Z uwagi na rolę banków centralnych w przeciwdziałaniu kryzysom.
Kto to stwierdził?
To pojawiło się w ramach prac eksperckich i stanowiska EBC dotyczącego szeroko rozumianej "sieci bezpieczeństwa". Stąd w ostatnich latach - jeśli już łączono nadzory - to było to związane z udziałem banku centralnego. Poza tym w sektorze bankowym ani finansowym nie stało się nic takiego, co uzasadniałoby taką decyzję. Po trzecie - nie ma żadnych istotnych związków między firmami działającymi w różnych sektorach.
Argumentem za połączeniem jest to, że komisje spotykają się tylko od czasu do czasu, a tak mielibyśmy organ cały czas śledzący sytuację na rynku.
Komisje zajmują się najważniejszymi sprawami - licencjami, sankcjami i regulacjami. I tutaj mamy powiązania krzyżowe. Zaś sprawy bieżące załatwiane są bezpośrednio przez urzędy. Urzędy na roboczo współpracują ze sobą na podstawie podpisanych porozumień.
Nadzór bankowy radzi sobie chyba dobrze - od 2000 r. nie upadł żaden bank. Za to mamy na koncie parę ciekawych restrukturyzacji. Łącznie z restrukturyzacją Wschodniego Banku Cukrownictwa, gdzie - bez precedensu w Europie - zaangażowanych było 12 największych banków. Wszystkie nadzory europejskie są pod wrażeniem, że coś takiego można było przeprowadzić. To się udało, bo KNB działa przede wszystkim wtedy, gdy trzeba podejmować trudne decyzje, poprzez zdrowe współdziałanie najważniejszych ośrodków decyzyjnych w państwie, tj. banku centralnego, prezydenta, rządu czy Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Dzięki kolegialnemu charakterowi jest w stanie podejmować wyważone decyzje. Rynek odbiera je jako optymalne i budzące zaufanie. A ono jest szczególnie ważne, gdy chodzi o nadzór nad sektorem bankowym.
Pojawiały się sugestie, że włączenie nadzoru bankowego do skonsolidowanej instytucji nadzorczej mogłoby się wiązać z ucieczką pracowników GINB do sektora komercyjnego. Ile jest w tym prawdy?
W ogóle dużym problemem jest utrzymanie specjalistów, których szkoli się nierzadko latami w instytucji publicznej. Teraz zagrożenie, że utraci się najlepszych pracowników, znacznie wzrosło. Cały ten pomysł budzi duże zaniepokojenie pracowników. To jest sygnalizowane przez związki zawodowe. To oczywiście rodzi też problemy z naborem nowych osób. Pamiętajmy, że po połączeniu pracownicy nadzoru bankowego traciliby status pracownika banku centralnego. Stawaliby się urzędnMniej by zarabiali?
Raczej chodzi o prestiż. Wielu pracowników z instytucją wiąże to, że pracują w banku, i to banku centralnym. To rzutuje na dalszą karierę - czy osoba pracowała w administracji czy w banku centralnym. Czy straciliby finansowo, tego nie wiemy, bo nie są jeszcze znane ostateczne rozwiązania, jakie miałyby być przyjęte. Ale nadzór bankowy nie jest najbardziej atrakcyjnie wynagradzanym nadzorem w Polsce, co wynikało z danych publikowanych kiedyś w prasie.
Patrząc z perspektywy finansów, mamy jeszcze kwestię składek na nowy organ nadzoru. Nie ulega wątpliwości, że nadzór bankowy jest największym nadzorem. Dzisiaj banki nie płacą składek. Ale pamiętajmy, że one przez wiele lat odprowadzały nieoprocentowaną rezerwę obowiązkową (teraz jest ona oprocentowana). Zwracam uwagę, że teraz płaciłyby bezpośrednio. Na kogo przeniosą ten koszt? Na klientów, ale przecież nie firmy, tylko klientów detalicznych. Po drugie, w jakiej pozycji postawi to polskie banki spółdzielcze, które dzisiaj nie płacą, a będą musiały płacić? Z tego względu stanowisko sektora spółdzielczego wobec propozycji połączenia nadzoru było jednoznacznie negatywne. Oni wyraźnie wskazują, że obecne rozwiązanie poprawia im pozycję rynkową. W części wydatki na rzecz nadzoru poniesie budżet, bo przecież to będą koszty uzyskania przychodu. Zakłada się integrację systemów sprawozdawczości itp. Jest pytanie, ile to będzie kosztować. Przypominam, że w tym czasie są ważne wydarzenia - wdrożenie Nowej Umowy Kapitałowej. Jeśli to nie wyjdzie, będzie mieć negatywny wpływ np. na ratingi, na opinię o polskim rynku i polskim nadzorze.
Dziękuję za rozmowę.