spadnie, będą niższe. Chodzi o to, że chcemy wykorzystać moce przerobowe,
póki mamy dodatnią marżę" - powiedział wiceprezes KGHM Andrzej Szczepek.
Czyli innymi słowy zarząd ma nadzieję wykorzystać wysokie ceny miedzi na
rynku do powiększenia produkcji wysokokosztowej, a w razie spadku ceny
rynkowej powróci poprzedniej struktury. Wygląda więc na to, że decyzja nie
jest wcale taka jednoznacznie negatywna, gdyż może mieć pozytywne skutki w
przyszłości - stabilizacja wyniku.
Niestety decyzja zarządu nie spotkała się z przychylnością rynku, bo ten
miał co do KGH inne plany. Tu oczekiwania były mocno wyśrubowane. Powodem
takich oczekiwań jest stale rosnąca cena miedzi, a wiadomo wszystkim, że
KGHM swoje przychody w znacznej większości opiera się na cenach bieżących
(dwie trzecie produkcji sprzedawana jest wg cen spot). Oczekiwano, że wynik
spółki będzie w dużej mierze zależeć od zmian ceny miedzi i to raczej
asymetrycznie, bo przecież zarząd zakładał spadek kosztu produkcji. Teraz
okazuje się, że koszty wzrosną, co zamieniło u większości inwestorów
posiadane przez nich papiery KGH w gorącego kartofla, który parzył ich w
ręce.
Pojawiły się opinie, że przedstawiona przez zarząd prognoza jest
konserwatywna, gdyż zakłada dość niską, jak na obecny poziom cen, średnią
cenę sprzedaży tony miedzy. Zarząd przyjął, że będzie to ok. 4200 dolarijskie Codelco - podwyższają swoje prognozy i zapowiadają zwiększenie
produkcji, wykorzystując światową koniunkturę. [...] Miedź będzie drożała,
bo na światowych rynkach jest mnóstwo wolnej gotówki. [...] Nikt nie ma już
wątpliwości, że ani Chiny, ani Indie nie spowolnią wzrostu gospodarczego,
nadal będą tam inwestowane ogromne pieniądze w infrastrukturę, a więc miedź
będzie potrzebna nie tylko spekulacyjnym funduszom inwestycyjnym, ale i
przemysłowi. [...] Analitycy twierdzą również, że nie można porównywać
obecnej hossy na rynkach miedzi, a właściwie wszystkich metali, do
spekulacyjnej bańki internetowej z 2000 r. Ich zdaniem ten popyt jest
znacznie bardziej racjonalny i nieprędko się zmniejszy."
Czytając te zdania aż cisną się na usta pytania: Po co potrzebna jest miedź
funduszom spekulacyjnym? Skąd to założenie, że one tylko miedź kupują, a
zwłaszcza że tylko będą kupować? Do ostatniego zdania cytatu nie ma sensu
się odnosić. W czasie każdej bańki powszechna jest opinia o szczególnej jej
specyfice i braku podobieństwa do poprzednich oraz racjonalności cen.
Rewizja tego poglądu przychodzi wraz ze spadkiem cen. Czy ktoś pamięta
jeszcze tezy o nowej ekonomii i racjonalności wycen spółek technologicznych
w 2000 roku? Nie trzeba być wielkim fachowcem, by zaobserwować ważną rzecz
na wykresie cen miedzi Wykres_1.gif W ubiegłym roku definitywnie pokonany
został poziom 1,40 dolara za funt. Tylko patrzeć jak rynek wykona ruch
powrotny. Kwestią otwartą pozostaje, kiedy to uczyni. Jak uczy
doświadczenie, stanie się to, gdy większość będzie liczyła na dalszą zwyżkę.
Osobiście uważam, że początek tego ruchu może nastąpić jeszcze w tym roku.
Wtedy prognoza zarządu tuż pod 2 dolary za funt może okazać się nie, jak
teraz się uważa, konserwatywna, ale zbyt optymistyczna.
Dla mnie decyzja zarządu o zwiększeniu kosztów produkcji poprzez zmianę
struktury produkcji ma też zupełnie inny, dość ciekawy, wymiar. Zastanawiam
się, czy właśnie w ten sposób nie uniknie się napięć płacowych wśród
pracowników. Taki skutek powinien być z pewnością wart uwagi. Inna sprawa,
czy zarząd spółki jest jego świadomy. Wiadomym jest, że zyski KGH to sól w
oku załogi spółki. Gdy tylko zysk jest duży pojawiają się głosy, by
podzielić go raczej wśród pracowników niż akcjonariuszy. Być może
uruchomienie w tym roku droższych procesów produkcji z jednej strony stworzy
swego rodzaju zapas na trudniejsze czasu (wtedy przyda się zwiększenie mocy
produkcji metodami tańszymi), ale także nie dopuści do "zbyt wysokiego"
poziomu zysku. Takim sposobem uniknie się problemów z żądaniami płacowymi.
