Reklama

Weekendowa Analiza Futures

Publikacja: 11.12.2005 20:41

Ostatnie pięć sesji nie miało wiele wspólnego z normalnym handlem na rynku.

Niska aktywność sugerowała strategię wyczekiwania inwestorów. Inwestorom

instytucjonalnym na rękę było utrzymanie tak wysokich cen możliwie niskim

kosztem. Zbliżający się koniec roku to jednak przypuszczalnie nie jedyny

powód zastoju na rynku. Innym może być fakt, że w tym tygodniu nie było zbyt

Reklama
Reklama

wielu poważnych publikacji, a każdy miał świadomość, że następne dni będą w

nie obfitować.

Nowy tydzień przyniesie z sobą powrót na czołówki tematu wysokości stóp

procentowych i inflacji. We wtorek obradować będzie komitet otwartego rynku

(FOMC) w USA, a w piątek poznamy wielkość tamtejszej listopadowej inflacji.

Nie ma większej dyskusji na temat ewentualnych scenariuszy co do wyniku

Reklama
Reklama

wspomnianego posiedzenia. Rynek jest zgodny, że stopy zostaną podniesione o

kolejne 25 pkt. bazowych. Zresztą podobnego ruchu oczekuje się także na

pierwszym posiedzeniu w roku 2006. Będzie to zarazem ostatnie posiedzenie

pod kierownictwem A. Greenspana. Niepewność pojawia się co do wyniku

pierwszego posiedzenia FOMC, gdy szefem Fed będzie już B. Bernanke. Obecnie

szacuje się (na bazie notowań Fed Fund Futures) , że podwyżka o 25 pkt

Reklama
Reklama

bazowych jest prawdopodobna na ok. 54%.

Nadzieję, na zatrzymanie trwającej właśnie sekwencji podwyżek stóp

procentowych dał rynkowi zapis ostatniego posiedzenia FOMC, gdzie

głośniejsze zaczęły być głosy, że dalsze podwyżki mogą odcisnąć swoje

negatywne piętno na dynamice wzrostu gospodarczego. Być może brak

Reklama
Reklama

przytłaczającego autorytetu A. Greenspana być ośmieli pozostałych członków i

wpłynie na zatrzymanie podwyżek. Wprawdzie B. Bernanke także wspomina o celu

inflacyjnym, ale zapewne jego ocena nie będzie tak dominująca, jak

poprzednika.

Na poziom oczekiwań co do dalszych ruchów FOMC wpływ będą zapewne miały

Reklama
Reklama

zmiany cen towarów konsumpcyjnych. Właśnie wskaźnik zmian tych cen poznamy w

piątek. Będzie to publikacja o tyle ciekawa, że prawdopodobnie zaobserwujemy

tu wpływ październikowego spadku cen ropy naftowej Wykres_1.gif oraz cen

pozostałych surowców energetycznych. Już teraz oczekuje się, że wartość CPI

będzie niższa od wartości core (po odjęciu cen żywności i energii). Wg

Reklama
Reklama

prognoz różnica ma wnieść ok. 0,6%. Patrząc na skalę spadku ceny ropy nie

można wykluczyć, że faktycznie różnica będzie większa. Jeśli faktycznie CPI

core będzie na poziomie +0,2, to całościowy wskaźnik może nawet spaść o ok.,

0,8%. Oficjalnie oczekuje się spadku o 0,4%. Można podejrzewać, że większy

spadek może wpłynąć na zmianę oczekiwań co do posiedzenia FOMC

inaugurującego szefostwo B. Bernanke.

Po stopach procentowych w USA chciałbym poruszyć jeszcze dwa tematy, które

wypłynęły w tym tygodniu. Oba mnie zadziwiają. Pierwszym jest propozycja

części banków, by uniemożliwić zaciąganie kredytów walutowych. Przyznam, że

odbieram to jako szczyt hipokryzji. O ile można rozstrzygać, czy faktycznie

część banków nie zaangażowała się w kredyty walutowe zbyt mocno narażając

tym samym swoją działalność, to pochylanie się nad możliwą niedolą klientów

jest już dyskusyjne. Tym bardziej, że najbardziej "troskliwi" są ci, których

udział w udzielaniu kredytów walutowych nie jest wielki, albo wręcz ich nie

udzielają, a więc tym samym swoim apelem godzą głównie w konkurencję.

