Marek Pryzmont
W zeszłym tygodniu natłok giełdowych informacji i zmienność na poszczególnych rynkach mógł przyprawić inwestorów o zawrót głowy. Tydzień zaczęliśmy od ataku na szczyty hossy na WIG20, a już zaledwie dzień później mieliśmy kolejne w tym roku "tąpnięcie" indeksów. Nie mniejsza zmienność panuje na kluczowym dla emerging markets rynku surowców. W Stanach w ciągu kilku dni zeszłego tygodnia dostaliśmy aż 16 publikacji danych makro, a w Polsce poznaliśmy bardzo ważne dane o dynamice PKB w IV kw. Jakby tego wszystkiego było mało, to uwagę skupiały na sobie banki centralne - RPP i EBC. Wydawać by się mogło, że po takiej powodzi informacji największe fundusze powrócą do aktywnego handlu i rynek znajdzie w końcu jakiś trwalszy kierunek. Nic bardziej błędnego. WIG20 wciąż pozostaje w konsolidacji między silnym oporem na styczniowych szczytach (2975,73), a lutowymi dołkami (2753,78). Najwięksi gracze czekają na rozstrzygnięcie losów trendu wzrostowego na rynku surowców i biernie przyglądają się "koszykowym" spekulacyjnym szaleństwom na GPW.
Wielokrotnie opisywane duże znaczenie surowców dla emerging markets potwierdziła ostatnia wtorkowa sesja, gdy na większości indeksów regionu doszło do małego załamania. Indeks CRB ponownie powrócił wtedy na minima z połowy lutego jednocześnie testując linię trendu wzrostowego przebiegającą na kluczowej 200 sesyjnej średniej kroczącej podtrzymującej trend wzrostowy już trzeci rok. Po raz kolejny wsparcie to udało się utrzymać, a kolejne cztery sesję to systematyczne odreagowanie i wykreślenie na piątkowe zamknięcie małej formacji podwójnego dna. Tym samym czynnik ten zamiast straszakiem dla giełd regionu stał się teraz nadzieją na powrót do wzrostów spółek surowcowych. Trudno na obecnym etapie powiedzieć, czy to znowu zasługa dominacji funduszy spekulacyjnych walczących o utrzymanie arcyważnego wsparcia, czy też faktyczna reakcja na informacje o niskich zapasach ropy/miedzi oraz (nad)wrażliwość rynku na wszelkie przejawy kłopotów z wydobyciem, niezależnie jak w rzeczywistości wpływa to na podaż surowca (np. miedź w Meksyku czy ropy w Nigerii i Iranie).
Skoro sytuacja na rynku surowców zaczęła sprzyjać bykom, to czemu indeksy nie zaatakowały ponownie szczytów hossy, a jedynie odrobiły tylko część wtorkowych strat ? Obniżył się bowiem znacząco apetyt na ryzyko inwestowania na rynkach wschodzących. Spowodował to zarówno jastrzębi komunikat EBC, jak i mocny wzrost rentowności amerykańskich obligacji. Europejski Bank Centralny w czwartek zgodnie z oczekiwaniami rynku podwyższył stopy procentowe o 25 pb. ale trochę zaskoczył rynek podwyższeniem prognozy inflacji oraz tempa wzrostu gospodarczego na ten i przyszły rok. Nowa prognoza inflacji przedstawiona przez prezesa Trichet na konferencji prasowej zakłada, że inflacja w strefie euro zmieście się w tym roku w przedziale 1,9-2,5%. Wraz z podniesieniem prognozy tempa wzrostu PKB z 1,4-2,4% do 1,7-2,5% to wyraźny sygnał dalszych podwyżek stóp niezbędnych do osiągnięcia założonego przez ECB rocznego celu inflacyjnego. Niemieckie bundy zareagowały wyprzedażą. Inwestorzy po tych wydarzeniach w pełni zdyskontowali podstawową stopę refinansową na poziomie 3,0% już w III kw. tego roku.
Jednocześnie końcówka tygodnia to wyraźne wybicie rentowności amerykańskich obligacji poza obszar wąskiej konsolidacji trwającej przez cały luty. Na zamknięcie tygodnia rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji wynosiła już 4,68%. Najbliższy tydzień rozstrzygnie losy oporów na szczytach z marca i listopada zeszłego roku. Jednak już teraz taki układ na rynkach długu jest bardzo niekorzystny dla wszystkich emerging markets. Wymusiło to w końcówce tygodnia realizację zysków przez zachodnie fundusze zarówno na złotym, jak i wzrosła też podaż obligacji wspieranych od wtorku przez RPP.