Niezależnie, czy miałyby one charakter jednorazowy, czy postać podwyżek
zaoszczędzona kwota, która potencjalnie miałaby iść w ręce pracowników jest
niebagatelna. W sumie w dłuższym terminie może się to przyczynić do
stabilizacji wyniku spółki. Jak widać, wzrost kosztu produkcji nie
koniecznie musi być tu jednoznacznie źle odczytywany, co nie zmienia faktu,
że obecna wycena spółki wydaje się zbyt wyśrubowana, a niski poziom
zabezpieczenia zbyt mocno uzależnia wynik od zmian ceny surowców na rynkach.
Wychodzi więc na to, że przez duży udział KGH w indeksie wpływ notowań
miedzi na notowania kontraktów na indeks WIG20 jest znacznie większy niż
byśmy sobie tego życzyli.
Skala i dynamika spadku ceny akcji KGH pokazała graczom mniej doświadczonym,
że rynek to nie jest maszynka do zarabiania pieniędzy. Spadek indeksu o
ponad 4% w czasie jednej sesji robi wrażenie, a przecież nie mamy jeszcze
bessy. Cały czas rynek znajduje się w trendzie wzrostowym, a więc podaż
faktycznie jeszcze nie pokazała swojej rzeczywistej siły.
pojawienie się nowych rekordów. Tym razem cios był większy i tylko
wyobraźnie podpowiada, co się będzie działo, gdy rynek jako całość zleci po
blisko 10% na którejś sesji. Fantazja? W tym tygodniu mieliśmy próbkę stylu,
w jakim zagranica opuszcza giełdę warszawską. Skoro taka przecena pojawiła
się na jednej spółce, to czemu nie miałaby się pojawić na kilku
równocześnie? Tym bardziej, jeśli znajdzie się powód, a tych możemy mieć
całkiem sporo.
Takie wydarzenie ma szanse mieć miejsce, ale to na razie przyszłość, choć
chyba nie tak odległa. Rynek powoli traci swoją siłę, a popyt zaczyna być
pchany głównie emocjami. Na razie emocje sprzyjają wzrostom, tylko że może
się to szybko zmienić. Zauważmy, że ostatnie miesiące mimo wzrostu cen nie
charakteryzują się już tak dużą aktywnością Wykres_2.gif W efekcie mamy
wzrost cen bez wzrostu obrotu - układ, który każe wzmóc czujność, bo może
oznaczać zbliżający się szczyt. Jak zwykle w takich chwilach przypomnę, że
raczej są małe szanse na to, by mielibyśmy być świadomi tego szczytu w
chwili, gdy będzie on kreślony. Trzeba założyć, że dowiemy się o jego
pojawieniu się z lekkim opóźnieniem. Sygnałem będzie przełamanie któregoś z
kluczowych wsparć. Nie można wykluczyć, że już mamy go za sobą, choć na
razie niewiele na to wskazuje.
Zauważmy, że zachowanie się cen w okolicy pierwszego poważniejszego
wsparcia, jakim jest lokalny dołek z połowy stycznia, nie sygnalizuje
zdecydowanej przewagi podaży. Nie licząc skokowej słabości na papierach KGH
rynek nadal wydaje się dość silny, by ponownie próbować wzrostu. W piątek
wspomniany poziom wsparcia został naruszony, ale nie wywołało to większej
aktywności podaży. Sprzedający nie wzmagają swoich działań, a kupujący grają
pod powrót do trendu. Trzeba też pamiętać, że to wsparcie jest tylko
wsparciem wstępnym, które jeszcze nie zmienia naszego nastawienia do
kierunku trendu. Takim poziomem, którego przełamanie miałoby wpływ na ocenę
rynku przynajmniej w średnim terminie jest lokalny dołek z pierwszego dnia
bieżącego roku. Zejście niżej przekreśliłoby całą zwyżkę ze stycznia. Do
tego nam daleko. Można przypuszczać, że zanim tam dojdziemy popyt będzie
jeszcze próbował przejąć inicjatywę. Pamiętajmy, że od efektu tej próby
wiele będzie zależeć. Jest całkiem prawdopodobne, że już w tym tygodniu
będziemy świadkami początku takiej próby.
Kamil Jaros