Reklama

Będziemy bardziej skoncentrowani

Po fuzji Pekao i BPH koncentracja polskiego rynku bankowego wróciłaby do stanu z 2001 r. Ale w niektórych segmentach - np. na rynku depozytowym - byłaby znacznie większa. Czy koncentracja to jednocześnie mniejsza konkurencja? Gdyby dwa największe banki rywalizowały o pozycję lidera, to niekoniecznie.

Publikacja: 09.01.2006 08:16

Czy po fuzji Pekao i BPH poziom konkurencji na polskim rynku bankowym wzrośnie, czy zmniejszy się? Odpowiedzi na to pytanie szukają niemal wszyscy. Jako jeden z pierwszych odpowiedział na nie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Na długo przed końcem ub.r. stwierdził, że połączenie drugiego i trzeciego banku na krajowym rynku konkurencji nie zaszkodzi i taką opinię przekazał Komisji Europejskiej. Ta zaś - kierując się między innymi oceną polskiego urzędu antymonopolowego - wydała zgodę na przejęcie niemieckiego HVB, właściciela Banku BPH, przez UniCredito Italiano, strategicznego inwestora Banku Pekao.

Jeśli dojdzie do połączenia Pekao z BPH, powstanie bank z 20-25-proc. udziałem w całym rynku bankowym w Polsce (dolny przedział dotyczy aktywów i kredytów, górny - depozytów). Zaraz za nim będzie obecny lider - PKO BP. Te dwa banki będzie dzielić od trzeciego prawdziwa przepaść. Według danych na koniec września ub.r., "trzecim" byłby ING Bank Śląski. Ale jego aktywa stanowiłyby zaledwie jedną trzecią sumy bilansowej połączonego Pekao-BPH i mniej niż połowę sumy PKO BP.

W tym kontekście zrozumiałe stają się przewidywania, że fuzja Pekao-BPH może wywołać nową falę konsolidacji sektora bankowego. Tak dużej przewagi dwóch największych banków nie dałoby się zmniejszyć w krótkim czasie bardziej zdecydowanym zabieganiem o klientów.

Wróci 2001 rok

Z punktu widzenia konkurencji, znaczenie ma poziom koncentracji sektora bankowego - jak duży udział w rynku ma grupa największych banków. Jak bardzo zmieni się to po ewentualnej fuzji Pekao-BPH? Pod uwagę weźmy grupę pięciu największych banków (takim wskaźnikiem posługuje się m.in. Europejski Bank Centralny czy nasz Generalny Inspektorat Nadzoru Bankowego). O tym, jak zmieni się udział największej piątki w rynku po fuzji drugiego i trzeciego banku, decyduje... szósty gracz. To jego udziały stają się częścią należącą do pięciu największych. Biorąc pod uwagę aktywa banków według stanu na koniec września, udział pięciu największych banków można szacować na 49%. Z kolei do sześciu największych graczy należało 55% rynku.

Reklama
Reklama

Czy to duży wzrost? Z danych Europejskiego Banku Centralnego wynika, że między 2001 a 2004 r. w żadnym z krajów Unii Europejskiej nie było przypadku tak dużego wzrostu koncentracji. Jednocześnie - jak wskazuje np. GINB - Polska jest pod względem udziału pięciu największych banków w środku europejskiej stawki. Ale też warto zwrócić uwagę, że wśród dużych krajów Unii nie ma ani jednego o podobnym do Polski udziale pięciu największych graczy w rynku. W Niemczech w końcu 2004 r. udział pięciu największych banków stanowił 22% rynku. We Włoszech było to 26%, w Wlk. Brytanii - 35%, a w najbliższej nam pod tym względem Francji - 45%.

Duży udział największych banków w rynku nie musi jednak oznaczać mniejszej konkurencji. Trzeba też pamiętać o tym, że jeśli dojdzie do połączenia Pekao i BPH, koncentracja rynku bankowego zaledwie wróci do poziomu z 2001 r.

Czy będą agresywni?

W niektórych istotnych segmentach rynku udział największej piątki jest jednak wyraźnie większy niż wskaźnik obliczany na podstawie wielkości aktywów. Tak jest na rynku depozytowym. Obecnie w pięciu największych bankach ulokowanych jest 67% depozytów sektora niefinansowego (gospodarstw domowych, firm). Po połączeniu Pekao i BPH, ten udział rośnie do 72%.