Jak słyszę, że jednym z powodów tego apelu jest uniknięcie przez jednego z

prezesów banku, by jego instytucję nie uznawano za "pazerną", to zastanawiam

się, czy ktoś nie uważa mnie za głupka. Kierując się tą analogią proponuję,

by producenci wieprzowiny zaapelowali o zakaz produkcji wołowi i drobiu.

Oczywiście dla dobra konsku.

Wiadomo, rząd ma wielkie potrzeby i nie ma sensu, by pieniądz się w spółce

marnował. Wprawdzie prezes sygnalizował, że może być to dla KGH niekorzystne

ze względu na procesy inwestycyjne. Osobiście uważam, że nie tylko ten

aspekt należy brać pod uwagę.

Analitycy sugerują, że wielkość dywidendy może sięgnąć nawet 10 złotych na

akcję. Kurs spółki rośnie, co w pierwszej chwili wydaje się rozsądne.

Problem w tym, że wysokie zyski ostatniego roku nie wzięły się z niczego.

Tak, wszyscy wiedzę, że to wynik rosnącej ceny miedzi. Tylko, że jest to

jeden z czynników. Przypomnijmy, że drugim była zapowiedź zmniejszenia przez

spółkę zaangażowania w transakcje zabezpieczające. Zmniejszając skale

hedgingu wyniki spółki stały się bardziej wrażliwe na zmiany cen surowców.

To oczywiście rodzi duże zyski, gdy ceny surowców rosną, ale mogą także

pociągnąć większe straty, gdy ceny surowców zaczną spadać. Tym samym

osiągnięte przez KGH zyski efekt większej ekspozycji na ryzyko.

Teraz część tych zysków będzie skonsumowana. Tym samym przy zajętej podobnej

pozycji (wielkość produkcji będzie w przyszłym roku podobna) spółka pozbywa

się części posiadanego kapitału. KGH będzie miał mniej środków na przyszłe

ewentualne straty wynikające ze spadającej ceny surowców. Tym samym ponownie

wzrasta jej wrażliwość na zmiany cen surowców. Tym samym dynamiczny wzrost

ceny KGH nie musi być w dłuższym terminie zasadny. Można mieć tylko

nadzieję, że w związku z tym radosne odejście od transakcji

zabezpieczających zostanie zrewidowane.

Teraz przyszła pora na ocenę samej zmiany cen. Rynek w tym tygodniu nie

przysporzył nam wielu emocji. Tydzień rozpoczął się obiecująco. W

poniedziałek obie strony rynku przez chwilę mogły czuć się wygranymi.

Najpierw pojawiły się nowe rekordy hossy. Mogłoby się wydawać, że popytowi

tylko tego brakowało, że nowe szczyty zmuszą niedowiarków do zmiany zdania i

będziemy mieli ucieczkę posiadaczy krótkich pozycji. Stało się jednak coś

dziwnego. W chwili tryumfu byków zabrakło popytu. Tymczasem podaż cały czas

trzymała fason. Nie dość, że niedźwiedziom nie w głowie była ucieczka, to

jeszcze podaż zwiększył swoją siłę. W efekcie szybko wróciliśmy pod poziom

poprzedniego szczytu i z wybicia nic nie wyszło.

Tu odważnie powinna poczuć się podaż. Taka porażka popytu była świetną

okazją do kontrataku. Teraz jednak nie dopisała podaż. Ceny spadały jeszcze

we wtorek, ale w bardzo powolnym tempie. Kolejne trzy dni to już tylko

dryfowanie na bardzo mizernym obrocie. Widać zatem, że i podaż nie

wykorzystała swojej okazji. Zapewne część graczy była tym rozczarowana.

Przypomnijmy, że już w poniedziałek wspominano o możliwości kreślenia przez

ceny długoterminowej formacji podwójnego szczytu. Takie hipotezy w tym

momencie wydawały się jednak mało rozsądne.

O formacji podwójnego szczytu, a więc w domyśle o jej negatywnej wymowie,

nie mówi się gdy tylko ceny nie poradzą sobie z poziomem poprzedniego

szczytu. To jest zdecydowanie za szybko. By o takiej formacji mówić, a tym

samym choćby dopuszczać możliwość poważnego spadku cen, oba szczyt powinny

być już wykreślone, a cena powinna zmierzać do okolic dołka znajdującego się

między tymi szczytami. Łatwo zauważyć, że w tym tygodniu nic takiego nie

miało miejsca.

W tej chwili za wcześnie jest zakładać, że drugi szczyt został już

wyznaczony. Na razie możemy mówić jedynie o zatrzymaniu wzrostu w okolicy

oporu. To jeszcze nie oznacza, że ten wzrost się zakończył. Skoro trend jest

wzrostowy, to o jego zmianie przesądzi przełamanie jakiegoś poziomu

wsparcia. Może się więc okazać, że zazapaść?

Skoro tego nie wiemy, to stawianie kategorycznych prognoz wydaje się mało

rozsądne. Nie wspominając o zmianach w portfelu. O skali słabości popytu

zostaniemy poinformowani po wielkości ewentualnego spadku cen i ewentualnym

przełamaniu któregoś ze wsparć. Jeśli popatrzymy tylko na ten tydzień, to

trudno stawiać zdecydowane niedźwiedzie prognozy. Popyt cały czas ma spore

szanse na skuteczny atak.

Czynnikiem, który ponownie skłania do ostrożności przy podejmowaniu decyzji

o grze na spadek cen są rynkowe nastroje. Zauważmy, że do tej pory nie

mieliśmy okazji obserwować oczekiwanej euforii zakupów. Euforii, która w

założeniu miałaby być zwieńczeniem trendu. Jednym z mierników tych nastrojów

jest wartość bazy. W poniedziałek, gdy ceny wychodziły na nowe szczyty baza

była ujemna Wykres_2.gif Także więc i w tym wypadku nie można mówić o

szaleństwie zakupów. Rynek terminowy jakby oczekiwał na spadek cen, a

krewkość podaży sugerowała, że niedźwiedzi obóz jest bardzo pewny siebie.

Jak już wspominałem tu wielokrotnie, oczekiwania większości graczy

(sygnalizowane właśnie przez wartość bazy) raczej nie mają większych szans

na realizację. Kto ma sprzedawać, gdy większość inwestorów posiada już

krótkie pozycje? Oczywiście nie oznacza to, że ceny nie spadną w ogóle, ale

można przypuszczać, że taki ewentualny spadek ma ograniczone szanse na

kontynuację. W naszym wypadku ten ograniczony potencjał na kontynuację

oznacza ograniczone szanse na zmianę trendu z wzrostowego na spadkowy.

Ostatnie pięć sesji pozostawiło wielką niewiadomą co do kierunku ruchu. Brak

determinacji obu stron rynkowej gry sprawiło, że rynek utknął w trendzie

bocznym. Przy takiej aktywności, jaka miała miejsce ostatnio każdy

scenariusz jest niemal równie prawdopodobny. Czy sprawia to jakiś kłopot?

Jedynie psychologiczny, bo jeśli chodzi o posiadane pozycje to nic na razie

się nie zmieniło. Ostatni tydzień nie zmienił kierunku trendu, a tym samym

nie było powodów do zmiany nastawienia. Niepewność w krótkim terminie nie

wpływa na ocenę rynku w średnim i długim terminie. Tu wiążące pozostają dwa

najważniejsze wsparcia. Pierwszym jest listopadowa konsolidacja, której

przełamanie skutkowałby zmianami w średnim terminie. Drugim jest

konsolidacja z sierpnia br. Zejście pod jej poziom to już zmiana trendu w

długim terminie. Na razie sporo nam brakuje do testu choćby pierwszego z

tych wsparć. Pozostaje więc utrzymać bycze nastawienie i obserwować przebieg

wydarzeń.

Kamil Jaros

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama