miesiącach od 1995 roku. WYKRES1.gif Dla tego samego okresu na podstawie
średniej z tygodniowych zmian wykreśliłem też modelowy przebieg zmian
wartości indeksu w ciągu roku. WYKRES2.gif Dlaczego dopiero od roku 1995 ?
Wcześniejsze dwa lata to okres dmuchania i gwałtownego pęknięcia pierwszej
hossy na GPW. Zmienność w tamtym okresie miałaby przy tak małej próbce zbyt
duży wpływ na średnie, a przecież trudno mówić wtedy o jakimkolwiek
racjonalnym zachowaniu rynku.
W tych ostatnich 11 latach WIG20 najlepiej radził sobie w styczniu (5,88%) i
w grudniu (4,72%). Jeśli dorzucić do tego jeszcze zmiany w lutym (4,34%), to
okazuje się, że praktycznie tylko w ciągu tych trzech miesięcy w roku WIG20
robi cały procentowy wzrost z całego roku, który średnio wynosi niemal 18%.
Na boku mała dygresja - oczywiście nie należy porównywać tych wartości do
lokat bankowych, czy innych form lokowania kapitału. Portfel akcji
odzwierciedlający WIG20 w 1995 r. dziś pewnie przynosi (realnie) straty.
Zyski liczą natomiast inwestorzy wiernie naśladujący zmiany w składzie
WIG20, ale tutaj podliczenie stopy zwrotu jest trochę bardziej
skomplikowane.
Bardzo podobne miesięczne zmiany notuje także indeks WIG, co nie jest
niespodzianką. Okazuje się jednak, że równie silne w analogicznych
miesiącach są indeksy giełdy węgierskiej i czeskiej. Węgierski BUX w
styczniu średnio notował wzrost aż 8,9% (diej
skomplikowana, ale wciąż bardzo wyraźnie widać siłę indeksów na przełomie
roku. Największy wzrost indeks notuje w grudniu (+4,0%), a styczeń i luty to
odpowiednio +2,5% oraz +2,7%. Możnaby mówić wręcz o skopiowaniu zachowania
WIG20, gdyby nie fakt bardzo słabego czerwca (-2,7%) i w konsekwencji
mocnego odbicia w lipcu (+3,5%). WYKRES4.gif Mimo tego epizodu bardzo
wyraźnie widać w tym okresie, że od grudnia do końca lutego w/w rynki
emerging markets mają najkorzystniejszy okres dla akcji.
Uproszczeniem byłoby na podstawie tylko tego porównania wyciąganie wniosków
dla GPW na kolejne miesiące. Nikt jeszcze nie znalazł na giełdzie
niezawodnej reguły, której zastosowanie gwarantowałoby osiągnięcie zysków.
Również analiza techniczna, mimo dość sztywnego opisania zasad np.
poszczególnych formacji, nigdy nie daje pewności zarobku, a jedynie zwiększa
szansę na jego osiągnięcie. Tak samo jest w przypadku lepszych i gorszych
okresów dla rynku akcji. Po tym co wyżej napisałem postawiłbym dolary
przeciwko orzechom, że w ciągu następnych 20 lat średnia miesięczna zmiana
indeksu WIG20 od początku grudnia do końca lutego będzie wyższa od średniej
z losowo wybranych trzech innych miesięcy. Ale analogicznego zakładu
odnośnie tylko jednego roku już bym nigdy nie przyjął.
O tym, że zachowanie rynku nie zawsze jest zgodne z tym modelowym, niech
świadczy zeszły rok. Począwszy od skali rocznego wzrostu WIG20 (prawie
dwukrotnie powyżej średniej), a skończywszy na tym, że fala hossy rozpoczęła
się w maju. Zaś w modelowym wykresie najlepszą strategią okazuje się znane z
USA "sell in may and go away" (sprzedaj w maju i uciekaj). W 2005 roku
półrocze rozpoczęte w maju przyniosło na giełdzie największe zyski. Mimo
tych rozbieżności, dalej można zauważyć wzrosty na początku roku,
październikową korektę, czy też choćby mocną końcówkę roku.
Podsumowując - proszę traktować modelowy wykres zmian WIG20 w ciągu roku nie
jako Świętego Graala, ale jako wskaźnik mówiący o tym ile dobrych informacji
inwestorzy potrzebują do rozpoczęcia nowych zakupów (lub ograniczenia
sprzedaży akcji - lepszy okres nie zawsze oznacza wzrosty, a może oznaczać
tylko mniejsze spadki). Od grudnia do końca lutego często wystarczy rynkowi
nie przeszkadzać. Z kolei w okolicy października (i tak będzie zapewne w
2006 roku) sejmowy hałas o kształt budżetu i słabość zachodnich parkietów
zagłusza często wszystkie dobre informacje.