Dotychczas na rynku depozytowym panowała zasada, że liderzy mogą sobie pozwolić na najwięcej wobec klientów. W PKO BP i Pekao oprocentowanie lokat tradycyjnie należy do najniższych. Fuzja Pekao i BPH pozycji klientów raczej nie poprawi. Powstałby bank dysponujący największą bazą depozytową. I chociaż PKO BP pozostałby liderem pod względem depozytów ludności, to jeśli zsumować je z pieniędzmi klientów, które trafiają do funduszy inwestycyjnych, to w kategorii "oszczędności w zarządzaniu" prawdopodobnie zostałby w tyle za Pekao-BPH.Nowemu bankowi nie udałoby się jednak zdetronizować obecnego lidera pod względem liczby obsługiwanych klientów na rynku detalicznym. - Jest pytanie, czy udałoby się go prześcignąć. To zależałoby głównie od przebiegu fuzji, a także od agresywności nowego banku - mówi specjalista od sektora bankowego w jednej z krajowych instytucji.

Możliwości,

Reklama
Reklama

jakich nie ma nikt

Nowy bank byłby natomiast zdecydowanym liderem pod względem wielkości funduszy własnych. W końcu września sam Bank Pekao miał fundusze własne na poziomie 8 mld zł, zaledwie o kilkaset milionów mniejsze od PKO BP. Jeśli dodać do tego ponad 6 mld kapitałów BPH, okazuje się, że nowy bank byłby prawie o połowę "silniejszy" od obecnego lidera. Ta przewaga miałaby szansę rosnąć. W 2005 r. chcące się połączyć banki zarobiły ponad 2,5 mld zł. Zysk PKO BP jest szacowany na ok. dwie trzecie zsumowanego wyniku dwóch najbliższych rywali.

Wielkość kapitałów ma znaczenie np. dla działalności kredytowej. Zgodnie z prawem bankowym, zaangażowanie banku wobec jednego podmiotu może wynosić maksymalnie 25% funduszy własnych. Obecnie dwa największe banki mogą samodzielnie udzielić kredytu o wartości do 2 mld zł. Po fuzji mogłyby zwiększyć zaangażowanie do ponad 3,5 mld zł. Większe kapitały ułatwiają też działalność na rynku międzybankowym (partnerzy mogą sobie pozwolić na większe limity), a także stanowią bufor na wypadek nieoczekiwanych kłopotów. Z tego punktu widzenia można więc powiedzieć, że fuzja zwiększyłaby bezpieczeństwo sektora bankowego.

Połączony Pekao-BPH byłby nie tylko największym bankiem pod względem kapitałów, ale również najważniejszą instytucją na rynku obsługi przedsiębiorstw. Ale jak długo? Firmy mają często więcej niż jeden rachunek, i to w kilku bankach. Kilka lat temu popularny był pogląd, że dzięki temu klient różnych banków może "rozgrywać" ich słabe i mocne strony (zarówno pod względem jakości usług, jak i ceny). Co działo się w przypadku fuzji dwóch banków, które prowadziły rachunki jednej firmy? Logiczną konsekwencją było założenie kolejnego konta - w innym banku. - Taka polityka rachunków chyba traci na znaczeniu. Ale nie da się ukryć, że połączony bank musiałby walczyć o to, czy uda mu się utrzymać dotychczasowych klientów. A należałoby się liczyć z bardzo mocnym uderzeniem konkurencji, nakierowanym na podbieranie klientów - spodziewa się Andrzej Powierża, analityk sektora bankowego w BDM PKO.

Zatrudnienie w bankach

mniejsze o 5 procent

Reklama
Reklama

Z punktu widzenia zmian w krajowej bankowości, duże znaczenie miałaby nie tylko pozycja rynkowa nowego banku, ale i restrukturyzacja, jakiej należy oczekiwać w wyniku fuzji. W czerwcu minionego roku Alessandro Profumo, prezes UniCredito, zapowiedział obniżenie zatrudnienia w bankach grupy UniCredito i HVB w Europie Środkowowschodniej o 9%. Dla połączonych Pekao i BPH z załogą liczącą 26,3 tys. osób (21% zatrudnienia wszystkich banków komercyjnych w Polsce, które w połowie ub.r. wyniosło 123,8 tys.) oznaczałoby to odejście 2,4 tys. pracowników (2% zatrudnionych w bankowości komercyjnej).

