi o posiadane pozycje to nic na razie
się nie zmieniło. Ostatni tydzień nie zmienił kierunku trendu, a tym samym
nie było powodów do zmiany nastawienia. Niepewność w krótkim terminie nie
wpływa na ocenę rynku w średnim i długim terminie. Tu wiążące pozostają dwa
najważniejsze wsparcia. Pierwszym jest listopadowa konsolidacja, której
przełamanie skutkowałby zmianami w średnim terminie. Drugim jest
konsolidacja z sierpnia br. Zejście pod jej poziom to już zmiana trendu w
długim terminie. Na razie sporo nam brakuje do testu choćby pierwszego z
tych wsparć. Pozostaje więc utrzymać bycze nastawienie i obserwować przebieg
wydarzeń.
Kamil Jaros