W ostatnim tygodniu tych dobrych informacji było jak na lekarstwo, a
pojawiło się parę czynników mogących przeszkodzić wzrostom. Proszę
jednocześnie nie zrozumieć, że były one bezpośrednią przyczyną trwającej
cały tydzień korekty. Przegrzanie rynku sprzed tygodnia było tak duże (WIG20
oraz BUX wzrosły już więcej niż historycznie średnio robią w całym
styczniu), że korekta na poprzednich 5-ciu sesjach była rynkowi niezbędna i
paradoksalnie mogłaby przysłużyć się trwałości wzrostów. Mogłaby, gdyby nie
mankament jakim była struktura obrotów w czasie tych spadków sugerująca
rozpoczęcie dystrybucji papierów przez największych graczy.
Czego mogą się obawiać ? Dwóch kwestii, mocno ze sobą powiązanych. Pierwsza
to polityka, a druga to polityka ... Ministerstwa Finansów. Wszystko
związane z kursem złotego, a ten w momencie tak dużego zaangażowania na GPW
zagranicznego kapitału staje się kluczowy dla giełdowej koniunktury. Od
początku roku większość inwestorów grała na umocnienie złotego, co było
bardzo korzystne dla rynku akcji. Perspektywa dużych zagranicznych emisji
obligacji na rynki zagraniczne i wymiany przez MF tych środków na rynku
międzybankowym, niezależnie od faktycznego wpływu tej operacji nacząwszy, a na
prezesie NBP skończywszy. Nawet jeśli żadnych zmian to nie przyniesie, to na
rynku znacząco zmieniły się w tym tygodniu oczekiwania. A to już wystarczy.
Nie bez znaczenia dla złotego było też tutaj całe polityczne zamieszanie w
Sejmie. Opisywać tego oczywiście nie ma sensu, choć warto zwrócić uwagę, że
tak jak w przypadku zeszłorocznej wyborczej niepewności, każde rozwiązywanie
obecnej patowej sytuacji w polityce będzie negatywnym czynnikiem
(niepewność) jedynie w krótkim terminie. Destabilizacja sceny politycznej
osiągnęła w tej chwili taki poziom, że zarówno zawarcie jakkolwiek
egzotycznej koalicji, jak i rozpisanie nowych wyborów (co musi wyłonić
większość - nawet przy takim samym podziale mandatów) przynieść może jedynie
chwilowe zamieszanie na rynkach finansowych, a potem wyraźne odreagowanie.
Polityczne problemy i trwalszy wpływ na rynki finansowe pojawi się dopiero
przy projekcie budżetu na przyszły rok.
Oczywiście nie tylko polityka będzie mieć teraz wpływ na losy złotego. Już w
poniedziałek o 16:00 poznamy dane o inflacji za grudzień, która ma spaść do
jedynie +0,8%. Jednocześnie dostaniemy też dane o wzroście wynagrodzeń w
sektorze przedsiębiorstw. Należy oczekiwać wzrostu 3,5-4,5%. Serię
publikacji rodzimych danych zakończy czwartkowa produkcja przemysłowa, która
w grudniu ma wzrosnąć w okolicach +8,0%. W tych wszystkich danych widzę
więcej szans niż zagrożeń. Rynek w tej chwili już niemal w pełni
zdyskontował obniżkę stóp o 25 pb na styczniowym posiedzeniu. Wydaje się, że
słusznie. Jeśli jednak w/w dane "rozczarują" (wszystkie powyżej prognoz), a
w polityce dalej będzie wrzało, to pojawi się niepewność co do decyzji RPP,
a to nie będzie służyć notowaniom złotego. O tym jak zmienne potrafią być
oczekiwania rynku niech świadczy fakt, że w grudniu w ankiecie Reutera aż 8
z 16 analityków przewidywało utrzymanie kosztów pieniądza na niezmienionym
poziomie w całym 2006 roku. Pozostali byli podzieleni między prognozy
obniżek, a podwyżek stóp.
Tak samo ja jestem trochę podzielony w wybraniu kierunku giełdowych indeksów
na kolejne dwa tygodnie. Nie uważam bowiem, że w ostatnim tygodniu
oglądaliśmy już zakończenie hossy. Zbyt spokojnie by się to odbyło. Nawet
jeśli się mylę, to zanim ruszymy do głębszych spadków musielibyśmy przejść
przez nerwowy kilkutygodniowy czyściec konsolidacji. Akurat skończyłby się
korzystny dla akcji okres. Na razie jest miejsce tylko na korektę do ważnego
wsparcia na styczniowych dołkach Nic to w średnim terminie nie zmieni. Z
kolei ani polityka, ani rynek walutowy nie będą na razie sprzyjać dalszym
wzrostom. Powinniśmy na najbliższe dwa tygodnie utknąć między szczytami
hossy, a wspomnianym wsparciem. Choć bardzo szeroki to obszar jak na
mówienie o konsolidacji, to przecież odpowiada to ostatniej skali
zmienności.
[email protected]