Przy ogromnej skali działania nowego banku rynek uznał tę liczbę za nieco zaniżoną. Niektórzy - jak Andrzej Nowaczek z Credit Suisse First Boston - są bardziej radykalni. W dwa tygodnie po wystąpieniu szefa UniCredito CSFB opublikował raport, w którym zwolnienia w Polsce oszacował na 6 tys. osób. Oznaczałoby to, że pracę w Pekao i BPH straci niemal co czwarta osoba, a na rynek wylegnie niemal 5% obecnie zatrudnionych przez wszystkie banki. Według Nowaczka, właśnie z redukcji załogi i likwidacji części oddziałów pochodziłyby główne oszczędności z polskiej fuzji. Obecnie oba banki mają 1550 placówek, wobec 8,4 tys. całego sektora bankowego w połowie ub.r.

Zostaną sprzedawcy

Mniej pesymistyczni, jeśli chodzi o redukcję zatrudnienia, są polscy analitycy. Ich przewidywania oscylują w granicach 3-3,5 tys. osób (11-13%). Sprawy nie uda się załatwić w tym wypadku "naturalnymi odejściami",Na przykładzie tego banku widać, że rocznie w ten sposób ubywa 2-3% załogi. W połączonym Pekao i BPH proces trwałby od 5 do 10 lat.

Pocieszeniem dla zwalnianych może być fakt, że zatrudnienie w sektorze bankowym już od ponad roku wzrasta. - Ale pracę znajdują obecnie przede wszystkim sprzedawcy. A przy okazji fuzji największe zwolnienia objęłyby back office. Zakładam, że tam cięcia będą sięgały co najmniej 30% - mówi Piotr Palenik z ING Securities. Wyjściem z sytuacji byłoby stworzenie przez UniCredito w Polsce centrum rozliczeniowo-księgowego, w którym ci ludzie mogliby znaleźć pracę. Liczenie na to, że zostaną zaabsorbowani przez inne banki, jest raczej złudne.

Reklama
Reklama

O tym, jaki będzie poziom zwolnień, przesądzi wybór strategii działania nowego banku. - Jeśli będzie to styl działania BPH - dobry na czas rozwoju, zakładam likwidację 5% placówek i zwolnienia w granicach 2,5 tys. osób. Jeśli będzie to strategia Pekao - korzystna w okresie stagnacji na rynku, zlikwidowanych zostanie ok.10% placówek, a pracę straci minimum 3 tys. pracowników - dodaje analityk ING Securities.

Sprzedać drogo

i bez fachowców

Osobną sprawą jest kształt polskiego sektora bankowego w sytuacji, gdy do fuzji Pekao i BPH nie dojdzie, a rządowi uda się nakłonić UniCredito do sprzedaży jednego z dwóch banków - zapewne BPH. Konsekwencją byłoby prawdopodobnie znalezienie się na naszym rynku nowego dużego gracza. Znakiem zapytania pozostaje jego podejście do inwestycji. Do wyboru są dwa modele: ostrożny, jaki reprezentował do niedawna np. UniCredito w Pekao, albo aktywny - przykładem ostatnie dwa lata działalności BPH, kontrolowanego przez BACA.

Sprawa wydaje się raczej prosta. Zakup dużego banku w Polsce wiązałby się z poważnym wydatkiem. Jeśli ktoś zdecydowałby się na to, trudno oczekiwać, by na dłużej okopał się na dotychczasowej pozycji. Tym bardziej że model agresywny został już przez BPH sprawdzony. Jak się wydaje - z dobrym skutkiem.

Reklama
Reklama

- Gdyby istniała konieczność sprzedaży BPH, UniCredito z pewnością zastanawiałoby się, co wcześniej można mu "zabrać" tak, żeby drogo sprzedać BPH, ale jednocześnie jak najmniej oddać - zwraca uwagę A. Powierża z BDM. - Klientów się nie da. Na przeszkodzie stoi tajemnica bankowa. Ale już fachowców - tak. Możliwe wydaje się nawet wysłanie ich poza Polskę, żeby nie stanowili konkurencji dla Pekao. Za to mogą być przydatni w bankach grupy w innych krajach. Jego zdaniem, w grę mogłaby wchodzić również próba łączenia niektórych spółek zależnych. W większości wypadków zdecydowanie mocniejszą pozycję mają spółki należące do Pekao. Najlepszym przykładem są fundusze inwestycyjne. Ale już w leasingu pozycja grupy Pekao i BPH jest wyrównana. Jeśli nawet w grę nie wchodziłaby fuzja, to jeszcze przed sprzedażą BPH Włosi mogliby się zastanowić przynajmniej nad przechwyceniem fachowców ze spółek należących do tego banku.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama